Korzystam

Co to znaczy dobra muzyka filmowa? Muzyczne Oscary 2012


  • 0
Plakat filmu "Hugo i jego wynalazek"

Plakat filmu "Hugo i jego wynalazek"

W tym roku o muzycznego Oscara walczą: „Tintin”, „Hugo i jego wynalazek”, „Czas wojny”, „Szpieg” oraz „Artysta”. Dowiedzmy się, czym jest dobra muzyka filmowa, jak się ją tworzy i jak różnie nominowane filmy przemawiają za pomocą dźwięku.

W rozmowach z kompozytorami filmowymi ustalałem, czy muzyk pracuje, patrząc na obraz, czy też zaczyna o wiele wcześniej, czyli od scenariusza. Jeśli dyrygent nagrywał jako pierwszy, zamykałem oczy i próbowałem sobie wyobrazić oryginalne kompozycje przed montażem. Jeśli dogrywał na końcu, skupiałem się na połączeniu z obrazem.

Ten drugi wariant jest popularniejszy. „Na podstawie scenariusza mogę sobie wyobrazić jakąś scenę, ale później się okazuje, że postacie inaczej wyglądają, inaczej się poruszają, a przestrzeń i tempo są zupełnie inne. Tak można przygotować co najwyżej album koncepcyjny” – mówi Michał Marzec-Remiszewski, kompozytor muzyki filmowej.

Paryski klimat

Akcja „Hugo…” toczy się we Francji. Podkreślono to ujęciem Paryża, ubiorem mieszkańców, kwiatami w kolorach flagi oraz, być może najsilniej, akordeonem. Partie akordeonu wchodzą w różnych momentach, powracają stale i przypominają, że wydarzenia rozgrywają się we Francji. Do wywołania tego efektu wystarcza sam dobór instrumentów.

Prawdziwym rarytasem jest moim zdaniem scena z robotem. Hugo nakręca mechanizm, staje obok i czeka na rezultat. Od tego momentu narrację prowadzi wyłącznie muzyka, bo obraz staje się praktycznie nieruchomy. To chytra sztuczka, przekaz prawie podprogowy. Sposób grania sugeruje, czy skomplikowany przedmiot działa, czy nie. Oczy się nudzą, uszy szaleją.

Granie w kadrach

„Krytycy często zarzucają muzyce filmowej, że nie ma ciekawych tematów i nie nadaje się do tradycyjnego słuchania. Tyle że właśnie taka muzyka akurat świetnie się sprawuje w filmie. Najważniejsze, aby była ilustracyjna. Pod tym względem bardzo mi się spodobał „Tintin”. Są tam zalążki mickimousingu (granie jak w kreskówkach), orkiestracje, sporo zabawowych instrumentów i pizzicato (szarpanie strun ręką, a nie smyczkiem)” – mówi Marzec-Remiszewski.

Zawieśmy jednak na chwilę proste ocenianie w kategoriach lubię/nie lubię. Muzycy, którzy pracowali przy tym filmie, z pewnością trafili do najtrudniejszego projektu z całej nominowanej piątki. Grali pod dyktando obrazu. Częste zmiany tempa, szybkie przejścia kolorów, brak jednoznacznego motywu. Technicznie rzecz biorąc, Tintin już zdobył mistrzostwo świata.

Jaki efekt powstaje w wyniku spotkania muzyki z obrazem? W moim odczuciu te krótkie melodyjki nawiązują do kadrów między rysunkami. Bo „Tintin” powstał na bazie komiksu. Po podzielonym na kadry przodku nie ma ani śladu w płynnej animacji, ale poszarpanie pozostało w krótkich groovach i ekstremalnych cięciach.

Muzyka ważniejsza od obrazu

Na początku „Artysty” pojawia się historia, w której Peppy Miller próbuje dostać pracę tancerki, a w tle gra jeden dość długi utwór. Dziewczyna wchodzi do studia, staje w kolejce do castingu i próbuje zrobić wrażenie na siedzącym obok mężczyźnie. Ten delikatnie z niej szydzi. Zaczyna się pokaz umiejętności, pierwszy plan tańczy oprócz Peppy, która stoi obok i próbuje zwrócić na siebie uwagę uśmiechem. Wygląda na trochę zagubioną.

Kadr z filmu "Artysta"

Kadr z filmu "Artysta"

Przeplata się wiele różnych emocji. Każdej z nich mogłaby towarzyszyć osobna melodia, ale na obraz nałożono tylko jeden kawałek, odtworzony od początku do końca, z zachowaniem akordów sugerujących finał muzyczny, po którym następuje ściszenie i chwila pauzy. W tym filmie muzyka dominuje nad obrazem.

Mam wrażenie, że sposób pracy nad „Artystą” mocno odbiegał od normy. Aktorzy zachowują się tak, jakby słuchali muzyki podczas pracy na planie. Ich gra składa się z refrenów i zwrotek. Gestykulują, chodzą, stają i zmieniają emocje w równych rytmach. To dzięki nim muzyka zgrywa się z obrazem.

Cisza, która krzyczy

Namawiam kompozytora, aby powiedział, który film by wybrał, gdyby był jurorem. Zaznacza, że nie widział „Artysty”. „Brałbym pod uwagę, w jaki sposób muzyka ilustruje film. Istotna jest też przebojowość, o ile pozwala na to sytuacja. Przyznałbym Oscara Williamsowi. Akurat w przypadku „Czasu wojny” jest coś takiego, że można użyć przebojowej, chwytliwej muzyki. A poza tym strasznie go lubię i ma osiemdziesiąte urodziny. Nie ma co mówić, John Williams i tyle” – wybiera Marzec-Remiszewski.

Narażę się autorytetom, ale sam początek „Czasu wojny” mnie zraził: kręcony z helikoptera krajobraz, któremu towarzyszy bardzo silny motyw muzyczny, z partiami solowymi i odpowiedziami orkiestry. Brzmi to dobrze, wyraźnie, dramatycznie i koncertowo, ale zupełnie nie mogę zrozumieć, dlaczego taka muzyka towarzyszy scenie, w której przedstawiono trawnik i skały.

Im dalej jednak, tym lepiej. Warto zwrócić uwagę na chwile wprowadzania muzyki. W tym filmie wchodzi ona jak spóźniony gość na imprezę, dzięki czemu zwraca na siebie uwagę. Ten zabieg, używany świadomie, działa jak sygnał dla widza: uważaj, ten element będzie za chwilę istotny. Ciekawie zapowiada to przyszłe wydarzenia.

Niezapomniany moment muzyczny filmu? Dość długa cisza w okopach na froncie. Nie, nie wyżywam się sarkastycznie, to naprawdę świetny moment. Rozsądne zaplanowanie pauz to także ważny element pracy kompozytora.

Nie przeszkadzać w myśleniu

Na forum http://filmmusic.pl znalazłem dość okrutny komentarz: „Nie wiem co prawda, co tam wśród nominowanych robi „Szpieg”, ale niech będzie” – pisze Wawrzyniec. Pierwsze wrażenia zdają się potwierdzać tę opinię. Można wręcz odnieść wrażenie, że muzyki w „Szpiegu” zupełnie nie ma. Znacznie głośniejsze od instrumentów są szelesty, szmery tekstylne, brzęk odkładanej szklanki i drapanie pióra na kartce.

Film opowiada skomplikowaną historię. To typ kina adresowany do intelektu, a nie emocji. Pojawiają się szpiedzy, ale nie tacy jak James Bond.

Plakat filmu "Szpieg"

Plakat filmu "Szpieg"

Najwyraźniejszy motyw pojawia się w chwili napisów i etiudy na temat odejścia agenta z pracy. Zwraca uwagę nieprawdopodobne brzmienie instrumentów. Soczyste i miękkie będzie prześladować po nocach perkusistów, którzy obejrzą ten film.

Ale nie przejmujmy się tak perkusistami, trębacze nawet nie wyjdą z kina, to cudowne brzmienie ich wykończy.

Poza tym fragmentem Szpieg to raczej cichy film. Przemyca muzykę za pomocą radioodbiorników ustawionych w scenografii. A gdy już tam się znajdują, to rozbrzmiewa z nich muzyka z dawnych lat. I tutaj, nie zdradzając o co chodzi, polecam szczególnie koniec filmu. Sposób podłożenia koncertowej wersji „La Mer” do twarzy Gary’ego Oldmana na długo pozostaje w pamięci.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Druga młodość filmu noir – mroczny kryminał w nowej odsłonie
Korzystam
Fotografia klasyczna czy cyfrowa?
Korzystam
Książki paragrafowe, gry książkowe, paragrafki. Rpg dla tych, którzy nie mają przyjaciół?