Doświadczam

Czy zdrowe życie faktycznie jest zdrowe?


  • 3
Fot. Flickr/mikebaird/Lic. CC by

Fot. Flickr/mikebaird/Lic. CC by

Dzisiaj wszyscy jesteśmy zagonieni. Nieco wytchnienia daje nam poczucie, że mimo wszystko staramy się żyć zdrowo. Uważnie wybieramy żywność, dbamy o dietę i kondycję. Tylko… co nam to daje? Czy w ogóle nam to coś daje?

Czym jest obecnie „zdrowe życie”?

Zdrowe życie powinno nam teoretycznie zapewniać zdrowie, a co za tym idzie – długie (szczęśliwe) życie. Takie cele sugerują, że termin jest mało konkretny, trochę bajkowy – cóż, to po prostu slogan. Nawet jeśli w teorii zwykle ignorujemy takie banały, zadziwiająco wielu z nas stara się jednak zdrowo żyć.

Zdrowy styl życia i hasła z nim związane atakują nas zewsząd. Po wpisaniu frazy „zdrowe życie” w wyszukiwarce internetowej wyświetla się mnóstwo stron związanych z tą tematyką, np. www.zdrowe-zycie.com, zdrowo.info.pl, zdrowezycie.com.pl, www.zdrowe-zycie.com.pl. Także prasa i telewizja obfitują w reklamy produktów fit czy oferty lokalnych siłowni.

Zdrowe życie to więc też moda – związana z odchudzaniem, żywnością ekologiczną i fizyczną sprawnością. Często bezrefleksyjnie ulegamy modom, mimo że proponowany styl życia wymaga sporo wysiłku, a nie gwarantuje rezultatów. Dziwne…

A czym nie jest „zdrowe życie”?

Cóż, nietrudno zauważyć, że opisywana moda, tendencja to – jak często współcześnie bywa – nastawienie na ciało. Korzystanie z diet i uprawianie sportu zwykle niesie korzyści właśnie dla organizmu – chudniemy, jesteśmy sprawniejsi itp. Zdrowy styl życia w potocznym rozumieniu ignoruje sferę intelektualną i duchową człowieka.

Tymczasem człowiek, który chce żyć naprawdę zdrowo, powinien o swoje wnętrze (intelekt, sferę emocjonalną itp.) dbać dwa razy bardziej niż o ciało. Mówi się: w zdrowym ciele zdrowy duch, ale czym ma się karmić ten duch, skoro po pływalni i jodze pada na nos? Lektura, wizyty u przyjaciół, spotkania ze sztuką – to buduje wnętrze.

Niezdrowi – wykluczeni

Grupą docelową kampanii promujących „zdrowe życie” są teoretycznie wszyscy, którzy mogą o sobie decydować. Tworzy się jednak pewna zamknięta grupa osób, które są w stanie żyć zgodnie z trendami. Promowany styl akcentuje młodość, witalizm i właśnie zdrowie.

Wiemy oczywiście, że społeczeństwo nie składa się tylko z młodych mężczyzn na diecie wysokobiałkowej i kobiet jedzących niskokaloryczne płatki śniadaniowe. Co więc z grupą osób chorych (nieraz bardzo ciężko), w podeszłym wieku, samotnych? Trzeba powiedzieć wprost: zdrowe życie nie jest dla wszystkich. Ignoruje wiele grup społecznych.

Pojawia się wiec pierwsza rysa na obrazie zjawiska. Niedostępność dla wielu osób (a nawet całych grup społecznych) powoduje, że tzw. zdrowe życie traci sens dla sporej części społeczeństwa.

Grupa zainteresowanych

Modzie na zdrowe życie, czasami całkiem słusznie, ulega jednak sporo osób. Polacy zmieniają swoje przyzwyczajenia żywieniowe. Na stołach coraz częściej pojawiają się surówki, drób czy ryby; mniej jest wieprzowiny, ciężkich sosów i ziemniaków. Zwiększa się świadomość społeczeństwa.

Dbamy także o swój wygląd, korzystając z diet, uprawiając sporty. Polki chcą być atrakcyjne w Europie, Polacy zaczynają się przejmować swoimi ubraniami, fryzurą.

Znaczenie ma też aspekt ekologiczny, zwłaszcza dzięki kampaniom społecznym, informacjom medialnym. Chętniej wybieramy produkty ekologiczne, otaczamy się materiałami naturalnymi i nieszkodliwymi.

W ten sposób zdrowe życie staje się naszą codziennością. I jeśli na tym poprzestać, wszystko jest w porządku, nie ma się czego czepiać. Pewne zmiany przynoszą realne korzyści – dla naszego zdrowia, samopoczucia, dla środowiska i otoczenia.

Fot. Flickr/mikebaird/Lic. CC by

Fot. Flickr/mikebaird/Lic. CC by

Jak to jedna z modą bywa, wielu przesadza. Bycie na diecie i aktywność fizyczną przedkłada nad budowanie relacji z innymi, nad rozrywki intelektualne. Tworzy się stereotyp tępego mięśniaka i próżnej, zbyt zadbanej fit-kobiety.

Niektórzy idą w inną stronę – akcentując w każdej dziedzinie życia aspekt ekologiczny. Przyjmując bezdyskusyjnie wszystko, co ma napis „bio” lub „eko” – dają się złapać w pułapkę. Tymczasem ekościema czai się wszędzie, a napędzają ją oczywiście reklamy, a w ich tle – wielka kasa.

Zdrowe życie jako przykrywka

Osoby, które starają się żyć zdrowo, zapewne odczuwają z tego powodu satysfakcję. Dotyczy to zarówno ich wyborów (produkt niskokaloryczny, rower zamiast samochodu), jak i efektów tych wyborów (dobra przemiana materii, dwa kilo mniej). Żyjący w większych miastach czują, że ich styl życia odpowiada wymaganiom – w końcu teraz na topie jest surówka na lunch, a po pracy godzinka tenisa.

Bardziej zapatrzeni w „autorytety” cieszą się, że podobnie jak celebryci są fit i eko. Co więcej, mamy poczucie, że wybierając zdrowe produkty żywnościowe czy ekologiczne sprzęty, faktycznie przyczyniamy się do ochrony środowiska, dbamy o planetę. Robimy więc coś ważnego. To czasem zagłusza wyrzuty sumienia w innych sferach życia.

Wypełnianie każdej chwili prozdrowotnymi zachowaniami wskazuje, że inne elementy kuleją. Dlaczego zamiast na basen nie spotkamy się z przyjaciółmi (na przykład – o zgrozo! – na grillu)? Dlaczego nie wybierzemy się do muzeum albo nie kupimy książki?

Być może skupienie się na ciele rekompensuje ludziom brak przyjaciół, bliskich relacji; brak tematów do rozmowy, rozeznania w sztuce i kulturze. To wszystko wymaga wysiłku i zaangażowania, może też rozczarować. Zdrowy styl życia to większy pewniak – nasze wybory i decyzje są jednoznaczne, możemy liczyć na pewne efekty.

Ćwiczenia czy diety czasami faktycznie pomagają w zrzuceniu wagi, poprawieniu wyników sportowych itp. Z drugiej strony nieraz są celem samym w sobie (wypełnieniem czasu i myśli). Wtedy maskują większe problemy, nie rozwiązując ich. Warto też zwrócić uwagę, że często tylko deklarujemy, że dbamy o zdrowe życie swojej rodziny, a rzeczywistość jest zupełnie inna.

Inne modele

Nie trzeba zupełnie odrzucać elementów zdrowego stylu życia. Jak już pisałam, warto w pewnych sferach dbać o siebie, to zawsze procentuje. Zagrożeniem jest jednak dostrzeganie wyłącznie swojego ciała, a ignorowanie ducha.

Mimo że współczesny świat promuje piękną sylwetkę i bardzo dba, by odpowiednie osoby i instytucje zarobiły na nas, pamiętajmy, że człowiek potrzebuje czegoś więcej. Priorytetem zresztą powinno być dbanie o siebie z prawdziwego zdarzenia (przeprowadzanie badań kontrolnych, profilaktyka chorób, aktywność na świeżym powietrzu). Jeśli robimy coś na pokaz, zwykle nie przynosi to efektów.

Są też inne pozytywne aspekty promowania zdrowego stylu życia. Należy do nich zapewne większa świadomość potencjalnych zagrożeń. O zdrowe życie walczy też młodzież:

Na koniec apel, w którym wykorzystam znów przysłowie: nie wszystko złoto, co się świeci. Uleganie modzie i propagandzie bez głębszej refleksji na pewno nic dobrego nie przyniesie. Zdrowe życie to zresztą niejedyna słuszna droga. Inni wybiorą życie ryzykowne, na walizkach lub ukierunkowane na robienie kariery. Wszystko jest dla ludzi i wszystko trzeba odpowiednio równoważyć.

Pamiętajmy też, ile na naszym zdrowym życiu zarabiają wielkie firmy. Reklamy i programy kuszą nowymi produktami, a my chcemy być modni i fit. Tylko po co? Czy nie lepiej usiąść przy kominku i w objęciach bliskiej osoby wypić gorącą czekoladę (kalorie!). A może skusić się na maraton serialowy, który trwa całą noc (brak snu!). Ostatecznie można się wybrać samochodem (spaliny!) do galerii – pooglądać nie obrazy, ale ciuchy – choćby w rozmiarze XL.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Pilates – dobry na wszystko?
Doświadczam
Serbia – bałkański kocioł
Doświadczam
Latający dysk podbija świat. Polacy też grają w ultimate!
  • Wszystko pięknie, tylko skąd założenie, że jak ktoś tak mainstreamowo dba o „zdrowe zdrowie” to już nie ma czasu na czytanie, przyjaciół czy podziwianie sztuki? Zacznijcie wyjaśnienia tego, zanim zaczniecie odsyłać „do galerii – pooglądać nie obrazy, ale ciuchy” (?????).

    • Anonim

      „mainstream” to słowo jest teraz wszędzie.

  • Jan Kowalski

    Odwróćmy ten cały tekst a poznamy prawdę. Otóż… Pani Jola po prostu troszkę się zapuściła i potrzebowała usprawiedliwienia dla tego stanu. W tym celu wyprodukowała artykulik, jak to zalatani ludzie próbują być fit bo nie mają kolegów. Ona ma koleżanki, lubi pożreć coś słodkiego i uważa, że ćwiczenia zabiorą jej czas, który przeznacza na życie towarzyskie. Po cichu jednak, zwyczajnie jej się nie chce ćwiczyć. Woli nadmienione wyżej nurzanie się w towarzyskości. I chce przy tym nie czuć wyrzutów sumienia. Bo ta jedna szarlotka więcej nic przecież nie zmieni a przechodzenie na dietę nabije kabzę krwiożerczym producentom specyfików odchudzających. Pomija zupełnie fakt, że nawet zajęcia grupowe z pilates, a już o siłowni czy saunie nie wspominając, to miejsca pełne ludzi. Zatem niezwykle towarzyskie. Nie wiem czy nie bardziej niż galeria sztuki albo oglądanie całą noc serialu.