Doświadczam

Grupy rekonstrukcyjne. Lepiej być esesmanem czy rzymskim legionistą?


  • 0
(Fot. Portal.Strategie.Net.pl)

(Fot. Portal.Strategie.Net.pl)

Ktoś niezaznajomiony z tematem może się mocno zdziwić, gdy trafi w Sieci na stronę rekonstruktorów. Widok uśmiechniętego Feldwebla z informacją o naborze do sekcji Wehrmachtu może sprawiać wrażenie, że opisywany niedawno przez Maćka „Iron Sky” to film dokumentalny, a nie szalona komedia. O co chodzi? Dlaczego kilkadziesiąt lat po wojnie ktokolwiek miałby się bawić w odtwarzanie tamtych wydarzeń?

Więcej rekonstruktorów niż żołnierzy w polskim wojsku

Rekonstrukcja historyczna cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Z roku na rok przybywa wielbicieli historii i militariów, gotowych wcielać się nie tylko w żołnierzy drugiej wojny światowej, ale również starszych formacji wojskowych, średniowiecznych rycerzy, wikingów czy Prasłowian.

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, fascynacja dawnymi czasami i odtwarzanie realiów minionych epok nie są wynalazkiem ostatnich lat. Jak zauważył w jednym z wywiadów prof. Jerzy Miziołek z Uniwersytetu Warszawskiego, zainteresowanie rekonstrukcjami istniało zawsze, czego przykładem może być np. inscenizacja z 1828 roku, podczas której odtwarzano wydarzenia z czasów Zygmunta Augusta.

(Fot. Piotr Głowacki)

(Fot. Piotr Głowacki)

Za specyficzną formę rekonstrukcji można również uznać organizowane w starożytnym Rzymie naumachie – w specjalnie przygotowanym do tej roli basenie lub naturalnym zbiorniku odtwarzano wówczas znane z poprzednich lat i wieków bitwy morskie. W rekonstrukcji brały udział prawdziwe statki. Była ona o tyle wierna, co krwawa. W rolę rekonstruktorów wcielali się bowiem gladiatorzy i niewolnicy, którzy w masowej rzezi ginęli ku uciesze zgromadzonej gawiedzi.

Współczesne rekonstrukcje mają, na szczęście, znacznie mniej krwawy przebieg, choć np., jak w przypadku inscenizowanej bitwy pod Grunwaldem drobnych obrażeń czy siniaków nie da się uniknąć. Szacuje się, że społeczność polskich rekonstruktorów liczy obecnie około 100 tys. osób, a liczebność grup rekonstrukcyjnych wyraża się już w tysiącach. Choć trudno o podanie dokładnych danych, to jak ocenia Narodowe Centrum Kultury, samych bractw rycerskich jest w Polsce ponad 300.

Zabawa, pasja i sposób na życie

Komuś, kto patrzy na to z boku, rekonstrukcja historyczna może wydawać się zabawą. Łatwo o stereotyp dużych chłopców, którzy chcą się bawić w wojnę. To wytłumaczenie proste, ale zupełnie nietrafione.

Chcąc poczuć odrobinę emocji związanych z zabawą w wojnę, dużo prościej jest zainwestować w sprzęt do paintballa albo ASG. W tym ostatnim przypadku miłośnicy militarnych klimatów mogą nawet strzelać plastikowymi kulkami z replik prawdziwej broni. Choć lepsze markery potrafią kosztować kilka tysięcy, z reguły będzie to rozwiązanie nie tylko znacznie prostsze, ale również tańsze. W przypadku rekonstrukcji historycznej chodzi jednak o coś więcej.

Rekonstrukcję trudno nazwać po prostu zabawą. Choć odtwarzanie realiów danej epoki sprawia uczestnikom frajdę, z reguły ilość poświęconego czasu i środków powoduje, że rozrywka staje się zarazem sposobem na życie. Aktywne uczestnictwo w grupie rekonstrukcyjnej to nie tylko zakup munduru (istotne są nawet takie detale, jak odpowiedni splot włókien!) i replik czy, znacznie rzadziej, pozbawionych cech bojowych oryginałów oporządzenia i broni. Oznacza to też spore wydatki i niemało czasu poświęconego na poszukiwanie odpowiedniego sprzętu.

(Fot. PSRH.Webfabryka.pl)

(Fot. PSRH.Webfabryka.pl)

Rekonstrukcja to również regularne ćwiczenia, znajomość musztry, w przypadku oddziałów zagranicznych także podstaw języka i żargonu wojskowego, a przede wszystkim perfekcyjna znajomość historii. Nie mniej ważna od sprzętu jest wiedza pozwalająca jak najwierniej odtwarzać nie tylko realia epoki, ale również specyfikę konkretnego pododdziału jakichś sił zbrojnych.

Przyznam, że kilka lat temu sam miałem ochotę na wstąpienie do jednej z grup rekonstrukcyjnych. Szybki rekonesans zrobiony wśród rekonstruktorów w mojej okolicy szybko wybił mi ten pomysł z głowy. Dlaczego? Kwestią kluczową jest tu zaangażowanie. Nie da się być jedynie weekendowym rekonstruktorem. Choć spotkania, zloty czy inscenizacje nie odbywają się co dzień, aby dobrze odtworzyć realia jakiejś epoki, trzeba ją nieustannie poznawać, wymieniać się spostrzeżeniami z innymi pasjonatami, poszukiwać kolejnych materiałów, udzielać się na forach.

Rekonstrukcja to również nierzadko spore wyzwanie sportowe. Wśród grup odtwarzających np. oddziały walczące w górach nie brak pasjonatów gotowych przez rok przygotowywać się do wyprawy po to, by w stroju i z wyposażeniem z lat 40. XX wieku zdobywać alpejskie szczyty (jak np. w przypadku Projektu Edelweiss 2010). Sam zakup sprzętu i umundurowania nie jest rekonstrukcją, a jedynie przebieraniem się za żołnierza.

Pasjonaci historii czy skryci wielbiciele Hitlera?

Choć sztuka blogerska wymaga, by w kwestiach kontrowersyjnych stopniowo budować napięcie, zostawiając puentę na koniec, w tym przypadku zacznę właśnie od końca. Odpowiedź na postawione wyżej pytanie jest jednoznaczna: w polskim ruchu rekonstrukcyjnym nie ma miejsca dla propagatorów nazizmu czy komunizmu.

(Fot. Portal.Strategie.Net.pl)

(Fot. Portal.Strategie.Net.pl)

Choć wizja przywdziania munduru z „gapą” może ekscytować niejednego ekstremistę, środowisko rekonstruktorów dba o to, by takie osoby trzymały się od grup rekonstrukcyjnych z daleka. Jedna czarna owca może skutecznie i na długi czas zepsuć wizerunek nie tylko jednej grupy, ale całej społeczności. Widok młodych ludzi ubranych w mundury niemieckiej armii może niekiedy szokować, zwłaszcza starsze osoby, jednak nie ma to nic wspólnego z propagowaniem czy akceptacją nazizmu.

Choć istnieją grupy rekonstrukcyjne odtwarzające niemal każdy rodzaj wojsk z niezliczonej ilości państw, można odnieść wrażenie, że nadreprezentowana jest armia niemiecka z czasów drugiej wojny światowej. Dlaczego?

Sądzę, że nie jest to wynik jakichś ukrytych fascynacji chorą ideologią, ale pokłosie światowej popularności armii niemieckiej z tamtego okresu. Wystarczy zastanowić się nad stereotypowym filmem wojennym przedstawiającym drugą wojnę światową. Z reguły możemy w nim zobaczyć armię jakiegoś państwa i właśnie Niemców. Wizerunek żołnierza w charakterystycznym hełmie i oporządzeniu stał się tym samym popkulturową kalką i wyrazistym punktem odniesienia dla osób zainteresowanych tamtą epoką.

Kolejne czynniki to dostępność replik i, przede wszystkim, ogrom materiałów i źródeł historycznych. Nie ma drugiej takiej armii, której dzieje zostałyby tak szczegółowo prześwietlone i opisane przez historyków i badaczy. Rekonstruktorzy odtwarzający np. powstańców wielkopolskich, jak grupa 3 Bastion Grolman, mogą liczyć przede wszystkim na stosunkowo nieliczne, polskie opracowania, a grupa odtwarzająca choćby oddział niemieckich strzelców górskich ma pod dostatkiem szczegółowych materiałów i zdjęć opracowanych przez badaczy z całego świata.

Gdzie można zobaczyć rekonstruktorów?

(Fot. Grunwald1410.pl)

(Fot. Grunwald1410.pl)

Rekonstruktorzy pomagają przy realizacji filmów, tworząc realistyczne tło dla występujących aktorów. Przykładem takiej współpracy może być m.in. serial „Tajemnica twierdzy szyfrów” czy film „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”. Trudno znaleźć nakręcony w ostatnich latach film, przedstawiający realia jakiejś wojny lub dawnej epoki, w którym nie wystąpiliby rekonstruktorzy. Rekonstruktorów można zobaczyć również np. w teledyskach.

Znaczny rozgłos i renomę zdobywa organizowana co roku w połowie lipca inscenizacja bitwy pod Grunwaldem, ściągająca wielbicieli rycerskiego rzemiosła z całej Europy. Biorą w niej udział rekonstruktorzy i bractwa rycerskie, mające okazję zaprezentować swoje umiejętności podczas efektownych walk bronią białą. Okazją do nagłośnienia i popularyzacji tej imprezy była 600. rocznica bitwy, która ściągnęła 150 tysięcy widzów. Tak wyglądał trailer reklamujący to wydarzenie:

Rekonstrukcja bitwy grunwaldzkiej nie jest jedyną masową imprezą tego typu. Inscenizacje grup rekonstrukcyjnych można oglądać również podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego. Liczne inscenizacje organizowane są również w wielu miejscach 1 września, w rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej.

Nie ma chyba rodzaju wojsk czy strony konfliktu, których nie odtwarzałaby jakaś grupa rekonstrukcyjna, a kalendarz imprez jest bardzo bogaty. Odbywają się przez cały rok, ale kumulacja przypada na miesiące letnie, gdy rekonstruktorzy odtwarzają słynne bitwy i uświetniają swoimi pokazami lokalne uroczystości. Listę imprez wraz ze szczegółami można znaleźć m.in. w serwisie DoBroni.pl. Warto poświęcić trochę czasu i wziąć udział w którymś z takich wydarzeń. Jeśli tylko lubicie dawne dzieje, dobra zabawa gwarantowana!

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Coś dla ochłody, czyli sposoby na upał na przestrzeni wieków
Doświadczam
Mleko – jego roślinne oblicze
Doświadczam
Ketchup – nadaje się do wszystkiego?