Myślę

Do kogo należy Księżyc?


  • 10
Fot. Flickr/makelessnoise/Lic. CC by

Fot. Flickr/makelessnoise/Lic. CC by

Pamiętacie, gdy w czasach świetności Frugo można było wygrać działkę na Księżycu? Albo akcję, w której RMF FM podarowało braciom Kaczyńskim 80-arową działkę na satelicie Ziemi? Czy faktycznie można kupić lub dostać fragment naszego naturalnego satelity?

Kwestia własności obiektów poza Ziemią jest dyskusyjna. O ile w przypadku satelitów i innych przedmiotów wystrzelonych z naszej planety nie ma zastrzeżeń – są własnością wystrzeliwującego, o tyle w przypadku ciał niebieskich sprawa jest bardziej skomplikowana.

Nawet najbliższy Ziemi Księżyc z prostego powodu nie może być własnością żadnego kraju – nie leży na terytorium żadnego z nich, nie został odkryty przez żaden kraj w żadnym udokumentowanym momencie. Wydaje się, że jest niczyj. Na pewno?

Księżycowa ambasada

Amerykański przedsiębiorca Dennis Hope w 1980 roku założył firmę o nazwie Ambasada Księżycowa. Powołując się na lukę prawną w Traktacie o Przestrzeni Kosmicznej (o którym mowa poniżej), ogłosił się właścicielem prawie całego Układu Słonecznego. Jak tego dokonał? Stwierdzając, że nikt tego przed nim nie zrobił… Proste.

Od tamtego czasu, jako właściciel m.in. Księżyca, zaczął sprzedawać wydzielone parcele jego widocznej strony. Całość podzielił na 3 112 002 działki, z których dotychczas właścicieli znalazło już… ponad 2 mln. Łatwo można policzyć, że przy cenie ok. 15 funtów za działkę pan Hope jest obecnie milionerem.

Działki na Księżycu w dalszym ciągu są w sprzedaży. Na jednej z polskich stron z gadżetami można kupić akt własności gruntu na Księżycu za 159 zł. Myślę, że mimo poważnych wątpliwości prawnych takie transakcje w dalszym ciągu cieszą się sporą popularnością.

Czy faktycznie sprzedaż gruntu księżycowego może budzić kontrowersje? Wiadomo, że luki w prawie to delikatna sprawa. Nie inaczej jest w tym przypadku.

Traktat o Przestrzeni Kosmicznej

Głównym dokumentem regulującym kwestie własności w kosmosie jest Traktat o Przestrzeni Kosmicznej. Podpisany i uprawomocniony w 1967 r., obowiązuje do dziś. Zawarto w nim podstawowe postulaty dotyczące korzystania z obiektów znajdujących się w przestrzeni kosmicznej.

Podstawowy zapis mówi, że żadne obiekty kosmiczne nie mogą być użyte do działań militarnych. W szczególności zabronione jest umieszczanie jakiejkolwiek broni czy innych obiektów wojskowych w przestrzeni kosmicznej. Ciała niebieskie mogą być wykorzystywane jedynie w celach pokojowych.

W traktacie określona została tzw. zasada niezawłaszczalności kosmosu – jakiekolwiek wykorzystywanie obiektów w przestrzeni musi służyć dobru wszystkich państw na Ziemi.

Właśnie zapis o niemożności zawłaszczenia ciała niebieskiego przez żaden kraj wydaje się fundamentalny – sytuacja wygląda na jasną i klarowną. Nawet państwo, którego przedstawiciel doleci do danej planety i zatknie na jej powierzchni flagę, nie może poczuć się jej właścicielem.

Do tej pory kwestia własności nie była dużym problemem. Kraje eksplorujące przestrzeń kosmiczną można było policzyć na palcach jednej ręki. A nawet misje załogowe, które od pewnego czasu są tematem tabu, nie wymagały rozwiązywania tego problemu.

Czy zatem można założyć, że temat nie istnieje? Czy kwestia uregulowana traktatem sprzed pół wieku jest na tyle jasna i właściwie martwa, że nie ma potrzeby dyskutowania na ten temat?

Fot. Flickr/x-ray delta one/Lic. CC by-sa

Fot. Flickr/x-ray delta one/Lic. CC by-sa

Era wycieczek w kosmos powoli staje się rzeczywistością. Loty załogowe w przestrzeń międzyplanetarną są już w zasięgu ręki zamożnych amatorów, żądnych mocnych wrażeń. Wprawdzie komercyjne lądowanie na Księżycu to jeszcze sfera marzeń, ale wydaje się, że i to stanie się w ciągu najbliższych kilkunastu lat możliwe.

Co wtedy? W przestrzeni i na naszym naturalnym satelicie może się zrobić, mówiąc oględnie, ciasno. Może się zdarzyć, że na Księżyc poleci jeden czy drugi właściciel ziemski, który będzie chciał zwiedzić swoją kosmiczną posesję. A jeśli przypadkiem okaże się, że właśnie na jego działce jest wbita amerykańska flaga, a on jest na przykład Polakiem?

Księżyc drugą Antarktydą

W tym miejscu warto przytoczyć przykład Antarktydy. Jest to jedyny kontynent na Ziemi, na terenie którego nie ma żadnego państwa. Status kontynentu jest regulowany przez traktat antarktyczny, który zamraża roszczenia terytorialne. Sprawa była o tyle niebezpieczna, że pod powierzchnią odkryto spore złoża cennych minerałów.

Eksploracja Antarktydy wydaje się znacznie łatwiejsza niż Księżyca, dlatego w tym przypadku trzeba było podjąć konkretne działania. Traktat podpisany w 1959 roku zawiera zapisy bardzo podobne do tych dotyczących Księżyca. Przede wszystkim zabrania prowadzenia jakichkolwiek działań wojennych.

Co ciekawe, traktat nie rozstrzyga kwestii związanych z roszczeniami terytorialnymi, tylko je zamraża na czas obowiązywania. A że w 1991 roku przedłużono to obowiązywanie na kolejne 50 lat, to sprawa jest pieśnią przyszłości.

Dennis Hope namiesza w przyszłości?

Czy zatem w przypadku Księżyca będzie mogło być podobnie? Czy zamrożenie roszczeń własnościowych, zwłaszcza w przypadku osób prywatnych (2 mln sprzedanych parceli!) będzie jeszcze możliwe? Teoretycznie akty własności kupione od Dennisa Hope’a nie mają mocy prawnej. Tylko czy zbiorowy pozew złożony przez kilkaset tysięcy osób dalej nie będzie miał takiej mocy?

Sytuacja może wydawać się absurdalna. Ale przecież nie jest niemożliwa. W dobie powszechnych lotów kosmicznych żart pana Hope’a (nie mówimy o ekonomicznym aspekcie) może stać się poważnym problemem.

„Odmrożona” przyszłość

Traktat o Przestrzeni Kosmicznej zamraża roszczenia do roku 2041. Czy w tym czasie technologia rozwinie się na tyle, żeby po tej dacie zaczęły się „kosmiczne” problemy? Patrząc na to, co się działo ze światem przez poprzednie 30 lat, można przypuszczać, że faktycznie za kolejne 30 lat eksploracja Układu Słonecznego może być w zasięgu naszej cywilizacji.

Co wtedy? Wizje futurystyczne można snuć bez końca, jednak chciałbym się tu skupić na kwestiach własności. Potrzeba jest matką wynalazku, dlatego też należy przypuszczać, że jakieś rozwiązanie uda się znaleźć. Nie sądzę też, aby w obliczu faktów przedłużano obowiązywanie traktatu na kolejne lata.

Czy model własności państwowej ma szansę zaistnieć w kosmosie? Czy wizja Księżyca, który w połowie należy do USA, a połowie do Chin ma szansę realizacji? Czy może bardziej prawdopodobna wersja to satelita podzielony na równe części pomiędzy np. BP i Statoil?

Fot. Flickr/NASA Goddard Photo and Video/Lic. CC by

Fot. Flickr/NASA Goddard Photo and Video/Lic. CC by

Być może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale właśnie korporacyjny model własności coraz bardziej dominuje na świecie. A bogate w złoża surowców naturalnych obce planety to po prostu łakomy kąsek dla korporacji. Koncerny paliwowe to pierwsza grupa, która przychodzi mi na myśl.

Ale do bitwy np. o takie planety jak ta opisana w tym artykule mogą stanąć banki. Taki Agricultural Bank of China z aktywami w kwocie ok. 1,3 bln dol. prawdopodobnie chętnie chciałby użyć tej planety jako zabezpieczenia.

Temat wykupu parceli na ciałach niebieskich też raczej podąży drogą utorowaną przez Dennisa Hopa. Zwłaszcza że obecnie podbój kosmosu to raczej już domena prywatnych przedsiębiorców. Czasy wiekopomnego zatykania flag USA i Rosji minęły bezpowrotnie. Najbliższe misje załogowe mogą zmienić Księżyc oraz Marsa w kolejny billboard. Na nim załogi będą zostawiać coraz to nowe flagi sponsorów, którzy fundowali paliwo, budowę rakiety, stroje kosmonautów, jedzenie dla uczestników.

Przyszłość należy do korporacji, czy tego chcemy, czy nie. Dlatego też mapa podziału Księżyca zostanie naszkicowana przez największych deweloperów, których będzie stać na wysyłanie misji w kosmos.

[FM_form id="2"]
Myślę
Piękne i niebezpieczne, czyli aktorki – twardzielki
Myślę
Haruki Murakami – prostota i ciche emocje
Myślę
Coworking
  • Trzeba być trochę naiwnym, żeby taką działkę kupić z nadzieją na jakąkolwiek korzyść płynącą z zakupu.

    • Stanisław Kolanko

      Jeszcze się zdziwisz.
       

  • Daniel Hus

     I co im z tego, kupią planetę na której będzie lepsza cywilizacja od nas i co w tedy?
    Albo my już jesteśmy na terytorium obcej cywilizacji, a jak się upomną to będziemy musieli przyjąć ich prawo bo będą od nas dużo bardziej starsi, nowocześniejsi i mądrzejsi.

  • Anonim

    Jakiś czas temu, przed śmiercią mój dziadek wyjawił mi pewien sekret. Otóż w latach 30, XX wieku, któregoś letniego, słonecznego dnia, spotkał na swym polu dziwną postać, z jego opisu nie przypominającej żadnej z ziemskich istot. Ta właśnie istota – swoimi pozaziemskimi gestami, wyjawiła dziadkowi, że wpadła na naszą planetę tylko na chwilę, by nacieszyć oczy ziemskimi widokami  przed udaniem się w długie międzygalaktyczne wakacje. W ostatnim momencie gestykulacji istota korzystając z kawałka kartki papieru dziadka i jego ołówka, narysowała na papierze szkic swojej księżycowej działki z dokładną lokalizacją, wręczyła jeszcze dziadkowi drobny okruch księżycowego gruntu (tak, to okruch o bardzo podobnych właściwościach do tych, które za kilkanaście lat będą sprzedawane na ebayu prosto z księżyca – niczego nie sugerując). Jak mówił dziadek ostatnim gestem pozaziemskiej istoty był wymach palczastymi kończynami, sugerujący, że wspomniana istota nie chce już księżycowego gruntu, że od dzisiaj dziadek jest jego właścicielem. Po krótkiej gestykulacji istota wsiadła do swojego pozaziemskiego pojazdu i odleciała w nieznane, wykonując jeszcze kilka szybkich, niezapomnianych okrążeń wokół naszej planety (podobno nie tylko dziadek to widział). Wiele lat później dziadek wręczył mi szkic, mówiąc, że od dzisiaj, to ja jestem właścicielem działki. Miałem nikomu nie mówić, ale boję się, że, któregoś dnia Pan Hope sprzeda komuś kawałek, jeśli nie całą moją księżycową działkę. Nie chciałbym, żeby doszło do nieporozumienia i któryś z kupców kupił kota w worku. Sam nie wiem też co mam robić, gdyż w obliczu traktatów, pazerności, chciwości i władzy bogatych, ziemskich istot, chyba nie miałbym żadnych szans jako przeciętny ziemianin z okruchem i szkicem księżycowego gruntu w ręku…

  • Berbeluch

    Działka na księżycu albo innej planecie będzie tego kto będzie się tam w stanie przemieścić i obronić ją przed innym potencjalnym właścicielem.

    Dziki zachód odcinek 2.
    Tyle że tym razem korporacje zamiast kowbojów.

  • Cezar Matkowski

    Pozew złożony przez obojętną liczbę osób nie zmienia stanu prawnego, jeżeli żądania powodów są nieuzasadnione. Jeżeli 2 miliony osób skłąda pozew, to te 2 miliony mogą po prostu sprawę przegrać. Ogólnie, Dennis Hope nie ma większych szans, bo wiele osób przed nim zgłosiło pretensje do własności, więc może się skończyć tym, że zostanie oskarżony o dysponowanie cudzą własnością :)@  erbeluch Dziki Zachód też był podbijany przez korporacje – przede wszystkim spółki kolejowe, telegraficzne i wydobywcze. Kowboje byli ich pracownikami albo wolnymi najemnikami 🙂

  • A co jeśli gdzieś tam daleko od ziemi Ufoki też sprzedają działki na księżycu?

  • Pingback: W sobotę zobaczymy Superksiężyc « Gadżetomania.pl()

  • Księżyc nie należy i nie nie będzie należał nigdy do nikogo z rasy ludzkiej. Jeśli podejrzenia o jego całkowicie sztucznym pochodzeniu się kiedykolwiek,oficjalnie, potwierdzą, będziemy musieli przyznać że już do kogoś należy, do tych którzy go daaaaaaawno temu zbudowali. To tak jakby rozważać, czy mrowisko należy do mrówki, czy mrówek kiedy nie są rasą mającą supremację na planecie. My oczywiście jesteśmy w sytuacji mrówek. One też nie wiedzą o naszym istnieniu.