Korzystam

Terry Pratchett i jego Świat Dysku – lekka fantastyka czy coś więcej?


  • 2
Terry Pratchett (Fot. Wikipedia/Jutta/Lic. CC by-sa 2.0)

Terry Pratchett (Fot. Wikipedia/Jutta/Lic. CC by-sa 2.0)

Każdy miłośnik literatury prawdopodobnie spotkał się z tym nazwiskiem – Pratchett w pewnym momencie stał się dość modny w naszym kraju. Jego popisowy tasiemiec, czyli cykl Świat Dysku, najczęściej można znaleźć na półkach księgarni pod hasłem fantastyka.

Nawet Wikipedia przedstawia sir Terry’ego jako angielskiego pisarza fantasy i science fiction. Czy jednak traktowanie jego twórczości, a w szczególności cyklu o Świecie Dysku, właśnie jako literatury fantasy lub science fiction jest na pewno uzasadnione?

Świat Dysku, czyli fantasy w najczystszej postaci?

Na pierwszy rzut oka czytelnik porusza się w stuprocentowo fantastycznym świecie: tytułowy dysk jest płaskim światem spoczywającym na barkach czterech słoni, które z kolei stoją na skorupie gigantycznego żółwia – A’Tuina.

Płaską ziemię, prócz ludzi, zamieszkuje cała plejada znanych z kanonu fantastyki stworów, takich jak trolle, krasnoludy, wilkołaki, golemy czy gobliny. A i sami ludzie są bajkowi – pojawiają się magowie, czarownice…

Oczywiście Świat Dysku funkcjonuje dzięki magii – to ona zastępuje naukę oraz prawa natury. Można się domyślić, że w świecie tym jest również miejsce dla bogów – całe ich zastępy zamieszkują szczyt najwyższej góry świata – Cori Celesti. Jednak ich obecność jest wyłącznie zasługą wierzących w nich ludzi – świat doskonale sobie bez nich radzi.

Widać więc, że fabuła opiera się na charakterystycznych elementach prozy z gatunku fantasy. Dlaczego więc podaję w wątpliwość takie zaklasyfikowanie Świata Dysku?

Niuch - najnowsza książka z cyklu Świat Dysku

Niuch – najnowsza książka z cyklu Świat Dysku

Humor i aluzja kluczem do sukcesu

Jest jeden drobny szczegół, który wyróżnia twórczość Terry’ego Pratchetta – jest to wszechobecny humor. Składnik, którego brakuje większości literatury fantasy dostępnej na rynku.

Satyra, którą zaprawione jest praktycznie co drugie zdanie, w każdej książce zdaje się w magiczny sposób przekształcać pospolite fantasy w coś zupełnie innego. Patrząc przez pryzmat wyśmiewanych cech czy zdarzeń, można dostrzec wiele analogii do otaczającego nas świata – takiego bez golemów, czarów i magów.

To wydaje się przynętą, którą Pratchett kusi czytelnika. Można wręcz powiedzieć, że Świat Dysku to niesamowicie zawoalowany komentarz wydarzeń bieżących. Komentarz ukryty za przerysowanymi postaciami, które tylko udają, że są krasnoludami i trollami.

Już sama nietypowa geografia Dysku – rozszyfrowana, pozwala patrzeć na cykl inaczej. Ankh-Morpork to dla jednych Londyn, dla innych Unia Europejska, Imperium Agatejskie na Kontynencie Przeciwwagi to Chiny, XXXX to Australia. W kwestii porównań do państw wybór jest jeszcze większy: Quirm to Francja, Uberwald – Niemcy, NicToFiord to któryś z krajów skandynawskich.

Idąc tym tropem, każdą książkę można przełożyć na język świata rzeczywistego. Postaci i zdarzenia w nich występujące właściwie zawsze są odbiciem rzeczywistości. Dobrze widać to także w ekranizacjach książek Pratchetta. Wśród nich warto wymienić przede wszystkim „Kolor magii” – dwuczęściową adaptację powieści „Kolor magii” i „Blask fantastyczny”.

http://www.youtube.com/watch?v=pvw-2_OKev0

Inny zabawny film to „Wiedźmikołaj” z 2006 r. Pełną listę adaptacji można znaleźć na Wikipedii.

Literatura dla wybranych?

Aby zrozumieć prozę Pratchetta zgodnie z jego intencją, trzeba być wszechstronnie wykształconym. I oczywiście lubić stylistykę i angielski humor. Ktoś, kto nie przepada za Monty Pythonem, nie będzie się dobrze czuł w Świecie Dysku.

Wydaje się więc, że proza Pratchetta z racji swojej specyfiki nie trafi do masowego odbiorcy. Nic bardziej mylnego! Wieloksiąg opowiadający historie z wyimaginowanego Świata Dysku obecnie składa się z około 50 części. Sprzedaż wszystkich tomów na całym świecie już w 2007 roku przekroczyła 50 milionów.

Książki przetłumaczono na 33 języki, a każda nowa część bije rekordy popularności poprzedniej. Czy to oznacza, że czytelnicy są aż tacy bystrzy, że doskonale rozumieją wszystkie aluzje? Czy po prostu lubią śmieszną fantastykę? A może ulegają modzie?

Da się bez drugiego dna!

Te pytania pozostawię bez odpowiedzi. Prawda jednak jest taka, że cała twórczość Pratchetta ma drugie dno. Co ciekawe, część książek jest uznawana za twórczość adresowaną do dzieci. Cykl o Świecie Dysku zawiera kilka pobocznych książek, które rzekomo były pisane z myślą o młodym pokoleniu.

„Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie” otrzymała w 2001 roku nagrodę Carnegie Medal jako najlepsza książka dla dzieci. I tym razem nie obyło się bez aluzji do świata rzeczywistego – główny bohater to wierna kopia Szczurołapa z Hameln – postaci ciekawie opisanej wiele lat wcześniej przez braci Grimm.

Widać, że Pratchett nawet od najmłodszego czytelnika wymaga szerszej perspektywy i kojarzenia faktów. Czytanie prozy sir Terry’ego to świetna igraszka dla umysłu. Ale też po prostu dobra zabawa. Nawet bezrefleksyjne czytanie do poduszki daje wiele radości – w końcu angielski humor nie ma sobie równych.

[FM_form id="2"]
Korzystam
Margaret Thatcher – Żelazna Dama na ekranach kin
Korzystam
Czy sitcomy muszą być banalne i kiedy doczekamy się kolejnych „Przyjaciół”?
Korzystam
Bergman naszych czasów – Michael Haneke
  • Wciąż mile wspominam wakacje, kiedy wziąłem do ręki pierwszą opowieść ze świata dysku. Pratchett odczarował dla mnie fantastykę.

  • Anonim

    Ooooo…Pratchett to zdecydowanie więcej niż fantasy i sci-fi! Wbrew pozorom te na pozór lekkie zabawne książki, które czyta się jednym tchem od deski do deski, mogą prowokować do licznych refleksji. Weźmy chociaż  „Pomniejsze bóstwa” z aluzjami do inkwizycji i niechlubnej historii religii. Jak wiadomo Terry to znany ateista, co nie przeszkadza mu i na ateistach nie zostawiać suchej nitki (cytat z ww ksiązki):

    „Bogom nie przeszkadzają ateiści, pod warunkiem że są to ateiści gorący, głębocy, żarliwi (…). Ateiści, którzy całe życie nie wierzą, całe życie nienawidzą bogów za to, że ci nie istnieją. Taki ateizm jest niczym skała. To prawie wiara…”

    I za ten dystans, inteligencje i cudownie złośliwe poczucie humoru go uwielbiam!