Pracuję

Ekscentryczny pan Andersen. Baśniopisarz i podróżnik


  • 0
Fot. Wikipedia/Dismas/Lic. CC by-sa 3.0

Fot. Wikipedia/Dismas/Lic. CC by-sa 3.0

Właśnie leciał do Birmy i notował wrażenia z przelotu. Na plecach uwiązał spadochron. Gdyby zginął w zamachu, czego był pewien, jego znajomi opublikowaliby notatki. Hans Christian Andersen zasłynął jako baśniopisarz, ale równie dobrze mógł stać się znany jako paranoiczny podróżnik.

W biografiach ludzie zazwyczaj nie zmieniają charakteru w ciągu swojego życia. Wolę naiwnie wierzyć, że łagodność można ćwiczyć niczym brzuszki, punktualność zrozumieć, a po kilku zasłyszanych bolesnych, ale prawdziwych słowach, stać się bardziej pracowitym.

Trzymam w dłoniach biografię napisaną przez Jackie Wullschlagera (Wydawnictwo W.A.B. 2005). Opis Andersena wypada raczej niekorzystnie, za wyjątkiem apolityczności, którą cenię. Czy pracował nad lękami, płaczliwym ego i próżnością? Tego nie wiemy.

Ale pozostały po nim ciekawe historie, które spróbuję przybliżyć.

Apolityczny

Andersen był już sławny, gdy wybuchła wojna między Danią, jego rodzinnym krajem, a Prusami. Miał przyjaciół po obu stronach konfliktu i nie wiedział, jak się zaangażować. W gazecie opublikował patriotyczny artykuł, ale w tym samym momencie przyjął weimarski Order Białego Sokoła od księcia, z którym łączyła go zażyła przyjaźń (Weimar należał do wrogich Prus).

Listy do Weimaru, pisane w trakcie wojny, mogłyby stanowić podręcznik apolitycznego i trochę dziecięcego postrzegania świata: „(…) Tak mocno wierzę w szlachetność ludzi, w to, że gdy się nawzajem zrozumieją, wszystko zakwitnie miłością (…)”.

W trakcie wojny pisarz zabijał tylko czas. Na trzy lata wyjechał do szwedzkiej wioski, przestał tworzyć i poświęcał się wycinaniu fantazyjnych wzorów z papieru. Zaginał kartkę w pękaty trójkąt, ciął krawędzie nożyczkami, zaginał ponownie i godzinami tworzył skomplikowane wycinanki.

Jego talent szybko został dostrzeżony. Wioska, w której mieszkał, była znana z wypieku pierników. Mieszkańcy poprosili Andersena, aby pomógł zmienić ich nudny wygląd w coś bliższego wycinankom.

„Któż by przypuszczał, że w czasach, gdy zmienia się kształt Europy, ja pojadę do Dalarne i zrewolucjonizuję kształt tamtejszych pierniczków!” – pisał Andersen w liście do znajomej.

Egocentryczny

Za swojego życia Andersen prowadził pamiętnik, raptularz (papierowy odpowiednik Facebooka) oraz wydał trzy autobiografie. Można powiedzieć, że opublikował ich znacznie więcej, bo umieszczał się w większości tekstów.

Prawdopodobnie to on jest brzydkim kaczątkiem, ołowianym żołnierzykiem, cesarskim słowikiem i postacią, która straciła cień.

Ewidentnie pisze o sobie i swoich znajomych w poezji. Jego tomik wierszy to lista pretensji, osobistych żali i egzaltowanych pragnień.

Z powodu egocentryzmu popełniał wiele nietaktów, z których być może najbardziej został zapamiętany ten w domu Dickensa. Gospodarz prowadził damę do obiadu, gdy podszedł Andersen, odsunął kobietę, chwycił Dickensa za dłoń i wesoło przemaszerował z nim do stołu.

Dziś nie brzmi to szokująco, można sobie wyobrazić taką sytuację w atmosferze pogodnego żartu, ale w wiktoriańskiej Anglii takie zachowanie musiało porażać domowników.

Lękliwy

– A co, jeśli obudzę się w trumnie! Panno Melchior, gdy umrę, bardzo proszę na wszelki wypadek podciąć mi żyły. Strasznie bym nie chciał ocknąć się pod ziemią. – Niech Pan umieści obok łóżka kartkę „ja tylko wyglądam jak umarły”. Tak mogła wyglądać jedna z rozmów Andersena z panią Melchior, która się nim opiekowała na starość.

Andersen histerycznie bał się śmierci, szczególnie podczas podróży. Obok łóżka kładł kartkę „ja tylko wyglądam jak umarły”, na wypadek gdyby ktoś zagranicą nie rozróżniał snu od śmierci. Z obawy przed pożarem trzymał w bagażu linę, a na wypadek kradzieży nosił kosztowności w butach.

Podczas podróży do Weimaru zapisał: „Porucznik Beaulieu był bardzo poruszony, na duńskiej wojnie rozłupali mu głowę, tu w domu niemal dziś zemdlał; narzeka na bóle, leży w pokoju obok mojego, czuję się przy nim jak w potrzasku i zastanawiam się, czy dziś w nocy przypadkiem nie zwariuje i nie przyjdzie mnie zabić; nie mogę zamknąć się na klucz w pokoju”.

Jego obsesyjna obawa pojawia się symbolicznie w jednej z autobiografii, aczkolwiek nie można mieć co do niej pewności, bo Andersen zmieniał fakty w swoich wspomnieniach. Opisywał on, że w rodzinnym domu ojciec zbudował łóżko z drewnianego katafalku. Śmierć dominowała też w jego baśniach. Część z nich kończyła się szczęśliwie, ale Andersen zmieniał zakończenie na mroczne w kolejnych wersjach tekstu.

Niepewny sukcesu

Być młodym Andersenem oznacza pochodzić z niepiśmiennej rodziny, za wszelką siłę wchodzić do domów wpływowych ludzi i pokazywać im występ w nadziei, że uda się pozyskać ich wsparcie finansowe. Dziś tego typu mecenat zanikł, pozostały po nim stypendia i pomoc rodziny.

Andersen opracował szalony występ, pozbawiony pauz, w którym czytał wiersze, grał fragmenty sztuk i śpiewał. Z różnym skutkiem. Po wtargnięciu do salonu pani Schall spontanicznie wymyślał teksty piosenek, muzykę i taniec. Dama doszła do wniosku, że jest obłąkany i wyrzuciła go z domu.

Mimo odniesionych później sukcesów w Andersenie na zawsze pozostała niepewność siebie i jakiś rodzaj artystycznego ekshibicjonizmu. Nie potrafił tworzyć bez pochwał, a najlepiej, jeśli były to pochwały osób dworskich.

Fot. Wikipedia/Wikimedia Commons/public domain

Fot. Wikipedia/Wikimedia Commons/public domain

Gdyby żył dziś

Powiedzmy teoretycznie, że Andersen nie żyje w XIX w., tylko dziś, i ma 40 lat. To oczywiście tylko moje przypuszczenia, ale spróbuję zgadnąć, jakby się odnalazł w naszych czasach.

Dzisiejszy Andersen pracuje w słynnym Pixar Studio. Pisze scenariusze do współczesnych bajek przeznaczonych dla całych rodzin. Pracuje nad filmami podobnymi do „Shreka”, na które przychodzą rodzice z dziećmi i wszyscy dobrze się bawią, choć dorośli śmieją się w innych momentach.

Gdyby żył dziś, namiętnie korzystałby z Facebooka. Baśniopisarz miał bowiem ogromną potrzebę otwierania się. Prowadził raptularz – zapiski w nim utrzymane są w stylu typowym dla dzisiejszych mikroblogów. Zamieszczał w nim krótkie wpisy typu: „za czym moje niespokojne ja tak goni?”. Notatki pisane lapidarnie i o sobie samym. Ilu miałby znajomych w sieci? Niewielu. Trudno byłoby wytrzymać jego płaczliwy i pozbawiony żartu ton.

Lęki miałby prawdopodobnie te same co kiedyś. Ukrywanie pieniędzy w podróży, unikanie osób porywczych i strach przed obudzeniem się w trumnie. Andersen zapewne kazałby włożyć telefon komórkowy do swojej trumny. I być może, z powodu obsesyjnego strachu, zostałby zdiagnozowany jako niezdrowy, ale nieszkodliwy.

Mimo lęku podróżowałby często. Odpowiednikiem jego podróży dziś byłyby wyjazdy do Tajlandii, być może do Afganistanu przed wybuchem konfliktu.

Gdyby wybuchła wojna, podejrzewam, że przestałby pisać, wyjechałby do Szwecji i zgromadził wiele kartek papieru i nożyczki, aby zrewolucjonizować kształt wycinanek i pierniczków. Pewne rzeczy nie zmieniają się bowiem mimo upływu czasu.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Pracuję
Blondynki na krańcu świata, czyli niesamowite polskie podróżniczki
Pracuję
Zły fotograf? [wywiad]
Myślę
Jestem węchowcem