Doświadczam

Mama fajniejsza od żony. Dlaczego tylu 30-latków mieszka z rodzicami?


  • 3
Fot. Flickr/ckaroli/Lic. CC by-sa

Fot. Flickr/ckaroli/Lic. CC by-sa

O ile dziewczyny po dwudziestce zwykle robią wszystko, żeby wyprowadzić się od rodziców i zacząć choćby skromne życie na własną rękę, o tyle faceci nie mają nic przeciwko mieszkaniu na pięterku u mamusi nawet po ukończeniu 35. roku życia. Skąd wzięło się pokolenie Piotrusiów Panów?

32-letni Mateusz, dziennikarz, mieszkający w małej miejscowości pod Warszawą, nie wie, jak włączyć pralkę. Nie musi wiedzieć, bo skarpetki, spodnie i koszulki w magiczny sposób pojawiają się czyściutkie i wyprasowane w jego szafie, kiedy on jest w pracy. Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ten zmyślny system zawiódł. O jedzenie, rachunki czy sprzątanie też nie musi się troszczyć. Wszystko robi się samo. Oczywiście dorzuca się do czynszu, w końcu nie jest pasożytem.

„Płacę mamie 200 zł miesięcznie na utrzymanie domu, zimą 300 zł, bo trzeba grzać. Nie wykorzystuję moich rodziców, po prostu ich kocham i jest mi w domu dobrze jak nigdzie na świecie” – mówi. Na pytanie, czy go nie stać na przeprowadzkę do Warszawy, odpowiada, że nie chodzi o pieniądze, on po prostu nie widzi żadnego powodu, żeby mieszkać samemu w mieście, skoro tu ma dom.

Mateusz nie jest wyjątkiem. Przeciwnie, jest on jednym z wielu mężczyzn ok. 30. roku życia, którzy nie mają żon ani dzieci i wciąż mieszkają z rodzicami. W Polsce już od kilku lat taki sposób na życie staje się trendem, a ostatnio zaczyna przybierać patologiczne rozmiary.

Wieczni chłopcy z całego świata, łączcie się

Do niedawna w kategorii Piotrusiów Panów brylowali Włosi, ale teraz to już zjawisko ogólnoświatowe. W słonecznej Italii dorosłe bobasy to prawdziwa plaga, wynikająca nie tylko z problemów gospodarczych, ale też z silnych więzi rodzinnych, które dla każdego Włocha są oczywistością. W domu rodzinnym mieszka aż 70% Włochów do 39. roku. Co jakiś czas światowa prasa donosi, jak bardzo włoscy rodzice mają dość swoich bamboccioni.

Zdarzały się już nawet głośne na cały świat sytuacje, w których występowali oni do sądu o nakaz eksmisji swoich dzieci. Ale wielu rodziców nie ma nic przeciwko temu, żeby ich 30-letnie pociechy mieszkały w domu. W końcu media trąbią o „pokoleniu 1000 euro” – tyle mniej więcej zarabiają młodzi Włosi. O utrzymaniu się za takie pieniądze w Rzymie czy Mediolanie nie ma co marzyć.

Fot. Flickr/vanessa_hutd/Lic. CC by

Fot. Flickr/vanessa_hutd/Lic. CC by

W Wielkiej Brytanii z rodzicami mieszka ok. 30% mężczyzn między 20. a 34. rokiem życia. W porównaniu z Włochami to nie tak dużo, a i przyczyny są inne. Dwa lata temu w „The Times” pisano wręcz, że Brytyjczycy po dwudziestce przeżywają gehennę powrotu na łono rodziny, bo nie są w stanie samodzielnie się utrzymać. Są jednak i tacy, którzy przyznają się, że po prostu idą na łatwiznę. W końcu za coś trzeba kupować markowe ciuchy i gadżety, a życie w mieście jest takie drogie.

Amerykańskie media też coraz częściej alarmują, że USA stają się drugą Italią. W „The Washington Post” opisywano absurdalne sytuacje w rodzaju usprawiedliwiania przez rodziców nieobecności dorosłych dzieci w pracy. Wielu z nich pracy oczywiście nie ma, bo amerykańska gospodarka jeszcze nie została w pełni odbudowana po kryzysie. Podobnie jest w Hiszpanii, Chorwacji, na Malcie, w Bułgarii i wielu innych krajach.

Bo ich nie stać, bo im się nie chce

Polska już dołączyła do państw, które mogą poszczycić się największą na świecie liczbą „bobasów”. Swoje robi u nas tradycyjny model rodziny, który sprawia, że młodzi mężczyźni nie są w stanie ugotować sobie obiadu czy wyprać skarpetek. Jeszcze 20, 30 lat temu po prostu zamieniali mamę na żonę, teraz są bardziej wybredni, cenią swoją wolność, młode kobiety również się zmieniły.

Jedni nie są w stanie utrzymać samodzielnie mieszkania (w końcu też mamy kryzys, czynsze w miastach są wysokie, a płacom wciąż daleko do średniej unijnej), inni są wygodniccy, jeszcze inni zostają w domu, bo tak ich po prostu wychowano. Rośnie pokolenie polskich Piotrusiów Panów. O dziwo, coraz częściej dotyczy to także młodych kobiet.

Z badania OBOP-u wynika, że 79% Polaków do 30. roku życia mieszka z rodzicami. GUS twierdzi z kolei, że jest to „tylko” 70%. Nawet jeśli GUS policzył ich po adresie zameldowania, a nie faktycznego zamieszkania, jest bardzo możliwe, że doganiamy Włochów.

Młodzi mężczyźni nie widzą powodu, żeby wynajmować mieszkania albo brać kredyty i spłacać przez 30 lat ciasne kawalerki na obrzeżach dużych miast. W domach rodzinnych mają wszystko, czego im potrzeba – własny kąt, rodzinę, obiad i opierunek. Psychologowie alarmują, że polscy mężczyźni stają się przez to niezdolni do tworzenia dojrzałych związków z kobietami. Stają się uzależnieni od opiekuńczych matek i kompletnie nie rozumieją, dlaczego ich dziewczyny takie nie są. Jest możliwe, że w Polsce rośnie armia facetów, którzy nigdy nie będą w stanie żyć w partnerskich związkach.

Psycholog Barbara Stawarz, w swojej wypowiedzi dla naTemat jest bezlitosna. „Mama ugotuje obiad, rodzice dadzą mieszkanie za darmo, zrobią pranie i posprzątają. Chcą im nieba przychylić, czasem za bardzo. Dzieci narzekają na brak swobody, ale nie rezygnują z mieszkania z rodzicami” – tłumaczy.

Fot. Flickr/extranoise/Lic. CC by

Fot. Flickr/extranoise/Lic. CC by

Pasożyty, ofiary kryzysu, naśladowcy trendów?

Stawarz nie ma wątpliwości, że powstaje u nas pokolenie maminsynków, którzy nie chcą brać się za bary z prawdziwym życiem, bo po co, skoro nie muszą. Pasożytują więc na rodzicach, jednocześnie po cichu psiocząc, że życie z nimi wcale nie jest takie fajne. „Emocjonalnie część z tych ludzi zatrzymała się na etapie nastolatków. Wyznają zasadę, że rodzice nie powinni się wtrącać w ich sprawy, ale z drugiej strony nie chcą samodzielnie iść przez życie” – wyjaśnia Stawarz w naTemat.

Ale przyczyny takiego stanu rzeczy są dużo bardziej złożone, niż może stwierdzić najlepszy nawet psycholog. Owszem, wiele młodych osób, zwłaszcza mężczyzn, ma problem z życiem bez obiadków mamusi i dorastaniem w ogóle, są jednak i tacy, którzy faktycznie nie potrafią związać końca z końcem, mieszkając w mieście. O ile we Włoszech istnieje pokolenie 1000 euro, o tyle w Polsce wciąż mamy pokolenie 1200 brutto, o którym szeroko rozpisywała się kilka lat temu „Gazeta Wyborcza”.

Są to ludzie świetnie wykształceni, pracowici, inteligentni, a jednak przez lata pracują na umowy o dzieło, nikt za nich nie płaci składki zdrowotnej, nikt im nie daje trzech tygodni urlopu. Pokolenie 1200 brutto to nie wymysł, to rzeczywistość. Mieszkanie z rodzicami stanowi dla masy młodych ludzi jedyną szansę na to, żeby czasem kupić sobie ciuch czy książkę.

Jest wreszcie i moda, o której również mówi Barbara Stawarz. Moda na późniejsze dorastanie, czyli coś, na co nie mogli sobie pozwolić rodzice dzisiejszych 30-latków. Tak jak kiedyś wszyscy chcieli jak najszybciej się usamodzielnić, ożenić, mieć dzieci i mieszkać na swoim, tak dziś mało komu do tego się spieszy. Najpierw chcemy poużywać życia, zobaczyć świat, poimprezować. Granica dorosłości się przesuwa. Nie oznacza to, że tylko „dzisiejsza młodzież” wykorzystuje rodziców.

W przeciwieństwie do niektórych psychologów nie byłbym wcale taki pewny, że obecna sytuacja młodych ludzi aż tak bardzo różni się od sytuacji naszych rodziców. Niezależnie bowiem od tego, czy chodzi o pomoc w utrzymaniu, opłaceniu kredytu, czy sfinansowaniu wesela, starsze pokolenie zawsze pomagało młodszemu. Dwadzieścia lat temu rodzice wydawali krocie na weseliska, które organizowano zgodnie z zasadą: zastaw się, a postaw się. Dziś mniej osób prosi o pieniądze na ślub, bo im po prostu nie starcza na życie.

O życiu z małżonką i małym dzieckiem na 30 metrach kwadratowych mało kto marzy. Wynika to oczywiście po części z mody na późniejsze dorastanie, ale ważną rolę odgrywa też kiepska sytuacja finansowa młodych ludzi. Paradoksalnie, to, że zarabiając 1200 zł, nie żenią się i nie płodzą od razu po ślubie trójki dzieci, jest ze strony tych wszystkich okropnych Piotrusiów Panów przejawem dojrzałości i odpowiedzialności.

„Oczywiście, że chcę mieć kiedyś dzieci, rodzinę” – 32-letniego Mateusza spod Warszawy dziwi moje pytanie. „Myślę jednak, że mam na to jeszcze sporo czasu” – przekonuje. Na razie w zupełności wystarczają mu przygodne znajomości z dziewczynami. Jeśli któraś chce spędzić noc w jego rodzinnym domu, nie ma problemu. Mama zrobi rano śniadanie dla obojga. „Moich rodziców nie dziwi, że uprawiam seks, w końcu od dawna jestem już dorosły” – mówi. Czy aby na pewno?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Wieś – uciekać, czy zostać?
Mieszkam
Dom pasywny. Jak żyć w zgodzie z naturą?
Doświadczam
Przedszkole bez zabawek – alternatywa dla sal pełnych lalek i transformerów
  • Anonim

    Ja bym tu widział 50/50 powody ekonomiczne i społeczne. Znam ludzi cienko przędzących, ale samodzielnych i na swoim podobnie jak bardzo zamożnych wystawiających mamie brudną bieliznę przed drzwi.

  • _ _

    Mieszkam z rodzicami mam 23 lata. Dlaczego ? Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania. Płacę rachunki, dokładam się równo do czynszu i innych. Gdybym miał pieniądze to bym się wyprowadził, niestety wyliczyłem że żeby tego dokonać musiałbym zarabiać minimun 3500zł netto. Nie zarabiam nawet połowy tego. Także dopóki 4 krotnie nie wzrośnie wynagrodzenie, albo dosłownie wszystko w polsce nie stanieje 5 krotnie, to nie ma o wyprowadzce mowy. No chyba, że poznam jakaś dziewczynę, dobrze się nam ułoży i postanowimy zamieszkać razem, wtedy jeszcze da radę bo są dwie osoby pracujące, tak też rachunki się dzieli na 2. Płacić 1300zł, a 650zł za czynsz to różnica.

  • ola

    potem wyrastają zniewieściali i geje