Korzystam

Jakie potrzeby społeczeństwa zaspokajają seriale?


  • 5
Plakat promujący serial "Dr House"

Plakat promujący serial "Dr House"

Seriale, co muszą przyznać nawet zagorzali przeciwnicy telewizji, są częścią współczesnej popkultury. Jednocześnie emitowanych jest zwykle kilka „kultowych” seriali oglądanych nawet przez kilkanaście milionów ludzi. Jakie potrzeby społeczeństwa zaspokajają te odcinkowe historie?

Tasiemce, sitcomy i inne gatunki

Wikipedia podpowiada, że wyróżniamy dziesięć gatunków seriali. Człowiek nieco obeznany w kulturze i sztuce filmowej zapewne bez trudu podzieli seriale ze względu na to, czy są ambitne, wnoszą jakieś głębsze treści, czy też nadają się jedynie jako towarzystwo do prasowania lub kolacji.

Trudno od razu wszystkie seriale wrzucać do jednego worka, skoro nawet Agnieszka Holland dostrzega w tym zjawisku pozytywne aspekty. Także wybitni polscy, brytyjscy czy amerykańscy aktorzy nie wstydzą się występować w produkcjach odcinkowych. Ich twórcy dysponują dziś budżetami, o których nikomu nie śniło się dekadę temu.

Z drugiej strony współczesne seriale jednak wciąż kojarzą się głównie z telenowelami obyczajowymi typu „M jak miłość”, „Klan” czy „Na Wspólnej”. Tego typu produkcji jest najwięcej (przynajmniej w Polsce), są emitowane w godzinach największej oglądalności – nieprzerwanie, od lat.

Dla ludzi z poczuciem humoru przewidziano natomiast tzw. sitcomy i seriale komediowe. Prezentują różne poziomy: od prymitywnych perypetii rodziny w „Świecie według Kiepskich” po zupełnie inny klimat w „39 i pół”. Oczywiście dochodzi do tego sporo seriali zagranicznych, głównie amerykańskich.

Seriale wczoraj i dziś

Warto wspomnieć, że seriale polskie z lat 70. czy 80. to były produkcje kultowe. Kto nie oglądał tytułów takich jak „Alternatywy 4”, „Zmiennicy” czy „Czterdziestolatek”? Chyba każdy, kto był dumnym posiadaczem odbiornika telewizyjnego, dla rozrywki i odprężenia po pracy włączał ulubiony program – dla nas dziś tak świetnie oddający realia PRL-u.

Później pojawiły się polskie sympatyczne produkcje rodzinne (np. „Rodzina zastępcza”), nastała era sitcomów. Popularność zyskiwały zachodnie opery mydlane (kto nie zna „Niewolnicy Isaury”?). Dziś, jak wiadomo, dominują telenowele, obok nich pojawia się coraz więcej wysokobudżetowych seriali amerykańskich, skierowanych raczej do młodych ludzi.

Zmieniają się seriale, zmieniają się odbiorcy. Ba! Zmienił się nawet ustrój, a seriale jak były, tak są popularne. Jaka jest tajemnica sukcesu produkcji odcinkowych?

Plakat promujący 2. sezon "Gry o tron"

Plakat promujący 2. sezon "Gry o tron"

Grupy docelowe i ich potrzeby

Odbiorcy seriali dzielą się na grupy w zależności od typu serialu. Z prostych obserwacji wynika, że popularne telenowele (i te polskie, i te – odchodzące powoli do lamusa – hiszpańskojęzyczne) oglądają przede wszystkim kobiety. Zwykle są to kobiety, które dysponują pewną ilością czasu i mają ochotę poświęcić ten czas właśnie na serial (młode matki na urlopie lub panie w średnim wieku).

Seriale komediowe mają szersze grono odbiorców – zarówno w kategorii płci, jak i wieku. Bogata oferta telewizyjna pozwala wybrać coś dla siebie większości widzów spragnionych treści łatwych, lekkich i przyjemnych.

Istnieją też oczywiście produkcje odcinkowe skierowane do węższego grona, jak seriale kryminalne, młodzieżowe. Tematyka, świat przedstawiony, bohaterowie – odpowiadają tylko konkretnym grupom docelowym.

Jakie potrzeby grup społecznych mogą zaspokajać seriale? Odpowiedź na to pytanie nie jest ani prosta, ani jednoznaczna. W przypadku seriali tasiemcowych widzowie często i chętnie wręcz żyją życiem bohaterów. Ich perypetie, życiowe losy stają się czasami nawet bliższe niż przejścia własnej rodziny lub przyjaciół. Widzowie telenowel nie przegapiają ani jednego odcinka (z tysięcy!), żeby tylko nie tracić kontaktu z postaciami.

W przypadku takich osób serial zapełnia te miejsca, które powinny zajmować relacje z bliskimi, przyjaciółmi, znajomymi. Mimo że często seriale obyczajowe są oglądane przez kobiety (scharakteryzowane wcześniej), trudno jednoznacznie ocenić, kto je faktycznie lubi (kto się do tego przyzna?). Z pewnością są to ludzie, którym we własnym życiu brakuje świeżości, spontaniczności, emocji.

Zupełnie inne potrzeby mają natomiast np. ludzie wykształceni, mający dobrą pracę, nieraz rodzinę. Takie osoby nie potrzebują podglądania cudzego niby-życia. Mają ochotę na rozrywkę na innym poziomie. Ilu niespełnionych studentów medycyny z błyskiem fachowości w oku ogląda „Dr House’a”?

Seriale są też oczywiście prostą i tanią rozrywką dla wielu grup wiekowych spragnionych żartów i beztroski. Telewizja oferuje spory wybór spośród produkcji rodzinnych (np. „Rodzina zastępcza”), młodzieżowych (np. „iCarly”) czy nieco niegrzecznych (dla przykładu popularny „Seks w wielkim mieście”). Dla każdego coś miłego. Lekkiego i pasującego donastroju, poczucia humoru.

Centrum życia: telewizor

Nie da się ukryć, że seriale oglądają głównie (choć dziś już nie wyłącznie) ci, którzy mają telewizor. Urządzenie samo w sobie nie jest złe, jeśli mądrze się z niego korzysta – o tym zapewne nie trzeba nikogo przekonywać. Jeśli jednak ognisko domowe płonie wokół sprzętu TV, zapewne domownicy nieźle orientują się w serialowym świecie.

Obecnie telewizja, jak dawniej książki czy czasopisma, realizuje naturalną potrzebę człowieka – oderwania się od rzeczywistości. Wejście w świat bohaterów pozwala na chwilę zapomnieć o własnych sprawach, a nawet się zdystansować. Czytelnictwo stało się przymiotem ludzi wykształconych, dalekich od kultury masowej, często gardzących tasiemcowymi produkcjami.

Trzeba jednak przyznać, że podobnie jak książki, prasa, filmy, tak i seriale są na różnych poziomach. Rozrywka ta z założenia jest nieskomplikowana, jednak w ręku świetnego reżysera i uzdolnionych aktorów może stać się ucztą dla kinomana. Ciągle jeszcze mało jest seriali ambitnych, trudno utrzymać dobry poziom, inteligentny dialog z widzem i pewną dozę niejasności przez kilka czy kilkanaście odcinków.

Łatwo jednak wskazać kilka perełek, jak np. „Miasteczko Twin Peaks”, „Mad Men”, „Gra o Tron” czy „Teoria wielkiego podrywu”.

Co nam dają seriale?

Seriale powinny zapewniać przede wszystkim rozrywkę. Ich sukces jednak ma drugie dno. Realizują bowiem potrzeby społeczeństwa, odpowiadają na nie, wypełniają czas.

Ktoś, kto jest zamknięty w czterech ścianach (matka bliźniąt? schorowana emerytka?), z radością oderwie się od własnego życia, oglądając perypetie warszawskich bogaczy czy krakowskiej śmietanki. Ekscytacja cudzymi losami i możliwość podglądania intymności bohaterów zaspokaja kobiecą (zwykle) ciekawość, jest bodźcem do porównywania własnego życia z cudzym.

Są osoby, które identyfikują się w różny sposób z bohaterami serialu. Odczytują ich losy w kontekście swojego życia, próbują naśladować, traktują jak autorytety. Dawniej taką rolę odgrywały chyba książki, choćby te niższych lotów. Teraz często ostatnią książkę czytamy przed maturą… A potrzeba szukania wymyślonej bratniej duszy pozostaje.

Niektórzy oglądają telewizję, w tym seriale, dla zwykłego zabicia czasu. Innym takie pojęcie jest zupełnie obce i dla „wskrzeszenia” większej ilości czasu zrobiliby wiele. Jak można zrozumieć oglądanie brazylijskiego tasiemca z dziesięcioma Esmeraldami? Po co czekać na 1573. odcinek losów pięciopokoleniowej rodziny?

Jeszcze innym seriale pozwalają być na topie. Warto wiedzieć, jak gra ta czy inna polska gwiazda. Jak płacze po rozstaniu z filmowym partnerem, jak uwodzi innego gwiazdora. Życie celebrytów od lat fascynuje także Polaków, którzy nazywają gwiazdami nawet aktoreczki, które zagrały drugorzędne role w kiepskim serialu. Nie wiedzieć jednak, jak ona gra, śmieje się, popłakuje? Nigdy!

A kto nie ogląda seriali?

Odpowiedź jest prosta – ten, kto ich nie lubi. Bo czas chyba znajdzie się zawsze, zwłaszcza że dany odcinek można nagrać albo obejrzeć w Internecie. Seriale, nawet te bardziej ambitne, wciąż niektórych nie zachwycają.

Ton ironiczny przyjmują też komentatorzy rzeczywistości i społeczeństwa – kabarety. Poniżej dwa skecze znanego i lubianego kabaretu Otto:

http://www.youtube.com/watch?v=xo1w0AJL4rM

Warto zwrócić uwagę, że do oglądania seriali potrzebny (choć w dobie Internetu – nie niezbędny) jest telewizor. A z tego wynalazku coraz więcej osób świadomie rezygnuje. Czy jest to próba uniknięcia pokusy? A może prawdziwy wyraz przekonań i hierarchii ważności sprzętu domowego? Zapewne ile jest takich osób, tyle odpowiedzi.

Nie ma sensu wartościować seriali i ich widzów. Opisywać ich jako dobrych i złych, mądrych i głupich. Wszelkie przejawy kultury masowej przez człowieka o wrażliwej estetyce powinny być podwójnie filtrowane. Wiadomo, że nie każda rozrywka musi być z najwyższej półki, ale z drugiej strony – doba ma tylko 24 godziny.

Czy warto część tego czasu w ogóle poświęcać na seriale? Czy prawdziwe życie nie oferuje nam więcej, nie zaspokaja lepiej naszych potrzeb?

[FM_form id="2"]
Korzystam
Joseph Gordon-Levitt – powiew świeżości w Hollywood
Korzystam
Radio nasze powszechne
Korzystam
Gry, które chcą być czymś więcej
  • Stanisław Kolanko

    Kabaret OTTO jest gorszy niż wszystkie polskie seriale razem wzięte!

  • Wszystkim, którzy rozprawiają nad serialami albo opowiadają o jakiś grach mówię:
    „Czy jak byś umierał, to myślałbyś sobie: szkoda, że nie obejrzałem tylu jeszcze seriali, odcinków; szkoda, że nie przeszedłem do końca trzeciej wersji Diablo …”
    Zwykle robi im się „łyso”.
    Czy warto więc poświęcać na te „rzekome” rozrywki czas?

     

    • martix

      tak,warto. bo niestety przeciętny człowiek nie ma zasobów na wycieczkę dookoła świata albo inne rozrywki tego kalibru. Nie ma co też podchodzić do sprawy aż tak poważnie i od razu rozważać kwestię przyspieszonej śmierci. Nie da się żyć w ten sposób – normalny dzień składa się ze szkoły/uczelni/pracy + odrobiny wolnego. Dlaczego nie wykorzystać tego na trochę sportu i lekki, durny serial, dzięki któremu nasz poziom stresu drastycznie się zmniejszy? Ciągły stres to dopiero skraca życie ;))

    • Ghanima

      Odpowiedź na twoje pytanie brzmi: tak, byłoby mi szkoda.

  • Aleksander Kozub

    A myślałbyś sobie „szkoda, że 6 czerwca 2003 roku nie zjadłem tej kremówki…”? Skoro nie to nie ma sensu jeść kremówek? Czas tylko tracisz…?
    Jest czas na sianie, zbieranie, trudną książkę i łatwy serial. O Diablo III nie wspominając.