Korzystam

Tim Burton i jego dziwaczny świat


  • 1
Fot. Flickr/whatleydude/Lic. CC 2.0

Fot. Flickr/whatleydude/Lic. CC 2.0

Pogranicze śmiechu i strachu, głupich gagów i subtelnego komizmu to przestrzeń nie dla każdego twórcy. W takich warunkach świetnie radzi sobie reżyser nietuzinkowy, oryginalny i specyficzny – Tim Burton.

Szybka kariera i bogata filmografia

Tim (a właściwie Timothy William) Burton na początku swojej kariery trafił do studia Walta Disneya jako animator. Mając dostęp do technologii i kontakt z kreatywnymi twórcami kreskówek, rozwijał własną wizję tworzenia filmów, nie tylko animowanych.

Jego pierwszym dużym obrazem był „Sok z żuka” z 1988 roku. Obraz zaskakuje! Mnóstwo w nim efektów specjalnych, takich jak animacje, wybuchy, nakładanie planów. Choć dzisiaj wydają się mało profesjonalne (wystarczy się dokładnie przyjrzeć, by zobaczyć styropianowe elementy czy niedociągnięcia montażu), w tamtym czasach wzbudzały uznanie:

Już pierwszy film dawał pojęcie o tym, jakim reżyserem będzie Tim Burton. Kolejne lata potwierdziły, że kocha on absurd, czarny humor, przenikanie się światów, elementy grozy w połączeniu z szyderstwem, ponadto – efekty specjalne, elementy ludyczne, w tym taniec i śpiew. Absurdalny humor i groteskowość wielu scen to kolejne cechy, za które miliony widzów na świecie pokochały Burtona.

Pierwsza premiera reżyserska (filmu fabularnego) rozpoczęła szybki rozwój kariery Tima Burtona. Rok po „Soku z żuka” zaprezentował „Batmana” w gwiazdorskiej obsadzie: Michael Keaton, Jack Nicholson, Kim Basinger i inni. Kto jeszcze był po „Soku z żuka” do Burtona nieprzekonany, oddał mu serce po „Batmanie”:

Owocna współpraca z Johnnym Deppem

Od początku lat 90. Burton zaczął współpracować z innym oryginałem amerykańskiego świata filmu – Johnnym Deppem. Połączyła ich wspólna pasja tworzenia dziwacznych światów. To uzupełniający się duet, który od lat tworzy świetne filmy, tak oryginalne, że nie można ich pomylić z niczym innym.

Zaczęło się spektakularnie – przetworzoną opowieścią o Frankensteinie, którego tym razem zastąpił ktoś nowy (ale jakże podobny) – skromny i cichy Edward. Edward Nożycoręki. Główną rolę w filmie o takim tytule zagrał właśnie Johnny Depp. Z bladą twarzą, włosami w nieładzie, smutkiem w oczach – stał się wizytówką tego dzieła i kwintesencją postaci tworzonych wspólnie z Burtonem.

Później aktor wielokrotnie współpracował z reżyserem. Wynikiem były świetne produkcje, m.in.: „Ed Wood” (tym razem film biograficzny, który zdobył dwa Oscary), „Charlie i fabryka czekolady” czy „Sweeney Todd: Demoniczny golibroda z Fleet Street”. Na koncie twórcy mają też ciekawie wyprodukowaną „Gnijącą pannę młodą”. Film stworzono tzw. metodą poklatkową, „aktorami” są liczne lalki z mechanizmem przekładniowym. Warto to zobaczyć!

Dziwne historie z… własną partnerką

Moim małym hobby związanym z twórczością Tima Burtona jest śledzenie kolejnych kreacji jego partnerki, Heleny Bonham Carter. Wygląda na to, że za wielką dawką profesjonalizmu kryje się też sporo uciechy – Helena obsadzana jest w rolach ekscentrycznych, nieraz karykaturalnych. Zwykle też nie wygląda w filmach Tima zbyt atrakcyjnie.

W „Planecie małp” była, a jakże, szympansicą. W „Gnijącej pannie młodej” trafił jej się „zaszczyt” kreowania tytułowej bohaterki. Później nie było lepiej. W obrazie „Charlie i fabryka czekolady” Helena zagrała matkę Charliego, którą stać tylko na dania z kapusty. W „Sweeneyu Toddzie” trafia do pieca, z kolei w „Alicji w Krainie Czarów” (świetna ekranizacja!) ma wielką głowę jako Czerwona Królowa. W najnowszym obrazie Burtona, filmie „Mroczne cienie”, jego ukochana wciela się w postać alkoholiczki – dr Hoffmann, która kończy na dnie jeziora.

Trudno stwierdzić, czy powyższe przykłady dowodzą dziwacznych upodobań pary, czy też po prostu reżyser wykorzystuje oryginalną (i bardzo plastyczną, łatwą do charakteryzowania) urodę swojej ukochanej do proponowania jej ról mało sympatycznych. Co ciekawe, Helena prawie nigdy nie jest na pierwszym planie, ale jej oblicze nie tylko mnie kojarzy się z twórczością Burtona.

Ekscentryczne hity

Ciekawym zjawiskiem jest popularność filmów Tima Burtona, zważywszy na jego czarny humor, demoniczne ciągoty i gotyckie podszycie. Mieszanina to na pozór ciężkostrawna, a jednak jego produkcje przyciągają do kin rzesze fanów.

Dotyczy to zarówno jego najbardziej mrocznych filmów (np. „Sweeneya Todda”), jak i bardziej lekkostrawnych komedii – np. popularnej „Marsjanie atakują”. Ta ostatnia jest zresztą bardzo ciekawa. W założeniu szydzi z podrzędnych filmów science fiction. Dla jednych te aluzje są oczywiste, dla innych po prostu film jest zabawną opowieścią o ataku kosmitów – nie mniej udaną.

Osobiście bardzo jestem ciekawa jego wersji „Rodziny Adamsów”, którą właśnie tworzy. Czy film powtórzy sukces dzieła Barry’ego Sonnenfelda? Ale, z drugiej strony, czy nawet Tim Burton będzie w stanie wykrzesać coś więcej z historii mrocznej rodziny? To się okaże.

Świat zniekształcony, świat atrakcyjny

Klimat filmów Tima Burtona utrzymany jest w specyficznej estetyce, na którą składa się oczywiście temat, ale też charakteryzacja aktorów, plastyka świata przedstawionego, efekty specjalne czy muzyka. Kolejne sceny prowadzą widza ku często oczywistemu rozwiązaniu. Co ciekawe, pojawiają się też elementy jakby niepotrzebne, kwestie czy sytuacje, które pozwalają odróżniać filmy Burtona od dzieł innych reżyserów.

Mimo że jego dziwaczny świat jest mocno zniekształcony, demaskujący to, co niskie, obrzydliwe i godne potępienia w naturze ludzkiej – ma wielu sympatyków, a nawet maniaków. Lubimy się śmiać z hiperbolizacji naszych słabości, a jednocześnie chyba wierzymy, że sami jesteśmy inni. Ot – magia kina.

A czy Wy lubicie filmy Tima Burtona? Co cenicie w jego twórczości?

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Pracuję
Ernest Malinowski – geniusz czy samobójca?
Korzystam
Więcej niż dworzec
Korzystam
Najlepsze i najgorsze filmy hybrydowe
  • Malina M

    Powiem szczerze, że twórczość Tim’a Burton’a zaintrygowała mnie już pierwszego jego filmu, który miałam okazję obejrzeć, a mówię tu o Edwardzie. Zaciekawiona czy taka kreacja świata to wybryk czy cecha jego filmów poszłam za ciosem i przez kolejne 3 dni obejrzałam połowę jego filmografii: Sok z żuka, Vincenta (który stał się moją ulubioną animacją), Jeźdźca bez głowy, Big Fish a także Gnijącą Pannę Młodą. Było to na rok przed pojawieniem się Sweeney Todda. Ah cóż to za film. Jak do tej pory byłam ‚oczarowana’ ( tak wiem wiem, słówko praktycznie nie pasujące do jego twórczości, a już na pewno nie dla ludzi o zdrowych zmysłach) jego dziełami, tak ten film sprawił, że nie mogę już przeżyc roku bez repety. Po prostu całą sobą zaczęłam pochłaniać jego filmy. W każdym kreowane postacie i ten mroczny, zagadkowy i karykaturalny świat idealnie wpisywał się w moje odczucie realnego świata. Zaczęłam czytać coraz to więcej wywiadów z Burtonem, poznawać coraz to więcej faktów z jego życia i okazał mi się bliski również jako człowieka a nie tylko artysta, którym niewątpliwie jest.
    Wielu ludzi pojechało po nim po wejściu na ekrany kin „Mrocznych cieni”, ale jak dla mnie i ten film, choć nie jest jego najdoskonalszym to wciąż utrzymany w klimacie i genialnie wykreowany.
    „Alicja….” jest moją ulubioną książką z dzieciństwa, więc dostałam mentalnego orgazmu na wieść o tym, że współczesnej ekranizacji podejmie się właśnie moje reżyserskie guru. I nie zawiodłam się, „Alicja…” to majstersztyk! Jestem rozczarowana tylko planami ekranizacji ” Po drugiej stronie lustra” i nie powierzenia jej ponownie Timowi. No cóż. Z czystej ciekawości wybiorę się wówczas do kina i w głos czynić będę przytyki. 😉
    A Burtonowa wersja „Rodziny Adamsów” moim zdaniem będzie polem do popisu jego umiejętności. Sama koncepcja filmu już jest w iście Burtonowych klimatach, a gdy przepuści on całość przez swój filtr poznania świata może wyjść naprawdę dobry shit. Także obaw nie mam, bo wierzę w talent tego człowieka.

    Co do samej Heleny, ah co to za kobieta. Jak słusznie zauważyłaś nigdy nie jest główną bohaterką w jego filmach, ale jej kreacje nie ustępują na krok tym pierwszoplanowym. Kobieta-maszyna. Dla mnie bezapelacyjnie jedna z najlepszych aktorek kina światowego. Nie tylko za role u Burtona, czy Bellatrix ale chociażby jako Marla w Fight Club, czy też wcielając się w Ingrid w „Na żywo z Bagdadu” albo jako królowa Elżbieta, czy też bezbłędna kreacja w Nędznikach. Kobieta całościowa. Artystka przez naprawdę duże A. Dlatego też naprawdę aż dostaję ataku nerwicy, gdy widzę nieraz wypowiedzi na forach, że role u Burtona dostaje tylko ze względu na ich związek i że zawsze gra tak samo.

    Pan Depp jest moją miłością od wielu lat, więc coby uniknąć jeszcze dłuższego referatu dodam tylko, że genialny jest zarówno w Dziewiątych wrotach, Czekoladzie, Desperado, ale równocześnie w Alicji, Charlim czy jako moja filmowa miłość Jack Sparrow.