Korzystam

Margaret Thatcher – Żelazna Dama na ekranach kin


  • 0
Plakat filmu "Żelazna dama"

Plakat filmu "Żelazna dama"

Od 10 lutego można oglądać w polskich kinach film „Żelazna Dama”. Opowiada on o życiu Margaret Thatcher – jedynej jak na razie kobiety, która objęła urząd premiera Wielkiej Brytanii. Czy film Phyllidy Lloyd jest wart obejrzenia?

„Żelazną Damę” miałem okazję zobaczyć kilka dni temu. Długo nie mogłem się zebrać na wycieczkę do kina. Sporo osób mówiło mi, że film jest słaby, wręcz nudny. Nazwisko twórczyni nie zachęcało. Phyllida Lloyd to znakomity reżyser, tyle że specjalizuje się w operze i teatrze.

Jej wcześniejszy filmowy dorobek ogranicza się do jednej produkcji telewizyjnej z 2000 r. oraz znanego Wam pewnie musicalu „Mamma Mia!”, opartego na twórczości Abby. Ten film był nawet niezły (pomijając śpiewającego Pierce’a Brosnana, powinni mu tego zabronić), ale bardzo lekki.

Mocne i słabe strony

„Żelazna Dama” stanowiła zapewne dla Lloyd spore wyzwanie. Na szczęście współpraca z Meryl Streep ponownie okazała się dobrym pomysłem (Streep grała jedną z głównych ról w filmie „Mamma Mia!”). Amerykańska aktorka doskonale poradziła sobie z rolą Thatcher. Jej gra to najmocniejszy punkt filmu, co zresztą doceniła Akademia Filmowa przyznając Oscara.

Oczywiście są także i słabsze momenty. Film obfituje w modne ostatnio retrospekcje. Historię przedstawiono z punktu widzenia emerytowanej, trapionej przez halucynacje Margaret Thatcher. Powroty do współczesności są częste i miejscami długie, co może być męczące i wybijać widza z rytmu.

Razić może także częste wykorzystywanie archiwalnych materiałów wideo, np. z okresu konfliktu o Falklandy. Jeśli twórców filmu nie było stać na odtworzenie scen, powinni całkowicie z nich zrezygnować. Podobny zabieg stosuje się w niszowych filmach kinowych oraz serialach. Nikt nie ma o to pretensji.

Tom Long z „Detroit News” napisał: „Streep jest świetna jak zawsze, ale mam wrażenie, że jej supermoce zostały w tym przypadku zmarnowane”. Takich opinii można znaleźć w Sieci mnóstwo. Większość krytyków, którym film się nie podobał, pisze, że Streep była świetna i to tyle.

Ikona Hollywood

Nie dziwi mnie takie podejście. „Żelazna Dama” może się podobać lub nie, ale gra Meryl Streep i tak wszystko przyćmiewa. To w zasadzie film jednego aktora. Czy Streep ma prawo tak zawłaszczać całą produkcję? Myślę, że tak. Jest jedną z najbardziej znanych amerykańskich aktorek i ma imponujący dorobek.

W ciągu ostatnich trzech dekad pojawiła się w kilkudziesięciu filmach. Współpracowała z Woodym Allenem na planie kultowego „Manhattanu”. Zagrała u boku Clinta Eastwooda w „Co się wydarzyło w Madison County?”. Wystąpiła w znakomitej „Adaptacji” i mocno politycznym „Kandydacie”.

W ostatnich latach najmocniej zaznaczyła jednak swoją obecność w filmie „Diabeł ubiera się u Prady” z 2006 r. Gra tam Mirandę Priestly, wydawcę magazynu „Runway” i jedną z najgorszych pracodawczyń na świecie. „Żelazna Damę” pokazuje, że Streep nadal świetnie radzi sobie także w poważnych rolach.

Nowy film Lloyd nie jest epicką, historyczno-biograficzną opowieścią, do których przyzwyczaili nas czarodzieje z Hollywood. Polityczne intrygi są tylko tłem. „Żelazna Dama” to przede wszystkim precyzyjne studium samotności, która w końcu przytłacza niezależnie od skali osiągniętych wcześniej sukcesów.

Thatcher sama sobie przeczy: mówi, że interesuje ją myślenie, a nie odczuwanie. Przez całe życie skutecznie walczy o uznanie w zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie. Ostatecznie jednak prawie pokonują ją jej własne uczucia. Racjonalne myślenie schodzi na drugi plan, gdy pojawia się tęsknota.

Co w końcu wygrywa? Serce czy umysł? Zachęcam, abyście przekonali się sami.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Kredyt konsolidacyjny: czy to się opłaca?
Korzystam
Zabytki techniki i turystyka przemysłowa, czyli o tym, że nie warto się ograniczać
Korzystam
Teatr nowoczesny – trzymanie w niepewności