Doświadczam

Auto mam, ale z niego nie korzystam. Czy komunikacja miejska wyprze samochody?


  • 2
Fot. Flickr/Jonathan Kos-Read/Lic. CC by-nd

Fot. Flickr/Jonathan Kos-Read/Lic. CC by-nd

Kilka miesięcy temu uparłem się, aby odwieźć znajomą na pociąg samochodem. „Po co będziesz się tłukła z bagażami tramwajem?” – zapytałem. Była godzina 16.00, piątek. Podjechałem pod jej mieszkanie godzinę przed odjazdem ekspresu. Na dworcu byłem 90 minut później…

Oczywiście ten przykład jest nieco skrajny. Moja znajoma mieszka na północy Krakowa, gdzie megakorki to codzienność. Na dodatek wybrałem sobie na jazdę – jak się później okazało – jeden z najgorszych momentów w całym tygodniu. Nie wiedziałem o tym, bo za kółko siadam jedynie okazyjnie.

Kredyt na kombi i bilet miesięczny

Podobnie jak ja robi co najmniej jeszcze kilku moich sąsiadów. Ich samochody są przez wiele dni zaparkowane na tych samych miejscach. Zimą potrafią stać nieodśnieżane przez tydzień, czasem nawet dwa. Znikają w ciepłe weekendy, kiedy szczęśliwe rodzinki z małymi dziećmi wyjeżdżają na parę dni poza miasto.

Jednego z takich niedzielnych (dosłownie, nie w przenośni) kierowców wypytałem przy okazji o zwyczaje. Profil: mężczyzna, 33 lata, żonaty, dwójka dzieci, stanowisko menedżerskie, rodzinne dochody powyżej 10 tys. zł, dwa kredyty (w tym jeden na samochod), kombi z silnikiem Diesla. Całkiem typowa kombinacja.

„Przystanek tramwajowy mam kilka minut od bloku. Owszem, czasem jest tłok, ale jestem w pracy w 20 minut. Samochodem jadę prawie pół godziny i czasami drugie tyle szukam miejsca do parkowania” – opowiada mój sąsiad. Rozwodzi się też nad kosztami paliwa i tym, że żona jeździ autem codziennie – 500 metrów do przedszkola.

Tramwaj kontra samochód

Postanawiam sprawdzić na własną rękę, jak to wygląda. Wyjeżdżam samochodem w porannych godzinach szczytu i ruszam w kierunku miejsca pracy mojego sąsiada. Odcinek Bieżanów Nowy – ul. Starowiślna (z jednej z największych krakowskich sypialni do centrum miasta) pokonuję w 26 minut. Po drodze trzy spore korki.

Tramwajem zajmuje mi to trochę mniej czasu – 24 minuty, o dwie minuty więcej, niż wynika z rozkładu jazdy. Nie tracę 8 minut na szukanie miejsca do parkowania. Z przystanku idę 4 minuty – tyle samo co z miejsca parkingowego oddalonego o kilkaset metrów od mojego celu (nic bliżej nie było).

Rywalizację wygrała więc komunikacja miejska. Stało się tak, mimo że większość trasy z Bieżanowa na Kazimierz to trzy- lub dwupasmowa droga, na której rzadko powstają duże korki. Kilka wąskich gardeł (dla znających miasto: Powstańców Wielkopolskich, most Powstańców Śląskich) bliżej centrum rujnuje jednak wszystko.

Czas to pieniądz

Oczywiście faktyczna różnica między samochodem a tramwajem zależy od długości pokonywanego odcinka i punktu startowego oraz docelowego. Sprawdzając twierdzenie mojego sąsiada, przejechałem jeszcze kilka innych tras. Dwa razy wygrał tramwaj, trzy razy różnica była minimalna, raz samochód zwyciężył.

W przypadku autobusów wyglądało to gorzej. Komunikacja miejska wygrała tylko dwa razy (raz jechałem autobusem pospiesznym). W czterech przypadkach jazda samochodem dawała kilka minut oszczędności (mimo konieczności szukania miejsca do parkowania).

Niezależnie od sytuacji różnice między transportem prywatnym a publicznym były stosunkowo niewielkie i wynosiły zazwyczaj ok. 5-15% całego czasu przejazdu. Moim zdaniem za mało, aby opłacało się wybierać samochód. Większość krakowian to rozumie i coraz częściej decyduje się na tramwaje i autobusy.

Kierowca – ginący gatunek?

W serwisie Wyborcza.biz napisano niedawno o spadającym natężeniu ruchu w największych aglomeracjach: „Gdzie się podziali kierowcy? Przesiedli się do komunikacji miejskiej. Najwięcej zyskała komunikacja miejska w Krakowie. W ub. roku sprzedano tam ponad 4 mln biletów więcej (w 2011 r. – 62,5 mln biletów, a w 2010 58,3 mln ).”

Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy wymienia się oczywiście korki. Ludzie mają dość stania, czekania na zielone i obserwowania, jak setki szczęśliwców (w tłoku, ale jednak) sprawnie przejeżdżają przez skrzyżowania, mijają korki buspasami i docierają na miejsce szybciej albo w takim samym czasie i taniej.

Właśnie, taniej. Drugi argument na rzecz porzucenia samochodu to oczywiście pieniądze. Paliwa są rekordowo drogie, nawet tani zwykle gaz podrożał bardzo mocno. A jak wiadomo, stanie w korkach zwiększa zużycie cennego paliwa i dodatkowo podwyższa koszty eksploatacji.

http://www.youtube.com/watch?v=5MFy4BlPeWQ

Błędy na górze

Komunikacja w Krakowie nie jest oczywiście idealna. Na każdym kroku widać, że urzędnicy miejscy nie do końca przemyśleli pewne sprawy. Wiele rozwiązań ma charakter tymczasowy i czeka na budowę infrastruktury. Część nowej infrastruktury jest z kolei zbędna, a jej tworzenie było wyrzucaniem pieniędzy w błoto.

Mimo to autobusy i tramwaje jeżdżą w miarę punktualnie, tabor jest w bardzo dobrym stanie, cały czas kupowane są nowe pojazdy. Ceny biletów, mimo że rosną, pozostają na rozsądnym poziomie (szczególnie dotyczy to biletów okresowych). Większość patologii to skutek bezmyślności urzędników albo… pasażerów.

Dlatego z komunikacji miejskiej opłaca się korzystać. Do pełni szczęścia potrzebna jest jeszcze zmiana mentalności. Adrian Furgalski z zespołu doradców gospodarczych TOR powiedział serwisowi Wyborcza.biz, że jako społeczeństwo jesteśmy od lat zachłyśnięci motoryzacją indywidualną.

„Teraz prawie każdy ma samochód, dlatego wskaźnik posiadanych aut w Warszawie jest wyższy niż w Berlinie. Ale i nam jazda samochodem każdego dnia powoli przechodzi. Samochodem jest rzeczywiście drożej, wolniej, a na dodatek dużym problemem jest parkowanie” – stwierdził Furgalski.

Pragmatyczny jak Polak

Z badań wynika, że na razie miłość to komunikacji miejskiej to w Polsce trend okresowy. Nasila się na przykład wtedy, gdy drożeje paliwo. Społeczeństwo jest więc pragmatyczne i nie rozumie jeszcze szerszych aspektów sprawy (np. ekologicznego). Z czasem będzie się to jednak zmieniać.

Czy oznacza to, że za 10 czy 20 lat samochody całkowicie znikną z naszych ulic? Oczywiście nie. Zmieni się jedynie sposób korzystania z nich. Nie będą już codziennym narzędziem, takim jak komputer czy telefon. Staną się czymś niezbędnym, nadal posiadanym masowo, ale wykorzystywanym okazyjnie.

Będzie także zapewne rosła grupa ludzi, którzy całkowicie zrezygnują z kupowania samochodu. Będą to mieszkańcy nowoczesnych, dobrze skomunikowanych osiedli, zwolennicy mieszkania w centrach miast czy osoby pracujące zdalnie i w związku z tym niedojeżdżające codziennie do pracy.

Ten trend będzie widoczny oczywiście przede wszystkim w dużych miastach. Mieszkańcy mniejszych miejscowości będą prawdopodobnie nadal korzystać głównie z transportu prywatnego. Komunikacja miejska poza największymi aglomeracjami kuleje bowiem od lat i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić.

[ankieta id=”3″]

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Fotografia tradycyjna – czy przetrwa?
Doświadczam
Rok 2014 w architekturze
Doświadczam
Czy kuchnia organiczna, zioła, woda mineralna i wszystkie rzeczy „zdrowe” rzeczywiście są zdrowe?
  • Zagłosowałem zgodnie z rozsądkiem ale mam nadzieję, że cena jednak nie wrośnie. Co prawda do pracy jeżdżę komunikacją ale wszelkie podróże po pracy załatwiam przy pomocy auta. Jest po prostu wygodniej (Oczywiście gdy miasto już się rozluźni)

  • Teodor Wielki

    Ja tam nie mam samochodu. Karta miejska jest a w razie potrzeby to wypożyczam rower. W sytuacjach kiedy potrzebne 4 kółka wypożyczam teraz na ipanek .pl i po kłopocie