Mieszkam

Lofty – modne i wygodne?


  • 1
Broadway (Wikipedia Commons)

Broadway (Wikipedia Commons)

Karol Marks musi się przewracać w grobie. Miejsca kojarzone z wyzyskiem klasy robotniczej, które miały być zarzewiem ogólnoświatowej, proletariackiej rewolucji, są zawłaszczane przez zgniłych kapitalistów. Z drugiej strony gdyby nie oni, to liczne obiekty poprzemysłowe po prostu zniknęłyby z polskiego krajobrazu.

Wysokie, przestronne, eksponujące elementy konstrukcyjne i dobrze doświetlone – tak najkrócej można by scharakteryzować to, co rozumie się dziś pod pojęciem „loft”. Z języka angielskiego oznacza ono ‘strych, poddasze’. I choć z założenia miały być to mieszkania tworzone w przestrzeniach poprzemysłowych (stare fabryki, magazyny etc.) lub innych dużych, starych budynkach użyteczności publicznej (dworce, koszary), to na rynku są także obiekty budowane od podstaw, które jedynie nawiązują do stylu industrialnego (tzw. soft lofty). Tym, co je łączy, są to przede wszystkim duże, otwarte przestrzenie o niestandardowych wymiarach lub rozkładzie.

Fabryka Scheiblera Tymienieckiego (Wikipedia Commons)

Fabryka Scheiblera Tymienieckiego (Wikipedia Commons)

Moda na lofty do Polski – jak wszystko inne – przywędrowała z Zachodu z kilkudziesięcioletnim poślizgiem. W Stanach Zjednoczonych i Europie tego typu mieszkania znane są już od połowy ubiegłego wieku. Różnica jest jeszcze jedna. W USA loft to mieszkanie o powierzchni ok. 200 m kw., natomiast w Polsce uważa się za takie już 60-metrowe mieszkanie, pod warunkiem że znajduje się ono w budynku poprzemysłowym.

Eviva l’arte

Początków zainteresowania alternatywnym wykorzystaniem przestrzeni industrialnych należy szukać na początku XX wieku. Wtedy to po raz pierwszy olbrzymie hale dawnych magazynów i fabryk zostały wykorzystane jako pracownie, a z czasem także jako mieszkania przez paryską bohemę. Powód przeprowadzki był prozaiczny: pieniądze. Cierpiący na chroniczny brak gotówki artyści, dzięki niskim czynszom odnaleźli tam idealne miejsce do pracy. Zwłaszcza że sprzyjały im warunki: otwarte przestrzenie z wysokimi sufitami i olbrzymie okna.

Zapewne jednak lofty zostałby lokalną atrakcją, gdyby nie Stany Zjednoczone. Lata 30., Nowy Jork. W mieście gwałtownie rośnie cena gruntów i przemysłowcy przenoszą swoje fabryki poza granice miasta. Opuszczone hale zakładowe i magazyny popadają w ruinę. W latach 60. tymi miejscami zaczynają interesować się nowojorscy artyści. Tak właśnie narodził się mit SoHo, nazywanego do tej pory „hell’s hundred acres” (piekielne sto akrów). Bohema artystyczna, zachęcona niskimi cenami oraz wielkimi przestrzeniami, zaczęła adaptować budynki na pracownie i studia. Urządzano w nich wernisaże, pokazy i przyjęcia. W ślad za nowojorską cyganerią szybko podążyli snobujący się na bohemę yuppie, ciekawscy turyści i chcący zarobić na magii miejsca inwestorzy. W połowie lat 80. artyści z SoHo się wynieśli, szukając spokoju w Meatpacking District, Chelsea oraz niektórych rejonach Brooklynu. Nie trzeba chyba dodawać, że długo sami tam nie byli.

Proces ten w socjologii nazywa się gentryfikacją i ogólnie oznacza zmianę charakteru danej części miasta. Najczęściej z dzielnicy mieszkalnej, którą zamieszkuje szerokie spektrum lokatorów, do strefy zdominowanej przez osoby o wysokim statusie materialnym.

Niepozorne początki…

Pierwszy polski loft powstał dopiero w XXI w. Było to „Loft Bolko”. Przemo Łukasik, architekt z pracowni medusa group, postanowił zaadaptować na swój dom budynek starej lampiarni, znajdujący się na terenie kopalni Orzeł Biały w Bytomiu. Unosi się on na sześciu ośmiometrowych żelbetowych słupach. Do środka prowadzi zewnętrzna klata schodowa. Jak na rasowy loft przystało, układ funkcjonalny starego budynku pozostał bez zmian – wnętrza są przestronne i surowe. „To nie jest mieszkanie dla każdego, bardziej filozofia, której trzeba się podporządkować”, podsumowuje swoje dzieło Łukasik.

Fotografia: Daniel Chrobak i Jan Lutyk (http://www.medusagroup.pl/)

Fotografia: Daniel Chrobak i Jan Lutyk (http://www.medusagroup.pl/)

Kameralny bytomski loft to jednak ewenement. Przyśpieszony kurs kultury zachodniej, który od ponad 20 lat przechodzi Polska, spowodował, że przestrzeniami pofabrycznymi zainteresowały się duże firmy developerskie, przeważnie z zagranicznym kapitałem. Obserwując sytuację w naszym kraju, przeczuwali, że lofty będą dobrym biznesem.

…i spektakularny upadek

Jedną z najgłośniejszych realizacji tego typu była rewitalizacja XIX-wiecznej fabryki Karola Scheiblera w Łodzi. Projekt odnowy budynku dawnej przędzalni zakładał zachowanie poprzemysłowej konstrukcji oraz zastosowanie surowych elementów wykończeniowych: cegły, stali i szkła. Mieszkania przy ul. Tymienieckiego kupili: Borys Szyc, Olivier Janiak czy Edyta Jungowska. Na tym prawie idyllicznym obrazku pojawia się jednak rysa. Inwestorowi udało się znaleźć chętnych na jedynie 1/3 mieszkań, co sprawiło, że w kwietniu tego roku ogłosił on upadłość. Ponad 250 mieszkań, których nie udało się sprzedać, trafi na licytację wczesną jesienią.

Nieco więcej szczęścia – na razie – mają lofty w Żyrardowie. Historia tej podwarszawskiej miejscowości jest nierozerwalnie związana z fabryką wyrobów lnianych, którą zorganizował tam, na zlecenie rządu Królestwa Polskiego, Filip de Girard. Budynek dawnej przędzalni, którą kupiła spółka Green Development, jest jednym z pierwszych na świecie obiektów o konstrukcji żelbetowej. Ma on prawie 130 m długości i jest wyższy od dziesięciokondygnacyjnego bloku. Do mieszkań będzie się wchodzić się ogromnymi schodami. Na pięciu kondygnacjach powstaje 200 mieszkań od 30 do 100 m2.

Lofty w Polsce znajdują się także w Gliwicach (Stara Piekarnia, Spichlerz), Krakowie (stary młyn na Zabłociu), Bydgoszczy (obiekty przemysłowe Famoru) czy w Warszawie na terenie dawnych Polskich Zakładów Optycznych.

[FM_form id="2"]
Mieszkam
Oświetlenie zewnętrzne domu – zastosowania, technologie, estetyka
Mieszkam
Zszargane świętości?
Mieszkam
Zasłony, rolety, a może coś jeszcze innego.
  • marek bogacki

    Wydaje mi się, że w Polsce mogło by być dużo zagospodarowanych loftów. Niestety właściciele takich miejsc wolą aby niszczały one, niż wynająć je i pozwolić tchnąć w nie nowe życie. Poza tym wiele loftów w Polsce jest w nieciekawych okolicach, gdzie strach zamieszkać. Widać to bardzo dobrze na śląsku, gdzie wiele miejsc które mogły by być wykorzystane w ciekawy sposób zostaje wyburzonych a ich miejsce stawia się hipermarkety. Na szczęście są też takie miejsca, które są zagospodarowane, jedynie szkoda, że tak mało, bo architektura przemysłowa bardzo mi się podoba.