Bez kategorii

Supersamochód w Polsce? Chyba żartujesz!


  • 7
Lamborghini (Fot. Flickr/W.I.N Photography/Lic. CC by)

Lamborghini (Fot. Flickr/W.I.N Photography/Lic. CC by)

Żyjemy w kraju, w którym takie marki jak Ferrari czy Lamborghini są synonimami olbrzymiego bogactwa. Jeśli więc Kowalski dorobi się większych pieniędzy i będzie chciał podnieść swój status społeczny, prędzej czy później będzie myślał o kupnie takiego auta. Czy to na pewno dobre rozwiązanie?

Zaczęło się w dzieciństwie, kiedy bawił się z kolegami malutkimi samochodzikami. Ten, który mówił, że ma Ferrari, zawsze był najfajniejszy. Później mały Kowalski dowiedział się o tym, że jest jeszcze Lamborghini, i od tego czasu wymawia tę nazwę z błędem („dż” zamiast „g”). Bo tak jest bardziej po amerykańsku, a amerykańskie znaczy lepsze.

Jeśli więc Kowalski będzie chciał wieść wystawne życie, by widzieć, jak jego sąsiadom „rośnie gul”, jeśli dorobi się pierwszych większych pieniędzy albo wygra dwa czy trzy miliony w lotto, kupi sobie Ferrari, spełniając tym samym swoje marzenie z dzieciństwa.

Ferrari jest synonimem supersamochodu, a więc auta z centralnie umieszczonym silnikiem. Co w tym takiego super? Centralne umieszczenie silnika na ogół rozumiane jest tak, że znajduje się on za plecami kierowcy i pasażera, możliwie jak najniżej. To zapewnia lepszy rozkład mas, nisko umieszczony środek ciężkości oraz lepsze właściwości aerodynamiczne, a co za tym idzie – auto jest piekielnie szybkie i świetnie trzyma się drogi na zakrętach.

Piękne, ale niepraktyczne

Problemy pojawiają się jednak podczas zwykłej przejażdżki do sklepu. Dwumiejscowe auto jest ciasne, siedzi się w nim bardzo nisko, widoczność do tyłu jest zerowa, zawieszenie twarde, jakby zostało zrobione z marmurowych parapetów, a po pokonaniu 20 kilometrów z uszu zaczyna sączyć się krew.

Właściciele supersamochodów nie mają lekko. Jeśli chodzi o Ferrari – jedyny salon tej marki w Polsce znajduje się w Warszawie. Wszystko super, jeśli mieszkasz w Warszawie. Teoretycznie mówi się, że skoro ktoś wydaje tyle pieniędzy na samochód, to nie obchodzą go takie detale.

Ferrari (Fot. Flickr/Ed Callow - torquespeak/Lic. CC by)

Ferrari (Fot. Flickr/Ed Callow – torquespeak/Lic. CC by)

Zapytajcie jednak właściciela Ferrari mieszkającego w Szczecinie, czy nie wkurza go, że do najbliższego punktu serwisowego, czyli do Warszawy, ma 574 km. A co mają powiedzieć właściciele Lamborghini, którzy najbliższy serwis mają w Berlinie, Wiedniu lub Kijowie?

Oczywiście, można wysłać auto na lawecie i zlecić komuś innemu dopilnowanie przeglądu czy naprawy. Większość osób powie, że przecież supersamochody stworzono z myślą o jeździe na torze wyścigowym. Najpierw trzeba je tam dostarczyć. Wprawdzie niedzielna przejażdżka Ferrari 458 Italia poza miastem może być przyjemna, jednak do czasu, kiedy auto nie wpadnie w dziurę. Nasze drogi jeszcze nie dojrzały do supersamochodów.

Uwaga na krawężniki

Gorzej jest w mieście. Każdy ruch trzeba przemyśleć, chcąc uniknąć śpiących policjantów, dziur, kolein, torów tramwajowych, wysokich krawężników, zbyt wysokiego bruku… całkiem sporo tego. Skończy się na tym, że przed każdym wyjazdem Kowalski będzie musiał opracować dokładną trasę i każdy kilometr pokonany autem będzie dla niego bardziej stresujący niż wizyta u urologa.

Jeśli więc Kowalski zechce wybrać się na tor wyścigowy, będzie musiał pokonać autem masę kilometrów, bo w Polsce na nadmiar tego typu obiektów nie możemy narzekać. Co więcej, jeśli auto będzie długo stało w garażu, to rozładuje się akumulator. I tak dalej, i tak dalej. Po co o tym piszę?

Panie Kowalski! Zanim wydasz swoje ciężko zarobione, ukradzione czy wygrane pieniądze na bezkompromisowy supersamochód, sugerując się danymi technicznymi i programem Top Gear, dokładnie to przemyśl. Podobne osiągi i frajdę z jazdy zapewniają tańsze auta, których obsługa nie przysporzy tylu problemów.

Biorąc pod uwagę nasze polskie realia i myśląc trzeźwo, najlepiej będzie wybrać Audi R8 z centralnie umieszczonym V8 lub V10, naprawdę szybkiego i, co najważniejsze, czteromiejscowego Nissana GT-R, Porsche 911 Carrera z bokserem pod tylną pokrywą czy Mercedesa SLS AMG z jednostką napędową umieszczoną z przodu.

Jeśli jednak u Kowalskiego chęć realizacji marzeń przeważa nad silną wolą i zdrowym rozsądkiem, kupi sobie Ferrari czy Lambo. W końcu taki wóz to lepszy widok od marnego Porsche 911.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Idealne ciało kobiety
Bez kategorii
Amerykański 1% – jak wygląda życie najbogatszych ludzi w USA?
Bez kategorii
Samochody luksusowe w Polsce. Kto je kupuje?
  • adam adamek

    nie czytam do konca bo bzdury jak ktos ma w szczecinie ferrari to jedzie do berlina 150 km

  • Głupie gadanie, jak ktoś ma Lambo czy Ferrari (albo  ma dopiero kupić)  w garażu to ma na pewno również min Merca klasy E lub S z pneumatycznym zawieszeniem… i na co dzień może śmigać wygodnie po nierównościach gdzie chce. A sportowy wóz tylko na tor czy plac aby poćwiczyć i wyszaleć się…

    Natomiast Porsche 911 ma z tyły sinik więc chyba to nie jest bezpieczne rozwiązanie…wiadomo po latach dopracowali rozkład mas

  • Anonim

    Zamiast Ferrari z centralnie umieszczonym silnikiem, lepiej wybrać Audi z centralnie umieszczonym silnikiem? Jaki w tym sens? Przykład SLS’a też mocno chybiony – maska jest tak długa, a siedzi się tak nisko, że na światłach stoi się przed następnym samochodem z zapasem 5 metrów. Na polskie warunki imo Ferrari California, jeżeli ktoś bardzo chce samochodu z Maranello.

  • blackred POLISH

    a ja jakoś ostatnio widziałem lamborghini

  • Japonczycy ze swoim GT-R sa geniuszami, 4-osobowe 550KM superauto, na dodatek chyba najtansze przynajmniej u nas w swoim segmencie! Przyspieszenie 2,8-2,9 s do 100km/h brzmi jak nierealne marzenie z taka moca i 4miejscowym  nienajkrotszym nadwoziem
    😀 Brawo

  • Ok, ten wpis jest dla TYCH osób co nie mają tyle kasiory żeby posiedzieć w tych kosmicznych samochodach o których tutaj się pisze. Ja posiedziałem w każdym z nich dosyć długo i teraz może to zrobić KAŻDY, proszę bardzo:

    – najpierw był Gallardo (Czyta się i mówi Gajardo) – http://VirtualCars.pl/?car=lamborghini-gallardo-se
    – potem był Ferrari – proszę bardzo – http://VirtualCars.pl/?car=ferrari-f430-scuderia
    – ktoś pisał o „czteromiejscowym” GT-R? –  jest tutaj http://VirtualCars.pl/?car=nissan-gt-r
    – miał być SLS AMG – voila – http://VirtualCars.pl/?car=mercedes-sls-amg

    Pod tym samym, moim własnym serwisem jest cała masa takich samochodów i powiem wam tak: tam jest NAPRAWDĘ ciasno, wyjątkiem była SCUDERIA. Siedząc w tych twardych rozbudowanych kubełkach podrapanie się w plecy to prawdziwy wyczyn! Generalnie wszystkie są w zasadzie konstruowane do jazdy na wprost. Male okienka boczne uniemożliwiają rozglądanie się i znów wyjątkiem tutaj jest Ferrari, gdzie są prawie prawdziwe okna. Przemieszczanie się takim cackiem w mieście to prawdziwa zmora.  Wyboiste zakręty, zawsze za wysokie krawężniki, wałesajacy się rowerzyści i ta ciągle jedynka albo dwójka….. Ale to nic podobno najgorsi są gapie i pukacze w szybkę.
    Niestety piszący artykuł nie ma racji te wszytkie samochody są robione na jedną modłłę i to nie prawda że jest różnica między Gallardo a R8 – to te same samochody, A różnica w komforcie między SLS AMG a Ferrari też jest żadna.

    Acha, zapomniałem, miała jeszcze być Carrera, no to jest -http://VirtualCars.pl/?car=porsche-911-carrera
     

  • BMW M3, Caterham, Ariel Atom