Doświadczam

Freeganizm, czyli filozofia grzebania w śmietniku


  • 2
Fot. Flickr/dreamsjung/Lic. CC by-sa

Fot. Flickr/dreamsjung/Lic. CC by-sa

Znacie powiedzenie: bez pracy nie ma kołaczy? Zapomnijcie o nim. Freeganie udowadniają, że straciło ono sens. Podobno wystarczy zajrzeć do pierwszego z brzegu kontenera pod supermarketem, żeby wyciągnąć z niego całkiem dobre jedzenie. Zdarzają się nawet takie rarytasy, jak maliny czy wędzony łosoś. I to zupełnie za darmo!

Widząc człowieka wyciągającego jedzenie ze śmietnika, automatycznie klasyfikujemy go jako przymierającego głodem bezdomnego. W większości przypadków będziemy mieli rację. Czasami możemy się jednak natknąć na przejaw freeganizmu. Słowo to powstało z połączenia wyrazów „free” (‘wolny’, ‘darmowy’) oraz „weganizm”.

Najogólniej freeganizm to element szerszego ruchu tworzonego przez ludzi protestujących przeciw kapitalizmowi. W skrócie idea jest następująca: człowiek spożywa to, co znajdzie w kontenerze na śmieci, w związku z czym nie robi zakupów. A skoro przestaje robić zakupy, to przestaje wspierać wyzyskujący ludzi kapitalizm.

Ma więcej czasu wolnego, może po prostu żyć, zamiast poświęcać się nudnej i męczącej pracy. To jest zdrowe, bo przecież każdy dzień w pracy skraca życie o 8 godzin – jak mówią freeganie.

Anarchiści, lenie czy szlachetni wojownicy?

Czy oznacza to, że zwolennicy tej ideologii wolą jeść odpady, niż normalnie pracować? Niezupełnie. Wielu kontenerowców, bo tak też się ich w Polsce nazywa, ma normalną pracę, opłaca rachunki i wiedzie całkiem zwyczajny żywot. Ich działania są odpowiedzią na bezpodstawne marnowanie żywności, nadmierną eksploatację ziemi, rosnące wysypiska śmieci, a nawet głód na świecie.

Rzućmy okiem na dane z raportów Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). Tylko w naszym kraju marnuje się 9 milionów ton jedzenia rocznie – pod tym względem zajmujemy piąte miejsce w Europie. Na całym świecie marnotrawiona jest trzecia część produkowanej żywności.

Freeganie za granicą

„W lodówce mam jedzenie warte z 10 funtów. Zwykle jest go znacznie więcej, niż możesz unieść, ale nie lubię brać zbyt wiele, ponieważ śmietniki są źródłem pożywienia dla bezdomnych. Nigdy nie zatrułem się jedzeniem ze śmietnika, więc to całkiem bezpieczny sposób oszczędzania pieniędzy” – mówi Peter, 21-letni brytyjski student, dla dziennika „The Guardian”. O ile jednak takie życie w przypadku studenta może być postrzegane jako niegroźne dziwactwo wieku młodzieńczego, to już przejście na freeganizm z pracy w korporacji na Manhattanie w wieku średnim jest co najmniej zaskakujące.

„Przyznam, że mam mieszane uczucia. Trudno porzucić przywileje klasowe. Jednak freeganie przekonują, że system kapitalistyczny jest niezrównoważony. Eksploatujesz zasoby. Większość ludzi pracuje 40 godzin tygodniowo w pracy, której nie lubią, żeby kupić rzeczy, których nie potrzebują” – mówi Madeline, lat 51, dla „The New York Times”. Za Amosem Ozem można by dodać: aby zaimponować ludziom, których wcale nie lubią.

I polscy kontenerowcy

Agnieszka, która podczas studiów doktoranckich mieszkała w Nowym Jorku, stwierdza: „W porównaniu z polskimi tamtejsi (amerykańscy – przyp. red.) freeganie to luksusowi anarchiści. Amerykańscy freeganie nie odmawiają sobie ani łososia, ani kawioru”. W zasadzie nic w tym dziwnego, skoro wg danych FAO w Stanach wyrzuca się 25-40% żywności.

Tymczasem mieszkająca w Polsce, a pochodząca z Drezna Eleonora oburza się: „Wyrzucanie przeterminowanych o jeden dzień jogurtów na śmietnik jest niemoralne. No bo czy ten jeden dzień rzeczywiście robi różnicę? […] Ludzie mają blokadę, ale wystarczy zrobić eksperyment. Zaproś przyjaciół na kolację i przyrządź dania ze śmietnikowych składników. Nie poczują różnicy”.

I tutaj pojawia się pytanie: czy częstowanie znajomych śmietnikowym jedzeniem bez ich wiedzy jest moralne? Z drugiej strony robienie tego i informowanie ich o tym, jeśli nie podzielają zainteresowania naszym stylem życia, może być co najmniej kłopotliwe. Wyobraźcie sobie, że wpadacie w odwiedziny do koleżanki, a ona częstuje was przeterminowanymi gotowymi naleśnikami, nie kryjąc przy tym, że wyjęła je ze śmietnika. Taka historia przydarzyła się moim znajomym, którzy przez długi czas potem byli na wpół rozbawieni, na wpół zakłopotani całą sytuacją.

Fot. Flickr/MacKinnon Photography/Lic. CC by

Fot. Flickr/MacKinnon Photography/Lic. CC by

Nie tylko jedzenie ze śmietnika

Pytanie „dlaczego freeganizm?” jest zasadniczo pytaniem „dlaczego nie konsumpcjonizm? – oto fragment manifestu wydanego w lutym 2000 roku zatytułowanego „Why freegan?” („Dlaczego freeganizm?”). Po krótkiej krytyce konsumpcjonizmu, który niszczy ziemię, wszystkie jej naturalne zasoby oraz samego człowieka, pojawia się zachęta do Ostatecznego Bojkotu. Autorem manifestu jest rzekomo Warren Oakes, były perkusista zespołu Against Me!

Dalej znajduje się poradnik dotyczący tego, jak zdobywać jedzenie oraz w jaki sposób bojkotować kapitalizm. Najprościej chyba poprosić w sklepie o jedzenie, które ma być wyrzucone. Choć to w Polsce może być ryzykowne, jak pokazuje przypadek pewnego piekarza z Legnicy. Można też na przykład usiąść w restauracji, poczekać, aż ktoś zje obiad, i dokończyć to, co zostawił na talerzu. Chociaż trzeba uważać, żeby nie zostać brutalnie wyrzuconym.

Można też… okradać sklepy! Ta metoda nie jest jednak polecana, bo we freeganizmie chodzi o to, by w żaden sposób nie opróżniać sklepowych półek. Kolejny pomysł to okradanie szefa. Według autora manifestu pewien pracownik sklepu ze zdrową żywnością wykarmia trzyosobową rodzinę jedzeniem wynoszonym z pracy.

„Odstąpienie od kultury śmierci konsumenckiej nie musi kończyć się na jedzeniu” – pisze dalej autor i wskazuje na możliwość oszczędzania wody np. poprzez niespłukiwanie toalety, energii elektrycznej np. przez używanie baterii słonecznych, zachęca do mieszkania na dziko itd. Co ciekawe, dzisiaj Oakes jest współwłaścicielem lokalu Boca Fiesta w Gainesville na Florydzie. Jak myślicie: czy serwowane jedzenie pochodzi z kontenerów i czy w toaletach lokalu są spłuczki?

Marzenie freegana oraz ucieczka od wolności

Upadek kapitalizmu. Kontenerowcy sprawiają wrażenie, jakby tego właśnie pragnęli. Wydaje się, że nieliczni zdają sobie sprawę z tego, że byłoby to równoznaczne z końcem ich darmowych kołaczy. Do tego niewielkiego grona uświadomionych należy Kuba z Warszawy, student informatyki. „Tak naprawdę freeganie są od systemu zależni. Żyjemy z tego, co inni wyrzucą. Najpierw więc ktoś to musi wyprodukować. Ale chciałbym obudzić się kiedyś w świecie, w którym na śmietnikach nie zalegają tony świeżego jedzenia” – mówi.

Zaakceptować poglądy freegana a nim zostać to dwie różne rzeczy. Macie ochotę skakać po kontenerach i prosić o jedzenie, które straciło termin przydatności do spożycia? Nie da się ukryć, że dzięki temu każdy posiłek staje się przygodą i niespodzianką zarazem.

Jednak co zrobić, jeśli ktoś po prostu lubi pracować? Jeżeli odpoczynek sprawia mu przyjemność tylko wtedy, gdy następuje po satysfakcjonującym wykonaniu pracy? Ja chyba jednak wolę żyć w ten sposób i płacić za swoje jedzenie oraz inne przyjemności, a przyjaciół zapraszać na obiady ze świeżych składników. Cóż, może Erich Fromm miał rację z tą ucieczką od wolności?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Polska egzotyczna, czyli podlaskie bezdroża
Doświadczam
Gdzie na piwo?
Doświadczam
Malownicze i wzbudzające grozę drogi śmierci
  • Kolejna snobistyczna moda, do której dorobiono tanią filozofię. Trendziarze, których stać na żywność ze sklepów, wyjadają ją z kontenerów, kosztem bezdomnych, którzy nie mogą pozwolić sobie na zakupy nawet w najtańszych spożywczakach. Ale to tylko moje zdanie.

  • „Tylko w naszym kraju marnuje się 9 milionów ton jedzenia rocznie ” 
    Co to znaczy marnuje? jak nie zjedzą go ludzie to zjedzą szczury, a jak nie one to bakterie, jedzenie nie znika, nie dematerializuje sie, zawsze ktoś skorzysta, na koncu jako nawóz może być.__”Najogólniej freeganizm to element szerszego ruchu tworzonego przez ludzi protestujących przeciw kapitalizmowi……Ma więcej czasu wolnego, może po prostu żyć, zamiast poświęcać się nudnej i męczącej pracy.”No tak, ale szperanie po śmietnikach to swego rodzaju praca, a do tego aby coś sensownego znaleźć to trzeba być przy śmietniku pierwszym, wiec może sie zdarzyć ze to będzie swoisty wyścig (szczurów?), Moja sąsiadka co zbierała kartony musiała bardzo wcześnie wstawać i rywalizować z innymi zbieraczami.