Doświadczam

Amerykańskie podejście do motoryzacji


  • 0

Ten, kto miał do czynienia z amerykańskimi samochodami lub odwiedził Stany Zjednoczone, powinien się już orientować, jak podchodzą do motoryzacji obywatele tego kraju.

W europejskich miastach pełno jest zatłoczonych uliczek, w których nawet auta niewielkich rozmiarów ledwo się mieszczą. Najwięcej problemów sprawia jednak parkowanie. Tu zakaz, tam zastawione; jeżdżąc po niektórych miastach, można godzinami wypatrywać miejsca. Jeśli już takie znajdziemy, zwykle okazuje się, że nasz samochód jest trochę za duży, żeby tam zaparkować, i jeździmy dalej, marnując cenny czas.

Oczywiście w największych miastach Stanów Zjednoczonych kierowcy także miewają problemy z parkowaniem, ale mimo wszystko tam mają do dyspozycji znacznie większą przestrzeń. Zaparkowanie dużym vanem czy SUV-em nie sprawia większych kłopotów. Do czego zmierzam? Do rozmiarów i typu aut, w jakich gustują Amerykanie.

W takich krajach europejskich jak Włochy czy Francja od dawna panuje moda na niewielkie samochody, takie jak Fiat 500, Mini Cooper czy Smart. Zostały one stworzone właśnie z myślą o zatłoczonych uliczkach i niewielkich miejscach parkingowych. Na Starym Kontynencie stylowe maluchy cieszą się dużą popularnością, za oceanem natomiast nie mają racji bytu.

Dlaczego? Powód jest prosty: Amerykanie po prostu przyzwyczaili się do samochodów o pokaźnych gabarytach. Ich upodobania nie wzięły się znikąd. Oprócz szerokich dróg i ogromnych przestrzeni parkingowych argumentem przemawiającym za dużym autem od dekad były niskie ceny paliwa. Jak nietrudno się domyślić, jeśli większy samochód, to również większy silnik.

Europejscy i azjatyccy producenci doskonale znają amerykański rynek i wiedzą, czego oczekują tamtejsi klienci. Wychodząc naprzeciw ich potrzebom, dostosowują swoje modele do amerykańskich standardów. Prostym przykładem jest najnowszy Volkswagen Passat: wersja oferowana w USA jest dłuższa od europejskiej, a pod jej maską pracują znacznie większe silniki.

W Europie najlepiej sprzedają się 2-litrowe diesle z rodziny TDI, a w Stanach większości klientów nawet przez myśl nie przejdzie zakup auta z taką jednostką napędową. Amerykanów znacznie bardziej interesują duże benzyniaki. Właśnie dlatego podstawowa wersja benzynowa Passata oferowanego w USA ma pod maską 2,5-litrowy motor R5, a mocniejsza 3,6-litrowe V6. Ze względu na stale rosnące ceny paliw dostępna jest także odmiana 2,0 TDI, ale nie cieszy się ona dużym zainteresowaniem. Podobną politykę stosuje Honda, która oferuje dwa zupełnie inne Accordy na Europę i Stany.

Amerykanie mają zupełnie inne nawyki konsumenckie niż Europejczycy. Oczekują przede wszystkim wielu gadżetów zwiększających komfort podróżowania. Nie od dziś wiadomo, że lubują się w nowinkach technologicznych.

Producenci aut (i nie tylko) nie mają jednak na amerykańskim rynku tak łatwo, jak mogłoby się wydawać. Klientów co prawda dużo łatwiej zwabić promocją, ale prawdziwość sloganów marketingowych jest błyskawicznie weryfikowana w praktyce. Przykładowo, producent twierdzi, że konkretny model spala 6 l/100 km, a jeśli w praktyce jest to choćby 0,5 l więcej, klient bez wahania wytacza koncernowi proces. W Europie tego typu sprawy toczą się latami i kończą przyznaniem racji producentowi, a obywatel jest zmuszony pokryć koszty sądowe i zapłacić gigantyczną karę. W USA proces trwa nawet mniej niż rok, a szanse na wygraną są jak najbardziej realne.

Czym jeszcze kierują się Amerykanie, kupując auto? Przede wszystkim nie przywiązują do niego takiej wagi jak Europejczycy. Wóz ma być przede wszystkim praktyczny i wygodny. Praktyczność dla statystycznego mieszkańca USA oznacza dużą przestrzeń bagażową, wiele miejsc siedzących (najlepiej, jeśli jest ich 7-8) oraz schowków. Ze względów praktycznych Amerykanie często rezygnują ze skórzanych foteli. Skóra w gorące dni zbyt szybko się nagrzewa, a zimą ochładza. Poza tym trzeba bardziej o nią dbać.

Oprócz praktyczności ważna jest też wygoda, czyli szerokie, komfortowe fotele, miękkie zawieszenie i automatyczna skrzynia biegów. Jankesi nie lubią aut ze sztywno zestrojonym zawieszeniem i wolą nawet zrezygnować z lepszej trakcji na zakrętach na rzecz komfortu. Manualna skrzynia też nie jest pożądana – po co przyciskać dodatkowy pedał i machać lewarkiem, to przecież takie męczące.

Obowiązkowym elementem wyposażenia auta w USA jest tempomat, i trudno się temu dziwić. Nikt nie chciałby chyba trzymać nogi na pedale gazu, jadąc kilka godzin autostradą, na której właściwie nie ma zakrętów.

Amerykanie nie są też tak wybredni jak Europejczycy, jeżeli chodzi o jakość wykonania. U nas zwraca się uwagę na to, czy plastiki we wnętrzu nie trzeszczą, czy drewno, którym wykończono deskę rozdzielczą, jest rzeczywiście drewnem. Istotna jest również jakość tapicerki. Za wielką wodą nie ma to większego znaczenia, dlatego nawet producenci aut prestiżowych często oszczędzają na wykończeniu egzemplarzy eksportowanych do Stanów.

Co ciekawe, Amerykanie nie przywiązują też tak dużej wagi do marki. Oczywiście takie firmy, jak Honda, Toyota, Volkswagen czy Mercedes, są w USA równie pożądane jak w Europie, ale duże szanse na rynkowy sukces mają też często niedoceniane u nas samochody z Korei. Prestiż marki nie odgrywa tam kluczowej roli, liczą się przede wszystkim wyposażenie i rozsądna cena. Amerykanie są w stanie zrezygnować z auta bardziej znanej firmy i wybrać mniej prestiżowy model, jeśli ma on mocniejszy silnik, bogatsze wyposażenie i kosztuje mniej. Dzięki temu takie samochody jak Hyundai Equus czy Volkswagen Phaeton mogą bez większych kompleksów konkurować z BMW Serii 7, Mercedesem Klasy S czy Audi A8.

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Turcja – kosz przysmaków świata
Doświadczam
Rok 2014 w architekturze
Doświadczam
Niespodzianki i nostalgie znalezione na pchlich targach