Mieszkam

Projektowanie przestrzeni miejskiej, urbanistyka i jej stan dzisiaj


  • 0
Znienawidzona fontanna na Rynku Głównym w Krakowie (Fot. Flickr/PolandMFA/Lic. CC by-nd)

Znienawidzona fontanna na Rynku Głównym w Krakowie (Fot. Flickr/PolandMFA/Lic. CC by-nd)

Przestrzeń miasta to pole do popisu dla architektów, urbanistów i planistów, ale także dla inwestorów, wykonawców i deweloperów. Czy jest cień szansy, że ci wszyscy ludzie będą ze sobą współpracować dla dobra ogółu?

Urbanistyka i zrównoważony rozwój przestrzeni miejskiej to zagadnienia złożone, wymagające idealnej współpracy szeregu osób i jednostek organizacyjnych. Miasto to tak naprawdę bardzo delikatny organizm. Podjęcie złej decyzji rzutuje na lata.

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza obserwuje się burzliwy rozwój miast w Polsce. Dostęp do zachodnich wzorców, nowych technologii i materiałów otworzył nową drogę dla planowania przestrzeni. Bez dobrego zarządzania projektowaniem miasta ogarnia jednak chaos.

Funkcje przestrzeni miejskiej

Zabudowa przestrzeni miejskiej wymaga zrównoważonego planowania. Co to oznacza w praktyce? Miasto ma pełnić określone funkcje, które zapewnią mieszkańcom wygodne i bezpieczne życie. Funkcje te można podzielić na trzy grupy: socjalno-społeczne, środowiskowo-ekologiczne oraz strukturalno-symboliczne.

Funkcje społeczne i socjalne są najważniejsze z punktu widzenia mieszkańca. Mają one zagwarantować miejsca służące do aktywności ruchowej (zabawy i gry dla dzieci, sporty dla dorosłych). Tak zwana nieformalna rekreacja, która nie wymaga specjalnych obiektów, też zalicza się do tej grupy.

Z punktu widzenia socjologicznego to właśnie ta grupa funkcji najbardziej rzutuje na prawidłowy rozwój jednostki. Pozytywny wpływ na zdrowie fizyczne, ułatwianie kontaktów społecznych, a także doświadczanie natury są bardzo ważnymi aspektami rozwoju człowieka.

Funkcje środowiskowe i ekologiczne są w zasadzie spełniane przez te same obiekty, o których mowa powyżej. Co więcej, mogą być one spełniane przez obiekty miejskie występujące naturalnie, jak pierwotne parki czy skwery.

Formacje złożone z dużej liczby drzew i – w ogólnym zarysie – zieleni pozytywnie wpływają na klimat. Tłumią zgiełk miasta, uspokajając atmosferę nawet w ścisłym centrum.

Stary Rynek w Poznaniu (Fot. Flickr/eisenbahner/Lic. CC by)

Stary Rynek w Poznaniu (Fot. Flickr/eisenbahner/Lic. CC by)

Najmniej istotną grupą są funkcje strukturalne. Wydaje się, że mają one najmniejszy wpływ na życie. Ale czy na pewno? Czy dogodnie rozwiązane ciągi komunikacyjne i rozplanowanie rozmieszczenia terenów zielonych nie mają dużego znaczenia?

Aby miasto tętniło i przepływ społeczeństwa był płynny, potrzeba wiele wysiłku. Partyzanckie planowanie przestrzeni prędzej czy później doprowadzi do chaosu. Dlatego właśnie każdemu miastu niezbędny jest tzw. zrównoważony rozwój.

Miasto powinno być czytelne

W urbanistyce funkcjonuje bardzo ładne pojęcie – czytelność miasta. Świetnie pokazuje ono cel zrównoważonego rozwoju przestrzeni miejskiej. Każdy obiekt w mieście musi być po coś (wybudowanie skweru bez ławek czy chodnika prowadzącego donikąd nie ma większego sensu), aby każdy mieszkaniec i, co ważne, również turysta od pierwszego spojrzenia wiedział, czemu służy określony element.

Ten aspekt to jednak nie wszystko. Jednym z bardziej czytelnych elementów krajobrazu wszystkich miast w ostatnich latach stały się galerie. Niestety, nie chodzi o miejsca, gdzie można w spokoju kontemplować sztukę. Dla młodszego pokolenia galeria ma zupełnie inne znaczenie – to po prostu ogromne centrum handlowe.

Galerie handlowe stały się naturalnym elementem miejskiego krajobrazu. Są ostoją dla turysty, który tam na pewno znajdzie znaną mu restaurację, filię swojego banku, kiosk… Funkcjonalnie obiekty te są niezastąpione. Inne pytanie, czy dzięki nim krajobraz miejski zyskuje na urodzie.

Zrównoważone planowanie = beton?

Czy urbaniści trzymają się zasad sztuki projektowania? Czy nowo remontowane oraz powstające obiekty wywiązują się ze wszystkich zadań, którym mają sprostać? Przykłady, z którymi mam do czynienia na co dzień, zdają się temu zaprzeczać.

A najgorsze, że wszystkie te przykłady mają jeden wspólny mianownik – redukcja zieleni do minimum. Drzewa, nawet trawniki znikają z przestrzeni miejskiej. Zastępowane są betonem, brukiem, fontannami… Nie muszę daleko szukać, przykłady można spotkać na każdym kroku.

Wcześniej wspomniane galerie handlowe – w Krakowie największe to Galeria Krakowska przy dworcu oraz Bonarka City Center. Czy można je zaliczyć do architektonicznych pereł? Beton i szkło – trudno dopatrzyć się w nich czegoś więcej. Te materiały może są wygodne, neutralne i w jakiś sposób estetyczne – ale czy muszą na siłę wdzierać się w krajobraz miasta?

Krakowskie galerie są przykładem chyba niezbyt rozmyślnego projektowania tych istotnych elementów obecnego krajobrazu miejskiego. Łódzka Manufaktura czy poznański Stary Browar to z kolei przykłady dobrze przemyślanej architektury – ładnej, ponadczasowej i dobrze komponującej się z miastem. Jak widać, dla chcącego nic trudnego.

Kraków – niedawno wyremontowany plac Szczepański, Mały Rynek czy fontanna na Rynku Głównym. Wieliczka i jej rynek główny – pustynia z betonu. Bielsko-Biała również podąża podobną drogą – oddane parę lat temu do użytku place Bolesława Chrobrego oraz ZWM (popularna starówka). Drzewa można policzyć tu na palcach jednej ręki.

Łódzkie osiedle (Fot. Flickr/Kamil Porembinski/Lic. CC by-sa)

Łódzkie osiedle (Fot. Flickr/Kamil Porembinski/Lic. CC by-sa)

Czy obiekty te są zaprojektowane w zgodzie z zasadami? Czy dają poczucie bezpieczeństwa, czy pozwalają na odprężenie się od zgiełku miasta? Czy umożliwiają obcowanie z naturą, które tak bardzo jest potrzebne, przynajmniej na minimalnym poziomie?

Na wszystkie te pytania odpowiedź jest negatywna. Niestety, ale życie, a co za tym idzie – miasta, staje się szybkie, bezrefleksyjne, wygodnickie. Czy posadzenie kilku drzew i ich pielęgnacja kosztują władze miasta aż tak dużo? Szczerze mówiąc, nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć, dlaczego miejsca wypoczynku zmieniają się w betonowe pustynie.

Owszem, można bronić projektantów – w opisanych wyżej miastach są zielone miejsca odpoczynku, ot, choćby błonia, tak w Krakowie, jak i w Bielsku-Białej. Tylko czy to jest objaw zrównoważonego rozwoju miasta? Czy pozwala on, w zgodzie z zasadami ergonomii poruszania się po nim, na swobodny wypoczynek wszystkim mieszkańcom?

Poruszanie się po mieście wymaga, chcąc nie chcąc, korzystania z jego infrastruktury. Dróg, skrzyżowań, całego otoczenia. Najczęściej traktuje się je jako konieczność, coś oczywistego, co po prostu stanowi naturalny system naczyń krwionośnych miasta. Można się z tym zgodzić, ale czy główne węzły komunikacyjne nie mogą być zaprojektowane trochę inaczej?

Kto pamięta poprzednią wersję Ronda Mogilskiego w Krakowie? Zielona wyspa, poprzecinana torami tramwajowymi, otoczona nitką asfaltu. A jak obecnie wygląda to rondo? Czy ktoś tu jednak nie przesadził? To już nie jest rondo. To nawet nie jest skrzyżowanie. Dwupoziomowy twór, na którym każdy turysta czuje się przytłoczony i nie ma najmniejszej szansy na znalezienie przystanku tzw. szybkiego tramwaju.

Infrastruktura drogowa miast powinna być jasna, estetyczna i czytelna. Czy naprawdę tak dużym problemem jest stawianie np. ekranów dźwiękoszczelnych, które w ciągu kilku lat zostaną porośnięte przez bluszcz? Czy wszędzie muszą być stawiane paskudne, plastikowe czy blaszane ekrany, które już po kilku dniach pokrywają się morzem graffiti?

Czarna wizja miasta

Pod poprzednim moim tekstem zarzucono mi, że postrzegam świat czarno-biało. Istotnie, tak właśnie jest. Ale czy tak naprawdę w obecnym świecie jest miejsce na szarości? Czy ktoś, kto stara się być jak najbardziej neutralny w pędzie otaczającej go rzeczywistości, prędzej czy później nie podąży w jednym z dwóch kierunków?

Moim zdaniem obecny stan przestrzeni miejskiej jest fatalny. Otwarte obszary stają się betonową pułapką, z której mieszkańcy uciekają na peryferia. A przecież nie to powinno być celem projektantów. Czy znacie kogoś, kto wybierając miejsce odpoczynku w Krakowie, pójdzie np. na Mały Rynek? Tam nawet fontanna wygląda tak, jakby ktoś wylał pomyje na schody (chodzi mi o formę, nie o czystość wody).

Raz ściętego drzewa, na miejsce którego wylano beton, nie da się przywrócić do życia. A żeby wyrosło kolejne, trzeba czekać kilkadziesiąt lat. Tylko najpierw ktoś by je musiał zasadzić… A na to chyba nie ma nadziei w sytuacji, kiedy dla władz miasto = beton.

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Miejska dżungla, która leczy
Mieszkam
Zioła z parapetu, czyli Twój domowy zielnik
Mieszkam
Poddasze dobrze zagospodarowane