Korzystam

Sherlock Holmes – książka, film, serial. Trzy wcielenia słynnego detektywa


  • 0
Plakat filmu "Sherlock Holmes"

Plakat filmu "Sherlock Holmes"

W brytyjskim „The Independent” napisano, że Sherlock Holmes jest jedną z trzech najbardziej znanych postaci na Ziemi obok św. Mikołaja i Myszki Miki. Postać brytyjskiego detektywa rozpala wyobraźnię miłośników kryminałów od ponad wieku. Jak ewoluowała przez lata, przechodząc od druku na wielki i mały ekran?

Książka

Oficjalnie tzw. kanon Sherlocka Holmesa (czyli dzieła stworzone przez Arthura Conana Doyle’a) składa się z czterech powieści i 56 opowiadań w pięciu książkach. Najbardziej znane tytuły to np. „Pies Baskerville’ów”, „Studium w szkarłacie” czy opowiadanie „Niezwykła kobieta”, znane także jako „Skandal w Bohemii”.

Aby zrozumieć książki o Holmesie, trzeba najpierw poznać ich autora. Conan Doyle pochodził ze zubożałej arystokratycznej rodziny szkockiej. Jego ojciec był alkoholikiem i narkomanem. Doyle został najpierw lekarzem, potem zajął się pisaniem książek. Początkowo szło mu kiepsko, ale potem po Londynie zaczął grasować Kuba Rozpruwacz i Brytyjczycy rzucili się na powieści kryminalne.

Istotna jest fascynacja autora spirytyzmem oraz zjawiskami niewyjaśnionymi przez naukę. Szczególnie mocno widać to w powieści „Pies Baskerville’ów”, ale motywy nadprzyrodzone są obecne także w innych dziełach. Później najczęściej okazuje się jednak, że to, co uznawano za niewytłumaczalne, dało się racjonalnie wyjaśnić.

Doyle był także żołnierzem – podobnie jak książkowy doktor John Watson. Pisarz walczył w III wojnie burskiej, Watson – w II wojnie afgańskiej. Czytając książki o Holmesie, często mamy wrażenie, że wydarzenia są opisywane właśnie z perspektywy asystenta detektywa. Dlatego w Watsonie dopatrzono się alter ego Doyle’a.

Wykreowana przez Szkota postać Sherlocka Holmesa łączy w sobie wiele skrajności. Jest to ascetyczny, praktycznie niezainteresowany kobietami oraz przyjemnościami człowiek. Jego rozrywki – o ile można to tak nazwać – to zażywanie twardych narkotyków, gra na skrzypcach i boks (a w zasadzie sztuka walki bartitsu).

Holmes nie pasuje do wizerunku XIX-wiecznego dżentelmena. Nie zna się na literaturze, filozofii czy polityce, nie potrafi prowadzić rozbudowanych dyskusji. Lubi za to przedstawiać innym osobom swój tok rozumowania. Każdego szufladkuje jako podejrzanego lub poszkodowanego. Praca jest dla niego wszystkim.

Film

Adaptacji Holmesa było w światowym kinie mnóstwo. Przykładowo, „Psa Baskerville’ów” przeniesiono na duży i mały ekran ponad 20 razy. W 1962 r. swoją wersję nakręcili nawet Hindusi. Oczywiście utrzymana jest ona w konwencji Bollywood. Książkę zekranizowano nawet w hitlerowskich Niemczech oraz w ZSRR.

Ja skupię się jednak na najnowszych i najbardziej znanych wersjach opowieści o Sherlocku Holmesie. Mowa oczywiście o filmach z 2009 i 2011 r., w których zagrali Robert Downey Jr. i Jude Law. Obie produkcje stworzył jeden z moich ulubionych reżyserów, Guy Ritchie, twórca kultowego „Przekrętu”.

Przyznam, że gdy dowiedziałem się o udziale Ritchiego, miałem poważne wątpliwości. Kojarzyłem go przede wszystkim z mocno zakręconymi filmami sensacyjnymi, osadzonymi we współczesnej Wielkiej Brytanii. To chyba jednak właśnie ta brytyjskość pomogła reżyserowi sprostać wyzwaniu.

Obydwa filmy bardzo mi się podobały. Drugi nawet bardziej od pierwszego. Mniej było w nim bowiem znanej z powieści Doyle’a magii, która ostatecznie wcale magią nie jest, a więcej klasycznego kryminału – na dodatek silnie osadzonego w steampunkowym klimacie.

Oglądając filmy Ritchiego, można zauważyć także inne, prócz pseudomagii, podobieństwa oraz oczywiście różnice. Filmowy Sherlock lubi boks, ale nie jest już narkomanem. Nie wygląda na pewno ascetycznie i aseksualnie, jak jego książkowy pierwowzór. Watson jest za młody i ma tendencję do popadania w kaznodziejski ton.

Na pewno jest na świecie mnóstwo fanów prozy Conana Doyle’a, którzy pomstują, oglądając najnowsze adaptacje swoich ulubionych książek. Moim zdaniem Guy Ritchie zasługuje jednak na pochwałę. Udało mu się skutecznie odświeżyć wizerunek Sherlocka i zaprezentować go w atrakcyjnej fabularnie i wizualnie formie.

Serial

À propos odświeżania: oprócz nowych filmów fani słynnego detektywa mają od niedawna jeszcze jeden tytuł do dyspozycji. Chodzi o serial „Sherlock” nakręcony na zlecenie BBC. Nowością są realia – detektyw biega po XXI-wiecznym Londynie i rozwiązuje całkiem współczesne zagadki kryminalne.

http://www.youtube.com/watch?v=YcFHeTaS9ew

Tytułową rolę gra Benedict Cumberbatch, znany ostatnio z takich produkcji jak „Szpieg” czy „Czas wojny”. Angielski aktor (także teatralny) radzi sobie z rolą znakomicie. Bez kłopotów przenosi na ekran świetne pomysły scenarzystów. Już nie boksuje, namiętnie przykleja sobie plastry nikotynowe, próbując rzucić palenie.

Aseksualność książkowego Sherlocka również wraca – i to mocniej, niż kiedykolwiek. W serialu regularnie pojawiają się homoseksualne aluzje, a detektyw i jego asystent są często traktowani jak para. Niektórzy mogliby się zastanawiać, czy w tym miejscu twórcy nie przesadzili. Na pewno okrasili jednak ten motyw dużą dawką humoru.

Dotychczas nakręcono dwa sezony „Sherlocka”. Obydwa mają jedynie trzy odcinki, ale każdy odcinek trwa aż 90 minut. Jest to więc prawdziwa uczta dla fanów kryminałów, także tych znudzonych proceduralami spod znaku CSI. Poszczególne odcinki są luźno oparte na dziełach Doyle’a. Pierwszy sezon otwiera… „Studium w różu”.

Odcinkiem, który najbardziej zapadł mi w pamięć, był mroczny i przerażający „The Hounds of Baskerville”. Celowo nie tłumaczę tytułu, bo jedynie w oryginale ma on sens. Dlaczego? Przekonajcie się sami. Dodam jedynie, że serialowy Baskerville to miejscowość, w której brytyjski rząd prowadzi tajną placówkę badawczą.

„Sherlock” został zrobiony z niemal taką starannością jak porządny film kinowy. Warto zwrócić uwagę na to, że pierwszy pilot serialu poszedł do kosza, bo BBC nie było z niego zadowolone. Odcinek kosztował 800 tys. funtów i można go obejrzeć jako dodatek na płytach DVD z pierwszym sezonem.

Stuletni detektyw wraca do życia

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy musi podzielać moją pozytywną opinię o nowych, niekoniecznie bliskich kanonowi produkcjach kinowych i telewizyjnych opartych na prozie Doyle’a. Niektórych zatwardziałych fanów ta ewolucja może faktycznie razić.

Mimo to uważam, że odświeżenie postaci najbardziej znanego detektywa na świecie (w wydaniu kinowym i serialowym) było świetnym pomysłem. Dzięki temu powieści Doyle’a zostały uwspółcześnione, dostosowane do nowych realiów (co szczególnie widać w produkcji BBC).

Sherlock Holmes zyskał w ten sposób nowe życie i popularność, o której nie śmiał marzyć jego twórca.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Silent Hill – więcej niż wirtualne miasteczko?
Korzystam
Wolność książkom… w mikrobibliotekach!
Korzystam
Czy teatr można pokazywać w telewizji i czy ma to przyszłość?