Myślę

Wychowanie dziecka w mieście – plusy i minusy


  • 4
Fot. Flickr/Libertinus/Lic. CC by-sa

Fot. Flickr/Libertinus/Lic. CC by-sa

Współczesne miasta, zwłaszcza te duże, wydają się najlepszym miejscem do życia dla młodych, aktywnych ludzi. W miastach studiujemy, potem zdobywamy pracę i robimy karierę. Po drodze często… rodzą nam się dzieci. Jak pogodzić mieszkanie w mieście z i ich wychowywaniem?

Co oferuje miasto młodym rodzicom?

Zarówno większe, jak i mniejsze miasta proponują liczne atrakcje dla rodziców z dziećmi. W prawie każdym są baseny, kina, place zabaw, domy kultury… Czas wolny możemy spędzać nie tylko w domu, ale przede wszystkim aktywnie, na świeżym powietrzu.

Należy liczyć się z tym, że atrakcje kosztują – i to czasem wcale niemało. Z drugiej strony wiele obiektów oferuje darmowe bilety dla dzieci do lat trzech, w dniu urodzin malucha czy w Dniu Dziecka. Każde wyjście to jednak jakiś koszt – trzeba zapłacić chociażby za paliwo do samochodu.

Miasto to także baza edukacyjna. Rodzice mają do wyboru żłobki, kluby opieki nad maluchami, dziesiątki przedszkoli (w tym profilowe), wiele szkół, a nawet uczelnie wyższe. Opiekę i edukację łatwo więc zorganizować, dopasowując je do zarobków i potrzeb.

Aspekty wychowawcze

Dziecko od urodzenia przebywające w mieście naturalnie staje się jego częścią. Bywa z rodzicami w sklepach, spaceruje deptakami, jeździ autobusami. Zdobycze cywilizacji i technologii nie są mu obce, oswaja się z nimi od małego.

W tym sensie dziecko rozwija się społecznie. Otaczają je inni ludzie, szybko ma kontakt z innymi dziećmi i obcymi. Rozwija się w tłumie, choć powinno przede wszystkim mieć oparcie w rodzicach i ostoję w domu rodzinnym.

Dostępność rozrywek i produktów oznacza liczne pokusy. Rodzice muszą stanąć na wysokości zadania i mądrze tłumaczyć dzieciom, dlaczego nie każdą zabawkę mogą mu kupić albo nie pójdą z nim znowu na karuzelę. Na tym polu miasto uczy kompromisów i mądrych wyborów.

Wiele zależy od nastawienia rodziców. To ich metody wychowawcze są ważne przy wychowywaniu małego mieszkańca miasta. Dziecko bowiem musimy nauczyć nie tylko sympatii dla wielkomiejskiego zgiełku, ale przede wszystkim miłości do natury, dbania o środowisko i umiejętności wyciszenia. A o te cechy w mieście niełatwo.

Fot. Flickr/peasap/Lic. CC by

Fot. Flickr/peasap/Lic. CC by

Kwestie zdrowotne

Wpływ miasta na zdrowie dzieci ma dwa aspekty – z jednej strony życie wśród smogu, spalin, w pośpiechu i nerwach (rodziców) nie może być zdrowsze niż przebywanie na żyjącej w innym tempie wsi. Z drugiej strony jednak dostęp do usług medycznych w mieście jest o wiele szerszy niż poza nim.

Zdrowe życie to jednak także zdrowe żywienie, nawyki, aktywność fizyczna i umysłowa. O te aspekty można przecież dbać nie tylko w mieście. Faktem jest, że dla poszukiwaczy żywności „bio” czy „fit” w mieście będą specjalne sklepy ekologiczne, a na wsi… własna spiżarnia, zagroda sąsiada czy sobotni rynek.

Miasto i pośpiech, jaki mu towarzyszy, są źródłami stresu, pożeraczami czasu. Wpływa to niewątpliwie na kontakty na linii rodzice-dzieci. Jeżeli rodzice skupiają się zbytnio na karierze – a o to nietrudno w mieście – mają automatycznie mniej czasu dla swoich dzieci.

Zwróćmy jednak uwagę na to, że jeśli chodzi o wszelkie dolegliwości, schorzenia, terapie i dostęp do specjalistycznej opieki medycznej – miasto jest niezastąpione. Wiedzą o tym zarówno rodzice dzieci, które wymagają stałej opieki lekarza, jak i ci, którzy musieli szybo szukać specjalisty w danej dziedzinie.

Codzienne praktyki

Opieka nad małym dzieckiem to zadanie nie tylko wychowawcze, ale też nieraz skomplikowana gra strategiczna. Projektanci zabudowy miejskiej w różnym stopniu zwracają uwagę na potrzeby rodziców z dziećmi w wózkach. Są miejsca, w które niestety takim pojazdem nie da się wjechać.

Plusem jest to, że na parkingach przed hipermarketami, galeriami czy innymi miejscami użyteczności publicznej znajduje się coraz więcej miejsc „dla rodziców z małymi dziećmi”. Podobnie sklepy i restauracje wychodzą naprzeciw rodzicom, zapewniając miejsce na przewinięcie czy nakarmienie niemowlęcia.

Miejska codzienność, zwłaszcza w dużej aglomeracji, pełna jest udogodnień, których próżno szukać na wsi czy na przedmieściach.

Miasto kontra wieś

Pisząc o wychowywaniu dziecka w mieście, trudno nie zwrócić uwagi na porównanie ze wsią. Miejsce do życia często, choć nie zawsze, jest naszym wyborem. Bywa i tak, że mieszkamy tam, gdzie musimy.

Mieszkańcy miast i wsi mają swoje racje i argumenty w dyskusji dotyczącej najlepszego środowiska do wychowania dziecka. Podobne dyskusje pojawiają się też w telewizji:

http://www.youtube.com/watch?v=NDncH56Yxb0

http://www.youtube.com/watch?v=6xUmWo9TwOM

Zapewne wieś i miasto stanowią pewną opozycję – nie róbmy jednak sztucznych podziałów. Najwięcej zależy od rodziców, ich poglądów, metod wychowawczych, spędzania czasu z dzieckiem.

Wiele zalet miejskiego życia

Wychowywanie dziecka to dbanie o nie oraz uczenie zasad. Jako mama chłopca, który urodził się w Krakowie, a teraz mieszka w innym dużym mieście – mam swoją opinię popartą argumentami i doświadczeniem.

Jako młoda mama, w pierwszych miesiącach życia syna, bez miasta czułabym się szalenie samotna i wyizolowana. Tymczasem codzienne rundy z wózkiem po miejskim parku, wypady do sklepu czy choćby przechadzanie się po deptakach dawały mi poczucie bycia w społeczeństwie, czego wśród pieluch bardzo potrzeba.

Od początku też wybieramy rodzinne aktywne spędzanie czasu – na dalekich spacerach, w pływalni czy u licznych znajomych, do których można dojść na piechotę. Bywają jednak dni, gdy uciekamy do lasu lub z kocem na łąkę, by później i tak wrócić do mieszkania.

Niewątpliwym plusem jest dla nas aspekt społeczny – dziecko chodzi do klubu dla maluchów, gdzie ma nie tylko fachową opiekę, ale też towarzystwo rówieśników. Od początku obraca się wśród ludzi – znanych i nieznanych. Zawsze jednak w czułych ramionach rodziców lub tuż obok nas.

Spojrzenie sceptyka

Zupełnie inaczej na wychowanie dziecka w mieście patrzy Natalia, moja 30-letnia znajoma, mama dwójki dzieci mieszkająca na wsi. Zapytana o najlepsze środowisko do życia dla rodziny, odpowiedziała:

Oczywiście, że wieś! Na wsi możesz liczyć na pomoc rodziny, dobrych sąsiadów. Dzieciaki dostają świeże mleko i wychowują się wśród zwierząt, blisko przyrody. Naturalnie przyjmują zasady moralne.

W opinii Natalii dzieci „miastowe” zupełnie nie umieją odnaleźć się na wsi. Przypominają jej te nieporadne dzieciaki:

Jej zdaniem wychowywanie w mieście jest dalekie od natury. To oczywiście opinia subiektywna. Można przecież korzystać ze zdobyczy nowoczesności, które są miejską codziennością, a jednocześnie wypoczywać na łonie natury. Co więcej, rodzice przekazują przecież dzieciom swoje zasady i priorytety niezależnie od miejsca zamieszkania.

Wychowywanie dziecka w mieście ma więc plusy i minusy. Część z nich można obiektywnie wyliczyć, część jest zależna od odczuć, przekonań i nastawienia. Pamiętajmy jednak, że dzieci szczęśliwe to dzieci kochane – niezależnie od miejsca zamieszkania.

Jestem zwolenniczką życia w mieście. Wieś jako taka wydaje mi się kuszącą perspektywą jedynie na lata emerytalne. A Wy jak sądzicie? Czy miasto jest dobrym miejscem dla rodzin z małymi dziećmi? Czy to fakt, czy może slogan, że życie w mieście jest łatwe, a na wsi tanie?

[FM_form id="2"]
Myślę
Tajemnicze dzieje hotelu Forum
Myślę
Structogram – metoda pozwalająca na poznanie swoich mocnych stron
Myślę
Anatomia Tweedu
  • Maciek Małek

    Mit o powszechnej dostępności ekologicznego pożywienia na wsiach jest niestety mocno przekłamany i coraz mniej zgodny z prawdą. Model gospodarstwa nastawionego na samowystarczalność i dochody ze sprzedawania nadwyżek jest już niestety nieaktualny. Dziś większość ludzi na wsiach utrzymuje się raczej z agroturystyki, hodowli bądź roli na hurt (fermy kurze, mleko dla Hohlanda czy Mlekowity z gwarancjami dostawy czy wielkie sadownictwo) oraz zasiłków/ dotacji za sianie bezwartościowych płodów.

    Zawsze kiedy pojadę na na wieś zaskakuje mnie, że jajka „jedynki”, bądź „zerówki”, są trudniej dostępne niż w mieście, na pytanie o mleko ludzie się pukają w głowę (komu by się chciało utrzymywać 3 krowy), a mięso można kupić paczkowane, przywiezione z najbliższego hipermarketu. Lepsze są może warzywa w sezonie, ale na ich jakość w mieście też nie można narzekać, jeśli nie kupuje się w marketach.

    Wszystko lepszej jakości jedzie do miast, bo tam można je sprzedać po znacznie wyższej cenie. Prawa rynku.

    Jedyne co trzyma poziom to bimber. 🙂

  • Anonim

    Wiele zależy od tego co rozumiemy przez wieś. 

    Jeśli mówimy, o ludziach żyjących tam od pokoleń, (często niestety pełnych uprzedzeń i swoistego „wiemlepiej” i niechęci przed „miejskim życiem” to tak z pewnością życie w mieście nie będzie gorsze, a z pewnością łatwiejsze dla rodziców i bardziej rozwijające dla pociech. 

    Ale jeśli przez wieś rozumiemy czystsze i spokojniejsze przedmieścia, czy wioski w ładnej okolicy oddalone nie więcej niż 20-40 km od dużych miast, bardzo często zamieszkałe przez „miejskich uciekinierów” to okazuje się, że z łatwością można połączyć, spokojniejsze życie z dostępnością do dóbr miejskich (Cóż to za różnica czy dojeżdżamy do miasta 30 minut, czy przejeżdżamy przez nie w korku te same 30 min (czasem dużo dłużej)? – a nie, sorry, w korku nie chciałbym stać :> )  
    Gorsza opieka medyczna? To też jakiś mit sprzed wielu lat: 3 lata temu sam uciekłem z miasta – nieprzyjazną, i wiecznie zatłoczoną przychodnię, zamieniłem na przyjemny prywatny (ale w ramach NFZ) wiejski ośrodek zdrowia, gdzie wszyscy mnie znają, miła pielęgniarka wizyty umawia na konkretną godzinę, a lekarz rodzinny pamięta nie tylko jak się nazywam, ale i co ostatnio przepisał dziecku. Po prostu nie jest zawalony pacjentami. 
    Mniej niż 100m mam do wiejskiego sklepu, który jest czynny świątek, piątek – do późnego wieczora, a za ich ogórki małosolne gwarantuję dalibyście się pokroić. (a przecież zaraz pojawią się tutejsze truskawki, owszem droższe od plastikowo-marketowych, ale warte każdego grosza) 🙂
    Tutejsze przedszkole, ma plac zabaw większy niż chyba sumaryczny teren wszystkich znanych mi przedszkoli „międzyblokowych” z poprzedniego miejsca zamieszkania. 
    Owszem wózek trzeba mieś bardziej ‚terenowy’ niż typowe spacerówki na gładkie podłogi supermarketu, ale i możliwości jest więcej: i nie chodzi o mniej aut na drodze. 10 minut piechotą od domu zaczyna się obszar chroniony, czysty, wolny od aut, za to pełen przecudnych widoków i fantastycznej przyrody. Ciekawsza perspektywa dla dziecka niż spacer po kilkuarowym parku wśród betonowej dżungli. 

    Wkrótce nasz malec dorośnie, ale nie będziemy musieli się martwić czy wróci cały i zdrowy ze szkoły. Wieś to nie tylko inna mentalność, ale też mniejsza przestępczość. 

    Czy wieś jest lepsza dla dzieci? – uważam że tak. Bywa mniej mniej wygodna dla rodziców – stąd pewnie głosy sceptyczne. Ale dla dzieci JEST lepsza.

    Dzisiejsza wieś, to nie stereotypowa samotna chatka pośród pól lub lasu. To często po prostu przyjazne miejsce pozbawione betonu i pośpiechu. Wystarczy znaleźć tą swoją. Spróbujcie 🙂

    • Maciek Małek

      Racja, mieszkanie na wsi nie musi oznaczać kompletnego odcięcia od dobrodziejstw cywilizacji.  Pytanie w takim razie czemu ludzie tak pchają się do centrum? Czemu mieszkanie 10 min od centrum jest takim przywilejem i korzyścią. Przecież miejsca pracy nie koncentrują się jedynie wokół centrum.

      • Anonim

        Wydaje mi się że głównie z trzech względów: Po pierwsze (bez względu na wiek) z przeświadczenia, że wieś bezwzględnie oznacza odcięcie się od cywilizacji. Po drugie w przypadku ludzi młodych z dość słusznego skądinąd przekonania – że DOBREJ pracy należy szukać w mieście (Ci sami ludzie po -nastu latach włóczenia się po korporacjach, często odkrywają, że nadal da się pracować w mieście, dla spokoju uciekając jednak na przedmieścia – to inna sprawa) 🙂    I po trzecie również młodzi ludzie ciągną do centrów miast bo tam „coś się dzieje”. Tu mają rację bo wielu specyficznych rozrywek wieś czy przedmieścia im nie zapewnią. Taki wiek i jego przywileje. 

        A jako że to wątek o dzieciach i mieście to:
        Pierwsza grupa będzie wychowywać dzieci bez względu na wszystko w mieście. Bo tak i już.
        Druga często wyprowadza się za miasto często WŁAŚNIE PO TO by ustatkować się, mieć i wychować dzieci w spokojniejszym otoczeniu. 
        Trzecia to młodzież która i tak jeszcze o dzieciach nie myśli. 😉

        Mówię to z pełnym przekonaniem, bo sam należę to ‚oświeconej części’ drugiej grupy 🙂   
        Wstyd się przyznać, ale kozę na żywo po raz pierwszy w życiu zobaczyłem …w ZOO. W ogóle – wcześniej widziałem z bliska np. żyrafę niż…krowę. I choć śmieszy to moich znajomych, to chyba nie ma się czym chwalić. 😛