Doświadczam

Pomysły na knajpę w Krakowie. Jakie były, jakie są, jakie będą?


  • 1
Fot. Flickr/PolandMFA/Lic. CC by-nd

Fot. Flickr/PolandMFA/Lic. CC by-nd

Kościół Mariacki, Wawel, dziesiątki muzeów. Każdego do Krakowa ciągnie coś innego, ale dla wielu jego mieszkańców najważniejsze są nie zabytki, ale ogrom knajp w dawnej stolicy Polski. Bez porannej kawy, piwa podczas przerwy w zajęciach na uczelni czy spotkania z kolegami po pracy krakowianie nie byliby krakowianami.

Jeszcze parę lat temu wydawało się, że rynek jest już wypełniony po brzegi i nic nowego po prostu powstać nie może. Knajp w Krakowie nie brakowało, kiedy przyjeżdżałem tu na szkolne wycieczki, czyli niemal 20 lat temu. Było ich jeszcze więcej, kiedy tu zaczynałem studia, czyli 10 lat temu. Wydawało się, że nic nowego nie powstanie, bo po prostu nie ma gdzie. A tu niespodzianka: nowe miejsca na knajpianej mapie Krakowa powstawały, powstają i zapewne nadal powstawać będą w ilościach niemal hurtowych.

Obowiązkowy klimat, czyli jak było do niedawna

Mroczne piwnice w kamienicach, jazz sączący się z głośników. Takich knajp było pełno w centrum za czasów moich studiów. Ba, nie wyobrażaliśmy sobie nawet, że może być inaczej, bo to przecież Kraków, więc klimat być musi. Spędzaliśmy wieczory, a czasem i dni całe, dusząc się w zapleśniałych piwnicach zabytkowych kamienic, które pamiętały Wyspiańskiego, Matejkę i większość polskich królów, spoczywających dziś na Wawelu.

Faust, Jazz Rock Cafe, Klub Kulturalny, Harris Piano Jazz Bar, Indigo, Stary Port. Wszystkie te miejsca istnieją do dziś i specjalnie się nie zmieniły od czasów moich studiów. Łączy je jedno: znajdują się w piwnicach, ich właściciele nie dbają specjalnie o wystrój, bo wystarczy im klimat. Klimat, czyli to niesamowite połączenie starości, mroku rozświetlanego świeczkami i niezbyt uważnego dbania o czystość.

Jeśli knajpa ma klimat, nie przeszkadza jej nawet wyjście na powierzchnię ziemi. Gołębia 3, Nowa Prowincja (starą już niestety zamknęli) czy Zakątek to kolejne knajpy ze ścisłego centrum miasta skrojone pod gusta kochających tradycję krakusów.

Jeszcze więcej tego klimatu znajdziemy na Kazimierzu. Odrapane ściany, babcine obrusy, stare meble powyciągane z piwnic. Taki pomysł na knajpę sprawdza się tu od lat – począwszy od kultowych miejsc, jak Alchemia, Singer czy PRL-owska Propaganda, a skończywszy na nieco mniej popularnej Eszewerii, Mleczarni albo odchodzącym już powoli do lamusa Absyncie.

Jeśli ktoś przeprowadzi remont, może spotkać się z nieprzychylnym przyjęciem ze strony klientów, czego uczy przykład Ptaszyla na ul. Szerokiej.

Ul. Grodzka (Fot. Flickr/Moje Miasto Kraków/Lic. CC by)

Ul. Grodzka (Fot. Flickr/Moje Miasto Kraków/Lic. CC by)

Jasno, prosto i przestronnie, czyli nowe trendy

Wymienione wyżej miejsca, tak jak wszyscy ich klimatyczni bliźniacy, znajdują wciąż mnóstwo amatorów i to się zapewne szybko nie zmieni. Nie uważam zresztą, że zmieniać się powinno, bo to świetne miejsca, ale cieszę się, że ostatnio na knajpianej mapie Krakowa zagościła większa różnorodność.

Rozglądając się po ulicach w ostatnich miesiącach, łatwo dojść do wniosku, że główny trend jest jeden: ma być jasno, przestronnie i czysto. Prosty wystrój, pastelowe meble, kolorowe krzesła. To nie Szpilka z warszawskiego placu Trzech Krzyży, to nowy wspaniały Kraków. W restauracjach człowiek wreszcie dokładnie widzi, co dostał do jedzenia, kawę zdarza mu się wypić w promieniach słońca, a i nie wszystkie propozycje na wieczór są mroczne i pachnące stęchlizną. Nie zawsze w tym widać jakiś pomysł, nie wszystkie takie knajpy mogą mieć długi żywot, ale widać przynajmniej, że coś się zmienia.

Na placu Szczepańskim właśnie rozsiadła się warszawska Charlotte, na Brackiej i Grodzkiej otworzyły się filie Cupcake Cornera, nawet na Kazimierzu nie brakuje knajp świeżych i pachnących nowością. Po niektórych widać, np. nowym Love Krove, że ich właściciele mają designerskie ambicje, inni po prostu wybierają prostotę. Są miejsca, na które wciąż patrzymy z pogardą i prychamy: „Warszawka!”, są też takie, których nie da się nie polubić od razu, bo widać w nich rękę człowieka zainteresowanego klientem.

Królestwem nowego staje się Podgórze i ul. Mostowa. Na razie to jeszcze miejsca bardzo młode, nieokrzepnięte na knajpianej mapie Krakowa, ale nie zmienia to faktu, że już pękają w szwach. W Drukarni na Podgórzu trudno wieczorem znaleźć wolny stolik, zwłaszcza po tym jak wystąpiła w „Majce”.

Ale i po drugiej stronie pieszo-rowerowej kładki dzieje się sporo, zwłaszcza wiosną i latem, kiedy wszyscy wystawiają stoliki na chodnik. Piwa z małych browarów, wina z Polski, wymyślne herbaty, często na dodatek taniej niż gdzie indziej. Mostowa umie zabiegać o klienta.

A jeśli wypijemy za dużo, zawsze możemy iść do któregoś z malutkich barów i przekąsić coś na szybko. Owszem, Kraków wciąż kocha zapiekanki z Kazimierza i kiełbaski spod Hali Targowej, a w dramatycznym momencie nic nie zastąpi kebaba – ale ostatnio wreszcie jest z czego wybierać.

Na ul. Kupa od kilku lat świetnie prosperuje bar z sycylijskimi przekąskami, Coca, zaś na Wawrzyńca karierę robią Syryjczycy i ich miniaturowe Sami Am Am. Można się spodziewać, że takich miejsc powstawać będzie coraz więcej, bo krakowianie wyraźnie polubili eksperymentowanie.

Ul. Szeroka (Fot. Flickr/tomaszd/Lic. CC by)

Ul. Szeroka (Fot. Flickr/tomaszd/Lic. CC by)

Inny trend z ostatnich lat to knajpy, w których jest i wódka, i piwo, i wino za 4 zł, a coś do przekąszenia za 8 zł. Krakowianie prochu tym razem nie wymyślili, moda przywędrowała z Warszawy, ale przyjęła się i ma się dobrze. Banialuka czy Ambasada Śledzia zawsze pękają w szwach, ludzie wylewają się przed knajpy, stoją, przeciskają się przez tłum do baru – i wydają się zadowoleni.

Ci, którzy na wieczorne balowanie skłonni są poświęcić większe sumy, też mają w czym wybierać. Dla amatorów czegoś mocniejszego jest wódka w Wódce, ci z nas, którzy preferują wymyślne piwa, mogą udać się do Omerty albo House of Beer, a ci, którzy lubią wino, ostatnio z lubością przybywają na dalekie Dębniki, na Konfederacką. Właśnie, Konfederacka…

Jaka jest knajpiana przyszłość Krakowa?

Konfederacka to jeden z dowodów na to, że dobre knajpy powstają nie tylko w centrum i na Kazimierzu, ale także w miejscach, które do tej pory nie kojarzyły się imprezowo. Dębniki, cicha, pełna zieleni dzielnica naprzeciwko Wawelu, po drugiej stronie Wisły, to dobre miejsce do mieszkania, ale już do balowania niekoniecznie.

A jednak zmienia się i to. Kiedy ostatniej zimy powstała Konfederacka, wydawało się, że nie ma szans. Nie w takim miejscu, nie z tak wysokimi cenami, nie z prawie samym winem. A jednak właściciele tego sympatycznego miejsca wygrali, mimo że całkowicie zignorowali piwną klientelę. Ich knajpa jest dziś jednym z powodów, dla których o Dębnikach mówi się jako o kolejnej dzielnicy, na którą przyjdzie moda.

Czy tak się stanie, trudno powiedzieć. Na razie od kilku lat przychodzi moda na Zabłocie i wciąż jeszcze przyjść nie może. Jeśli miałbym prorokować, powiedziałbym raczej, że za kilka lat w każdej dzielnicy będą takie ciekawe, spokojne miejsca jak Konfederacka.

Może nie wszystkie będą tak ujmujące, tak przemyślane, ale to jest następna luka do zapełnienia: coś więcej niż sieciówka z pizzą albo chiński bar w pobliżu miejsca zamieszkania. Niezależnie od tego, czy mówimy o spokojnych dzielnicach blisko centrum, czy o blokowiskach mieszczących tysiące ludzi.

Co sądzicie o zmianach na knajpianej mapie Krakowa? Jakie są Wasze ulubione lokale w tym mieście?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Znaczki w czasach zarazy
Doświadczam
Kuchnia francuska dla każdego
Doświadczam
Polska egzotyczna, czyli podlaskie bezdroża
  • Dobrze, jeśli można przejść z jednej knajpki do drugiej nie zdzierając nadmiernie obuwia. Nawet najfajniejsze miejsce może się znudzić jeśli będziemy tam przesiadywać codziennie.