Bez kategorii

Amerykański 1% – jak wygląda życie najbogatszych ludzi w USA?


  • 1
(Fot. Flickr/damianmorysfotos /Lic. CC by)

(Fot. Flickr/damianmorysfotos /Lic. CC by)

Do ich kieszeni wpada czwarta część rocznego krajowego dochodu, kontrolują 40% majątku znajdującego się w rękach prywatnych, średni roczny dochód na gospodarstwo domowe wynosi 750 tysięcy dolarów, a średnia wartość posiadanych przez nich aktywów to 7,5 miliona dolarów. Życie amerykańskich krezusów z tzw. 1% przypomina serial „Revenge”, „Two broke girls”, czy może raczej Sknerusa McKwacza?

Jachty, kaszmir i homary

“Dwa lata temu u szczytu finansowego kryzysu znalazłem się na wielkim, pięknym jachcie na rejsie zaczynającym się u wybrzeży Long Island (Nowy Jork). Dostałem niespodziewane zaproszenie, by przyłączyć się do przyjaciela jednego z moich powinowatych (…) W porcie nie mogłem nie zauważyć parkingu wypełnionego SUV-ami marki Land Rover, BMW czy Lexus. Nasi gospodarze, witając wszystkich gości przyjacielskim uściskiem, obserwowali swoją odprasowaną, ubraną w biel załogę, ładującą do łodzi lodówki z zimnymi napojami i piwem z minibrowarów, skrzynie alkoholi i zafoliowane tace, z których unosił się wyraźny aromat grillowanego homara.

Ludzie wchodzący na pokład obok mnie mieli na sobie dobre skórzane buty, designerskie okulary przeciwsłoneczne, kaszmirowe swetry związane na szyi lub biodrach… oraz luksusowe uśmiechy” – tak swoje spotkanie z najbogatszymi opisuje pewien śmiertelnik z klasy średniej, autor blogu Home Depot Jobs. Czy życie najbogatszych jest rzeczywiście tak bardzo podobne do tego z naszych stereotypowych wyobrażeń?

Życie rodem z serialu?

Powyższy opis bardzo przypomina to, co możemy oglądać w serialach „Two broke girls” czy „Revenge”. Ludzie obrzydliwie wręcz bogaci, mieszkają w olbrzymich rezydencjach, spędzają czas na jachtach, polach golfowych oraz w drogich restauracjach i modnych klubach, praktycznie nie pracują, niewiele zresztą potrafią robić. Aby poprawić sobie samoocenę, organizują imprezy charytatywne, ale ich głównym zajęciem jest knucie intryg przeciwko innym sobie podobnym. Przypomina się „Moda na sukces”, prawda? Taki konsumpcyjny i rozrzutny styl życia prowadzą jednak zwykle gwiazdy filmowe czy sportowe.

Poważni bogacze, którzy dorobili się fortuny w biznesie, żyją zupełnie inaczej, przedkładając bezpieczeństwo finansowe nad życie ponad stan. Owszem, numer 1 corocznego rankingu najbogatszych Forbesa, czyli oczywiście  Bill Gates, mieszka w willi naszpikowanej elektroniką. Jednak już numer 2 na tej liście żyje znacznie skromniej.

Warren Buffet nadal zamieszkuje 3-pokojowy dom w śródmieściu Omaha, który nabył zaraz po ślubie 50 lat temu. Twierdzi, że jest tam wszystko, czego potrzebuje. Dom nie ma nawet ogrodzenia. „Nie kupuj więcej niż to, czego naprawdę potrzebujesz, i zachęcaj dzieci do myślenia w ten sam sposób”. Sam prowadzi własny samochód, nie ma szofera ani ochroniarzy, nigdy nie lata prywatnym samolotem, choć jest właścicielem NetJets, największej prywatnej firmy lotniczej. Zwykł mawiać: „Zawsze zastanawiaj się nad tym, jak możesz coś osiągnąć ekonomicznie”.

Pan Warren nie obraca się wśród ludzi z wyższych sfer. Spędza wolny czas w domu – ogląda telewizję, pogryzając popcorn. Nie nosi telefonu komórkowego, nie ma też komputera na biurku. Podobno kiedy miał się poznać z Billem Gatesem, spotkanie zaplanowano na 30 minut, ponieważ nie sądzono, że panowie mają ze sobą coś wspólnego. Ostatecznie rozeszli się dopiero po 10 godzinach, a Gates stał się wielbicielem Warrena.

Safari w Afryce, wyspa na Hawajach

Tymczasem rodzina Waltonów, spadkobierców założycieli sieci supermarketów Wal-Mart, żyje poniekąd zgodnie ze stereotypem. Choć na pierwszy rzut oka nie przypominają bogaczy z seriali, to szczególnie Alice ze swoją kolekcją dzieł sztuki wartą 400 milionów dolarów, prywatną stadniną koni w Teksasie oraz prywatnym muzeum wpisuje się w nasze wyobrażenia. Tymczasem jej szwagierka, Christy, zajmuje się działalnością charytatywną. Znów przypominają się bogacze z seriali.

(Fot. Flickr/trondheimhavn /Lic. CC by)

(Fot. Flickr/trondheimhavn /Lic. CC by)

Przyjrzyjmy się więc starszemu bratu Alice. Samuel Robson, zwany Robem, zasiada w zarządzie Wal-Martu i pracuje w bardzo skromnym biurze. W zasadzie mogłoby ono być pomieszczeniem na środki czyszczące, mopy i odkurzacze. Powierzchnia trzy na trzy metry, „bez okien” – chwali się Rob. Takie biuro ma sugerować, że w Wal-Mart nikt nie może oczekiwać specjalnego traktowania. Rob wpada do biura 4-5 razy w miesiącu w przerwach między polowaniem na kaczki w Kanadzie, wycieczką rowerową po Francji czy bio-safari w południowej Afryce. Może więc Rob zwyczajnie nie potrzebuje okien w biurze?

Z kolei Larry Ellison, numer 6 Forbesa, właśnie kupił sobie jedną z wysp na Hawajach (dokładnie 98% wyspy), zapłacił za nią bagatela… hmmm… w sumie nie wiadomo, ile dokładnie zapłacił, ale cena wywoławcza wynosić miała 500-600 milionów dolarów. Cóż to jest dla człowieka, którego majątek szacuje się na 36 miliardów dolarów? Mylicie się jednak, jeśli myślicie, że kupił ją, żeby na bezludnej wyspie spędzać wakacje z rodziną.

Wyspę zamieszkuje bowiem ponad 3 tysiące osób i jak grzyby po deszczu powstają tam luksusowe ośrodki turystyczne. Jedną z głównych atrakcji jest golf, a Ellison słynie z uwielbienia dla tego sportu, więc może o nim myślał, gdy kupował wyspę Lanai. W każdym razie Larry ze swoim upodobaniem do kolekcjonowania drogich jachtów, samolotów, niebywałych posiadłości dookoła globu oraz kochanek rekrutowanych spośród własnych pracownic świetnie wpisuje się w wizerunek bogacza z „Revenge”.

Drugi najmłodszy (zaraz po Dustinie Moskovitzu) miliarder Forbesa, czyli Mark Zuckerberg, jeszcze dwa lata temu żył ze swoją narzeczoną w dość skromnym wynajmowanym domu. Niedawno przeprowadzili się do posiadłości nieco większej, bo mającej pięć sypialni, jednak wciąż nie jest to ich własność. Rzut oka na zdjęcia wystarczy, żeby przyznać, że choć nie jest to najskromniejszy dom, zdecydowanie nie wygląda jak dom miliardera, którym jest założyciel i generalny dyrektor Facebooka. Jak widać, Zuckerber także nie lubi żyć ponad stan. A może raczej nie potrzebuje większego domu, skoro 16 godzin na dobę spędza w pracy?

A może jednak skromne bogactwo?

Nie jest chyba wielkim zaskoczeniem, że amerykańscy bogacze mają różny stosunek do swojego majątku. Ciekawe jest coś innego. Otóż jak pisze Mikołaj Łagowski powołując się na  książkę „Sekrety Amerykańskich Milionerów” wśród tego 1% najbogatszych większość żyje “znacznie poniżej swoich finansowych możliwości„. Noszą tanie garnitury, jeżdżą używanymi samochodami, mniej niż 1% wzięło kiedykolwiek samochód w leasing. Ich żony to kobiety oszczędne, większości z milionerów wydawanie pieniędzy przychodzi łatwiej niż ich żonom”. Wygląda na to, że ludzie ci nie są bogaci dlatego, że mają szczęście i odziedziczyli fortuny w spadku.

81% z nich dorobiło się majątku dzięki własnej pracy, oszczędności oraz intuicji do podejmowania dobrych inwestycji. Natomiast jeśli chodzi o miejsca, w których mieszkają, to „prawie wszyscy posiadają własny dom, w którym przeszło połowa mieszka ponad 20 lat. Domy te nie znajdują się w luksusowych dzielnicach, tylko są położone w zwykłych osiedlach i raczej nie wyróżniają się na tle dużo mniej zamożnych sąsiadów” – pisze dalej Łagowski. Do tego dwie trzecie spośród najbogatszych przeznacza na pracę 45 do 55 godzin tygodniowo, a na planowanie wydatków ponad 8 godzin miesięcznie, czyli o 4 godziny więcej niż śmiertelnicy o konsumpcyjnym podejściu do życia (lub 8 godzin więcej niż autor tego tekstu).

Krezusem być czy nie być?

Wygląda więc na to, że niektórzy z listy Forbesa spokojnie mogą się identyfikować z familią Graysonów z „Revenge”. Innych można wyobrazić sobie pływających w pieniądzach w swoim skarbcu, jak to zwykł robić Dineyowski kaczor. Tymczasem jeszcze inni, ku swej rozpaczy, przypominają zrujnowaną Caroline Channing (bohaterkę „Two broke girls”), córkę miliardera próbującą swoich sił w zawodzie kelnerki. Dobrze, może troszkę przesadziłem, w końcu ani szef Garmina, ani Google’a, ani serwisu eBay nie serwują jeszcze hamburgerów w fast foodzie. Jeszcze…

A jak wyglądałoby Wasze życie, gdybyście znaleźli się w czołówce najbogatszych? Moje byłoby nieustanną podróżą. Może udałoby mi się zobaczyć choć 10% tych miejsc, które chcę odwiedzić… Obawiam się tylko, że żyjąc w ten sposób, dość szybko musiałbym zacząć zadawać pytania w stylu: „Czy życzy pan sobie colę do frytek?” Cóż, niektórzy z nas nie są stworzeni do tego, by zostać bogaczami. A Wy jesteście?

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Janusz Kaniewski – Polak, który projektuje świat
Bez kategorii
Gadżetomania kuchenna – gdy zbędne staje się niezbędne
Bez kategorii
Herbata – napój codzienny o nieznanych obliczach
  • Jacek Plewniak

    myśle że każdy jest do tego zdolny. głównym problemem jest NAWYK życia w sposób w jaki żyjemy i przekonanie, że nie należy nam się nic więcej. Trzeba pamiętać, jak i warto by wspomnieć w tekście powyżej, że wielu z tych milionerów czy miliarderów, którzy do czegoś doszli sami, doszli dlatego, że mieli bardzo odległe CELE do których dążyli. Natomiast oni sami nazywali te cele MARZENIAMI. Nigdy z nich nie rezygnowali, nigdy nie dali się wyprać z marzeń tak jak większość naszego społeczeństwa. Dlaczego większość Polaków na pytanie „ile chiał/a byś zarabiać” odpowiada 2-3 tysiące złotych. Nie zwracają uwagi na to, że pytanie brzmiało „ile chcesz” a nie „ile jesteś w stanie”. Dlaczego nie zarabiać np. 10000zl/m-c? Starczyło by na spłatę wszystkich rat (mieszkanie, samochód), utrzymanie domu (czynsz, jedzenie), dzieci, można by śmiało zatankować auto do pełna, może nawet 2 razy w miesiącu (czy to już rozpusta?), a nawet część z tych pieniędzy zainwestować. Grunt to postawić sobie za CEL to ile chcemy zarabiać, mieć ten cel codziennie przed oczami i myślec o nim, o sposobach jak to osiągnąć i dążyć do tego.Ja osobiście jestem na etapie budowania swoich aktywów od 4 lat, mimo iż moje życie nie różni się zbytnio od waszych, pracuje na 3 zmiany zarabiam 2 tysiące mam kredyt na mieszkanie i samochód, ale 25% wypłaty poświęcam na budowanie aktywów. Dlatego, że moim celem jest osiągnięcie dochodów PASYWNYCH na poziomie o którym pisałem wyżej przed 30 (mam 24 lata). Polecam lekturę serii „bogaty ojciec, biedny ojciec” autorstwa Roberta Kyosaki.