Korzystam

Radykalny Zenek i sztuka naiwna


  • 0

 

Jedna z prac Zenka (Fot. netkultura.pl)

Jedna z prac Zenka (Fot. netkultura.pl)

„Czy malując kwiaty, można być artystą radykalnym?”. Wiele zależy od tego, gdzie i w jakiej skali powstają dzieła. Iłarion Daniluk, znany jako Zenek, tworzył obrazy dosłownie na wszystkim i w każdej niemal skali. Do domów, w których się znajdują, można by wnieść ze trzy 50-calowe plazmy, włączyć MTV czy TVN24, nastawić na cały regulator, a i tak to te dzieła zagarną całą uwagę gości.

Kwiaty, łabędzie i białoruski folk

Na pierwszy rzut oka obrazy Zenka są mało ciekawą kwintesencją sztuki naiwnej, prymitywnej, określanej często jako sztuka prostaczków. Obrazki przypominające rysunki tworzone przez małe dzieci, prosta technika i zaburzenia perspektywy. Motyw przewodni u Daniluka stanowią kwiaty, oprócz nich są też kiczowate łabędzie, jelonki, rzeki, w dodatku sporo w tym inspiracji białoruską sztuką ludową.

Nie będę owijać w bawełnę: nie przepadam za tego typu dziełami. Nie przemawiają do mnie. Rozczula człowiek, który je stworzył, ale nie znalazłyby one miejsca w moim mieszkaniu. A jednak… gdy zagłębiam się w twórczość Zenka, zaczyna mnie ona porywać. Ba, wręcz zachwycać! Kompozycje, rozmach, nieustępliwość, wszędobylskość, dopracowanie szczegółów – wszystko to sprawia, że spoglądam na nią po raz drugi i… widzę ją zupełnie inaczej.

Zenek na suficie i w tapczanie

Dzieła Zenka trudno spotkać w zwyczajnych galeriach. Wystawianie ich jest z pewnych przyczyn mocno utrudnione. W jego twórczości stosunkowo niewiele miejsca zajmuje malarstwo sztalugowe. Zdecydowaną większość dzieł stanowią obrazy malowane wprost na ścianach, dekoracje tworzone na sufitach, a nawet dywany malowane na drewnianych podłogach mieszkań. Na Białostocczyźnie znajduje się kilkadziesiąt budynków stanowiących swego rodzaju minigalerie sztuki Daniluka.

Jednocześnie są one jednak zwyczajnymi domami, których mieszkańcy mogą na co dzień cieszyć oczy twórczością Zenka. Znajduje się ona na podłogach i sufitach, ale też w bardziej zaskakujących miejscach. Oto po łazienkowym bojlerze pływają dwa łabędzie, na spłuczce do toalety kwitną tulipany, grzejnik przybrał barwy tęczy, a wnętrze tapczanu wypełniły nenufary. Jak mówią ludzie, którzy znali artystę: „Zenek nawet kijowi od szczotki nie przepuścił”.

Sprzyjający czas PRL-u

Przenieśmy się na chwilę 40 lat wstecz. Podczas budowy domu trzeba się solidnie nakombinować, żeby zdobyć chociaż cement czy pustaki. Materiały wykończeniowe takie jak tapeta czy terakota są niemal nie do zdobycia. Ludzie przenoszą się ze wsi do miast, stają się właścicielami domów i mieszkań, którym brak przytulności. Chcą je jakoś ozdobić, udekorować, ale nie ma czym…

Właśnie w tych trudnych latach 70. i 80. zainteresowanie pracami Zenka sięga zenitu. Ludzie ustawiają się w kolejce, by Daniluk wymalował im na kuchennych ścianach piękne kafelki, boazerie albo perski dywan na podłodze. Tak, dokładnie w taki sposób, w jaki kobiety przy użyciu kredki do oczu malują na nogach kreski udające trudno dostępne pończochy.

„Zenek był twórcą sztuki jedynej w swoim rodzaju i niepowielonej, którą dzielił się z ludźmi, ozdabiając ich domy malunkami pełnymi koloru i szczęścia, przenosząc ich w świat marzeń tak daleki od ponurej rzeczywistości lat 70. i 80.” – mówi Małgorzata Pauspert, artystka zainteresowana twórczością Daniluka. Pauspert współpracuje z Fundacją AMUN, w której jest wielu artystów tworzących sztukę naiwną.

http://www.youtube.com/watch?v=-xeJxpwqwzE

Gosia za nią nie przepada, otrząsa się na myśl o Nikiforze, wzbudzając irytację swoich własnych nauczycieli. Jednak również ją twórczość Zenka w pewien sposób uwodzi. „Jego sztuka była i jest pełna marzeń, a zarazem radości życia.” – dodaje.

Jaki był Nikifor z Hajnówki?

„Batiuszka pokazał Zenkowi album z malarstwem Iwana Szyszkina, wielkiego rosyjskiego pejzażysty. »Namaluj mi to!« – zażądał. Wybuchła awantura. Zenek krzyczał, że nie jest od malowania kopii. Zniknął na parę dni, chlał. Potem wrócił i pyta batiuszki: »Dalej chcecie tego Szyszkina?« Batiuszka przytaknął. Zenek wziął się do malowania. Nie wpuszczał nikogo, póki nie skończył. Potem, nie czekając na zapłatę, po cichu się wyniósł. Na batiuszkę zamiast rosyjskich chłopów czekała w pokoju wielka goła baba. Co gorsza, golizny nie dało się zamalować, bo Zenek użył wyjątkowo tłustych farb. Trzeba było skuwać tynk” – taką historię wspomina Arkadiusz Panasiuk.

Od ludzi mieszkających tam, gdzie tworzył Daniluk, można usłyszeć wiele podobnych anegdot. O Zenku powiedzieć można wiele, ale raczej nie to, że był łatwym człowiekiem.

Z zasady to on decydował, co i w jaki sposób zostanie namalowane. Zleceniodawcy musieli ustępować. Ponieważ zrezygnował z mieszkania przydzielonego przez spółdzielnię, wprowadzał się tam, gdzie akurat pracował. Czasem w zamian za pracę dostawał pieniądze, czasem jedzenie, a czasami gdy pojawił się konflikt, nie dostawał nic. Potrafił przez kilka dni pić i robota stała. Jednak potem zabierał się do pracy z ogromnym zapałem i nie znosił, gdy ktoś mu się wtedy przyglądał.

Prace wykonywał wszelakie, od poprawek tynkarskich i remontowania mebli po precyzyjne kwieciste ornamenty. Jednak podziwiać pozwalał dopiero ukończone dzieło, na którym bez przeszkód współistnieć mogły kiczowate jelonki, spokojne rzeki, strzeliste góry i… wielopiętrowe gierkowskie bloki. Te same, w których ozdabianie wkładał kiedyś tak wiele wysiłku. Podobno na osiedlu Millenium w Hajnówce do dziś fasady bloków zdobią jego dzieła.

Twórczość Zenka – naiwna czy radykalna?

Sztuka naiwna tworzona jest przez osoby, które nigdy w życiu nie uczyły się malować. Tymczasem Zenek przez dwa lata uczęszczał do szkoły plastycznej, którą co prawda rzucił, jednak wyklucza go to z grona prymitywistów. Trudno też powiedzieć, że Daniluk był amatorem. Dowodem na to, że w gruncie rzeczy był profesjonalistą, jest zarówno dbałość o stronę techniczną realizacji, jak i trwałość jego dzieł. On świetnie znał się na swojej pracy.

Natomiast konsekwentnie przez wiele lat wybierał taką właśnie formę wyrazu. Sąsiedzi wspominają, że gdy był dzieckiem, wracając ze szkoły, malował kredą kwiaty na płotach. Z drugiej strony Aleksander Jackowski o prymitywistach pisze tak: „PRAWDZIWI naiwni tworzą z prawdziwie wewnętrznej potrzeby, będąc zarówno cierpliwymi opisywaczami świata, jak i artystami o gorejącej wyobraźni”. Do takiego wizerunku artysty naiwnego Daniluk pasuje świetnie.

Dzieła Zenka trwają nie tylko w czasie, ale również w świadomości. Przeżywają renesans, między innymi dzięki wystawom takim jak choćby ta w Galerii Białej w Lublinie. Również plener z Zenkiem, na który wyjechało 13 studentów ASP w 2002 roku, przyczynił się do popularyzacji jego sztuki – wskazał, jak niebanalne dzieła stworzył ten Nikifor z Hajnówki.

Jak zauważa Jan Gryka, organizator wystawy w Lublinie : „[Zenek] wyzwala w dalszym ciągu, 8 lat po śmierci, skrajne emocje. Mają one różne podłoże, ale są dowodem, iż w danych społecznych okolicznościach był – malując kwiaty i ornamenty – artystą radykalnym”.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Tony Scott – wspomnienie mistrza kina akcji
Korzystam
Cała Polska buduje swoje dworce
Korzystam
Czy sitcomy muszą być banalne i kiedy doczekamy się kolejnych „Przyjaciół”?