Myślę

Co by się stało z cywilizacją, gdyby nagle wyłączono prąd?


  • 0
Jak poradzilibyśmy sobie bez prądu? (Fot. Flickr/topher76/Lic. CC by-nd)

Jak poradzilibyśmy sobie bez prądu? (Fot. Flickr/topher76/Lic. CC by-nd)

Twórcy filmów katastroficznych i postapokaliptycznych nie ustają w staraniach, by doświadczyć ludzkość w możliwie niecodzienny sposób. Inwazja zombie, zimno, atak kosmitów czy wojna nuklearna spadają na naszą planetę tak często, że stały się niemal chlebem powszednim. A gdyby tak zrobić wszystkim na złość i zamiast spektakularnego kataklizmu po prostu wyciągnąć wtyczkę z prądem?

Prąd odpowiada za wszystko

Rozważania na temat tego, jak ważny jest prąd w naszym życiu, są bezcelowe. Jest ważny i basta! Korzysta z niego wszystko, co nas otacza. Co więcej, w ostatnich dziesięcioleciach można zauważyć, że energia elektryczna stała się dominującym rodzajem energii. W wielu przypadkach ciepło jest dostarczane nie za pomocą systemu centralnego ogrzewania, ale w postaci prądu zasilającego grzejniki – prościej przecież podciągnąć przewód niż rurę.

Fisker Karma wygląda świetnie, ale nie ruszy bez prądu (Fot. Flickr/d_vdm/Lic. CC by-sa)

Fisker Karma wygląda świetnie, ale nie ruszy bez prądu (Fot. Flickr/d_vdm/Lic. CC by-sa)

Obserwujemy również kolejną rewolucję zachodzącą w transporcie. Choć silniki spalinowe trzymają się mocno, z roku na rok na ulicach pojawia się coraz więcej hybryd czy samochodów elektrycznych. Czy tego chcemy, czy nie, wszystko zmierza ku temu, by elektryczność nie tylko zdominowała, ale całkowicie opanowała świat, który znamy.

I właśnie w takiej sytuacji wyobraźmy sobie hipotetyczną i zupełnie oderwaną od rzeczywistości katastrofę: ot, jakaś siła wyższa jednym pstryknięciem wyłącza prąd na całej planecie. Oczywiście nie po to nazywamy się homo sapiens, by w takich okolicznościach wpadać w panikę.

Ludzkość jest świadoma znaczenia prądu, dlatego przed jego utratą nieźle się zabezpieczyła. Nawet gdyby została zniszczona cała sieć przesyłowa, pozostają lokalne generatory. Większość ważnych instytucji czy szpitali ma rozwiązania awaryjne, pozwalające produkować prąd praktycznie w nieskończoność, o ile oczywiście nie zabraknie paliwa.

Brak prądu jak apokalipsa?

Z problemem braku prądu radzimy sobie również sami. Coraz powszechniejsze są niewielkie ładowarki albo ogniwa fotowoltaiczne pozwalające choćby na naładowanie smartfona czy – to zadanie dla cierpliwych – laptopa.

Z awarią sieci jakoś sobie poradzimy! (Fot. Flickr/Jeremy Levine Design/Lic. CC by)

Z awarią sieci jakoś sobie poradzimy! (Fot. Flickr/Jeremy Levine Design/Lic. CC by)

Nie tędy droga – rozważamy przecież model teoretyczny, a nie praktyczne sposoby radzenia sobie z problemem. A zatem prąd wyłączono i go nie ma, a generatory czy źródła energii odnawialnej popełniły grupowe harakiri. Ludzkość zostaje bez prądu. Co się z nami dzieje?

Pominę może wizję przerwanych operacji na otwartym sercu i panikę biednych posłów, którzy biegając w panice po korytarzach hotelu sejmowego, nie mają gdzie wetknąć wtyczki swojego iPada. Pominę również efektowny deszcz samolotów spadających jak kamienie bez swoich zasilanych prądem systemów fly-by-wire.

Skupię się na tym, co brak prądu oznaczałby dla nas – zwykłych ludzi, którym daleko do wielkich problemów całego globu, a blisko do niepokoju, że nie będzie teraz na czym pograć w Angry Birds i obejrzeć kolejnego sezonu „Zakazanego imperium”, a Cola już zawsze będzie miała temperaturę pokojową.

Wszystkie cuda techniki, którymi tak lubimy się otaczać, okazałyby się nagle niepotrzebnym balastem. Smartfony, te nasze cudowne wszystkomające gadżety, odmówiłyby współpracy najdalej po kilkudziesięciu godzinach (wariant optymistyczny, wszyscy wiemy, że gdy są potrzebne, nie wytrzymują nawet połowy dnia), wyczerpując baterię bezsensownymi próbami połączenia ze stacją bazową. A miały być takie „smart”…

Zanim to jednak zauważymy, cały świat zdąży się zatrzymać. W czasach gdy wszystko jest na prąd, a praca bez komputera wydaje się jakąś dziwną abstrakcją, brak prądu spowoduje, że prawie wszyscy staniemy się bezrobotni. Będziemy podziwiać na ulicach malownicze korki bezużytecznych aut, w których ktoś kiedyś postanowił zamontować coś tak bezużytecznego jak akumulator. Bugatti Veyron będzie miał wówczas wartość ocenianą najwyżej poprzez pryzmat wygody foteli.

Bez informacji, ale za to zdrowiej

Choć brak prądu oznaczałby ogromne problemy komunikacyjne, w dłuższej perspektywie nasze relacje chyba by nie ucierpiały. Do niedawna ulubionym problemem socjologów było ocenianie wpływu Sieci na komunikację i relacje międzyludzkie, a w sytuacji odwrotnej zastanawialiby się, jak ludzie radzą sobie bez codziennego maila, sprawdzenia statusu na Facebooku czy MMS-a z widokiem wschodzącego zza biurowców słońca.

Bez prądu to tyko nikomu niepotrzebny złom (Fot. Flickr/Iain Farrell/Lic. CC by-nd)

Bez prądu to tyko nikomu niepotrzebny złom (Fot. Flickr/Iain Farrell/Lic. CC by-nd)

Brak prądu i smartfonów pod ręką sprawiłby, że wróciłaby nam niezbyt obecnie potrzebna umiejętność zapamiętywania, a niemożliwość natychmiastowego zadzwonienia doprowadziłaby do tego, że zamiast kontaktować się z osobą, pisalibyśmy listy do miejsc, tak jak przed laty.

Poza niektórymi dolegliwościami, które leczy się obecnie przy wykorzystaniu prądu, jak borowanie zębów czy prześwietlanie złamanych kończyn, z czasem stawalibyśmy się coraz zdrowsi. Uwolnieni od poświaty monitorów i migoczących świetlówek pracowniczej fermy – open space’u – zerwalibyśmy w końcu z morderczym nawykiem wielogodzinnego siedzenia.

Zaczęlibyśmy chodzić, ruszać się, a brak rozrywek w postaci telewizora i Internetu skutecznie zmusiłby nas do poszukania innych, jak choćby krwawe łowy na wiewiórki. Niezależnie od ich powodzenia za pewnością ruszalibyśmy się więcej, więc zniknąłby problem wad postawy, otyłości, cukrzycy czy chorób krążenia.

Co, jeśli nie prąd?

Zanim utoniemy w rozważaniach nad tym, co jeszcze nie będzie działać bez prądu, proponuję chwilę zastanowienia. Brak prądu nie jest nam przecież całkiem obcy. Przecież jeszcze półtora wieku temu obywaliśmy się bez niego. Wprawdzie nie lataliśmy wtedy w Kosmos i nie zabijaliśmy się sterowanymi elektronicznie pociskami, ale przecież cywilizacja rozwijała się wówczas w najlepsze.

Nikola Tesla w swoim laboratorium (Fot. Wikimedia Commons)

Nikola Tesla w swoim laboratorium (Fot. Wikimedia Commons)

Można więc przyjąć, że po początkowych kataklizmach, chaosie i nastaniu – dosłownie – współczesnych wieków ciemnych nasza sytuacja ustabilizowałaby się na poziomie, mniej więcej, drugiej połowy XIX wieku. Z zaznaczeniem, że nie byłoby żadnego Edisona, Tesli, a żaden Luigi Galvani nie urządzałby sobie wcześniej upiornych zabaw z maszyną elektrostatyczną i truchełkami żab.

A zatem, o ile trafilibyśmy do właściwej grupy społecznej, moglibyśmy pływać sobie do Ameryki, jeździć po Europie pociągami (no dobrze, może nie po całej, ale nie trzymajmy się faktów aż tak kurczowo), a nawet latać balonem. Może nawet jakiś współczesny Lillenthal zacząłby eksperymenty z lotami szybowcowymi?

Chwila zastanowienia przynosi olśnienie. Przecież świat, możliwie bliski naszemu, ale pozbawiony prądu, został już dokładnie przedstawiony i opisany. Eureka! Gdyby wyłączono nam prąd, to po jakimś czasie wszyscy stalibyśmy się steampunkowcami.

Steampunk

Mianem steampunku określa się odłam fantastyki naukowej (więcej na ten temat znajdziecie na steampunkowym wortalu Retrostacja). Steampunk przedstawia świat będący zazwyczaj odpowiednikiem epoki wiktoriańskiej, z reguły pełen zaawansowanej technologii, ale nieznający elektroniki. Skomplikowane urządzenia, w tym również odpowiedniki współczesnych komputerów, działają dzięki energii pary wodnej i zasadom mechaniki.

Utrzymany w steampunkowej estetyce laptop (Fot. Cadgear123.Deviantart.com)

Utrzymany w steampunkowej estetyce laptop (Fot. Cadgear123.Deviantart.com)

Aby lepiej wyobrazić sobie takie realia, nie trzeba sięgać daleko. Wystarczy wspomnieć „20 000 mil podmorskiej żeglugi” Julisza Verne’a lub filmy, takie jak „W 80 dni dookoła świata”, „Wild Wild West”, „Ligę niezwykłych dżentelmenów” czy – choć można mieć tu sporo zastrzeżeń, „Vidocq” albo obie części „Sherlocka Holmesa” (reżyseria Guy Ritchie). A tak wygląda świat bez elektryczności zaprezentowany w jednej z reklam:

W szerszym ujęciu steampunk stał się nie tyle wizją świata bez prądu, co specyficzną estetyką. Steampunk rozumiany w taki sposób jest obecnie inspiracją dla licznych artystów i konstruktorów. Wykorzystując steampunkową estetykę i połączenie takich materiałów, jak miedź, skóra czy drewno, tworzą oni fascynujące urządzenia, jak np. stylizowane na XIX-wieczne maszyny laptopy albo zegarki.

Jak widać, umowny świat bez prądu wcale nie jest aż taki straszny! Ale z drugiej strony… nie wiem jak Wy, ale mimo wszystko nie chciałbym się zamienić. Ten, w którym żyję, nie jest wprawdzie doskonały, ale bardzo mi się podoba.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Jak uniknąć płacenia abonamentu RTV, kiedy nie masz telewizora?
Myślę
Jak wykorzystać swoją podświadomość?
Myślę
„Słodka” choroba