Korzystam

Kiedy kinematografia inspiruje do jedzenia – subiektywny przegląd filmowo-kulinarny


  • 2
Ciasto truskawkowe (Fot. Martyna Kowalska)

Ciasto truskawkowe (Fot. Martyna Kowalska)

Zasiadając do oglądania filmu, nie zawsze wiemy, czego się spodziewać. Teoretycznie możemy zapoznać się z zarysem treści, obejrzeć trailer, przeczytać opinie. Ale tak naprawdę nigdy nie mamy pewności, jaki będzie indywidualny odbiór. Które fragmenty przypadną nam do gustu, które rozśmieszą, dadzą do myślenia, a które… zainspirują do jedzenia. Tak, do jedzenia, bo filmy potrafią sprawić, że zrobimy się głodni – i to nie tylko wrażeń.

Wrażliwość każdego z nas jest inna, a co za tym idzie – każdy ma swoje ulubione filmy, które w kontekście tego tematu kojarzą mu się nierozłącznie z jedzeniem. Przedstawię tutaj te, które sprawiły, że ja wstałam i nie zastanawiając się długo, pomaszerowałam do lodówki w poszukiwaniu zaspokojenia rozbudzonych potrzeb kulinarnych.

„Wielki błękit”

Plakat filmu "Wielki błękit"

Plakat filmu "Wielki błękit"

Zaczynam od mojego niekwestionowanego faworyta, filmu Luca Bessona. Nie jest to pozycja pierwszej świeżości, została bowiem nakręcona w 1988 roku. Mimo to za każdym razem, gdy do niej wracam (a przyznam, że całkiem często), czuję nieodpartą potrzebę zjedzenia makaronu.

Choć film koncentruje się na rywalizacji dwóch przyjaciół w ekstremalnej dyscyplinie sportowej, jaką jest nurkowanie swobodne, dla mnie jest w głównej mierze biletem w jedną stronę – w stronę kuchni włoskiej.

Scena, w której w apartamencie wypełnionym po brzegi rodziną jednego z głównych bohaterów niezważająca na okoliczności matrona gotuję wielki gar makaronu, jest przecudowna. Aż człowiek ma ochotę wstać, zapędzić swoich najbliższych w kąt i karmić do upadłego makaronem al dente.

Niebogaty makaron

1 pierś z kurczaka
parę plasterków szynki lub boczku
mała cukinia
oliwa, czosnek, pieprz, sól, zielone zioła z ogródka
makaron

Niebogaty makaron (Fot. Martyna Kowalska)

Niebogaty makaron (Fot. Martyna Kowalska)

Ugotować makaron, boczek/szynkę i kurczaka pokroić w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać oliwę, podsmażyć na niej czosnek pokrojony w plasterki. Gdy czosnek się zarumieni, należy go wyciągnąć. Wrzucić mięso, posolić, przyprawić po swojemu. Smażyć, mieszając, aż mięso będzie chrupiące. Następnie dodać pokrojoną w małą kostkę cukinię.

Smażyć razem około 5 minut. Dodać wszystko do ugotowanego makaronu i wymieszać. Wkroić zielone zioła (szczypiorek, bazylię, majeranek, pietruszkę, bluszczyk kurdybanek – co jest pod ręką). Jeśli makaron będzie zbyt suchy, śmiało dodać trochę oliwy. Doprawić solą i świeżo mielonym pieprzem. Koniecznie podawać z winem.

„Czekolada”

Plakat filmu "Czekolada"

Plakat filmu "Czekolada"

Po najedzeniu się konkretami w postaci makaronu pora przejść do deseru. Czekolada. Dla wielu z nas słowo klucz, poprawia humor, polepsza nastrój. Tak również jest w przypadku filmu „Czekolada”. Może nie jest to propozycja z kategorii alternatywnego, ambitnego kina, jednak niewątpliwie to ciepła twórczość, którą można spokojnie obejrzeć w chłodniejszy wieczór.

Film pozwoli poczuć na języku słodycz i gorycz. Oczy będą mogły się napatrzyć na subtelne kształty czekolady, która odpowiednio przyrządzona, potrafi zdziałać cuda zarówno dla ciała, jak i ducha. Ci, którzy nie mogą się pochwalić wyjątkowo silną wolą, będą musieli zrobić sobie przerwę w oglądaniu filmu. Skrupulatnie zostanie ona wykorzystana na buszowanie po domu w poszukiwaniu resztek jakiejkolwiek tabliczki czekolady.

Muffiny czekoladowe z malinami

1,5 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 cukier waniliowy
3 łyżki kakao
1 margaryna
4 jajka
5 łyżek wody

Muffiny (Fot. Martyna Kowalska)

Muffiny (Fot. Martyna Kowalska)

Margarynę, cukier, kakao, cukier waniliowy i wodę gotować w garnku, aż cukier się rozpuści. Ostudzić, dodać żółtka i wymieszać na jednolitą masę. Następnie odlać pół szklanki. Do reszty dodać proszek do pieczenia, pianę z białek i mąkę. Całość wymieszać. Do formy muffinkowej włożyć papilotki, nalewać ciasto łyżką do połowy formy. Włożyć na ciasto maliny i wlać kolejną jego łyżkę. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni około 20-25 minut. Dla pewności sprawdzić patyczkiem, czy upieczone.

„Wino truskawkowe”

Plakat filmu "Wino truskawkowe"

Plakat filmu "Wino truskawkowe"

Pozostańmy jeszcze na chwilę w klimacie deserowym. „Wino truskawkowe”. Niesamowity film na motywach powieści Andrzeja Stasiuka pt. „Opowieści galicyjskie”, który oczarował mnie od początku do końca. Magiczny realizm tego filmu porywa nas na prawie dwie godziny w odległe, a zarazem tak bliskie miejsce – do prawdziwego środka Europy. Propozycja naprawdę godna polecenia, jeśli tylko potrafimy z dystansem spojrzeć na otaczający świat. A wszystko to należy zrobić, racząc się tytułowymi truskawkami, na które niewątpliwie nabierzemy ochoty podczas seansu.

Ciasto z truskawkami

2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mąki ziemniaczanej
8 łyżek cukru
200 g margaryny
3 jajka
3 łyżki kwaśnej śmietany
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
20 dużych truskawek

Ciasto z truskawkami (Fot. Martyna Kowalska)

Ciasto z truskawkami (Fot. Martyna Kowalska)

Wymieszać oba rodzaje mąki, 3 łyżki cukru, proszek do pieczenia. Dodać zimną margarynę i posiekać nożem lub rozetrzeć w palcach na kruszonkę. Następnie dodać jajka, śmietanę i zagnieść na jednolite ciasto. Podzielić je na dwie części, większą i mniejszą (3/4 i 1/4). Większą częścią ciasta wylepić dno foremki 25 x 35 cm (mniej więcej), rozłożyć pokrojone truskawki, posypać je 3 łyżkami cukru.

Pozostałe ciasto, porwane na małe kawałki, rozłożyć po wierzchu, posypać pozostałymi 2 łyżkami cukru. Jeżeli jakieś truskawki się nie zmieściły, należy je koniecznie zjeść. Wstawić do piekarnika nagrzanego do temperatury 170 stopni z termoobiegiem i piec około 40 minut. Po przestudzeniu można dodatkowo posypać delikatnie cukrem pudrem, aby ładnie się prezentowało.

Kompot truskawkowo-rabarbarowy

2 łodyżki rabarbaru
5-6 truskawek
litr wody
cukier do smaku

Obrać rabarbar, pokroić na kawałki, następnie zalać wodą. Do tego wsypać truskawki i cukier, gotować, aż rabarbar zmięknie. Najlepiej podawać schłodzone.

„Magia zmysłów”

Plakat filmu "Magia zmysłów"

Plakat filmu "Magia zmysłów"

Propozycja z kategorii niezbyt ambitnej, ale bardzo przyjemnej. To film, którego fabuła nie jest szczególnie porywająca, ale sam obraz zapewnia niezwykłe doznania zmysłowe. Przyprawy ze sklepu prowadzonego przez główną bohaterkę są jak żywe. Ich wyrazisty kolor, zapach, który można niemal poczuć – wszystko to sprawia, że człowiek ma ochotę uzupełnić domowy zasób przypraw o coś więcej niż sól i pieprz.

W filmie „Magia zmysłów” odpowiednio zastosowane przyprawy mają właściwości magiczne. Myślę, że nie należy tego traktować tylko dosłownie. Kiedy sami zdecydujemy się poeksperymentować z nowymi możliwościami smakowymi, możemy nadać codziennym potrawom zupełnie inny, nowy wymiar. Główna bohaterka udowadnia, że czasami warto zaryzykować. Ona kładzie na szali całe swoje dotychczasowe życie, a jedyne ryzyko dla nas to subtelniejszy smak ulubionego dania.

Porady zapadające w pamięć

Plakat filmu "Julie and Julia"

Plakat filmu "Julie and Julia"

Warto wspomnieć o jeszcze jednym fenomenie kulinarno-kinematograficznym. W moim przypadku ujawnił się on po obejrzeniu typowo smakowitego obrazu „Julia i Julia”. To film biograficzny oparty na książce Julie Powell „Julie and Julia: 365 days, 524 recipes, 1 Tiny Apartament Kitchen”. Kiedy niespełniona pisarka i amatorka gotowania postanawia zmierzyć się z prawdziwą legendą kuchni, musi być ciekawie.

W filmie przedstawiono całe spektrum przepisów i wskazówek kulinarnych. Tą, która niewątpliwie zapadła mi na zawsze w pamięć, była porada dotycząca pieczarek. Mianowicie: pieczarki nie lubią tłoku. Aby dobrze przyrządzić pieczarki, trzeba zapewnić im odpowiednią temperaturę i przestrzeń na patelni.

Prawidłowo usmażone pieczarki powinny być lekko zarumienione. Nie wolno doprowadzić do tego, żeby uwolniły swoje soki, ponieważ wtedy stłoczone we własnym sosie ugotują się, a nie usmażą. I cały misterny plan przygotowania smażonych pieczarek legnie w gruzach.

Filmy to nie wszystko

Inspirujące do jedzenia są również wszelkie programy kulinarne. Patrząc, jak zawodowcy przygotowują smakowicie wyglądające potrawy, naprawdę trudno zwalczyć ochotę na przekąskę. Niestety, mało kto potrafi zmotywować się do ugotowania specjałów prezentowanych w telewizji i bardzo często kończy się na prostej zakąsce, z półproduktu. Nie zmienia to faktu, że pobudza to chęci na poznawanie nowych smaków. Są i tacy, którzy potrafią nasycić się samym widokiem. Na nieszczęście ja do nich nie należę.

Dwie pieczenie na jednym ogniu

Myślę, że bez wątpienia kinematografia inspiruje nas do jedzenia, zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio. W gruncie rzeczy tylko od nas zależy, czy dostrzeżemy smakołyki, które podsuwają filmy. Uważam, że warto to robić. Nie dość, że człowiek ma zapewnione doznania artystyczne, to jeszcze brzuch napełni.

Wszelkie przedstawione wyżej przepisy są luźną propozycją, która może stanowić bazę wyjściową. Należy je dowolnie modyfikować, tak aby było po prostu smacznie i wygodnie. Zapraszamy Was również do dzielenia się filmowymi i niefilmowymi przepisami w komentarzach.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Jakie potrzeby społeczeństwa zaspokajają seriale?
Korzystam
Sport to… piękno
Korzystam
Trzy stolice w jeden weekend. Co warto zobaczyć w Wiedniu, Budapeszcie i Bratysławie?
  • Anonim

    W „Winie truskawkowym” oni z takim smakiem konsumują te jabole, że to na nie człowiek nabiera apetytu. 🙂 Wyjątkowo udana próba mitologizacji polskiej prowincjonalnej bylejakości.

  • Wielki Błękit to jeden z moich ulubionych filmów. Pasta party to nieodłączny element dobrych zawodów sportowych! Do zestawienia filmów z jedzeniem w tle warto dodać Ratatouille 🙂