Doświadczam

Miś i przygoda, czyli podróże maskotek


  • 2
Fot. Flickr/Nomadic Lass/Lic. CC by-sa

Fot. Flickr/Nomadic Lass/Lic. CC by-sa

„Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę” – tak wyglądały podróże misiów w nie tak znowu odległych czasach mojego dzieciństwa. Dzisiaj maskotki są dużo bardziej niezależne, swobodne, wolne, mogą wręcz samodzielnie wędrować. A to za sprawą specjalistycznych biur podróży zajmujących się… organizacją wycieczek dla pluszaków. Niemożliwe? A jednak!

Miś na emeryturze, miś na wakacjach

Zdecydowana większość z nas miała kiedyś swoją ulubioną maskotkę, najlepszego misia, który był z nami na dobre i na złe. Niektórzy wciąż przechowują takiego ukochanego pluszaka. Siedzi sobie na półce albo ukrywa się w pudełku po butach, bo nie chcemy się z nim rozstać. Ot, miś na emeryturze. Czyż nie warto byłoby odwdzięczyć mu się za wszystkie chwile, w których nam towarzyszył? Wysłanie go na wakacje może być pomysłem, który przypadnie mu do gustu.

Wystarczy się dowiedzieć, dokąd pan miś czy pani maskotka chcieliby się wybrać. Następnie trzeba znaleźć biuro podróży działające w danym rejonie (okazuje się, że naprawdę jest w czym wybierać!). Potem pakujemy pluszaka i… w drogę! Na miejscu odbiera go przydzielony mu osobisty przewodnik z agencji, oprowadza po Kolonii, Barcelonie, a nawet Hongkongu.

Miś może zwiedzać miasto sam albo w grupie, co sprzyja nawiązywaniu nowych znajomości. Przewodnik uwieczni przygody naszego ulubieńca na zdjęciach, a nawet nakręci filmik. Dzięki temu po powrocie miś będzie mógł podzielić się z nami swoimi wrażeniami z wyprawy i zachęcić do odwiedzenia rejonu, który miał okazję zobaczyć.

Czy zaczęło się od Amelii i krasnala?

O podróżach misiów zrobiło się głośno tuż po tym, jak Marek Hlavko, dzięki dotacji z programu Den D., (czeska wersja „Jak Zostać Milionerem”) otworzył biuro w Pradze na początku 2010 roku. Sam pomysł jest troszkę starszy. Niektórzy mogą upatrywać jego początków w przygodach ogrodowego krasnala z baśniowego filmu „Amelia” w reżyserii Jeana-Pierre’a Jeuneta.

http://www.youtube.com/watch?v=8LuUM4z9l0M

Przypomnę, że film powstał w 2000 roku, a jego tytułowa bohaterka posłała należącego do jej ojca krasnala w podróż dookoła świata. Ojciec nieświadomy działań córki zdziwił się, gdy skrzat zniknął z ogrodu. Jeszcze bardziej jednak zaskoczyły go nadchodzące pocztą zdjęcia krasnala z Moskwy, Nowego Yorku, Egiptu, Kambodży. Wreszcie, gdy skrzat powrócił, zainspirowany właściciel sam postanowił wybrać się w podróż. Ten motyw filmowy był jednak przykładem działania nieco innego ruchu, mianowicie Frontu Wyzwolenia Krasnali Ogrodowych, którego początki sięgają z kolei lat 80. i Australii.

Tymczasem najstarsze biuro podróży dla misiów powstało w Stanach Zjednoczonych jeszcze w latach 90. Zajmowało się także wyrabianiem specjalnych paszportów, w których maskotki mogły zbierać pieczątki, by udokumentować swoje wojaże.

Pocztówki z końca świata

Zastanawiacie się, dokąd miś może powędrować? Jak już wspomniałam, jednymi z celów podróży mogły być Czechy i Praga.

Niestety, biuro Marka Hlavko przestało funkcjonować, tak więc wysłanie pocztówki z Pragi może stanowić dla maskotki trudność. A szkoda, bo wycieczka po Pradze wyglądała zachęcająco.

Mimo to celów podróży jest mnóstwo, nie tylko Barcelona czy Kolonia, ale też Monachium, Paryż, a nawet Laponia (idealne miejsce wyprawy dla misia, którego otrzymaliśmy od Świętego Mikołaja!). Niektóre z biur, tak jak Furry Toys Tour, organizują wycieczki w dowolne miejsce na specjalne życzenie. Koszt podróży wynosi zwykle od 50 do 150 euro. W najdroższej wersji All Inclusive w cenę wliczone są nie tylko przejazdy, noclegi, zdjęcia i drobne pamiątki, ale nawet tajski masaż dla misia oraz wygodne wyściełane poduszką pudełko, w którym ulubieniec powróci do domu.

Okazuje się więc, że maskotka może zwiedzić niemal każde miejsce na ziemi. Nie może natomiast polecieć w kosmos z dość szczególnej przyczyny. Przeciwwskazaniem jest podobno możliwość wydzielania przez pluszaka gazów, które w przestrzeni kosmicznej mogłyby być niebezpieczne.

Couchsurfing i blog dla misia podróżnika

Powróćmy na ziemię. Turystów z krwi i kości z grubsza można podzielić na dwie grupy. Jedni korzystają z usług biur podróży, przewodników, jedzą śniadania w 5-gwiazdkowych hotelach i nie martwią się o to, gdzie położą się spać kolejnej nocy. Drudzy natomiast wsiadają do pociągu byle jakiego i rzucają się w wir przygody, zamiast w hotelach nocują u obcych ludzi w ramach couchsurfingu i wracają z mnóstwem wrażeń i dziwacznych historii. Dlaczego maskotki nie miałyby mieć takiego wyboru?

ToyVoyagers umożliwia maskotkom poznawanie świata w sposób dość ryzykowny, ale też najbardziej zbliżony do wolności. Misiek zarejestrowany na stronie dostaje swój numer ID, a następnie wyposażony w podróżny identyfikator z numerem rusza na wyprawę życia. Przechodzi z rąk do rąk, szukając nowych przyjaciół w serwisie ToyVoyagers albo rozsiadając się w jakimś hotelu czy kawiarni i czekając na nową przyjaźń.

Napotkane osoby są zachęcane do tego, by pomagać mu w prowadzeniu Travelogu, umieszczając jego wpisy i zdjęcia na stronie. W ten sposób można śledzić losy małego podróżnika. Wysłanie ulubieńca w taką podróż jest wyzwaniem zarówno dla maskotki, jak i jej właściciela. Raz opuściwszy dom, miś zdany jest bowiem na łaskę i dobroć napotkanych ludzi. Jednak każdy: człowiek, ptak i pluszak, musi kiedyś opuścić bezpieczne gniazdo, by móc się rozwijać i poznać świat. Kto wie, może stanie się znanym reporterem.

Pluszak na wolności

Twórcy ToyVoyagera nie kryją inspiracji wspomnianym wcześniej filmem Jeana-Pierre’a Jeuneta: „Pomysł był kulminacją kilku rzeczy: podziwiania wykonanych podczas wakacji zdjęć zabawek syna, uwielbienia dla podróżującego krasnala z filmu „Amelia” oraz sposobu, w jaki znaleziona przez bohaterkę w jej mieszkaniu puszka skarbów odnajduje drogę do swojego pierwotnego właściciela. Doprowadziło to do nocnej zadumy nad tym, co stałoby się z serią przypadkowych przedmiotów wypuszczonych na wolność przez całe życie”. Projekt ten słusznie kojarzyć się może także z ideą wędrujących książek z Bookcrossing.

W Amelii podróż krasnala obudziła podróżnicze tęsknoty jego właściciela. Wysyłając swojego misia w świat, musiałabym się przygotować na nasilenie moich własnych podróżniczych pragnień, które z różnych względów muszą poczekać na realizację. Z drugiej strony może taka pluszakowa przygoda śledzona online mogłaby mi chwilowo wynagrodzić brak urlopu? Hmm… muszę chyba o tym pogadać z moim misiem. W końcu wyrósł już z podróżowania w teczce.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Oleje dla zdrowia, oleje dla urody
Doświadczam
Broda nie tylko dla hipstera
Doświadczam
Bioenergoterapia – alternatywa czy głupota?
  • Agencja podróży dla misiów? O tak, chcę tam pracować! Karina, zostawiamy tę redakcję i zakładamy biuro. Mogę masować. Nazwa firmy: Miśbow Tours?

  • Anonim

    Ha! Maćku, jestem za. Ja podejmę się animacji życia towarzyskiego, żeby misie mogły się w końcu wyszaleć. Co powiesz na fakultatywne wycieczki do muzeum lalek?
    Aha, nazwa super!