Doświadczam

I Ty możesz zostać rolnikiem. Dlaczego warto mieć własny ogródek?


  • 0
Pomidory (Fot. Flickr/The Marmot/Lic. CC by)

Pomidory (Fot. Flickr/The Marmot/Lic. CC by)

Chcesz być modny? Chwyć za szpadel i przekop własnoręcznie grządkę. Do Polski zza oceanu przychodzi szał na przydomowe ogródki. Bo tak jest zdrowiej, bardziej ekologicznie, przyjemniej i oczywiście taniej.

Truskawki na targu wciąż drogie i na dodatek nie za dobre? Znana m.in. z „Klanu” aktorka Justyna Sieńczyłło nie ma tego problemu. Gwiazda zwierzała się w jednym z ostatnich numerów „Uważam Rze”, że jej dzieci u progu lata zajadają się owocami zerwanymi przed chwilą w przydomowym ogródku. Ona i jej mąż Emilian Kamiński mają nie tylko własne owoce i warzywa, hodują nawet kozę. Wszystko dlatego, że ich dzieciaki miały problemy zdrowotne.

Teraz aktorka nie wyobraża sobie życia bez własnoręcznie wyhodowanych roślin. Nie używa sztucznych nawozów ani innych tego typu preparatów, wszystko jest wolne od chemii. To ważne w czasach, kiedy żywimy się byle gdzie i byle jak, pochłaniając takie ilości sztucznych składników, że aż dziw, że nie świecimy w ciemnościach.

Nikt jeszcze nie sprawdził, jaka jest skala tego zjawiska w Polsce, wiadomo jednak, że „kuchnia ogrodowa” święci triumfy na świecie. Ogródki uprawiają aktorzy, prawnicy, dziennikarze, ważni politycy. Skąd wzięła się ta moda?

Pierwsza dama hoduje marchewkę

Nie, wcale nie chodzi o marchewkę polityczną, przeciwieństwo kija. Michelle Obama wzięła się do uprawiania ogródka przy Białym Domu i propagowanie zdrowego stylu życia niedługo po tym, jak jej mąż objął urząd prezydenta. W USA, kraju ludzi niewyobrażalnie otyłych, gdzie dzieci żywią się w szkole słodyczami i chipsami popijanymi gazowanymi napojami, to bardzo ważne.

To właśnie pierwsza dama wylansowała modę na ogródki. Zdjęcia jej i jej dzieci, zawzięcie pracujących na grządkach pełnych warzyw, były publikowane niemal w każdej gazecie. Pani Obama wiele razy powtarzała, jak ważną rolę w rozwoju dzieci odgrywa odpowiednia dieta, bogata w warzywa i owoce. Ze zdrowego żywienia uczyniła to, co wyróżnia ją spośród innych pierwszych dam.

Oczywiście, dla wielu komentatorów to tylko polityka. Michelle Obama spotkała się z zarzutami, że robi to wszystko dla zwykłego, banalnego lansu, w końcu o wizerunek prezydentury należy dbać bezustannie. Ale niezależnie od tych komentarzy i niezależnie od tego, ile w nich jest prawdy, coś jej się chyba udało osiągnąć. W Ameryce coś się ruszyło.

Ogródkami zaczęły zajmować się gwiazdy hollywoodzkie, a także… duże firmy. Własne warzywa i owoce uprawiają m.in. w Pepsi czy Toyocie. Potem pracownicy firm w stołówkach zjadają takie wyhodowane tuż obok biura przysmaki. Brzmi to dość dziwnie, ale podobno tak wychodzi taniej i oczywiście zdrowiej. O tym, że można się pochwalić ogródkiem w mediach, już nie mówię, bo to oczywistość. O warzywniakach zakładanych przez Pepsi pisano m.in. w „New York Times”.

Ale na sporadycznych akcjach medialnych osób, których w Ameryce ktoś słucha, nie koniec. Michelle Obama kilka dni temu wydała książkę o zdrowym żywieniu pt. „American Grown: The Story of the White House Kitchen Garden and Gardens Across America” („Wyhodowane w Ameryce: Historia ogródka warzywnego przy Białym Domu i ogrodów w Ameryce”). Prezydentowa pisze, że już podczas kampanii w roku 2008 wpadła na pomysł, aby założyć ogródek i w ten sposób zapoczątkować w Ameryce modę na zdrowy tryb życia.

Książka liczy 272 strony i jest w niej wszystko: historia warzywnika pierwszej damy, przepisy na zdrowe potrawy, zdjęcia, na których ona i dzieci przekopują grządki. Obecnie ogródek przy Białym Domu zajmuje już powierzchnię 2,8 km kw. i jest w nim wszystko: brokuły, marchewki, groszek, jagody. Nie ma tylko buraków, bo pierwsza rodzina buraków nie lubi.

Wróg numer 1 (Fot. Flickr/Ack Ook/Lic. CC by)

Wróg numer 1 (Fot. Flickr/Ack Ook/Lic. CC by)

Ku zdrowszemu światu?

Szopka to czy nie, Michelle Obama robi w mediach karierę jako ekspertka od zdrowego żywienia. Wielu Amerykanów oczywiście jej nigdy nie posłucha, bo czekoladowe batoniki popijane słodkimi napojami na śniadanie, a potem hamburger czy typowo amerykańska gruba, pełna sera pizza na lunch to długoletnia tradycja. Niełatwo będzie te nawyki zmienić, a i nie każdy może sobie pozwolić na posiadanie warzywniaka.

Ale coś się ewidentnie ruszyło. „Kuchnia ogrodowa” staje się pojęciem znanym nie tylko w świecie celebrytów i bogaczy. Ogródki zaczynają uprawiać mieszkańcy przedmieść, których kryzys nauczył oszczędzania. W Sieci jest mnóstwo poradników dotyczących uprawiania warzyw, na przykład Backyard Gardener czy The Vegetable Garden. Znajdziecie w nich wszystko, co tylko chcecie wiedzieć. Porady napisane są tak, żeby zrozumiał je każdy, nawet mieszczuch, który do tej pory nie był w stanie utrzymać przy życiu nawet kwiatka na parapecie.

Oszczędzanie jest ważnym motorem napędowym „kuchni ogrodowej”, ale nie tylko o oszczędzanie chodzi. W USA powoli rodzi się świadomość dotycząca zdrowego żywienia. Ludzie nie chcą jeść warzyw i owoców z supermarketów, hodowanych za pomocą chemikaliów i, co tu dużo mówić, po prostu niesmacznych. W końcu zaczynają widzieć różnicę. Większość rozpoczyna skromnie, od kilku podstawowych warzyw, a potem takie ogródki się rozrastają. Niektórzy hodują nawet własne zioła!

Czy Ameryka faktycznie będzie za kilka lat zdrowsza, trudno powiedzieć. Ale na pewno coś się ruszyło. Ogródki mają tak znane osoby, jak Gwyneth Paltrow czy Nicole Kidman, a za nimi idą celebryci z innych krajów. Brytyjscy politycy chcą być jak Michelle Obama – nie tylko królowa, ale i premier Wielkiej Brytanii jedzą warzywa z własnych grządek.

A może coś zdrowszego? (Fot. Flickr/Mykl Roventine/Lic. CC by)

A może coś zdrowszego? (Fot. Flickr/Mykl Roventine/Lic. CC by)

Polacy nie gęsi, swoje ogródki mają

Justyna Sieńczyłło z Emilianem Kamińskim raczej nie wylansują tej mody w Polsce, ale w odróżnieniu od USA ogródki nie są u nas czymś niezwykłym. Po PRL-u zostały nam działki i zamiłowanie do oszczędzania. Jesteśmy szczuplejsi i zdrowsi od mieszkańców szczęśliwego Zachodu, mamy zaszczepioną potrzebę zdrowego żywienia.

Oczywiście, wiele działek dziś służy ich właścicielom tylko do robienia weekendowego grilla, który szczytem zdrowego odżywiania nie jest. Wystarczy jednak przejść się po jakichkolwiek ogródkach działkowych, by zobaczyć, że nie tylko grillem Polska żyje. Wciąż uprawiamy rośliny, zarówno te ozdobne, jak i te, które czynią naszą dietę bogatszą i zdrowszą. Zazwyczaj nasze ogródki są bardzo skromne – trochę marchewki czy sałaty, truskawki, ze dwa drzewa owocowe.

Mody na „kuchnię ogrodową” na razie nie ma, ale w odróżnieniu od Amerykanów my jej nie potrzebujemy. Nikt nam nie musi mówić, że warzywa na własny użytek można wyhodować bez pestycydów, bo i tak z nich prywatnie rzadko korzystamy.

Ale oczywiście to nie ma znaczenia, czy chodzi o lans i napuszone nazwy, które mają prawo razić, czy o coś innego. Jeśli jakaś celebrytka pochwali się na Pudelku, że ma „organiczny ogród”, będą z tego tylko korzyści. Za tego typu pojęciami, z których wielu Polaków, włącznie z piszącym te słowa, ukradkiem się podśmiewa, kryją się rzeczy proste, dobre i przyjemne. Michelle Obama nie musi nam tego mówić, bo wystarczy wycieczka do babci na wieś, żeby się przekonać, czym różnią się truskawki z supermarketu od tych wyhodowanych w ogródku.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Pomysły na knajpę w Krakowie. Jakie były, jakie są, jakie będą?
Doświadczam
Handmade – dla chcącego nic trudnego
Doświadczam
Gdzie na piwo?