Korzystam

Przed premierą – „Roman Polański: moje życie”


  • 0
Fot. Wikipedia/Georges Biard/Lic. CC by-sa 3.0

Fot. Wikipedia/Georges Biard/Lic. CC by-sa 3.0

Tym razem nie za kamerą, ale przed nią stanął Roman Polański – reżyser, którego biografia wystarczyłaby do napisania niejednego frapującego scenariusza. Film dokumentalny „Roman Polański: moje życie”, w którym artysta opowiada o sobie w sposób bardziej osobisty niż kiedykolwiek, już dziś wchodzi na ekrany kin.

Dlaczego teraz?

Pytany o to, dlaczego w końcu zdecydował się na nakręcenie filmu biograficznego, Polański odpowiada, że głównym impulsem było to, co z jego wizerunkiem wyczyniają kochające sensację media i napisane o nim książki, które można określić jednym słowem: „brednie”. Trudno uwierzyć w taką motywację do spowiedzi przed kamerą. Przez lata reżyser nic nie robił sobie z tego, co pisano o nim w gazetach.

Ba! Zdawało się nawet, że dostarczanie pikantnych plotek tabloidom go bawi. Jak inaczej nazwać to, co zrobił Polański po ucieczce z USA w związku z zarzutami o seks z nieletnią? Nakręcił film „Tess” na podstawie powieści Thomasa Hardy’ego, w której… 16-letnia dziewczyna zostaje zgwałcona przez bogatego panicza. Co więcej, Nastassja Kinski – niepełnoletnia odtwórczyni głównej roli – była w tamtym czasie wielokrotnie widywana w towarzystwie Polańskiego, także poza planem filmowym.

Czas najwyższy

Ale cóż – lata lecą, a nic nie jest wieczne, choć Polański znajduje się wciąż w znakomitej formie, zarówno fizycznej, jak i artystycznej. Jego ostatnie dzieła: thriller polityczny „Autor widmo” oraz czarna komedia „Rzeź” (adaptacja sztuki „Bóg mordu” Yasminy Rezy), zebrały na świecie bardzo dobre recenzje, zdobywając sporo istotnych w środowisku nagród.

Niezależnie jednak od tej fali wznoszącej, którą zapoczątkował w 2002 roku „Pianista”, reżyser zapewne zdał sobie sprawę, że młodszy już nie będzie, a kres jego błyskotliwej kariery jest bliski. Kiedy, jeśli nie teraz, miał przypomnieć światu, że życie Romana Polańskiego to nie tylko afera seksualna czy zbrodnia popełniona przez bandę Mansona…

Plakat filmu "Roman Polański: moje życie"

Plakat filmu "Roman Polański: moje życie"

Od młodego gniewnego do Cannes

Te inne rzeczy, mimo że z pewnością w nagłówkach gazet nie prezentowałyby się tak okazale jak wyżej wymienione, są nie mniej interesujące i – co ważne – atrakcyjne dla widza. Mało kto wie, że życie, edukacja i kariera naszego najbardziej znanego w świecie reżysera wisiały na włosku wiele razy, a powody tego bywały cokolwiek nietuzinkowe. I to już od czasu wczesnego dzieciństwa, gdy mały Romek uraczył przedszkolankę mało wybrednym stwierdzeniem: „Pocałuj mnie w d…”.

Parę lat później Polański cudem przeżył, gdy znany krakowski zbrodniarz, wielokrotny morderca Janusz Dziuba, ogłuszył go serią ciosów cegłą w głowę, chcąc ukraść chłopakowi rower. Szczęśliwie ocalały kontynuował edukację, z którą jednak było mu nie po drodze – pragnął bowiem zostać kolarzem (świetnie jeździł na rowerze), ewentualnie aktorem. Czytać nauczył się w kinie – miejscu dla niego magicznym, gdzie próbował nadążyć za szybko zmieniającymi się napisami wyświetlanymi na ekranie.

Do liceum plastycznego, w którym zdał maturę, dostał się cudem – jako wolny słuchacz. Swego czasu próbował się nawet dostać do szkoły… cyrkowej. Jak sam dziś przyznaje, całe szczęście, że nic z tego nie wyszło. Dzięki temu zdał do łódzkiej Filmówki na wydział reżyserii i trafił na plan filmowy Andrzeja Wajdy, a przyjaźń obu panów zaowocowała pierwszą wizytą Polańskiego na festiwalu w Cannes.

Tańce, hulanki, swawole… i filmy

Polański, mimo statusu ubogiego studenta, zakumplował się w czasie studiów z Wojtkiem Frykowskim, playboyem, którego zachcianki bardzo chętnie spełniali bogaci rodzice. Ich syn zasłynął głównie… orgiami, które organizował dla najbliższych kumpli. Jednak na imprezach dzianego kolegi życie przyszłego zdobywcy Oscara się nie kończyło.

Właśnie wtedy na poważnie zaczął on tworzyć – powstały krótkometrażówki „Rower” (inspirowany „spotkaniem” z Januszem Dziubą), „Morderstwo” czy „Gdy spadają anioły…”, które zdradzały pierwsze fascynacje Polańskiego mroczną stroną świata. W 1958 roku sukces odniosło kolejne dzieło reżysera – „Dwaj ludzie z szafą”, zdobywając wyróżnienia na festiwalach w Brukseli, San Francisco, Vancouverze i Amsterdamie.

Polański studia skończył w 1959 roku, ale dyplomu nie dostał, bo nie napisał wymaganej pracy teoretycznej. Stworzył za to scenariusz do filmu „Nóż w wodzie”, który zamierzał zrealizować w Paryżu. Z planów nic nie wyszło, ale na szczęście scenopis zyskał aprobatę rodzimych władz i można było zacząć kręcenie pierwszej poważnej produkcji Polańskiego w Polsce.

Polański nie próżnował także w prywatnej sferze życia. W roku 1959 reżyser poślubił Barbarę Kwiatkowską, piękną aktorkę, ulubienicę polskiej publiczności po występie w komedii „Ewa chce spać”. Małżeństwo okazało się jednak nietrwałe, zresztą trudno się temu dziwić – żadne ze współmałżonków nie stroniło od zdrady. Rozwód nastąpił w 1962 roku.

Rok wcześniej „Nóż…” wszedł na ekrany kin. W Polsce furory nie zrobił, ale odniósł międzynarodowy sukces – zdobył nagrodę Fripesci na festiwalu w Wenecji i jako pierwszy polski film dostał nominację do Oscara w kategorii najlepszy film zagraniczny. Obraz przyniósł Polańskiemu sławę – mówiło się nawet o amerykańskim remake’u „Noża…” z Liz Taylor, Warrenem Beattym i Richardem Burtonem w obsadzie.

Do realizacji projektu jednak nie doszło. Była to decyzja Polańskiego – o reżyserii wersji amerykańskiej nie chciał nawet słyszeć. Kto wie, jak potoczyłaby się kariera młodziana, gdyby wtedy jednak zdecydował się na hollywoodzką powtórkę z rozrywki…

Strachy na lachy

Na kolejny sukces Polański musiał poczekać kilka lat. Pomyślnie zakończyły się jego rozmowy z mało wtedy znanym producentem, Gene’em Gutowskim. Dzięki temu polski reżyser mógł zrealizować swój drugi duży film – „Wstręt” z Catherine Deneuve w roli głównej. Tym samym otwarte zostały dla Polańskiego wrota do tworzenia filmów opierających się na zagranicznych wytwórniach, poza granicami Polski.

Po „Wstręcie” przyszedł czas na kolejny horror – „Matnię”, a po niej na… horror komediowy – „Nieustraszonych pogromców wampirów”. Na planie tej ostatniej produkcji reżyser poznał Sharon Tate – 22-letnią amerykańską aktorkę. W 1968 roku para wzięła ślub. Polański nieprzerwanie znajdował się na fali wznoszącej – podjął współpracę z wielką amerykańską wytwórnią Paramount, dla której nakręcił kolejny horror w karierze – „Dziecko Rosemary”. W roli głównej wystąpiła Mia Farrow, ówczesna żona Franka Sinatry.

Podczas realizacji tego filmu Sinatra powiadomił Farrow o tym, że chce się z nią rozwieść. Słynący z szarmanckiego wizerunku piosenkarz nawet nie raczył przyjść na plan – informację przekazał jeden z jego sługusów. A „Dziecko…” okazało się jednym z najlepszych filmów Polańskiego, w którym poruszane były zagadnienia interesujące reżysera do dziś – przede wszystkim próba uchwycenia istoty zła.

http://www.youtube.com/watch?v=3bbdqyo1vys

Po zbrodni w Bel Air

Do słynnych morderstw w willi Polańskiego doszło niedługo po premierze „Dziecka…”, w 1969 roku, gdy artysta przebywał w Londynie, prowadząc rozmowy w sprawie następnego filmu. Zdawało się, że tragedia nie wpłynęła na jego zawodową aktywność, jednak kolejne produkcje – adaptacja szekspirowskiego dramatu „Tragedia Makbeta” (robiona za pieniądze… imperium „Playboya”), a także groteska erotyczna „Co?” nie odniosły oczekiwanego sukcesu. Przyszedł on wraz z premierą filmu „Chinatown”, czarnego kryminału z Jackiem Nicholsonem i Faye Dunaway w rolach głównych. Polański za ten film otrzymał Złoty Glob, a samo dzieło zdobyło w sumie jedenaście nominacji do Oscara.

Film przeszedł do historii także z powodu słynnych wydarzeń, które miały miejsce na planie. Podczas kręcenia jednego z ujęć włos Faye Dunaway tak przeszkadzał Polańskiemu, że postanowił go… wyrwać. Zdenerwował tym aktorkę nie na żarty – zagroziła, że nie będzie pracować z tym „wariatem”. Zdjęcia trzeba było wstrzymać na jakiś czas. Podobnie jak wtedy, gdy z planu wyjechał wściekły Jack Nicholson. Polański dogonił go jednak na skrzyżowaniu i następnego dnia praca szła już zgodnie z planem.

Po „Chinatown” reżyser wrócił do swojego ulubionego repertuaru, realizując dreszczowiec „Lokator” i obsadzając siebie samego w roli tytułowej. W 1977 roku ofertę Polańskiemu złożył magazyn „Vogue” – zamówił u niego serię zdjęć ładnych, (bardzo) młodych dziewczyn. Jedną z nich była 13-letnia Samantha Geimer. Kto by pomyślał, że konsekwencje wszystkim znanego wydarzenia, do którego doszło właśnie podczas tego zlecenia na boku, będą się ciągnęły za Polańskim aż do dziś…

Wyjście na prostą

Jednak i tym razem Polański pokazał niesamowitą zdolność do regeneracji i po wymknięciu się amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości wrócił do tego, co umie robić najlepiej. Po nakręceniu „Tess” (film zdobył trzy Oscary) przyszedł czas na thriller „Frantic”, w którym u boku Harrisona Forda zagrała przyszła żona reżysera – Emmanuelle Seigner. Później byli nieudani w opinii krytyków „Piraci”, a także niepotrafiące zdobyć szerszej publiczności „Gorzkie gody”, „Śmierć i dziewczyna” oraz „Dziewiąte wrota”. I tak aż do wielkiego comebacku za sprawą „Pianisty”.

Jak widać – choć wielbicielom bulwarówek może się to wydawać niemożliwe – twórczość Romana Polańskiego to przede wszystkim niezwykle ważny element dawnego i obecnego kina światowego. Prawdą jest także, że historie z życia prywatnego reżysera budzą niekłamane emocje. Premiera filmu już dziś.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Psychoterapeuta w roli głównej
Korzystam
Ładnie i smacznie, czyli gdzie zaprosić kobietę 8 marca?
Korzystam
Dieta pudełkowa – za i przeciw