Mieszkam

Canberra, czyli miasto ogród


  • 1
Canberra nocą (Fot. Flickr/latch.r/Lic. CC by-sa)

Canberra nocą (Fot. Flickr/latch.r/Lic. CC by-sa)

„Gdybyście wybrali się kiedyś do Canberry, to mam dla was radę: nie wychodźcie z hotelu bez dobrego planu miasta, kompasu, prowiantu na kilka dni i telefonu komórkowego z numerem służb ratowniczych” – uprzedza pewien znany pisarz i podróżnik. Canberra, stolica Australii, to miasto busz, miasto nowoczesne, miasto nie do zniesienia czy miasto idealne? A może wszystko jednocześnie?

Miasto zaplanowane

Bez względu na powyższe wątpliwości Canberra jest z pewnością miastem zaplanowanym. Określenie to wydaje się pozbawione sensu – w końcu każde miasto jest w jakiś sposób zaplanowane. Niektóre są jednak, powiedzmy, zaplanowane trochę bardziej. A konkretnie mają znikomą historię naturalnego zasiedlenia. Człowiek pojawił się tam nagle.

Znalazł ustronne miejsce pokryte lasami oraz polami i zdecydował, że „oto wszem i wobec tu wybudujemy takie a takie miasto”. W ten sposób Katarzyna II założyła Odessę, car Piotr – Petersburg, tak powstała m.in. Brazylia (nie państwo, ale jego stolica oczywiście), Waszyngton, Göteborg, Zamość, Nowa Huta (dziś część Krakowa) oraz Canberra właśnie.

Między piersiami, czyli o nazwie słów kilka

Nazwa podobno oznacza ‘miejsce spotkania’, chociaż niektórzy językoznawcy wskazują, że w języku tubylców jest to ‘zagłębienie między piersiami’, co odnosi się do zagłębienia pomiędzy górami Mount Ainslie i Black Mountain. Historia samej nazwy jest tak ciekawa, że nie sposób o niej nie wspomnieć. Otóż Australijczycy, jak na nich przystało, poświęcili nazwie stolicy bardzo wiele uwagi.

Dzielnica parlamentarna (Fot. Flickr/Tim J Keegan/Lic. CC by-sa)

Dzielnica parlamentarna (Fot. Flickr/Tim J Keegan/Lic. CC by-sa)

Wybór poprzedziły zajadłe polemiki i dyskusje, a wśród nazw, które proponowano, pojawiły się: Shakespear, Eucalypta, Victoria Defendera Defender (sic!), Thirstyville, a nawet trudny do wymówienia zlepek pierwszych sylab stolic sześciu części Federacji Australijskiej – Sydmeladoerbrisho! Ostatecznie wygrała jednak nazwa używana już wcześniej.

A szkoda, może gdyby wybrano tę ostatnią, wszyscy by pamiętali, że stolicą Australii wcale nie jest Sydney.

Wielki park z parlamentem

Przejdźmy jednak do rzeczy. Canberra, jak się już domyślacie, jest miastem szczególnym. Na olbrzymiej powierzchni pośród zielonych terenów parkowych porozrzucane są tu i ówdzie jakieś dzielnice mieszkalne, centra biznesowo-handlowe czy parlamentarne oraz wielkie sztuczne jezioro, które rozdziela miasto.

Przejście z jednej dzielnicy do drugiej to spore wyzwanie, ponieważ Canberra to naprawdę bardzo duży park. Dla porównania, powierzchnia Warszawy wynosi 520 km², a Park Biebrzański, który jest największym parkiem narodowym w Polsce, zajmuje obszar 590 km². Canberra to 800 km².

„Przez dwie godziny przemierzałem zielone, sympatyczne i jednakowe dzielnice, nie mając pewności, czy nie krążę w kółko. Od czasu do czasu trafiałem na rondo z promieniście rozchodzącymi się ulicami, przy czym wszystkie te ulice były identycznymi podmiejskimi rajami z antypodów. Zapuszczałem się w tę, która na moje oko stwarzała największe szanse na zaprowadzenie mnie do cywilizacji, by po dziesięciu minutach trafić na kolejne rondo” – opisuje swoje wrażenia ze zwiedzania Canberry cytowany na wstępie podróżnik i autor książek Bill Bryson.

Wystarczy rzucić okiem na mapę, by zrozumieć, co Bryson miał na myśli. Centrum miasta położone jest wokół wijącego się niczym wąż jeziora Burleya Griffina (swoją drogą stworzonego już po jego śmierci). Drogi, zamiast układać się w rozsądną, wygodną szachownicę, tworzą koła i promienie, co na mapie przypomina koła rowerowe ze szprychami.

Mamy tu do czynienia z bogactwem kształtów geometrycznych, wśród których dominują koncentrycznie ułożone, heksagonalne lub oktagonalne ulice. Okręgi takie łączą się ze sobą długimi prostymi drogami. Jednak nowsze osiedla znajdujące się poza centrum zostały już zbudowane ze znacznie mniejszą dbałością o geometrię.

Zabudowania John Curtin School of Medical Research (Fot. Flickr/ats_500/Lic. CC by)

Zabudowania John Curtin School of Medical Research (Fot. Flickr/ats_500/Lic. CC by)

Entuzjaści Canberry argumentują, że miasto ma to coś, co historyk James Birrell nazywa „miękkim, delikatnym muśnięciem”, i że to właśnie nad tym dumają przyjezdni zaskoczeni układem australijskiej stolicy. „Kiedy jednak ktoś pomieszka tu jakieś półtora roku, zaakceptuje specjalny charakter miasta z wielkim entuzjazmem” – to zdanie wyjęte z pewnego wystąpienia w australijskim parlamencie w ubiegłym roku. Prawda, że brzmi zachęcająco?

Z drugiej strony w oficjalnych broszurach władze miasta piszą, że „w opinii wielu osób Strefa Parlamentarna sprawia wrażenie pustej i niedokończonej, a wielkie odległości między instytucjami a innymi budynkami nie sprzyjają ruchowi pieszemu i innej aktywności”.

Sydney? Nie! Melbourne? Nie!

Swoje powstanie Canberra zawdzięcza dwóm okolicznościom. Po pierwsze w 1901 roku sześć krajów australijskich, które wcześniej były od siebie niezależne, postanowiło się zjednoczyć. Powstała potrzeba wyznaczenia stolicy. Po drugie, doszło do patowej sytuacji: Sydney i Melbourne miały podobny potencjał, więc w drodze kompromisu postanowiono stolicę wybudować od zera gdzieś pomiędzy.

Wybór padł na niewielką rolniczą mieścinę w Nowej Południowej Walii. Zanim wybrano miejsce i nazwę, minęło 11 lat. Jeśli się dobrze zastanowić, to cud, że sto lat później miasto już stoi. W każdym razie w 1911 roku rozpisano konkurs na projekt miasta stolicy. Propozycji dotarło 137. Spośród nich po długich naradach wybrano projekt niejakiego Waltera Burleya Griffina.

Fakt, że ten projekt uznano za najlepszy, wcale nie oznacza, że był on wybitnie dobry. Drugie miejsce zajął plan nawiązujący do prototypu architektury Trzeciej Rzeszy i ta zbieżność nieco spędzała sen z powiek jurorom. Miejsce trzecie otrzymała kuriozalna koncepcja Francuza, który nie doczytał uważnie warunków, w związku z czym część ważnych budynków umieścił na terenach zalewowych!

Griffin skomentował swój projekt tak: „Zaplanowałem miasto, które jest jak żadne inne w świecie. Zaplanowałem je w taki sposób, że nie spodziewałem się, by jakikolwiek rząd na świecie je zaakceptował. Zaplanowałem miasto idealne, idealne miasto przyszłości”. Tak, rząd Australii jest z pewnością jak żaden inny na świecie.

Istnieją jednak podejrzenia, że projekt Griffina nie wygrałby, gdyby nie rysunki jego żony. Otóż Griffinowie przygotowywali projekt wspólnie, przy czym uzdolniona Marion Mahony Griffin miała niesamowite wyczucie krajobrazu i niewątpliwy talent. Stworzyła więc serię porywających, zatopionych w sepii i złocie impresji na temat przyszłego miasta i dołączyła je do projektu.

W tamtych czasach prawdopodobnie przesądziły o wygranej, chociaż tak naprawdę stanowiły tylko estetyczny dodatek pozbawiony istotnej wartości informacyjnej. Za to idealnie pasowały do lokalnego krajobrazu. Dzisiaj rysunki te stanowią narodowe dziedzictwo Australijczyków. Canberra jednak nie przypomina miasta z tych obrazów. Dlaczego?

Canberra nocą (Fot. Flickr/aussiegall/Lic. CC by)

Canberra nocą (Fot. Flickr/aussiegall/Lic. CC by)

Canberra, jaka jest, każdy widzi

Większość miast, które powstają na podstawie planu, ma również oparcie we władzach. Zwykle jednak niewiele czasu musi minąć, zanim plan lub władza stracą poparcie. Na ich drodze pojawiają się przeszkody. Na rozwój miast australijskich między 1890 a 1945 rokiem wpływały głównie ekonomiczne załamania i wojny światowe. Stąd realizacja planu budowy Canberry to zatrzymywała się, to ruszała z kopyta.

Ponadto Griffinowi niestety brakowało doświadczenia w realizacji tak wielkich projektów i został wreszcie odsunięty od swojej wizji. W efekcie projekt został zrealizowany dziesiątkami innych rąk, które przyczyniły się do licznych zmian oraz tego, że miasto w minimalnym stopniu przypomina Canberrę z Griffinowych planów.

Najciekawsze jest jednak to, że Australijczycy nie przestają debatować nad kształtem Canberry. Wciąż pracują nad planami tak, by realizować plan Griffina, a jednocześnie dostosować miasto do dzisiejszych warunków życia, wzmożonego ruchu kołowego, innych potrzeb mieszkańców.

W 2011 roku opublikowano szeroko zakrojony plan zagospodarowania Canberry na pierwsze 30 lat XXI wieku. W pierwszej chwili to planowanie wydaje się zabawne, jednak przyznam, że po cichu zazdroszczę Australijczykom takiego dbania o wygląd i harmonijny rozwój miasta.

Nie wiem jak Wy, ale ja dodaję Canberrę do mojej listy „must see”. Muszę się tylko zaopatrzyć w dobry kompas i najnowszą mapę. Przy okazji, czy ktoś wie, jaki jest numer telefonu do służb ratowniczych w Australii?

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Miejska dżungla, która leczy
Mieszkam
Tu żyje dalajlama
Mieszkam
Plac jest dla ludzi
  • Polecam, rzucić okiem na mapy Google a także do Google Street View. Plan miasta jest rzeczywiście oryginalny 🙂