Bez kategorii

Jak zmieniał się wygląd samochodów na przestrzeni lat?


  • 5
Ford Mustang z 1964 r. - wersja kabrio (Fot. Wikipedia/DougW/public domain)

Ford Mustang z 1964 r. – wersja kabrio (Fot. Wikipedia/DougW/public domain)

Samochód rzadko jest dziś wyłącznie środkiem transportu. To, jakim autem podróżujemy, definiuje nas samych, nasze upodobania, nasz charakter. Moda w świecie motoryzacji ma coraz większe znaczenie, a klienci, idąc do salonu, prawie zawsze zwracają uwagę na wygląd. Jak zmieniał się on w ciągu lat?

Europejskie początki

Z powodu przyzwyczajenia do podróży konnych pierwsze automobile z wyglądu bardzo przypominały dorożki. Były to czasy, kiedy samo posiadanie tego cudu techniki było wyznacznikiem stylu i pozycji społecznej. Pierwszą konstrukcją, którą można nazwać samochodem, był pojazd skonstruowany przez Karla Benza w 1886 roku.

Nikt nie przykładał wtedy wagi do wyglądu, samochody były dziełem wyłącznie inżynierów. W praktycznie wszystkich przypadkach przepis był taki sam. Pojazd miał przypominać karetę lub bryczkę, na której pod gołym niebem mogły wygodnie zasiąść dwie osoby.

Ameryka dwóch idei

Zaczęło się to nieco zmieniać, kiedy do gry wkroczył Henry Ford, przedstawiając światu rewolucyjną ideę produkcji masowej. Wszystkie auta opuszczające fabrykę wyglądały identycznie. Miały stałą, niską cenę, co zdaniem Forda było receptą na sukces. Na całym świecie znany jest cytat: „Możesz wybrać dowolny kolor samochodu, pod warunkiem że będzie to czarny”. Nie wszystkim jednak to się podobało.

Kolejna rewolucja w krótkiej jeszcze historii samochodu dokonała się na początku lat 20. XX wieku. W tym okresie Alfred P. Sloan, prezes koncernu General Motors, zarządził coroczne zmiany stylistyczne wszystkich produkowanych przez jego firmę modeli. Amerykę pochłonął konflikt dwóch idei: konserwatyzmu Forda i nowoczesności GM.

Ford Model T (Fot. Wikipedia/Sfoskett/Lic. CC by-sa 3.0)

Ford Model T (Fot. Wikipedia/Sfoskett/Lic. CC by-sa 3.0)

Gangsterskie lata 30.

Zapewne każdy z nas widział przynajmniej raz w życiu sceny z filmów gangsterskich z lat 20. i 30. w Stanach Zjednoczonych. Ich nieodzownym elementem były oczywiście samochody z charakterystycznymi błotnikami ciągnącymi się przez całą długość oraz koła zapasowe, które umieszczano na bokach lub bagażniku.

Pierwszym tak wyglądającym wozem był Chrysler Airflow, który zagościł na ulicach w 1934 roku. Carl Breer – inżynier pracujący przy projektowaniu modelu – chciał zbudować auto inspirowane lotnictwem, a zarazem zerwać z topornymi konstrukcjami z pionowymi szybami i nadwoziem rysowanym od linijki.

Chrysler Airflow, choć rozpoczął nową epokę, nie odniósł na rynku spektakularnego sukcesu. Jak widać po późniejszych udanych projektach tego okresu klienci szukali auta bardziej dostojnego, poważniejszego, a śmiesznie zakrzywiony przedni grill psuł wygląd Chryslera.

Przykładem wzorowo zaprojektowanego pojazdu był Cadillac 75. To właśnie na jego maskę po zamachu padł sam Vito Corleone w pierwszej części „Ojca chrzestnego”. Do dziś są to konstrukcje będące bazą do budowy tzw. hot rodów. Auta te często znajdywane na złomowiskach. W rękach zapaleńców otrzymują drugą młodość, ciesząc oko miłośników motoryzacji.

Duże skrzydła i delikatne europejskie linie

Ameryka po sukcesie na frontach II wojny światowej zaczęła świętować. Auta były ogromne, pod maskami bulgotały olbrzymie ośmiocylindrowe potwory. Błotniki oraz felgi pokrywała gruba warstwa chromu, zgodnie z zasadą: im więcej, tym lepiej. Była to również epoka, w której szczególne znaczenie miał jeden element: płetwy, zwane czasem skrzydłami.

Pierwszym samochodem, który stosował się do tego schematu, był Plymouth Belvedere. Auto zadebiutowało w roku 1955, a rok później otrzymało (jeszcze niewielkie) skrzydełka. Cały przemysł motoryzacyjny w Stanach szybko podchwycił nową modę i rozpoczął wyścig. Lubiący smak zwycięstwa Amerykanie tak się zagalopowali w bitwie o rozmiar, że zaledwie cztery lata później wyłoniono rekordzistę. Był nim Cadillac Eldorado, który zdeklasował rywali – miał płetwy o wysokości ponad jednego metra.

Plymouth Belvedere Sedan 1960 (Fot. Wikipedia/Kobac/Lic. CC by 2.0)

Plymouth Belvedere Sedan 1960 (Fot. Wikipedia/Kobac/Lic. CC by 2.0)

Tymczasem Europa była skupiona na odbudowie zniszczonych wojną miast. Chociaż również tutaj projektanci przez chwilę próbowali podchwycić modę na płetwy, szybko porzucono ten pomysł. Styliści zabrali się za projekt auta sportowego. Pierwszym przedstawicielem nowego porządku było Porsche 356. Mimo porażki to Niemcy były krajem, który już w 1948 roku rozpoczął produkcję nowatorskiego samochodu.

Auto było lekkie i dynamiczne, co przez następne 10 lat stało się regułą w produkcji europejskich samochodów. Mimo że silnik znajdował się z tyłu, charakterystyczna długa maska oraz krągłości nadawały Porsche dostojny wygląd.

Szybko, szybciej, lata 60.

W drugiej połowie lat 60. liczyło się już tylko jedno: prędkość. Samochody miały być szybkie i miało to być widoczne z daleka. Powojenny kryzys odszedł w niepamięć, zatem również Europejczycy mieli w tej kwestii sporo do powiedzenia. Coraz głośniej mówiło się o biurach projektowych, gdzie rodziły się najlepsze konstrukcje epoki.

W roku 1968 na salonie motoryzacyjnym w Paryżu zaprezentowano Ferrari Daytona. Wóz zaprojektowany przez studio Pininfarina to jeden z najpiękniejszych modeli tego okresu. Założenie było proste: długa maska, kabina przesunięta do tyłu pojazdu, mniej obłości, więcej kątów. Klinowe zakończenie przodu pozwalało na zamontowanie bardzo modnych w tym okresie chowanych reflektorów.

W Ameryce ten pomysł jednak się nie przyjął i choć bryła auta pozostała podobna, to przód miał sprawiać wrażenie agresywnego, auto miało wyglądać tak, jakby zaraz miało rzucić się do gardła i rozszarpać na strzępy. Właśnie takie były muscle cary: dzikie, nieokiełznane, hałaśliwe i bardzo niebezpieczne.

Najbardziej znanym przedstawicielem jest oczywiście Ford Mustang, który zadebiutował w roku 1964, by pod koniec lat 60. osiągnąć szczyty popularności. Był to model tak uwielbiany, że jego produkcja trwa do dziś. Po ponad 40 latach powróciły również klasyczne linie. Mustang pokazany w 2003 roku stał się symbolem współcześnie produkowanych neoklasyków.

Na końcu był chaos

Po szalonych latach 50. i piekielnie szybkich latach 60. nastał okres małego rozgardiaszu. Bałagan polegał na kompletnym przemieszaniu się klas i nowych pomysłach na kształty nadwozi. Choć próby były podejmowane już w przeszłości, jako moment przełomowy uznać można wielki sukces SUV-ów na przełomie lat 70. i 80.

Olbrzymie terenówki wyjechały z gór i lasów, dając właścicielom radość z jazdy wysoko nad równą, prostą, amerykańską drogą oraz poczucie bezpieczeństwa. Spójrzmy na typowego przedstawiciela nowej epoki: Forda Bronco. Auto było bardzo wysokie i bardzo kanciaste. W zasadzie trudno pisać o wyglądzie, pierwsze SUV-y były po prostu brzydkie. Mody nie można jednak zatrzymać. Na dodatek styliści i projektanci mieli coraz więcej pomysłów.

Ford Bronco (Fot. Wikipedia/IFCAR/public domain)

Ford Bronco (Fot. Wikipedia/IFCAR/public domain)

Przez 20 lat trend postępował, a stylistyczne pomieszanie zbliża się obecnie do granic absurdu. Krótka wizyta w Internecie uświadamia, jak komiczna staje się sytuacja. Jak śpiewał Frank Sinatra: „albo ma się styl, albo się go nie ma”, dlatego styliści stają się coraz odważniejsi, projektując kolejne konstrukcje, a wszystko to w jednym celu – w końcu coś się spodoba.

Kiedy auto jest brzydkie, natychmiast zastępuje je nowe. Obecnie zmiany w najnowszych samochodach zachodzą co 3-4 lata. Dzięki temu nawet jeśli nie spodoba nam się żaden z dostępnych na rynku modeli, bardzo prawdopodobne, że już niebawem pojawi się coś lepszego. Żyjemy w czasach, w których wygląd ma często pierwszorzędne znaczenie. Przy obecnym wyborze nietrudno znaleźć samochód spełniający wszystkie nasze wymagania.

Wygląd aut przez ponad 125 lat historii motoryzacji znacząco się zmienił. Czy to jednak dobra droga? Czy posiadanie w ofercie kilkunastu takich samych modeli różniących się jedynie nieznacznie wyglądem ma sens, czy może wprowadza zbędne zamieszanie? Jakie jest Wasze zdanie? Czekamy na komentarze.

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Przenocować jak król… Czyli gdzie w Polsce można poczuć się kimś więcej choć przez jedną noc?
Bez kategorii
W poszukiwaniu stylu polskiego
Bez kategorii
Daniel Craig ma to gdzieś, czyli ewolucja estetyczna Jamesa Bonda
  • Kiedy byłem mały, miałem w pokoju plakat z Oplem Frontera 🙂 Teraz mam wielki sentyment do aut z lat 80 i 90 🙂

  • Anonim

     Dla mnie interesująca jest sinusoidalna moda na kształty samochodów. Lata 40-50 kształty obłe jak u owadów, 70-80 kanciaste jak czołgi, teraz futuryzm i samochody opływowe jak pojazdy kosmiczne.

    • Piotr S. Kantor

      Prawda! Czekam ponownie na pierwsze kanciaste modele.

      W ogóle sinusoidę da się zastosować do historii wszystkiego: epoki literackie, style w architekturze i sztuce, rozwój społeczny i polityka. To bardzo intrygujące.

  • marcinx10038

     Mogę odsprzedać slajdy x60 do projektów szkolnych gimnazjalnych  „jak zmienił sie samochód w przestrzeni ostatnich 100 lat”   Robione ruchome na Office 2010. Info GG 17737529

  • marcinx10038

     Mogę odsprzedać slajdy x60 do projektów szkolnych gimnazjalnych  „jak
    zmienił sie samochód w przestrzeni ostatnich 100 lat”   Robione ruchome
    na Office 2010. Info GG 17737529