Mieszkam

Czy łatwo mieszkać w jednej z głównych atrakcji turystycznych w Polsce?


  • 0
Centrum Krakowa (Fot. Flickr/LenDog64/Lic. CC by-nd)

Centrum Krakowa (Fot. Flickr/LenDog64/Lic. CC by-nd)

Turyści – jedni ich kochają, inni nienawidzą. Większość mieszkańców darzy ich jednak zmiennymi uczuciami. Zależą one od wielu czynników, z generowanym przez turystów poziomem hałasu na czele. Jak ludzie w Krakowie, mieście docelowym dla milionów turystów rocznie, radzą sobie z odwiedzającymi?

Kilka tygodni temu w krakowskiej „Gazecie Wyborczej” pojawił się kasandryczny artykuł zatytułowany „Turyści uciekają przed Euro. Czerwiec jest dla Krakowa stracony”. Z tego miniwywiadu wynika, że Kraków straci na mistrzostwach Europy miliony. Wszystko przez wysokie ceny pokoi hotelowych.

Według rozmówców „Wyborczej” kosmiczne stawki skutecznie odstraszyły turystów niezainteresowanych piłką nożną. Czyli większość. Hotele w końcu zaczęły obniżać stawki, ale dla biur podróży jest już za późno. Na to wszystko nałożyła się jeszcze chęć celowego ominięcia okresu Euro przez wielu przyjezdnych.

Kiedy opublikowano ten artykuł, w Krakowie można było usłyszeć głośne westchnienie ulgi. W mieście nie ma meczów, ale wielu mieszkańców obawia się zachowań kibiców. Każda wieść o tym, że turystów będzie mniej, musi powodować radość. Uczucie to jednak jest tylko chwilowe, bo szybko przychodzi otrzeźwienie.

Przyjezdni to w końcu życiodajna siła, która napędza lokalną gospodarkę. Zarabiają na niej hotele, tańsze hostele, pensjonaty, sprzedawcy pamiątek (co z tego, że tandetnych), właściciele restauracji i pubów oraz przedstawiciele wielu innych branż. Kraków staje się coraz bardziej znany w świecie, wyrabia sobie silną markę.

Te odczucia doskonale definiują podejście mieszkańców miasta do turystów. Sam wiele razy żartowałem sobie z nich na spotkaniach towarzyskich, mówiłem: „lepiej, żeby nie przyjeżdżali”. W głębi duszy wiedziałem jednak, że nie można zamknąć się na nich całkowicie. Bo mocno zadłużony Kraków turystów dziś bardzo potrzebuje.

Kościół Mariacki (Fot. Flickr/Klearchos Kapoutsis/Lic. CC by)

Kościół Mariacki (Fot. Flickr/Klearchos Kapoutsis/Lic. CC by)

Dlaczego nie lubimy przyjezdnych?

Sonda wśród znajomych i wszystko jasne. Największy problem to niewłaściwe zachowanie. „Anglicy w knajpach zachowują się jak pijane tornado. Wrzeszczą, śpiewają, zataczają się, wpadają na innych ludzi. Na szczęście rzadko kogoś zaczepiają” – mówi Ania, 23-letnia studentka.

Kilka lat temu w niektórych krakowskich lokalach pojawiły się nawet wywieszki „Brytyjczykom wstęp wzbroniony”. Historyk Timothy Garton Ash stwierdził wtedy przy okazji publikacji tekstu o integracji europejskiej Polski i Wielkiej Brytanii:

W Krakowie, polskim Oksfordzie, Brytyjczycy nie cieszą się dobrą reputacją. Latają tanimi liniami na męskie i żeńskie wypady pijackie, by hulać półnago po brukowanych uliczkach konserwatywnego, katolickiego miasta. Nazywają to „krakowaniem”. (…) Cieplej wita się tu nawet Niemców.

Kraków nie jest już tak konserwatywny i katolicki jak dawniej. Na pewno nie jest jednak mniej wyniosły. Bez pardonu gardzi obcymi, którzy nie potrafią się dopasować do lokalnych zasad. Odrzuca nie tylko pijanych bywalców knajp, ale nawet głośno rozmawiających spacerowiczów zwiedzających rynek czy ul. Grodzką.

Artysta na rynku (Fot. Flickr/Simczuk/Lic. CC by-sa)

Artysta na rynku (Fot. Flickr/Simczuk/Lic. CC by-sa)

Manewry w miejskiej dżungli

Odrzucenie to polega głównie na unikaniu miejsc (przede wszystkim restauracji i knajp), w których przebywa szczególnie dużo turystów. Z tego też powodu podczas pierwszej angielskiej inwazji całkowicie zrezygnowałem z lokali na Starym Mieście i przeniosłem się na Kazimierz.

Podczas niedawnej, drugiej inwazji (2011 r.) nic to jednak nie dało. Zostałem wytropiony i osaczony przez mniejsze, ale wcale nie mniej denerwujące grupki Anglików oraz Irlandczyków przesiadujące w Alchemii, wydzierające się na środku Placu Nowego i blokujące kolejkę do świętych zapiekanek.

W końcu się poddałem i przestałem ograniczać się do konkretnych dzielnic. Zamiast tego zacząłem wybierać pojedyncze knajpy omijane przez turystów. Dziś w czterech na pięć przypadków udaje mi się awantur unikać. Większość znajomych także rezygnuje z miejsc podwyższonego ryzyka.

Nasza ocena przyjezdnych jest oczywiście bardzo surowa. Przeszkadzają nam nie tylko picie i wrzaski, ale także brak kultury osobistej podczas korzystania z komunikacji miejskiej czy przestrzeni publicznej (przystanki albo parki). Denerwuje nas śmiecenie, generowanie tłoku, stanie jak barany na środku chodnika itp.

Patrząc na to, warto się jednak zastanowić, czy nie działa w tym przypadku słynna biblijna maksyma o belce i drzazdze w oku. Polacy też nie są pozbawieni przywar. Zachowują się nieodpowiednio nawet wtedy, gdy są u siebie. A jeśli wyjeżdżają za granicę, padają u nich wszelkie bariery.

Na porządku dziennym jest awanturowanie się w knajpach, gdzie słychać wyłącznie język polski, nieustępowanie miejsca osobom wysiadającym z autobusów i tramwajów, blokowanie drzwi w środkach komunikacji miejskiej, śmiecenie na chodnikach, a nawet okradanie przyjezdnych w kantorach.

Most Piłsudskiego (Fot. Flickr/Simczuk/Lic. CC by-sa)

Most Piłsudskiego (Fot. Flickr/Simczuk/Lic. CC by-sa)

Praca u podstaw

Jeżeli chcemy uporządkować kwestię zachowania turystów, musimy najpierw zacząć więcej wymagać od siebie, a następnie egzekwować zasady od innych. Zwracać im uwagę, straszyć polskimi więzieniami (podobno niektórych Brytyjczyków naprawdę to przeraża), uświadamiać, że w Krakowie nie tylko się pije, ale także mieszka.

Alternatywnie można zaszyć się w swoim mieszkaniu na przedmieściu i nie ruszać się stamtąd miesiącami. Ale wtedy na pewno więcej stracimy, niż zyskamy. Do Krakowa przyjeżdżają bowiem nie tylko Anglicy, ale także przedstawiciele nacji, z którymi nasze stosunki polityczne i gospodarcze nie są zbyt dobre.

Od kilku miesięcy Kraków tłumnie odwiedzają chociażby Rosjanie. To świetna okazja, aby poznać naszych sąsiadów i pozbyć się stereotypów na ich temat. A jak Wy sądzicie? Czy turyści w dużych polskich miastach przynoszą więcej korzyści niż szkód? Jakie stosujecie metody na radzenie sobie z nimi?

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Na którym krakowskim osiedlu warto mieszkać?
Mieszkam
Modna wielka płyta
Korzystam
Trzy stolice w jeden weekend. Co warto zobaczyć w Wiedniu, Budapeszcie i Bratysławie?