Korzystam

Silent Hill – więcej niż wirtualne miasteczko?


Wiecznie zamglone miasteczko (Fot. Flickr/bobsfever/Lic.CC-BY-ND)

Wiecznie zamglone miasteczko (Fot. Flickr/bobsfever/Lic.CC-BY-ND)

Parafrazując popularny w Internecie żart: „Silent Hill to nie miasto. To stan umysłu”. Umysłu, dodajmy, do głębi poruszonego, ponieważ obok tego, co można spotkać na ulicach tej mieściny, nie da się przejść obojętnie.

Wyobraź sobie…

A to przecież po prostu jakaś tam gra wideo. Japończycy z firmy Konami chcieli ją zrobić na straszno, to zrobili, żeby pokazać, że potrafią. I o co tyle hałasu…?

Każdy, kto choć raz zagrał w „Silent Hill” (nieważne, w którą część), dobrze wie o co. Gra jest jedną z nielicznych udanych prób stworzenia interaktywnego horroru psychologicznego – gatunku popularnego wśród dzieł filmowych, ale niekoniecznie eksploatowanego w dziedzinie elektronicznej rozrywki.
Inspiracją dla twórców było m.in. kultowe dzieło Adriana Lyne’a – „Drabina Jakubowa”. W połączeniu z historią wymarłego amerykańskiego miasteczka Centralia (pod którym do dziś, od ponad 50 lat, płoną złoża węgla) powstała najprawdziwsza mieszanka wybuchowa.

Horror inny niż wszystkie

Pierwsza gra z serii ukazała się w roku 1999. „Silent Hill” już na pierwszy rzut oka różniło się od pozostałych „growych” horrorów. Nikt nie chciał zaskakiwać gracza ogromem oponentów czy straszyć trupami wyskakującymi z szafy.

Postawiono na klimat. Niebywale ciężki, z gatunku tych, które – jak mawiają gracze – można kroić nożem. Zazwyczaj wiadomo z dużym wyprzedzeniem, że gdzieś tam w ciemnościach czai się jakieś monstrum, z którym ostatecznie możemy się nawet nie spotkać. Jednak napięcie towarzyszące takiemu oczekiwaniu jest ogromne, a największą pracę wykonuje wyobraźnia podsuwająca przerażające obrazy.

Opowieści z krypty

Fani serii zazwyczaj wyróżniają w jej historii dwa etapy: powstanie pierwszych dwóch części, ich zdaniem absolutnie genialnych, a także okres, gdy ukazały się pozostałe gry z „Silent Hill” w tytule.

W pierwszej części gry kontrolujemy poczynania Harry’ego Masona. Poznajemy go w momencie, gdy wybiera się na wakacje ze swoją siedmioletnią córeczką Cheryl. Niestety, ich samochód wpada w poślizg i dochodzi do wypadku. Harry mdleje, a gdy odzyskuje przytomność, odkrywa, że Cheryl nie ma w samochodzie. Postanawia wyruszyć na poszukiwania córki do pobliskiego miasteczka – Silent Hill.
Część pierwsza wprowadziła wiele elementów charakterystycznych dla całej serii do dziś. Są to m.in.: wszechobecna mgła (która, po prawdzie, została w grze umieszczona z konieczności – przez ograniczenia technologiczne pierwszej konsoli PlayStation), trzeszczące w pobliżu zagrożenia radio, a także nieco rozświetlająca mrok latarka. Cechą charakterystyczną gier Konami jest także mnogość zakończeń – to, które zobaczymy, zależy od wyborów dokonywanych podczas gry.

Jedynym w swoim rodzaju bohaterem scenariusza uczyniono również samo miasto, które miało… dwa oblicza. Złe – szare, spowite mgłą, oraz… gorsze – co jakiś czas ulice ogarnia całkowita ciemność, a miejsca, w których gracz był wcześniej, zupełnie zmieniają swój wygląd.
Co więcej, Harry’emu co jakiś czas przychodzi zmierzyć się z tzw. bossami – przeciwnikami silniejszymi niż standardowi niemilcy.
Przez całą rozgrywkę towarzyszy nam pytanie: jak to się stało, że Harry trafił do tego upiornego miasta? A może to wszystko nie jest prawdziwe? Może Harry wciąż leży nieprzytomny w swoim samochodzie, a oglądamy jedynie projekcję jego sennych koszmarów…?

Za tą tablicą spodziewaj się wszystkiego (Fot. Flickr/Ramona Forcella/Lic.CC BY 2.0)

Za tą tablicą spodziewaj się wszystkiego (Fot. Flickr/Ramona Forcella/Lic.CC BY 2.0)

Im dalej, tym straszniej

Po sukcesie jedynki w 2001 roku nadszedł czas na „Silent Hill 2”. Produkcja do dziś uważana jest za najbardziej kompletną z całej serii (dotychczas ukazało się 8 głównych części „Silentów”, a także kilka mniejszych produkcji pobocznych). Tym razem kierowaliśmy losem Jamesa Sunderlanda, którego do nawiedzonego miasta zwabiła… miłość. Bohater otrzymał bowiem list od swojej żony, w którym ta zapewnia, że czeka na niego w ich specjalnym miejscu. I nie byłoby to może aż tak dziwne, gdyby nie to, że pani Sunderland zmarła kilka lat wcześniej…
W grze po raz pierwszy pojawiła się kanoniczna dla fanów serii postać Piramidogłowego, przerażającego, nieśmiertelnego bossa, z którym przychodzi zmierzyć się graczowi kilka razy. Sama rozgrywka zaś opierała się na podobnych schematach co w części pierwszej, a granica między jawą a rzeczywistością zostaje zatarta niemal całkowicie.

Po uznanej za doskonałą części drugiej następne „Silenty” nie wzbudziły u graczy aż takiego entuzjazmu. Po niezłej części trzeciej seria wyraźnie straciła na jakości, czego efektem były przeciętne oceny w prasie branżowej. Nadzieję na lepsze przywróciła ostatnia część cyklu: „Silent Hill: Downpour”, której klimat nawiązywał do pierwszych części.

Na wielkim ekranie

W 2006 roku premierę miał filmowy „Silent Hill”, luźno oparty na fabule pierwszej i drugiej części gry. By go zrealizować, reżyser obrazu – Christophe Gans – musiał wysłać do siedziby Konami kasetę wideo, na której… sam się nagrał. W materiale przekonywał twórców gry, jak wiele znaczy dla niego marka „Silent Hill” i dlaczego to właśnie on powinien stanąć za kamerą.

Film zebrał pochwały za stronę audiowizualną, krytykowano go zaś za nieco pogmatwaną fabułę – zupełnie jakby Gans zapomniał, że to, co zniesie długi gameplay, niekoniecznie musi dobrze sprawdzić się w skondensowanym do ok. 2 godzin filmie.

Zaproszenie

Więc mówisz, że widziałeś już wszystkie horrory i że w tym temacie już nic Cię nie ruszy? Dobrze się składa. Dzięki temu mogę Cię z czystym sumieniem zaprosić. Dokąd? Do Silent Hill, oczywiście. Miasta, które udowodni Ci, jak bardzo się myliłeś/-aś. I gdy podczas rozgrywki w końcu to do Ciebie dotrze, postaraj się panicznie nie krzyczeć. Przecież to nie rzeczywistość, to tylko gra. Mówiąc kolokwialnie – kilka pikseli na krzyż. Tylko, do diaska, dlaczego są one AŻ TAK przerażające?!

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Archiwalne zdjęcia NAC ożywają w 3D [wideo]
Korzystam
Wyścigi samochodowe – na które warto się wybrać?
Korzystam
Co to znaczy dobra muzyka filmowa? Muzyczne Oscary 2012