Myślę

Autosabotaż – nieudana próba ratowania samego siebie


  • 2
Fot. Flickr/the Italian voice/Lic. CC by

Fot. Flickr/the Italian voice/Lic. CC by

Zdarza Ci się czasem podcinać gałąź, na której siedzisz? Bezustannie odkładać na później wykonanie ważnego, ale nieprzyjemnego telefonu? Zwyczajnie unikać przeżywania emocji? Uważaj, to skutek działania Twojego wewnętrznego wroga. Na imię mu autosabotaż.

Każdy musi się z nim czasem zmierzyć. Niektórzy są mistrzami strzelania sobie w stopę i rzucania kłód pod nogi. Zachowanie można nazwać autosabotażem, jeśli usiłując rozwiązać problem, nasila się go, koliduje on z długoterminowymi celami oraz niszczy relacje z innymi. Zachowania te wynikają z pozornie sensownego zabiegu unikania tego, co nieprzyjemne.

W efekcie człowiek musi się później zmierzyć z rzeczami i sytuacjami jeszcze bardziej nieprzyjemnymi. Poniżej przedstawiam trzy najpowszechniejsze oblicza autosabotażu oraz sposoby na to, jak wygrać z każdym z nich, by zwiększyć swoje szanse na osobisty i zawodowy sukces.

Prokrastynacja

Scarlet O’Hara, bohaterka filmu „Przeminęło z wiatrem”, w razie kłopotów zwykła mówić: „Pomyślę o tym jutro”. Jeśli postępujesz podobnie, powinieneś wiedzieć, że takie zachowanie nazywa się prokrastynacją i jest mistrzowską formą autosabotażu. Prokrastynacja to swego rodzaju luka, a raczej wręcz przepaść pomiędzy intencją a podjęciem działania.

Człowiek gubi się w rozważaniach, szuka wymówek uzasadniających niepotrzebne i potencjalnie szkodliwe opóźnienia. Prokrastynacja jest irracjonalna mimo wszelkich intelektualnych wymówek, które można by dla niej znaleźć. W gruncie rzeczy chodzi o emocje, człowiek nie ma ochoty robić tego, co powinien.

Zachowania określane jako prokrastynacja mają trzy główne przyczyny. Po pierwsze, zadania mogą odpychać, bo są nieprzyjemne. Po drugie, są odkładane z uwagi na zbyt słabe i niewyraźne intencje. Po trzecie wreszcie, człowiek może się łatwo rozpraszać i być na tyle impulsywny, że nawet nie zauważa, jak wiele czasu traci na rzeczy w stylu: sprawdzę e-mail, podleję kwiatki, przejrzę gazetę itp.

Unikanie emocji

Każdemu czasem się to zdarza. Jednak niektórzy uciekają od emocji częściej niż inni. Edward A. Selby uważa, że ludzie paradoksalnie próbują sobie pomagać poprzez uciekanie się do szkodliwych zachowań. Jego zdaniem pojawiają się w nich emocjonalne kaskady: nieprzyjemne wydarzenie – koncentracja na tym wydarzeniu – zwiększenie poziomu negatywnych emocji – autosabotaż w celu przerwania kaskady. Takim zachowaniem może być np. objadanie się.

Ludzie rzadko zdają sobie sprawę z tego sabotażu, ponieważ jest on konsekwencją różnych działań, a efekt nie pojawia się od razu. Trudno więc połączyć zachowanie A z rezultatem Z. Przyjrzyj się swojemu zachowaniu w kontekście odległych celów, sprawdź, czy te dwie rzeczy są ze sobą zgodne.

Na przykład jeśli ktoś nie wierzy w siebie i pragnie silnych związków z ludźmi, to aby poczuć się pewniej, będzie dopytywał bliskie osoby, czy dalej kochają, lubią, akceptują go. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że robi to na okrągło. A tego inni nie lubią, więc go odpychają, a tym samym jeszcze bardziej obniżają jego wiarę w siebie.

Nadmierna skromność

„Ostatnio bardzo często spotykam się z przesadnie skromnymi grafikami, którzy publikując swoje szablony, uprzedzają, że… im nie wyszły. Albo zamiast podziękować za komplement, kłócą się, negują go, bo przecież ich praca wcale nie jest śliczna. Jest obrzydliwa! (…) »Nie wyszedł mi ten jeden…« – to go nie publikuj” – graficy wspomniani przez Amelię to ludzie, którzy przesadną skromnością strzelają sobie w stopę.

O ile w pewnych kulturach (np. Chiny, Japonia) czy w pewnych sytuacjach (spotkanie z przyjaciółmi) można i wypada być skromnym, to w wielu wypadkach utrudnia to życie. Zwłaszcza jeśli jesteś w towarzystwie nieznanych osób i musisz w krótkim czasie pokazać się z dobrej strony. Choćby podczas rozmowy o pracę, prowadzenia szkolenia lub rozmowy z klientem.

Na ironię zakrawa fakt, że nadmierna skromność najczęściej charakteryzuje kobiety, które w dzieciństwie były chwalone za bycie mądrymi dziewczynkami. W dorosłym życiu odczuwają presję, by bezustannie udowadniać swoją bystrość, co z kolei utrudnia wykonywanie zadań.

W jaki sposób walczyć z wrogiem w sobie?

Opisane powyżej działania mogą skutecznie zmniejszać szanse na życiowy sukces. Zadania niewykonane na czas, emocje wpływające na zachowanie (mimo udawania, że ich w ogóle nie ma) czy wreszcie nieudolna autoprezentacja wynikająca z przesadnej skromności. Oto przepis na poniesienie porażki na całej linii.

Recepta na prokrastynację jest tyleż prosta, co trudna do wprowadzenia w życie. Brzmi: zacznij działać! Pomocne mogą się okazać techniki GTD. Naczelna zasada głosi: „Jeśli coś ma ci zająć mniej niż 5 minut, zrób to natychmiast”, a „zadanie rozpoczęte to zadanie w połowie wykonane”. Ponadto warto pracować nad przekształcaniem słabych, niewyraźnych intencji w realne plany działania z zadaniami podzielonymi na mniejsze części (stara dobra metoda drobnych kroków).

W miejsce ogólnych celów wstaw konkretne zadania: „W sytuacji A wykonam działanie B, które doprowadzi mnie do podcelu C”. Jeśli natomiast chodzi o walkę z rozpraszaczami, to rozwiązanie polega na rozpoznaniu tego, co Cię rozprasza, a następnie wyeliminowaniu problemu i ustaleniu zasad korzystania z tej rzeczy (np. zawsze po pracy).

Radzenie sobie z emocjami nie polega na ich unikaniu, tylko na właściwym reagowaniu. Zrób rejestr swoich reakcji na stresujące sytuacje. Noś przy sobie notatnik i zapisuj w nim każdą stresującą reakcję, w jakich okolicznościach się pojawiła, w co byłeś w tym czasie zaangażowany, jakie były dobre lub złe konsekwencje. Następnie wyucz się nowych sposobów reagowania w tych sytuacjach. Samo powstrzymywanie się to zbyt mało.

Musisz znaleźć jakieś zastępstwo. Oczywiście zdrowsze i sprawiające mniej kłopotów. Dobrą alternatywą będą wszelkie aktywności odwracające uwagę od myślenia o problemach, a więc sporty, hobby, rozmowa z kimś na luźny temat. Pamiętaj, że autosabotaż to wyuczony wzorzec, tak więc zmiana będzie wymagać treningu.

Walcząc z nadmierną skromnością, trzeba nauczyć się realnie oceniać siebie. W gruncie rzeczy chodzi o zdobycie pewności siebie i poprawienie samooceny, zwiększenie poczucia własnej wartości. Można nad tym pracować na różne sposoby. Po pierwsze, zadbaj o swój wygląd, ubierz się lepiej, zacznij ćwiczyć i dbać o swoje ciało. Będziesz się dobrze czuć z samym sobą.

Mów innym osobom komplementy. Szukając dobrych cech w innych ludziach, zaczniesz je znajdywać w sobie. Odzywaj się na forum grupy. Zbierz się na odwagę, by na każdym spotkaniu w większym gronie zabrać głos przynajmniej raz, to zwiększy Twoje poczucie własnej wartości. Możesz też stosować autoafirmację, jak Stuart Smalley „Jestem wystarczająco dobry, wystarczająco mądry i ludzie cholernie mnie lubią”.

Reszta, wraz z większą pewnością siebie, przyjdzie sama. W momencie gdy zaczniesz traktować lepiej siebie, inaczej zaczną także postrzegać i traktować Cię inni ludzie. Czy ta metoda jest Waszym zdaniem skuteczna? A może macie inne pomysły na pokonanie prokrastynacji i nadmiernej skromności?

[FM_form id="2"]
Myślę
Współczesne ikony designu
Myślę
Ekonomia Bożego Narodzenia
Myślę
Najlepsze budynki świata
  • Witam,
    To trochę za mało. Według wielu specjalistów od samorozwoju, przyczyna to nasze niskie poczucie wartości, głównie zaprogramowane we wczesnym dzieciństwie. Każdy epitet rzucony przez kogoś kogo dziecko uważało za autorytet zapada w podświadomość. Autorytet to przede wszystkim rodzice ale też nauczyciele. Każde „jest nikim” „jesteś zerem”, „nie dasz rady”, „to ci się nie uda”, „ale z ciebie łobuz”, wryło się głęboko w pamięć w okresie silnego rozwoju, kiedy dziecko jest pełne werwy do życia. U dorosłego te zaprogramowane „twierdzące stwierdzenia” działają jak fakty, tworzą wewnętrzny obraz dla podświadomości. Taki jest jaki  został ukształtowany. A co robi podświadomość? Bezwzględnie dąży do zgodności rzeczywistości z tym wewnętrznym obrazem. Ilekroć świadomość chciała by działać niezgodnie z wewnętrznym obrazem, podświadomość wpada w panikę i sabotuje to co mogło by doprowadzić do niezgodności. Kiedy kończy się dzieciństwo, zaczyna się okres kontaktu z innym ludźmi świadomie lub nie upodlającymi nas jak choćby pracodawcy, wykrzykujący na pracowników jacy to oni są beznadziejni.

    Jaka rada? Zmienić najpierw obraz samego siebie, a nasze drobne czynności i działania szybko doprowadzą do zgodności rzeczywistości z wewnętrznym JA.

    Zanim zaczniemy stosować jakieś byle jakie metody, polecam sięgnąć do klasyki: Maxwell Maltz „Nowa psychocybernetyka”. Fascynująca  książka, napisana przez chirurga plastycznego, który jako jedyny chyba na świecicie „odradzał pacjentom swoje zabiegi”.

    Jest też łatwy w przyswojeniu (czytany przez nieżyjącego niestety już Suzina) audiobook „Psychologia Sukcesu” Briana Tracy. Można zacząć od tego.

  • Anonim

    Nie jest ten autosabotaż rodzajem ekstremalnego lenistwa, gdzie każdy wysiłek jest zastąpiony nieprzyjemnym stanem emocjonalnym? Generalizuje.