Doświadczam

Red espresso – kawa czy herbata?


  • 0
Fot. Flickr/protographer23/Lic. CC by-sa

Fot. Flickr/protographer23/Lic. CC by-sa

Jako wielka miłośniczka herbaty staram się przestrzegać herbacianego dekalogu i nie używać słów „kawa” i „herbata” w jednym zdaniu. Red espresso, nowy napój, który przywędrował do nas z Afryki, zmusza mnie jednak do ustępstw. Oto czerwone espresso, czyli herbata… którą parzy się w ekspresie do kawy!

Czerwony krzew z Afryki Południowej

Technicznie rzecz biorąc, red espresso nie jest jednak ani kawą, ani herbatą. Roślina, z której przygotowuje się ten oryginalny napój, z krzewem herbacianym czy kawowcem nie ma nic wspólnego. Rooibos, bo o nim mowa, to inaczej czerwonokrzew (w języku afrykanerskim „rooi” oznacza ‘czerwony’, a „bos” ‘krzew’), bylina uprawiana w RPA. W Europie znany jest w zasadzie od niedawna, bo od początku XX wieku, kiedy to odkrył go Rosjanin Benjamin Ginsberg.

Liście czerwonokrzewu przypominają sosnowe igiełki. Po zbiorach są one suszone, a następnie cięte na 1-2-milimetrowe kawałki. Taki rooibos jest w Polsce dość dobrze znany, w zasadzie bez trudu można go kupić w osiedlowym sklepie. Niejedna osoba wpadła już w uzależnienie od tego specyficznego, delikatnie miodowego naparu. Espresso z rooibosa to jednak coś zgoła innego.

Red sekret

Przygotowanie red espresso ze zwyczajnego suszu czerownokrzewu jest skazane na niepowodzenie. Wiem, ponieważ spróbowałam i otrzymałam… trochę mocniejszy napar rooibosa. W czym zatem tkwi tajemnica? Otóż w opakowaniu red espresso znajduje się co prawda czerwony rooibos, ale poddany delikatnemu rafinowaniu oraz mieleniu na grubość kawy do parzenia w ekspresie.

Dzięki temu podczas zaparzania woda szybciej i głębiej penetruje komórki zmielonych listków, a napar zyskuje ciemniejszy kolor, głębszy smak i aromat oraz podobną do kawowej cremę. Zgodnie z zapewnieniami producenta i dystrybutorów red espresso można przygotowywać zarówno w ekspresie ciśnieniowym, jak i makinetce (włoskiej kawiarce), ekspresie przelewowym czy w zaparzaczu typu french press.

Czerwona barwa zdrowia?

Czerwony napój ma stanowić zdrową alternatywę dla osób pragnących zerwać z kawowym nałogiem. Niby rezygnujemy z niezdrowego przyzwyczajenia, a dalej możemy celebrować rytuał – tak, jakbyśmy jedli kotlet sojowy albo pili piwo bezalkoholowe.

Rooibos cechuje się wysoką zawartością przeciwutleniaczy przy stosunkowo małej ilości tanin oraz całkowitym braku kofeiny. Wzmacnia zatem układ odpornościowy, obniża ciśnienie krwi, a co najważniejsze, spowalnia starzenie się komórek, dzięki czemu ma działanie przeciwrakowe. To taki eliksir młodości. Dobrze, tyle sam rooibos, a co z red espresso?

Podobno zaparzane w ciśnieniowym ekspresie ma pięciokrotnie więcej przeciwutleniaczy niż słynąca z ich bogactwa zielona herbata oraz dziesięciokrotnie więcej niż rooibos parzony w standardowy sposób. Krótko mówiąc, jeśli chce się dłużej zachować młodość komórek i zapobiec rozwojowi raka, warto sięgnąć raczej po red espresso niż zieloną herbatę.

Co do tych danych mam jednak pewne wątpliwości. O ile bez trudu można znaleźć badania dotyczące zdrowotnych właściwości samego rooibosa, to w przypadku red espresso producent chce chyba, żeby konsumenci uwierzyli mu na słowo. Na stronie są wyniki jakichś badań, ale brakuje linku do źródła wyników, a te podane są niestety sprzeczne z zamieszczonym obok diagramem (na którym zwyczajny rooibos i zielona herbata mają zbliżoną ilość antyoksydantów, skąd więc wspomniana różnica w porównaniu z red espresso?).

Moim zdaniem lepszym eliksirem młodości jest więc zielona herbata. Są jeszcze jednak walory smakowe. Czy red espresso rozpieszcza podniebienie?

Obrzydliwe lekarstwo czy ambrozja?

W Internecie red espresso wzbudza kontrowersje. Opinie znajdujące się na stronie sklepu Amazon są skrajnie różne: od porównań do paskudnego lekarstwa, po nazywanie red espresso „egzotycznym nałogiem” i „zwycięzcą”. Jeśli przyjrzeć się bliżej tym ocenom, można dostrzec pewną prawidłowość.

Negatywnie wypowiadają się o red espresso miłośnicy małej czarnej. „Powszechną pomyłką jest nazywanie herbatą rzeczy, które w rzeczywistości herbatą nie są, ale jeszcze większą pomyłką byłoby nazwanie tego (napoju – przyp. red.) mianem espresso”. Wygląda więc na to, że kawy rooibos nie zastąpi.

Fot. redespresso.com

Fot. redespresso.com

„Za pierwszym razem mój mąż zabrał fusy i dosłownie wybiegł z nimi na zewnątrz, po czym natychmiast wyczyścił dzbanek do kawy, aby upewnić się, że smak nie pozostanie. Stanowczo odmówił też przebywania w domu podczas moich kolejnych dwóch prób” – pisze żona pewnego kawosza.

Wielbiciele herbaty odnoszą się do red espresso z dystansem: „Kocham herbaty, z wyjątkiem tej”. Niektórzy z nich dają jej jednak szansę: „Od lat jestem koneserem herbaty, więc byłem całkiem podekscytowany degustacją red espresso. Ma zdecydowanie przyjemny smak”. Ci zwykle przyznają się do picia rooibosa od czasu do czasu.

Wreszcie miłośnicy czerwonokrzewu wychwalają red espresso: „Ten produkt przenosi herbaty rooibos z nudnej szafy w jasne światło dnia […]. Ma tak pełny i wyśmienity smak, tak pełny, że zadaje kłam swojemu statusowi napoju bezkofeinowego. Daje kopa z powodu intensywności smaku, a nie kofeiny”. Dobrze, dobrze, dość tych cudzych poglądów. Pora spróbować.

Espresso? Nie. Herbata? Też nie

Red espresso nie jest jeszcze w Polsce zbyt popularne, chociaż za granicą pojawiło się już kilka lat temu. Są jednak pojedyncze lokale mające w menu ten specyficzny napój. Udało mi się trafić do jednego z nich. Wrażenia? Cóż, espresso samo w sobie ciekawe, ale na pewno nie można go nazwać substytutem kawy. To po prostu coś zupełnie innego.

Skojarzyło mi się raczej z bardzo mocną, choć pozbawioną intensywnej goryczy herbatą, w dodatku lekko ziemistą w smaku. Ponieważ jednak moim ulubionym kawowym napojem jest cappuccino, postanowiłam zaryzykować i spróbować go w wersji red. Było znacznie lepsze, choć też trudno je pomylić z kawą. Bardziej przypominało naprawdę mocną bawarkę.

Po posłodzeniu natomiast skojarzyło mi się z serwowanym w Indiach czajem. Miodowy posmak, zabrakło tylko korzennych przypraw dodawanych do czaju. Poprosiłam o cynamon. Tak, to jest to, ni kawa, ni herbata. Ot, klasa sama w sobie.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Unieruchomieniu mówimy – nie!
Doświadczam
Burger nasz powszedni
Doświadczam
Telefony komórkowe mogą powodować guza mózgu?