Korzystam

Druga młodość filmu noir – mroczny kryminał w nowej odsłonie


  • 0
Fot. Flickr/_Untitled-1/Lic. CC by

Fot. Flickr/_Untitled-1/Lic. CC by

Pierwszą styczność z filmem noir miałem kilka lat temu. Dostałem od znajomego pakiet klasycznych produkcji z lat 40. „Spodoba ci się” – usłyszałem. Kilka dni później już wiedziałem, że ta grzecznościowa formułka w tym przypadku okazała się prawdziwa. Film noir to jednak nie tylko lata 40. XX wieku, ale także wiek XXI.

Film noir wywodzi się z kina gangsterskiego. Unika się w nim jasnego podziału na dobro i zło, nie ma happy endów. Są za to prywatny detektyw, femme fatale oraz mroczne, mało przyjazne miasto. Oficjalnie za pierwszą produkcję tego typu uważa się „Sokoła maltańskiego”, debiutującego wtedy reżysera Johna Hustona.

„Sokół” jest uważany za najlepszy film detektywistyczny wszech czasów. Mnie jednak dużo bardziej podoba się „Dama z Szanghaju”. Ma ona nie tylko specyficzny klimat filmu noir, ale także występuje w niej dwójka moich ulubionych postaci z tego okresu – Ritę Hayworth i Orsona Wellesa.

Inny klasyk z lat 40. to „Podwójne ubezpieczenie”, które wyreżyserował Billy Wilder, twórca takich kamieni milowych amerykańskiej kinematografii, jak „Pół żartem, pół serio” czy „Bulwar zachodzącego słońca”. Inne znane postacie klasycznego kina noir to para aktorów Veronica Lake i Alan Ladd (np. „Szklany klucz”).

Noir w nietypowym wydaniu

Film noir kojarzy się zwykle z bielą i czernią. Tymczasem w klasycznym okresie tego gatunku powstało ok. 20 kolorowych filmów noir, w tym dwa w tak popularnym dziś 3D. Do tego doszła pewna liczba komedii i westernów noir. To wszystko pokazało, że ten gatunek mrocznych kryminałów jest całkiem elastyczny.

W latach 60. rozpoczął się okres znany jako neo-noir. W zasadzie trwa on do dziś, oczywiście przez ostatnie kilka dekad ewoluował. Na początku nowe filmy niewiele różniły się od klasyków. Świetnym przykładem jest „Marlowe” z 1969 r. To nie tylko ciekawa historia detektywistyczna, ale także przełom dla mało znanego wówczas w USA Bruce’a Lee.

W latach 70. i 80. można zauważyć już spore odstępstwa od oryginału. Do gatunku zaliczane są m.in. takie filmy, jak „Mechaniczna pomarańcza”, „Brudny Harry”, „Shaft”, „Ojciec chrzestny”, „Pieskie popołudnie” czy… „Koziorożec Jeden” – thriller science fiction poświęcony oszustwu podczas lądowania na Marsie.

Przełom wieków

Moim zdaniem zaliczanie niektórych filmów do gatunku neo-noir jest błędem. Nie wystarczy, że dana produkcja spełnia jedno z kilku kryteriów stawianych oryginałowi (np. historia detektywistyczna). Trudno powiedzieć, że np. „Brudny Harry” to film mroczny. Brutalny – na pewno, mroczny – raczej nie.

Wątpliwości może budzić również zaliczanie do neo-noir filmów psychodelicznych czy postmodernistycznych. Cechą klasycznego noir była spójna, jednolita, chronologiczna fabuła. Stosowano jedynie proste zabiegi zaburzające ustalony porządek czas-miejsce, jak np. retrospekcje. Sytuacje, w których widz przez cały film nie wiedział, co jest jawą, a co snem, nie miały miejsca.

Na szczęście w latach 90., a także w ostatniej dekadzie pojawiło się sporo dobrych produkcji, które w udany sposób połączyły klasyczne wzorce kina noir ze współczesną estetyką Hollywood. Przykłady to „Nagi instynkt” czy „Mroczne miasto” – thriller science fiction z odważną wizją i niesamowitą muzyką.

Fot. Flickr/Michael Yan Photography/Lic. CC by

Fot. Flickr/Michael Yan Photography/Lic. CC by

Nowe kino gangsterskie i superbohaterowie

Dwa rodzaje współczesnych filmów, które szczególnie dobrze wpisują się w koncepcję oryginalnego noir, to produkcje gangsterskie oraz… te oparte na komiksach. Reprezentanci tej pierwszej grupy to np. „Droga do zatracenia” (Tom Hanks) czy „Wrogowie publiczni” (Johnny Depp).

Druga grupa to przede wszystkim seria o Batmanie. Dawniej mocno komiksowa, przerysowana i mało dojrzała, wraz z filmami „Batman: Początek” i „Mroczny rycerz” wyniosła się na nowy poziom. Teraz Christopher Nolan robi kolejną część serii. Zapowiada się więc prawdziwa uczta dla fanów mrocznej wersji superbohatera.

Poza hollywoodzkimi hitami można oczywiście wymienić filmy mniej kasowe, które również zaliczane są do neo-noir. Warto wspomnieć o czarno-białym „Good Night and Good Luck”, „Czarnej dalii” czy przeciętnym moim zdaniem „Zodiaku”. Niewypałem była również według mnie „Wyspa tajemnic” Martina Scorsese.

Co nas czeka w nadchodzącym roku? Oprócz wspomnianego już Nolana („Mroczny rycerz powstaje”) warto czekać na „Dark Shadows” Tima Burtona oraz „The Gangster Squad” – do bólu klasyczną, gangsterską opowieść z Seanem Pennem w roli głównej. Ciekawą propozycją może być również „Savages” Olivera Stone’a.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Sandler & Stiller – o dwóch takich, co śmieszą
Korzystam
Czy ebooki sprawią, że Polacy zaczną więcej czytać?
Korzystam
Kredyt konsolidacyjny: czy to się opłaca?