Bez kategorii

Gadżetomania kuchenna – gdy zbędne staje się niezbędne


  • 3

 

PlateToy (fot.sopolish.pl)

PlateToy (fot.sopolish.pl)

Wykonując codzienne czynności w kuchni, używamy zawsze tych samych sprawdzonych i znanych nam urządzeń i przedmiotów. Garnek, deska, nóż. Wydawać by się mogło, że tak naprawdę więcej nam do szczęścia nie potrzeba. Wszystko zmienia się, kiedy sięgniemy po pierwszy gadżet kuchenny. Jeśli tylko będzie to trafiony wybór, wszystko pójdzie już z górki.

Najtrudniejszy pierwszy krok

Bardzo często żyjemy w przeświadczeniu, że nie warto inwestować w nietypowe gadżety. Postrzegamy je jako sezonową atrakcję, która w mgnieniu oka przeminie i nie przyniesie żadnych wymiernych korzyści. Co najgorsze, zalegnie w naszych kuchennych szafkach, zajmie tylko miejsce i będzie zbierać kurz.

Przypomni nam, jak bezmyślnie daliśmy się ponieść chwili i zainwestowaliśmy w kompletnie nieprzydatny i bardzo często nie najpiękniejszy gadżet kuchenny.

Samokontrola, czyli dlaczego nie można do końca ufać samemu sobie

W przypadku akcesoriów kuchennych obowiązuje ta sama zasada co w przypadku wszystkich zakupów – nie dać się zmanipulować. W promocyjnych gazetkach dużych sklepów bardzo często można znaleźć oferty koniecznie potrzebnych, niezbędnych do dalszego życia przedmiotów, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienią nasz ciężki los.

Pozornie takie sklepowe kuszenie na nas nie działa. Przecież jesteśmy inteligentnymi ludźmi, którzy świadomie kierują swoim życiem, a już na pewno świadomymi konsumentami, którym niełatwo zaaplikować tanie chwyty sprzedażowe. Niech pewność siebie nas nie zwiedzie. Uważajmy też, żeby nie uśpić swojej czujności takim podejściem.

Świadomość świadomością, a życie życiem. Dlatego bardzo często dajemy się skusić na jakiś mały drobiazg, który przecież nie kosztuje majątku, a nuż się przyda. Postępując w taki sposób, zaczynamy stąpać po cienkim lodzie.

Tylko spokój może nas uratować – grunt to dobra decyzja

Posiadanie gadżetów kuchennych to nie przestępstwo, a tym bardziej nie powód do wstydu. Nie świadczy to ani o naszej nieroztropnej rozrzutności, ani o słabej woli. Oczywiście tylko wtedy, gdy do zakupu wymyślnych akcesoriów kuchennych podchodzimy z zachowaniem wszelkich zasad ostrożności. Ważne, żebyśmy starali się nie podejmować decyzji powodowani chwilowym zauroczeniem.

To, co w jednej chwili może nam się wydawać piękne, niezbędne i finezyjne, niedługo później może przypomnieć, że nasze pragnienia nie zawsze idą w parze z dobrym gustem. Najważniejsze to przemyśleć swój zakup. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy rzeczywiście gadżet okaże się przydatny, czy po prostu jest sposobem na realizację niespełnionych fantazji.

Inaczej nie znaczy gorzej

Do naszej dyspozycji pozostaje cała gama produktów, które usprawniają lub uprzyjemniają codzienne kuchenne zmagania. Teoretycznie możemy korzystać ze starych sprawdzonych sposobów, ale uważam, że czasami warto zaryzykować i dać się ponieść. Pozwolić sobie na mały upgrade.

Każdy z nas mierzy się w swoim życiu z gotowaniem różnych produktów. Sprawa zasadniczo nie jest trudna: wrzucamy do garnka z wodą, gotujemy, a następnie podejmujemy próbę odcedzenia tych produktów bez strat w ludziach i sprzęcie. Kto z nas nie oparzył się choć raz lub nie rozlał gorącej wody, próbując ją wylać, bez utraty zawartości?
Nie twierdzę, że jest to zadanie niewykonalne, jednak udało mi się odnaleźć przedmiot, który ułatwia tę czynność – foodpod.

Z tej serii pochodzi jeszcze kilka produktów, które na pewno znajdą swoich zwolenników.

Polski akcent

Wśród designerskich rzeczy nie może zabraknąć produktów z Polski. Chciałabym przedstawić jedną z prac projektanta Bogusława Śliwińskiego.
Jego seria ceramiki TOY jest niesamowitą kreacja skierowaną zarówno do dzieci, jak i dorosłych. Dziecinne formy – żuraw, helikopter, ciężarówka – są utrzymane w prostej czarno-białej stylistyce.

PlateToy (Fot. www.beautifullife.info)

PlateToy (Fot. www.beautifullife.info)

Fenomenem tych talerzy jest to, że w ciekawy i innowacyjny sposób łamią tradycyjne podejście do jedzenia. Dotychczas powszechnie było wiadomo, że jedzeniem nie należy się bawić. Dzięki temu projektowi i jego nowoczesnemu wzornictwu jedzenie może stać się kreatywną i twórczą zabawą z zachowaniem norm dobrego wychowania.

Pozostańmy jeszcze na chwilę w klimacie odrobinę dziecięcym. Propozycją amerykańskiej firmy Fred and Friends,  która bardzo przypadła mi do gustu, jest widelec-samolot.

Airfork (fot.fredandfriends.com)

Airfork (fot.fredandfriends.com)

Dzięki niemu nie trzeba będzie już przekonywać malucha, żeby otworzył buzię, bo leci wyimaginowany samolot. Teraz rodzic ma do dyspozycji prawdziwe cacko, które zapewnia świetną zabawę przy równoczesnym napełnianiu brzuszka naszego kochanego szkraba.

Coś dla gadżetowych lodożerców

Urządzenia firmy ZOKU  to niesamowity sposób na ochłodę nie tylko w środku lata. Przenośne minizamrażarki, zaprojektowane w przyjaznej i kolorowej formie pozwalają na błyskawiczną produkcję lodów w domowym zaciszu. Łatwe w obsłudze, niezajmujące miejsca.

ZOKU (Fot.williams-sonoma.com)

ZOKU (Fot.williams-sonoma.com)

Wystarczy nalać trochę ulubionego soku, odczekać 7 minut, a następnie rozkoszować się smakiem stworzonego loda. Firma w swoim asortymencie ma również wiele elementów dodatkowych, które między innymi pozwolą zmienić ten prosty smakołyk w prawdziwe dzieło sztuki.

Pogromcy sałatek

Bardzo lubię przyrządzać różnego rodzaju sałatki. Problem pojawia się wtedy, kiedy chcę je wszystkie w tym samym czasie podać na stół. Zawsze wtedy muszę wchodzić na wyżyny swojej kreatywności, ponieważ dysponuję tylko jednym kompletem specjalnych łyżek do nakładania. Z pomocą przychodzi brytyjska firma Joseph Joseph, która oferuje m.in. specjalne miski ze sztućcami w kształcie łapek. Mają one swoje stałe miejsce jako uchwyty, a w razie potrzeby służą jako sztućce do mieszania i nakładania potraw.

(Fot.yankodesign.com)

(Fot.yankodesign.com)

Podobną ofertę ma wywodząca się z Tajlandii marka Qualy. Wystarczy tylko posadzić ptaszka zakończonego specjalną łyżką na brzegu opływowej misy, aby stabilnie się trzymał. Ciekawe wzornictwo i niewątpliwa funkcjonalność na pewno skuszą niejednego.

Jeśli bal, to tylko w kuchni

Bardzo często zdarza się, że podejmując się organizacji nawet najmniejszego przyjęcia w własnym domu, gospodyni skazana jest na spędzenie większości wieczoru w kuchni. Żeby potrawy były świeże i podane z należytą uwagą, pani domu pragnie dopilnować wszystkiego osobiście. Tym samym jej odświętny strój, któremu zapewne poświęciła równie dużo uwagi jak przygotowanemu posiłkowi, przez cały czas trwania uroczystości ukryty jest pod mniej lub bardziej subtelnym fartuszkiem.

(Fot.looklikecookie.com)

(Fot.looklikecookie.com)

Kobieta lubiąca gotować nie musi ukrywać się już więcej pod bezkształtnymi fartuchami. Propozycje alternatywne zostały zaprojektowane w różnych kolorach i fasonach, tak aby każdy znalazł model odpowiedni dla siebie. Uważam, że to niekonwencjonalne rozwiązanie godne jest uwagi. Tak wyglądający fartuszek na pewno w niejednym z nas wyzwoli niepohamowaną chęć na coś pysznego.

I Ty zostań pogromcą gadżetów

Kurczowe trzymanie się tradycyjnych rozwiązań nie zawsze jest najlepszym pomysłem. Czasami warto zaszaleć, dać się ponieść innowacyjnej formie. Zasada jest tylko jedna: gadżet musi zostać wykorzystany. Nie powinno się inwestować w akcesoria, które mimo swojego pięknego wyglądu nie przyniosą radości płynącej z ich bezpośredniego używania.

Dobrze w swojej kuchni mieć kilka przedmiotów, które wywołują uśmiech na twarzy.
A Wy macie swoje ulubione gadżety, bez których nie wyobrażacie sobie funkcjonowania w kuchennym świecie?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Charles Dickens – dekorator wnętrz
Bez kategorii
Jak samochód zmienił życie współczesnego człowieka
Bez kategorii
Pierwszy rok z dzieckiem w domu, a potem co? Propozycje i różne punkty widzenia
  • Wojciech Pitra

    Gdzieś w jakimś sklepie widziałem pokrowiec na banana, był zrobiony ze sztywnego plastiku i generalnie gdy krzywizna/długość banana była by nieodpowiednia to już tylko nóż ;D xD 

    • Grzegorz Winger

      Też kiedyś to widziałem i miałem zdanie, że totalna głupota by takie coś używać.
      Co ciekawe kilka dni temu chciałem dać dziecku banana by zabrał ze sobą… nie odważyłem się bo banan pewnie by skończył jako rozgnieciony przez koła samochodu ślimak.
      Co gorsza, z w/w powodu zacząłem się zastanawiać czy czasem nie kupić tego cudacznego „etui” by banan był niczym iron man – niemal niezniszczalny do czasu konsumpcji 😀

      Jak widać punkt widzenia zmienia się wraz z punktem siedzenia 🙂

  • Też wychodzę z założenia, żeby do gadżetów trzeba podchodzić z „głową”, o ile solniczka w kształcie kopalni soli w Wieliczce raczej na moim stole nie stanie, o tyle chętnie przygarnęłabym taki foopod – odcedzanie makaronu wygląda u mnie zawsze tak samo….boleśnie.