Doświadczam

Niespodzianki i nostalgie znalezione na pchlich targach


  • 3
Fot. Flickr/ManooEye/Lic. CC by-nd

Fot. Flickr/ManooEye/Lic. CC by-nd

Głośne i tłoczne, melancholijne i leniwe, wrzaskliwe i kłótliwe, pachnące starością i nostalgią mniej lub bardziej odległych czasów, na co dzień puste, ale czasem zalane tłumem szperaczy. Łączy je to, że na każdym można znaleźć i kupić rzeczy zapomniane i niespotykane nigdzie indziej. Pchle targi w dobie Internetu mają się wbrew pozorom całkiem nieźle.

Marché aux puces, czyli bazar z pchłami

Tradycja targów staroci sięga XVII wieku, kiedy tego typu zbiorowisko istniało na przedmieściach Paryża w Saint-Ouen. Nazwa zresztą wywodzi się od bazaru Marché aux puces i podobno nawiązuje do sposobu poruszania się ludzi po bazarze. Oczywiście nie oznacza to, że ludzie uprawiali tam skoki w dal. Chodzi raczej o szybkie „skokowe” przemieszczanie się od jednego interesującego straganu do kolejnego.

Na pchlim targu stoiska znajdują się zwykle pod gołym niebem, czasem towar bywa rozłożony wprost na ziemi lub na masce samochodu. Z założenia powinien on pochodzić z drugiej ręki, jednak zdarzają się także nowe i niedrogie przedmioty, choćby obrazy autorstwa samego handlarza. Wprawdzie znaczna część towaru to zwykłe starocie, co więcej, z określeniem przeznaczenia niektórych z nich kłopot mają sami sprzedawcy, jednak każdy przedmiot prędzej czy później znajdzie nabywcę. Choćby w osobie kramarza z sąsiedniego stoiska.

Hala Targowa, Mauerpark i Rastro

Moim ulubionym pchlim targiem jest Hala Targowa w Krakowie – w tygodniu zwyczajny bazar z warzywami, w niedzielne poranki zmienia oblicze, towar, sprzedawców i klientelę. Wprost nie do wiary, co można tam sprzedać i kupić.

„Właściwie łatwiej byłoby chyba wymienić rzeczy, których pod Halą Targową znaleźć się nie da. Są tam stare zdjęcia (zawsze się zastanawiam, kto na nich jest i jakie były losy tych ludzi), albumy, książki i archiwalne numery gazet czy magazynów. Jest stara porcelana, garnki, sztućce, wszelkiego typu tablice, wieszaki i puszki. Jest mnóstwo starych aparatów, telefonów, maszyn do szycia i do pisania. Są buty, łyżwy, skórzane torby, futrzane czapy i piękne zegarki. Są i rowery” – pisze Joanna Glogaza na blogu Styledigger.

Tak rzeczywiście jest, ale to jeszcze nie wszystko, bo można znaleźć też stare kartridże do Nintendo 64, używany portfel, niesprawny stacjonarny telefon czy wymagające naprawy radio, liczące sobie dziesiątki lat. Hala to gratka dla wszelkiej maści szperaczy polujących na ciekawą okazję.

Chociaż czy nie jest na odwrót? Czy to nie raczej przedmioty polują na nas, leżąc tam i czekając, aż właśnie my się pojawimy, by zabrać ten czy ów do domu wraz z jego nieznaną historią? To pytanie musi i powinno pozostać bez odpowiedzi. Tymczasem faktem jest, że przecież pchle targi to nie jakaś krakowska domena. Organizowane są także w Lublinie, Tczewie, Krzeszowicach, Świnoujściu, Kozach, Gdyni, Starych Budkowicach i wielu innych polskich miastach.

Pchle targi popularne są jednak na całym świecie. Czy to Berlin, Madryt, Los Angeles, Tbilisi, a nawet Kanton w południowych Chinach, miejsca te są przejawem międzykulturowego, uniwersalnego zwyczaju.

Co więcej, w krajach Europy Zachodniej pojawiają się programy telewizyjne, które proponują zakup pięknych staroci po śmiesznie niskich czasem cenach. Tym właśnie programom pchle targi zawdzięczają ostatni wzrost popularności.

Coś dla sprzedawcy…

Wydawałoby się, że osoby prowadzące kramy robią to tylko dla zarobku. Jednak kto patrzy na pchle targi jak na zwyczajne miejsca handlowe, nie zrozumie sprzedawców, którzy czasami tkwią na placu cały dzień z marnym skutkiem finansowym. Cóż, pieniądze płynące z handlu na targu są niepewne i bywają bardzo małe.

Jednak te bazary dla wielu są sposobem na życie, stanowią okazję do spotkania z ludźmi, zarówno starymi znajomymi (inni sprzedawcy oraz stali klienci), jak i poznania kogoś nowego. Dobijanie targu to rodzaj rozrywki, a może wręcz sportu, który przypomina trochę grę w pokera. Zarobek ma tu wbrew pozorom często znaczenie drugoplanowe.

Poza tym handlarze często mają poczucie, że dają sprzedawanym przedmiotom drugie życie. Pan Konrad Gross, założyciel dobrzyńskiej giełdy, wyznaje: „Gdyby nie ta giełda, niejedna porządna rzecz zostałaby porąbana i spalona. No bo niby odnawianie mebli jest coraz modniejsze, ale młodzi czasu na to nie mają”.

„Idea pchlego targu to przede wszystkim spotkanie z innymi ludźmi w niecodziennej roli sprzedawcy. Niecodziennej, bowiem większość z wystawców na co dzień zajmuje się czymś innym. Z drugiej strony jest to źródło skarbów, raj dla poszukiwaczy przedmiotów z duszą i historią. Coś, co dla jednego stało się bezużytecznym gratem, dla innych nabiera wymiaru nowości i zaczyna żyć raz jeszcze od początku w innych rękach” – oto jak zostało to przedstawione na stronie targu w Krzeszowicach.

…coś dla klienta

Wśród klientów krzeszowickiego parku znalazła się pani Ola poszukująca kubka i talerza od kurpiowskiego, zdekompletowanego serwisu. „To ze starej zastawy, dlatego trudno dokupić. Ratunek tylko w pchlich targach. Może ktoś wystawi tu resztki takiej zastawy po babci, zamiast wyrzucać albo trzymać w starej szopie” – mówi i uśmiecha się, bo pchli targ w Krzeszowicach ma być organizowany regularnie.

Małgorzata, wielka fanka Michaela Jacksona, tylko dzięki pchlim targom w latach 80. mogła być na bieżąco z nowościami dotyczącymi jej idola. Kuba wspomina, że jest to idealne miejsce poszukiwań polskich, produkowanych w tamtych latach gadżetów związanych z „Gwiezdnymi wojnami”. Tymczasem Ewka między innymi w takich miejscach powiększa swą kolekcję lalek. Wspomaga ją w tym mąż.

Natomiast Klemensa na giełdach zafascynowały historyczne cegiełki sprzedawane na budowę kościołów: „Nazwa »cegiełka« nie jest przypadkowa, bo kiedyś sprzedawano autentyczne ceramiczne minicegły z okazjonalnymi napisami” – mówi i dodaje: „Na giełdach szukam takich cegiełek – mam już takie z Opola, Raciborza, Gliwic.” Nawet takie osoby, jak artysta Pablo Picasso czy znany filozof i antropolog Claude Lévi-Strauss, należą do wielbicieli bibelotów wyszperanych na pchlim targu.

Niewiarygodne znalezione na pchlim targu

Wiele lat temu, bo jeszcze w czasach licealnych, miałam okazję obejrzeć w szkolnym DKF-ie krótki, może 20-minutowy film dokumentalny przedstawiający gadżety erotyczne zbierane przez lata na francuskich pchlich targach. Wtedy chyba po raz pierwszy uświadomiłam sobie, jak zaskakujące rzeczy można w takich miejscach znaleźć. Wśród srebrnych sztućców i papierośnic, między popiersiami Lenina i Stalina, starymi dokumentami typu Arbeitsbuch oraz medalami dostępnymi dosłownie za kilka złotych, są prawdziwe skarby.

Na pchlim targu odkryto między innymi negatywy z nieznanymi zdjęciami Marylin Monroe, ukryte w jakiejś starej walizce pamiątki po Beatlesach oraz opisujące budapeszteńską rewolucję z października 1956 roku dzienniki, pisane przez 14-letniego wówczas Jánosa Kovácsa. Plotka głosi, że pod Halą Targową można było nawet swego czasu kupić barokowy ołtarz. Ale ludzie szukają tu też skarbów nostalgicznych, jak choćby ołowiane żołnierzyki z czasów PRL-u, żelazko z duszą, stare fotografie, żydowskie świeczniki, a nawet godło polskie, w dodatku w różnych, niekoniecznie współczesnych wersjach.

A czy Wam zdarza się zaglądać na pchle targi? Jeśli tak, to napiszcie, czego tam szukacie, i jak wyglądają te specyficzne bazary w miejscach, w których mieszkacie. Pamiętajcie, że jak napisał Dobravka Ugrešić: „Pchli targ jest miejscem deziluzji, ale i pocieszenia, tak jak cmentarz: między stosami porzuconych książek, fotografii, rodzinnych albumów, starych płyt, kuchennych przedmiotów, towarów zjedzonych przez mole znajdziemy własną przeszłość, ale zobaczymy też swoją przyszłość. Mówi się, że jak nas już więcej nie będzie, będą pchle targi”.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
I Ty możesz zostać rolnikiem. Dlaczego warto mieć własny ogródek?
Doświadczam
Couchsurfing, czyli podróż za jeden uśmiech
Doświadczam
Toyota Production System – sekret japońskiej wydajności i jakości
  • Anonim

    Ja najbardziej lubie te stoiska gdzie ludzie sprzedają po prostu wszystko co im zostało na pawlaczu czy w piwnicy. Można kupić VHSy za 10 groszy a na nich nagrane prehistoryczne perełki TVP. Warto.

  • Rafał Frątczak

    polecam pchli targ w Kutnie. Chociaż rozrasta się ciągle a przez to ceny pną się z tygodnia na tydzień. Czy ktoś zna jakieś inne małe pchle targi w Polsce, takie jeszcze mało znane?

  • Magdalena Lindner

    Zapraszamy Wszystkich mieszkańców Łomianek i okolic na Pierwszą Stałą Wyprzedaż garażową! W ofercie drobiazgi dla domu, oraz wyposażenie. Meble, lampy, materiały budowlane, rowery, lustra i wiele innych.
    Atrakcyjne ceny!

    Zapraszamy!
    Piątek, Sobota 8:00 – 20:00
    Niedziela 8:00 – 12:00

    Wiślana 1E, Łomianki Dolne
    534090922