Doświadczam

Rodzicielstwo bliskości kontra zimny chów


  • 3
Fot. Flickr/juhansonin/Lic. CC by

Fot. Flickr/juhansonin/Lic. CC by

My sami zostaliśmy wychowani najprawdopodobniej w modnym w latach 80. stylu, który dziś nazywamy zimnym chowem. Mało czułości, obowiązkowe mleko modyfikowane i żłobek. Może dlatego dzisiejsi 20- i 30-latkowie chcą być zupełnie innymi rodzicami i raczej praktykują tzw. rodzicielstwo bliskości?

Rygory zimnego chowu

W latach 70. i 80. zimny chów był typowym sposobem opieki nad małymi dziećmi. Wszystko miało swój rytm i porządek ustalony według poradnika dla rodziców lub po rozmowie z pediatrą.

Niemowlę dostawało zwykle mleko modyfikowane (reklamowane jako zdecydowanie zdrowsze niż mleko kobiece) w równych odstępach czasu, z uwzględnieniem dłuższej przerwy nocnej (co z tego, że maluch w pierwszych tygodniach życia może być głodny dosłownie cały czas?). Rygorystycznie były wprowadzane nowe pokarmy u starszego niemowlęcia.

Małe dziecko nie uczestniczyło specjalnie w życiu rodzinnym, ważna była dyscyplina, nie unikano kar fizycznych. Niestety, niemodna była czułość, więc dzieci zgodnie z zasadami nie były raczej przytulane ani noszone przez rodziców – żeby przypadkiem malucha nie rozpuścić. Płaczące niemowlę pozostawiano często do tzw. wypłakania się.

Naturalną koleją rzeczy był w tych latach szybki powrót mamy do pracy i oddanie dziecka do żłobka. Nikt nie zatrudniał niani, urlop wychowawczy też nie był w cenie. Później dzieciaki (co już pewnie część z nas pamięta) biegały do podstawówki z kluczami na szyi. Tak to mniej więcej wyglądało.

Współczesna (?) opozycja

Jacy ludzie wyrośli z dzieci z zimnego chowu? Co ciekawe, badania przekonują nas, że brak czułości i rygor we wczesnym dzieciństwie wcale nie przełożyły się na sukcesy w dorosłym życiu. Wręcz przeciwnie! Okazało się, że tak wychowywane dzieci to dorośli, którzy nie radzą sobie w sprawach osobistych i zawodowych.

Czym zatem jest rodzicielstwo bliskości? Wbrew pozorom nie jest odwrotnością zimnego chowu, nie jest też współczesnym wynalazkiem. Zwolennicy tego modelu wychowania zaznaczają, że to jeden z najstarszych, najbardziej naturalnych sposobów zajmowania się małym dzieckiem.

Fot. Flickr/limaoscarjuliet/Lic. CC by

Fot. Flickr/limaoscarjuliet/Lic. CC by

Czym zatem jest to modne i popularne obecnie rodzicielstwo bliskości? Znawcy tematu wyróżniają kilka jego elementów. Opierają się na teorii Attachment Parenting International (API) stworzonej przez Williama Searsa. Osiem zasad tworzenia więzi między rodzicem a dzieckiem w modelu rodzicielstwa bliskości to:

  1. Świadoma ciąża, naturalny poród i bliskość z dzieckiem po narodzinach.
  2. Karmienie piersią.
  3. Szybkie reakcje na potrzeby dziecka.
  4. Dużo dotyku i czułości.
  5. Zapewnienie bezpiecznego snu.
  6. Nieprzerwana opieka nad dzieckiem.
  7. Pozytywna dyscyplina (chwalenie, mądre kary).
  8. Równowaga w życiu domowym.

Powyższe zasady przekładają się na pewne fakty w życiu młodych rodziców. To m.in. poród fizjologiczny (jeżeli jest możliwy), karmienie piersią na żądanie, szybka reakcja na płacz dziecka, noszenie w chuście, często spanie z dzieckiem lub tuż obok niego. Rodzicielstwo bliskości faktycznie zbliża nas do sposobu zajmowania się dziećmi przez ludy np. w Afryce (tam długie karmienie piersią, noszenie w chuście czy spanie razem to norma).

Współcześnie jednak model wychowania w bliskości staje się bardzo popularny. Świadczy o tym rozkwit rynku chust do noszenia maluszków, akcesoria dla mam karmiących piersią czy udogodnienia dla rodziców z małymi dziećmi. Rodzice chcą być aktywni, ale jednocześnie zależy im na czasie spędzanym z dzieckiem – wybierają więc świadomie opisywany model wychowania.

Wsparcie z zewnątrz

Rynek jak to rynek – reaguje na potrzeby konsumentów. W związku z tym od kilku lat zaspokaja, oczywiście zarabiając na tym, potrzeby rodziców małych dzieci. Jest sporo stron producentów chust i nosideł ergonomicznych, są też sklepy internetowe z odpowiednimi akcesoriami czy np. literatura poświęcona rodzicielstwu bliskości:

Z drugiej strony pojawiają się bezpłatne serwisy, pełne dobrych rad i pomocnych treści. Mam na myśli m.in. strony dotyczące chustonoszenia, profesjonalne serwisy wspomagające mamy karmiące naturalnie czy portale poświęcone rodzicielstwu bliskości jako takiemu, np. http://www.przytulmniemamo.pl/.

Oczywiście i w tym temacie można znaleźć fora dyskusyjne. Wielu rodziców jednak nie etykietuje swojego stylu wychowania, mimo że blisko im do omawianego modelu. Coraz więcej młodych mam zaprasza (za zgodą męża) maleństwo do wspólnego łóżka – tak łatwiej i wygodniej karmić nocą. Coraz częściej też mamy, mimo trudnej sytuacji ekonomicznej, decydują się na urlop wychowawczy, względnie wybierają nianię lub mały klub opieki nad dziećmi.

Kilka głównych różnic

Opisanie obu modeli wychowania pokazuje, jak wiele je dzieli. Można chyba powiedzieć, że zimny chów był głównie pielęgnacją niemowlęcia i małego dziecka; nastawieniem na regularność, dyscyplinę i zasady. Oczywiście nie można mówić, że rodzice chcieli dla potomstwa źle, jednak w świetle obecnych badań postępowali niezbyt rozsądnie.

Okazuje się, że płaczące dziecko jest w stresie, zaczyna bać się otaczającego świata. Mimo że po pewnym czasie obojętnieje, traci cenne cząstki poczucia bezpieczeństwa. Co więcej, poziom kortyzolu (hormonu stresu) u dzieci, których płacz jest ignorowany, jest zdecydowanie zbyt wysoki, co nie pozostaje obojętne dla rozwoju ich mózgu.

Przeciwieństwem tego jest akceptowanie płaczu niemowlęcia i szybka pomoc mu, która stanowi normę w rodzicielstwie bliskości. Przytulanie i odpowiadanie na potrzeby dziecka pozwala z kolei na wydzielanie endorfin – hormonów szczęścia.

Obecnie WHO i inne organizacje zdecydowanie podkreślają też rolę karmienia piersią dla rozwoju dziecka. Specjaliści podkreślają, że prawie każda kobieta jest w stanie wykarmić swoje dziecko, wiele zależy od jej nastawienia i ewentualnej pomocy, np. ze strony doradcy laktacyjnego. Matki są skutecznie przekonywane, jak bardzo wartościowe jest ich mleko.

Tymczasem lata 70. i 80. promowały raczej szybkie uniezależnienie się matki od niemowlęcia, czyli m.in. sięganie po butelkę z mlekiem modyfikowanym. Zdaniem pediatrów wielu z nas w dzieciństwie z tego powodu miało zdecydowanie gorszą odporność.

Co więc wybrać?

Nie mam zamiaru nikogo namawiać do rodzicielstwa bliskości. Rodzice, którzy oczekują na dziecko bądź mają niemowlę, zazwyczaj chcą dla niego jak najlepiej. Zapewne jednak warto trochę się dokształcić.

Książki, dobre strony internetowe i rozmowy z innymi rodzicami mogą nas właściwie nakierować. Trzeba przyjąć do wiadomości, że często to, co naturalne – jest po prostu najlepsze. Nie ma się co zmuszać do spania z noworodkiem, ale chyba warto powalczyć o karmienie piersią. Trzeba też z dystansem podchodzić do rad starszego pokolenia, które – jak wiadomo – „wie lepiej”.

Z pewnością warto unikać błędów naszych rodziców. Przytulanie, traktowanie niemowlęcia podmiotowo i naturalna bliskość to właściwa droga do budowania więzi, na której oprą się relacje dziecko-rodzic. Nie dajmy sobie wmówić, że małe dziecko ma od pierwszych dni mieć regularny rytm dobowy i być aniołkiem.

Małe dziecko ma swoje potrzeby, a wyrażać je może tylko przez płacz. Życzmy sobie cierpliwości i empatii, by sprostać zadaniu, jakim zawsze jest bycie rodzicem. Jednocześnie odsuńmy teorie w stylu zimnego chowu, którym bliżej do tresury niż do relacji pełnych miłości.

A Wy, czy macie podobne zdanie? Czy może jednak uważacie, że np. kary fizyczne czy cesarka na życzenie to norma w XXI w.? Jak wychowujecie swoje dzieci? Czy myślicie o ich poczuciu bezpieczeństwa i szczęśliwej przyszłości?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Wyprawka dla maluszka
Doświadczam
Od ryby po grzyby, czyli krótka historia ketchupu
Doświadczam
Catgirls, emo, ganguro i inne ekstremalne stylizacje
  • przecież to zjawisko obserwuje sie do teraz,a nie jakieś tam lata 80?teraz tez podaje się dzieciom mleko modyfikowane,posyła do żłobka jeśli tak trzeba,i chyba jako ja nie byłam jedynym dzieckiem które było przytulane,noszone …i czasem też się klapsa dostało:-)

    • Tak, no pewnie. Tylko że w latach 70. i 80. ten zimny chów to był generalnie panujący styl. Za fanaberię uznawano (wiem to z relacji rodziców i ich znajomych – więc nie mam sondaży wszystkich Polaków) karmienie (zwłaszcza długie) piersią czy zatrudnienie niani. Może trochę przejaskrawiony jest obraz w artykule – ale chciałam pokazać, że teraz jest alternatywa, a poza tym wzrósł poziom wiedzy i świadomości młodych rodziców.