Bez kategorii

Gdzie ci mężczyźni?


  • 0
Dolph i Sly

Sylvester Stallone & Dolph Lundgren (Fot. Flickr/gageskidmore/Lic. CC by)

„Jestem już na to za stary. Przechodzę na emeryturę” – powiedział Jackie Chan podczas ostatniego festiwalu filmowego w Cannes. Jednak nie wszyscy jego fani powinni zwiesić głowę ze smutku – decyzja 58-letniego aktora i mistrza wschodnich sztuk walki dotyczy jedynie kina akcji. Z „ambitniejszego” repertuaru chiński gwiazdor nie zamierza rezygnować.

Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść

Zawsze uśmiechnięty, sympatyczny, w pocieszny sposób kaleczący język angielski Jackie Chan to idealny przedstawiciel pokolenia około 60-letnich dziś aktorów, kojarzących się głównie z kinem sensacyjnym, u których niekoniecznie liczyły się umiejętności… aktorskie.

Większe znaczenie miały charyzma, osobowość, siła i sprawność mięśni, a nierzadko czarny pas w tym czy innym sporcie walki. Chan postanowił nie kusić losu (w końcu lat mu nie ubywa) i jego kaskaderskich popisów już na ekranie nie zobaczymy. Jednak pozostało jeszcze kilku przedstawicieli starej gwardii, którzy ani myślą rzucać ręcznik i pozostają wierni swojemu wizerunkowi twardziela.

Historia kołem się toczy

Jednym z ciekawszych przykładów jest bez wątpienia Sylvester Stallone. Popularny „Sly” sławę zdobył w latach 70. i 80., a jego dwa najsłynniejsze wcielenia – bokser Rocky Balboa i „jednoosobowa armia” John Rambo – to ikony amerykańskiego kina. Poza kolejnymi ich przygodami Stallone imał się różnych projektów, z większym lub mniejszym powodzeniem.

Kariera aktora dość mocno przyhamowała wraz z początkiem nowego tysiąclecia. Wydawało się, że dopadło go niepisane prawo Hollywood: gdy ktoś osiąga, nazwijmy to, wiek zbyt dojrzały, fabryka snów przestaje się nim interesować. Oferuje jedynie resztki z pańskiego stołu – i to niezależnie od tego, co dana osoba osiągnęła w przeszłości. Jak na twardziela przystało, Stallone rzucane mu przez niechętnych producentów kłody pod nogi przyjął dzielnie i zaliczył triumfalny powrót . Jako… Rocky i Rambo.

Pomysł na kolejne sequele tych filmów wydawał się kompletnie szalony, biorąc pod uwagę to, że w momencie ich premier odtwórca głównej roli miał już na karku sześćdziesiątkę. Jednak historia lubi się powtarzać, a gdy dodamy do tego fantastyczne przygotowanie fizyczne Stallone’a, a także wyjątkowy w swoim rodzaju sentymentalizm amerykańskiej widowni, przełoży się to na kasowy sukces.

„Sly” poczuł pismo nosem i wkrótce po premierze „Rambo 4” ukazali się „Niezniszczalni” – z obsadą złożoną praktycznie w całości z weteranów kina akcji. Rezultat? Szczyty box office’u zdobyte! W sierpniu do polskich kin wchodzą „Niezniszczalni 2”, a Stallone w międzyczasie kręci dwa kolejne filmy. Czyżby renesans…?

Ambitny twardziel

O zwolnieniu tempa nie myśli również Bruce Willis. Trzeba przyznać, że z całej armii nieco podstarzałych dziś herosów to właśnie on był zawsze uważany za najbardziej uzdolnionego aktorsko. W końcu jego kariera nie zaczęła się wcale w kinie akcji, ale w serialu komediowym „Na wariackich papierach” (ma za sobą także występy na deskach teatru). Oferta roli w „Szklanej pułapce” była dla niego sporym zaskoczeniem i wcale nie podchodził do niej optymistycznie.

Bruce

Bruce Willis (Fot. Flickr/gageskidmore/Lic. CC by)

Skusiło go przede wszystkim spore honorarium – za rolę miał dostać 5 milionów dolarów. Po występie w filmie Johna McTiernana klamka zapadła. Chcąc nie chcąc, Willis stał się nowym symbolem kina sensacyjnego (co ciekawe, w „Szklanej pułapce” miał zagrać pierwotnie… Sylvester Stallone). W późniejszych latach nie stronił od ambitniejszych projektów, sprawnie unikając zaszufladkowania. Dzięki występowi w filmie M. Nighta Shyamalana pt. „Szósty zmysł” zarobił ponad… 100 milionów dolarów (zapewnił sobie procent od wpływów).

Willis, choć dziś i tak najczęściej kojarzony z postacią twardego gliny z nieodłączną spluwą w ręku, niezmiennie odskakuje w kierunku kina pozbawionego strzelanin i pościgów. Niedawno zagrał w „Moonrise Kingdom” w reżyserii Wesa Andersona. W przyszłym roku powróci we wcieleniu, które fani kochają najbardziej. Wystąpi w pewniakach do zawojowania box office’u: najpierw w „G. I. Joe: Odwet”, a później najprawdopodobniej w „Szklanej pułapce 5”.

Zagubiony kulturysta

„W Nowym Jorku, betonowej dżungli, w której rodzą się sny, nie ma rzeczy, której nie mógłbyś dokonać” – to cytat z piosenki czarnoskórej gwiazdy muzyki R’n’B, Alicii Keys. Gdyby Nowy Jork uznać w niej za alegorię całej Ameryki, to słowa te idealnie pasowałyby do Arnolda Schwarzeneggera. Ten austriacki kulturysta praktycznie bez pieniędzy przyjechał do USA pod koniec lat 60. i zrobił karierę, w której przebieg trudno uwierzyć.

A przecież smykałkę miał tylko do… pakowania na siłowni. Dzięki temu wielokrotnie wygrywał najbardziej prestiżowe zawody kulturystyczne, a jego sylwetka w szczycie formy do dziś stawiana jest za wzór młodym adeptom tego sportu. Potężnie zbudowany Schwarzenegger ze swoim niemiecko brzmiącym akcentem idealnie nadawał się do tego, aby zostać jednym z symboli przeżywającego okres świetności kina akcji. Swoją aktorską legendę „Arnie” zbudował w zasadzie na tym, że potrafił idealnie pokazać brak jakichkolwiek emocji. Dzięki temu jego „Terminator” wydawał się autentyczną, bezduszną maszyną do zabijania.

W 2003 roku, po zagraniu w trzeciej części „Elektronicznego mordercy”, mocno już zamerykanizowanemu Austriakowi zamarzyła się kariera… polityczna. Takie rzeczy tylko w Ameryce? A jakże! W latach 2003-2011 Schwarzenegger był gubernatorem stanu Kalifornia. I choć dziś niektórzy uważają go za najgorszą osobę na tym stanowisku w historii USA, to on sam stał się idealnym uosobieniem amerykańskiego snu – nieważne, skąd pochodzisz i ile masz w portfelu – możesz osiągnąć wszystko.

Arnold Schwarzenegger (Fot. Flickr/12549219@N00/Lic. CC by)

Arnold Schwarzenegger (Fot. Flickr/12549219@N00/Lic. CC by)

Możesz również, rzecz jasna, wszystko spartaczyć. W maju ubiegłego roku okazało się, że Schwarzenegger zdradzał swoją żonę, Marię Shriver, z… pomocą domową i opiekunką ich dzieci, Mildred Baeny. Co więcej, ma z nią nieślubnego syna, a mówi się, że nie był to jedyny skok w bok gwiazdora. Tym samym drzwi do wielkiej polityki zamknęły się przed byłym Mr Universe. Dlatego też postanowił wrócić do aktorstwa.

Po epizodach w obu częściach „Niezniszczalnych”, w których zagrał, rzecz jasna, razem ze Sylvestrem Stallone i Bruce’em Willisem, szykuje się do powrotu w roli głównej w filmie „The Tomb”. Partnerować mu będzie, a jakże, Sylvester Stallone. Drogi Stallone’a, Schwarzeneggera i Willisa splatały się ze sobą wyjątkowo często – i to niekoniecznie na planie filmowym. Na początku lat 90. panowie założyli wspólny biznes, sieć restauracji „Planet Hollywood”.

Zdolny i narwany

Arnold Schwarzenegger swoim bujnym życiem erotycznym zniesmaczył opinię publiczną. A co powiedzieć o Melu Gibsonie? W 2009 roku aktor w atmosferze skandalu rozstał się z Robyn Moore. Para była ze sobą 29 lat i dorobiła się siódemki dzieci, co nie przeszkadzało Gibsonowi w zdradzaniu żony z rosyjską piosenkarką, Oksaną Grigorievą, a także w zbyt częstym zaglądaniu do kieliszka. Ekscesy gwiazdora na tym się nie skończyły – w 2012 roku Oksana złożyła zawiadomienie do biura szeryfa hrabstwa Los Angeles, w którym oskarżyła partnera o stosowanie wobec niej przemocy fizycznej.

Mel

Mel Gibson (Fot. Flickr/kjd/Lic. CC by)

Po tych wydarzeniach amerykańscy producenci zupełnie stracili ochotę na współpracę z Gibsonem. Uważali, że jego reputacja damskiego boksera uniemożliwi filmom z jego udziałem zdobycie masowej widowni. Dotychczasowy dorobek aktora: role m.in. w „Mad Maxie”, „Zabójczej broni” czy wyreżyserowanie obrazów takich jak „Braveheart”, „Pasja” i „Apocalypto” nie miały w tym momencie żadnego znaczenia.
Pierwszym odważnym, który wyciągnął rękę do upadłej gwiazdy, był Martin Campbell – reżyser m.in. „Casino Royale” z Danielem Craigiem w roli Jamesa Bonda. Gibson, występując w „Furii” tego właśnie reżysera – oczywiście w roli nieustępliwego gliniarza – przypomniał się publiczności.

Poźniej pomogła Melowi Jodie Foster, angażując go do swojego niezależnego projektu pt. „Podwójne życie”. Dziś przed Gibsonem rysują się już nieco lepsze perspektywy niż jeszcze kilka miesięcy temu – do kin weszła niedawno komedia sensacyjna „Dorwać Gringo”. Na plakacie ją promującym aktor wygląda jak za dawnych lat – z zadziorną miną i bronią w ręce.

C klasa

Nie wszystkim bohaterom sprzed lat wiedzie się na tyle dobrze, by choć od czasu do czasu pojawić się na ekranach kin. Dolph Lundgren, pamiętny Drago z „Rocky’ego 4”, wystąpił co prawda w niewielkiej roli w „Niezniszczalnych”, ale nie pomogło mu to w efektownym come backu. Największym osiągnięciem rosłego Szweda był ostatnio występ u Uwe Bolla – reżysera mającego w środowisku fatalną prasę.

Poza tym Lundgren systematycznie odgrywa oklepaną rolę obrońcy sprawiedliwości. Wymierza ją w pojedynkę w kolejnych produkcjach straight-to-dvd – podobnie jak Jean – Claude Van Damme i Steven Seagal. Temu drugiemu wiedzie się ostatnio nieco lepiej. Dorobił się dwóch seriali, dokumentalnego „Lawmana” i bazującego na normalnym scenariuszu „Bez litości”. Oba były niedawno emitowane w Polsce.
Swoją szansę, jak tylko może, stara się wykorzystać Danny Trejo. Wypromowała go dwa lata temu „Maczeta” Roberta Rodrigueza, dzięki czemu ma szansę pozbyć się łatki wiecznego aktora drugiego, a nierzadko trzeciego planu. Sukces filmu Rodrigueza spowodował, że Danny już pracuje na planie jego sequela, a ostatnio doczekał się nawet kolejnej roli głównej w filmie pt. „Bad Ass”, przedstawiającym historię amerykańskiego weterana wojennego.

Zmierzch tytanów

Gasnących twardzieli trochę żal, tym bardziej że następców nie widać. Jeden Jason Statham, ewentualnie gustujący ostatnio w sensacyjnym repertuarze Liam Neeson wiosny nie czynią, a „wiecznie młody” Chuck Norris występuje już tylko w reklamach. Żal tym bardziej, że ostatnimi czasy obsadzanie głównych ról w filmach akcji bywa zastanawiające (Justin Timberlake w „Wyścigu z czasem”? Taylor Lautner w „Porwaniu”?!). Nie pozostaje nic innego jak życzyć twardzielom stu lat. Grania w filmach, oczywiście.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Mario Vargas Llosa – literacki geniusz, liberał i skandalista
Bez kategorii
Jachtem przez Polskę i Europę – prawdziwa wolność podróżowania
Bez kategorii
Smartfon jako centrum dowodzenia nowoczesnym mieszkaniem