Korzystam

Dyskretny urok apokalipsy – o klimatach postapo


  • 1
Fallout - kultowa seria gier komputerowych w klimacie postapo

Fallout – kultowa seria gier komputerowych w klimacie postapo

Wizja świata funkcjonującego po jakimś kataklizmie należy do kanonu popkultury. Inspiruje, pozbawia fabułę ograniczeń rzeczywistości, a niekiedy straszy lub daje nadzieję. Próbuje odpowiedzieć na pytanie, co stałoby się z naszym człowieczeństwem wystawionym na trudną próbę po utracie cywilizacyjnego dorobku wielu pokoleń.

Apokalipsa nie tylko św. Jana

Współczesna popularność fantastyki postapokaliptycznej nie wzięła się znikąd – ma solidne kulturowe podstawy. Szukając jej genezy, nie wystarczy spojrzeć kilkanaście czy kilkadziesiąt lat wstecz. Wizje świata ogarniętego totalną zagładą towarzyszą bowiem ludzkości niemal od czasów, gdy opanowano sztukę pisania.

Najmocniej zakorzeniona w zachodniej tradycji apokalipsa to ta opisana przez św. Jana. Powtórne przyjście Jezusa poprzedzają liczne plagi, kataklizmy i rzezie, które pochłoną trzecią część ludzkości. To właśnie z Apokalipsy św. Jana pochodzi termin Har-Magedon. Jest on znany powszechnie pod postacią Armageddonu, czyli miejsca decydującej bitwy pomiędzy armiami Chrystusa i Szatana, skutkującej tysiącletnim uwięzieniem tego ostatniego.

Apokaliptyczne odniesienia znajdziemy również we wcześniejszych utworach. Jednym z popularniejszych jest motyw potopu, obecny w wielu starożytnych kulturach. Opis niszczącego świat kataklizmu jest choćby w jednym z najstarszych zachowanych tekstów – mezopotamskim eposie o Gilgameszu.

Tabliczka z fragmentem Eposu o Gilgameszu opisującym potop (Fot. Wikimedia Commons)

Tabliczka z fragmentem Eposu o Gilgameszu opisującym potop (Fot. Wikimedia Commons)

Apokalipsa jest obecna również w mitologii nordyckiej, gdzie kataklizm nadchodzi wraz z Ragnarökiem, znanym też pod niezbyt fortunną nazwą Götterdämmerung – zmierzch bogów. Mająca wówczas nastąpić walka bogów z olbrzymami nie oznacza dla śmiertelników niczego dobrego. Zwieńczeniem wojennej pożogi będzie wielki potop, z którego wyłoni się nowy, lepszy świat.

Motywy sięgające starożytności, Biblii i mitologii wydają się świetną podstawą do budowania wizji końca świata, jednak szczególnie podatnym gruntem, na którym postapokalipsa mogła wykiełkować i bujnie zakwitnąć, okazały się czasy zimnej wojny. Światowe mocarstwa wymierzyły wówczas w siebie potężne arsenały nuklearne, a mityczny czerwony guzik stał się synonimem konfliktu, po którym kolejne wojny mieliśmy prowadzić już za pomocą pięściaków i maczug.

Katastrofy prawie naturalne

Nic dziwnego, że w takich warunkach wizja deszczu spadających na głowy rakiet, horyzontu pełnego atomowych grzybów i płonącego nieba wydawała się może nie czymś zupełnie normalnym, ale z pewnością nie nieprawdopodobnym. Konflikt nuklearny i ewentualna przyszłość planety leczącej po nim blizny stały się jednym z popkulturowych motywów – doskonałą pożywką dla pisarzy, reżyserów czy twórców gier.

Jeden z symboli zimnej wojny – rakieta Pershing (Fot. Wikimedia Commons)

Jeden z symboli zimnej wojny – rakieta Pershing (Fot. Wikimedia Commons)

Wymiana atomowych ciosów, choć efektowna, nie jest jednak jedynym sposobem, by sprowadzić zagładę. Jak skutecznie i wiarygodnie przedstawić kres tego, co nasi przodkowie wznosili od dziesiątek pokoleń?

Popularnym zabiegiem jest dosłowne sięgnięcie do dawnych źródeł. Mnogość nieszczęść opisanych przez św. Jana sprawia, że do jego Apokalipsy scenarzyści mogą sięgać niczym dzieci do worka z łakociami – cokolwiek wyciągną, przy odrobinie talentu i fantazji da się z tego zrobić przekonującą wizję upadającego świata.

A gdy dodamy do tego kalendarz Majów i wspaniałe efekty specjalne, wyjdzie koniec świata piękny jak nigdy wcześniej, choć pokazany poniżej film „2012” skupia się raczej na samej zagładzie, a nie na tym, co nastąpi po niej.

Poleganie wyłącznie na katastrofach naturalnych nie jest jednak najlepszym pomysłem – w końcu ile razy można odtwarzać kolejne wariacje na temat Noego? Dużo większym polotem wykazał się w tym przypadku Jacek Dukaj. Choć gatunkowi puryści mogą zaprotestować, jego powieść „Lód” również można zaliczyć do fantastyki postapokaliptycznej. Problemem, z którym musi borykać się w niej ludzkość, a przynajmniej nasza część świata, jest zlodowacenie spowodowane upadkiem meteorytu.

Apokalipsa jako dzieło ludzi

Kadr z filmu „Jestem legendą”

Kadr z filmu „Jestem legendą”

Pomysłowym wątkiem jest zastąpienie ludzi przez inny gatunek, co może wymagać dalekiego lotu w kosmos lub piorunującego koktajlu w postaci ludzkiego okrucieństwa, nowoczesnej medycyny i szczypty czasu, jak w przypadku „Genezy Planety Małp” i wieloodcinkowej serii filmów eksploatujących stary pomysł z powieści Pierre’a Boulle’a.

Motywem znacznie bardziej rozpowszechnionym jest wizja świata opanowanego przez zombie lub dotkniętego morderczą epidemią. W gruncie rzeczy nie ma w tym przypadku zasadniczych różnic (gatunkowych purystów po raz kolejny proszę o wybaczenie) pomiędzy kanoniczną „Dżumą” Alberta Camusa, a serialem „Walking Dead” czy filmami takimi jak „28 dni później” (i powstającej powoli serii z liczba 28 w tytule) albo „Jestem legendą”.

http://www.youtube.com/watch?v=eunaclr-WgU

Moda na globalny atak zombie spowodowała, że żywe trupy przestały być jedynie domeną kina czy gier. Na rynku pojawia się sporo sprzętu – broni, narzędzi czy wyposażenia survivalowego – reklamowanego jako doskonały ekwipunek na wypadek inwazji zombie. Jest nawet konkurs architektoniczny utrzymany w tych klimatach!

Postapokaliptyczny zestaw przetrwania według serwisu Uncrate.com

Postapokaliptyczny zestaw przetrwania według serwisu Uncrate.com

Na nietypowy pomysł wykorzystania motywu epidemii wpadła Phyllis Dorothy James, której książka „Ludzkie dzieci” zainspirowała twórców filmu o takim samym tytule. Postapokalipsa jest w tym wypadku bardzo subtelna. Cywilizacja przetrwała, zachowane są pozory normalności, ale to, co najgorsze, już się wydarzyło – od kilkunastu lat na Ziemi nie urodziło się ani jedno dziecko.

Na znacznie bardziej radykalne rozwiązanie problemu zagłady świata decydują się twórcy nawiązujący do konfliktu nuklearnego, który spustoszył Ziemię lub jakieś jej fragmenty. Lokalnym przedsmakiem globalnej katastrofy może być choćby słynna zona wokół Czarnobyla, przekonująco pokazana np. serii gier „S.T.A.L.K.E.R.” czy – w większej skali i innych realiach w kapitalnym „Falloucie”.

Warto przy tym zauważyć, że do spustoszenia planety nie zawsze trzeba wojny. Czasem wystarczy, jak w „Mad Maksie”, wyeksploatować podstawowe surowce, co przy technologii z lat 70. i 80. było równoznaczne z globalnym upadkiem.

Charakterystyczne motywy

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów postapokaliptycznego świata są pustkowia. Nie zawsze jednak muszą mieć one znaną z „Fallouta” formę pustynnych, płaskich przestrzeni, gdzie łatwiej zginąć z pragnienia, napromieniowania lub w paszczy jakiegoś monstrum, niż spotkać przyjazną duszę.

W roli pustkowia z powodzeniem sprawdzi się nie tylko pustynia, ale również – jak choćby w bardzo niedocenianym „Wodnym świecie”, bezkresny ocean. Zastąpmy w nim wodę piaskiem, a skutery wodne samochodami i… tak, skojarzenia z „Mad Maksem” są tu zupełnie na miejscu. Pustkowiem może okazać się również miejska dżungla, gdzie – jak w filmie „Jestem legendą” – władzę nad ruchem ulicznym przejęły zwierzęta, a paskudne zagrożenie zalęgło się w opustoszałych piwnicach.

W postapokaliptycznym świecie nie brakuje również niewielkich oaz względnej normalności miast, osiedli czy skupisk ludzi, gdzie jakaś społeczność toczy walkę o przetrwanie z wrogim światem.

Pomysłów na praktyczną realizację tego założenia jest bez liku. Mamy zatem złomowiska otoczone palisadami z blachy falistej, obronne osady, miasteczka (pamiętacie „Jericho”?) czy, jak w książce „Metro 2033” Dmitrija Głuchowskiego i bazującej na niej grze, stacje metra. Są nawet, jak w „Wodnym Świecie”, pływające atole i w roli wisienki na postapokaliptycznym torcie zardzewiały tankowiec, zamieniony w pływające miasto galerę.

Bywa jednak i tak, że poza mocno osadzonymi w realiach postapokaliptycznego świata osadami istnieje gdzieś daleko mityczna kraina, która przetrwała wszelkie katastrofy bez większego uszczerbku i gdzie życie toczy się prawie normalnie. Wystarczy wspomnieć ostatni nieskażony fragment Ziemi, do którego w filmie „Wyspa” z poświęceniem próbują dotrzeć Ewan McGregor i Scarlett Johansson, czy krainę na Zachodzie, gdzie podąża Denzel Washington w „Księdze ocalenia”.

http://www.youtube.com/watch?v=hbLgszfXTAY

Apokalipsa sprawia, że samotność przestaje być tylko metaforą. Najbardziej chyba przejmujący obraz takiego świata stworzył zdobywca Pulitzera Cormac McCarthy w książce „Droga”, rewelacyjnie zekranizowanej w 2009 roku przez Johna Hillcoata. Fabuła rzuca Ojca i Chłopca w środek zniszczonej Ameryki, gdzie zagłada ma charakter totalny. Bohaterowie wędrują przez świat niemal bezludny, pozbawiony większości roślin, zwierząt, ciepła i słońca, gdzie słowo „człowieczeństwo” przestało nieść ze sobą jakąkolwiek treść.

Nietrudno być człowiekiem, gdy nasza cywilizacja kwitnie i otaczają nas inni ludzie. Gdy jednak kontrola społeczna i prawo przestają istnieć, zostajemy sami z własną moralnością i oceną sytuacji. Jak się wówczas zachowamy? Losy nieszczęśników z „Tratwy Meduzy” nie nastrajają w tej kwestii optymistycznie, jednak postapokaliptyczna twórczość daje zazwyczaj promyk nadziei. I może właśnie dlatego jest tak popularna?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Samochód na wodę
Korzystam
Najlepsze i najgorsze filmy hybrydowe
Korzystam
Aktywna jesień z nowymi gadżetami
  • Gdzie będziemy kiedy rozpęta się piekło? Czy zdążymy wrócić do domu po „nasz zestaw”? Może się przecież zdarzyć tak, że pierwsza dotrze do nas informacja o zbliżającej się katastrofie. W jej skutek może wybuchnąć panika, która uniemożliwi zwykłym ludziom powrót do miejsca zamieszkania (paraliż miasta, bezprawie na ulicach itd.) Ciekawe ile osób będzie w stanie odegrać rolę „ostatniego człowieka w okolicy” i czy będą to ludzie, którzy kupili maczetę na zombie?