Myślę

Prawdy i mity o terapii elektrowstrząsami


  • 11
Brain (Fot. Flickr:dierk schaefer Lic. CC)

Brain (Fot. Flickr:dierk schaefer Lic. CC)

Kto z Was zgodziłby się na leczenie elektrowstrząsami, ręka do góry! Tak mało chętnych? Dlaczego? Założę się, że większość właśnie przypomniała sobie Jacka Nicholsona rzucającego się na łóżku po dawce szoku elektrycznego. Kto nie zna tej klasycznej sceny z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Okazuje się jednak, że terapia ECT wygląda zupełnie inaczej.

Szpital w Jarosławiu, lata 80.

„Idę sobie ponurym mrocznym korytarzem szpitalnego oddziału i nagle słyszę okropne krzyki i hałas gdzieś za sobą. Odwracam się i widzę kilka osób, które biegną w moją stronę i krzyczą. Na czele jeden z psychotycznych pacjentów, przebiega obok mnie przerażony. Za nim gonią pielęgniarki i salowi ciągnący sprzęt do elektrowstrząsów. W końcu dopadają go i wprost na korytarzu aplikują szoki. Wszystko to na oczach innych pacjentów, którzy próbują stać się integralnymi elementami ścian szpitala” – taką historię z czasów swojego stażu na oddziale szpitala psychiatrycznego w Jarosławiu opowiedziała mi kiedyś znajoma pani psycholog. Działo się to pod koniec lat 80. A dziś?

„Zabiegi elektrowstrząsowe są jedyną z dawnych metod leczenia psychiatrycznego, które są nadal stosowane. Zostały wprowadzone do praktyki klinicznej w 1938 roku przez Cerlettiego i Biniego i do dziś dnia są jedną z najskuteczniejszych metod leczenia, mimo, że ich zastosowaniu towarzyszy wiele kontrowersji.” – mówi nam lek med. Marta Hat.

Garść prawd…

Fakt nr 1: Nieznany jest mechanizm działania ECT

„Elektrowstrząsy są metodą empiryczną. Mimo że stosuje się je od wielu lat, nieznany jest mechanizm ich terapeutycznego działania. Elektrowstrząsy polegają na elektrycznej stymulacji przezczaszkowej mózgu. Jej celem jest pobudzenie wystarczającej liczby neuronów, by wywołać uogólnioną napadową czynność bioelektryczną, która wydaje się niezbędnym warunkiem leczniczego działania tej metody” – pisze profesor Robert T. Hese z kliniki w Katowicach. Dla niewtajemniczonych: przez komórki nerwowe przepływają słabe ładunki elektryczne, na tym polega aktywność czy pobudzenie neuronów.

Jedna z hipotez działania tej terapii głosi, że szok elektryczny stymuluje neurony głębokich części mózgu do wydzielania hormonów (dopaminy, serotoniny, norepinefryny), których poziom jest obniżony u osób chorujących na przykład na depresję. Napad może przywracać pewne połączenia między neuronami lub ponownie łączyć te komórki, między którymi dochodzi do swego rodzaju zwarcia. „To restartuje system – mówi Gary Kennedy, lekarz z Nowego Jorku –  jest jak wyłączenie komputera. Po tym zabiegu, pacjenci nie są już tak przygnębieni”.

Fakt nr 2: Nie wystarczy jeden raz

Niestety, pojedyncze poddanie się terapii ECT nie powoduje automatycznego „powrotu do normalności”. Powrót do zdrowia, podobnie jak w przypadku każdej terapii, jest stopniowy. Zwykle trzeba przejść przez serię 6-10 zabiegów, zanim nastąpi rzeczywista poprawa. „Nie było tak źle, chociaż później miałam najgorszy ból głowy w życiu. Miałam wrażenie, jakby ktoś wbił mi w głowę siekierę” – mówi Rachel, która w wieku 22 lat poddała się zabiegom ECT z powodu depresji i zaburzeń psychotycznych. W krótkim filmie „Watch if you forget” pacjentka opisuje swoje samopoczucie i doświadczenia po kolejnych zabiegach.

Fakt nr 3: Powoduje utratę pamięci

Jednym z najbardziej powszechnych skutków ubocznych jest utrata pamięci. Aktorka Carrie Fisher (pamiętacie księżniczkę Leię z „Gwiezdnych wojen”? Właśnie ona!) poddała się ECT, a zapytana podczas wywiadu o przyczynę, żartowała: „Słyszałam, że to niszczy pamięć, a jest wiele rzeczy, o których chcę zapomnieć”. Tymczasem wspomniana wyżej Rachel ponad rok po leczeniu opisuje, jak po raz drugi dała się oszukać tej samej osobie, ponieważ nie pamiętała, że już ją wcześniej spotkała.

„Zaraz po pojawieniu się napadu, nieważne, czy spowodowany jest on przez ECT, padaczkę czy coś innego, pacjenci doświadczają krótkoterminowej dezorientacji. Utrata pamięci dotyczy jednak zwykle zdarzeń, które miały miejsce na krótko przed zabiegiem i u większości ludzi nie trwa dłużej niż kilka dni. Jednak część osób może doświadczać zaburzeń pamięci trwających kilka tygodni po leczeniu” – twierdzi dr Kennedy.

Fakt nr 4: Można stosować w ciąży

W ciąży nie wolno palić papierosów, pić nawet niskoalkoholowych napojów, nosić ciężkich rzeczy, czasem nawet kawa jest zakazana, a na zdecydowanej większości leków widnieje napis „Nie stosować w okresie ciąży”. Tymczasem okazuje się, że specjaliści nie mają większych zastrzeżeń do stosowania terapii elektrowstrząsami u ciężarnych kobiet. Podkreśla się tylko konieczność użycia pewnych środków ostrożności, takich jak wykonanie badania ginekologicznego, monitorowanie rytmu serca płodu czy unikanie hiperwentylacji.

Przebadano 300 przypadków stosowania ECT w trakcie ciąży. Czterokrotnie nastąpił przedwczesny poród, a pięciokrotnie poronienie. W raporcie podkreślono jednak, że nie odbiega to od normy dla ogółu populacji, a lekarze stwierdzili, że w tych przypadkach nie miało to związku z terapią. Rzeczywiście, stosowanie tej metody u kobiet w ciąży może się wydawać kontrowersyjne, ale alternatywą są leki psychotropowe, które z dużą pewnością mogą zaszkodzić dziecku. Tymczasem wygląda na to, że maluch, którego mama zostaje podłączona do prądu, czuje się świetnie!

…i worek mitów

Mit nr 1: To niebezpieczna metoda

Rzeczywiście, „w początkach rozwijania tej metody elektrowstrząsy istotnie mogły powodować gwałtowne drgawki i zdarzało się, że pacjent kończył z połamanymi kośćmi i zębami. Odnotowano też przypadki śmiertelne” – piszą autorzy książki „50 wielkich mitów psychologii”. Zauważmy jednak, że ta procedura rozwijała się od lat 30., kiedy działał kontrowersyjny lobotomista Freedman. Oto w roku 1938 pewien włoski neuropsychiatra Uro Cerletti zastosował impuls elektryczny, wywołując napad u zwierzęcia, a jego kolega szybko wpadł na pomysł, że prąd może zastąpić stosowany dotychczas środek chemiczny, metrazol.

Różnica między „wczoraj” a „dziś” polega między innymi na tym, że teraz zabieg wykonuje się pod nadzorem anestezjologa. „W odniesieniu do historycznego tła terapia elektrowstrząsami może wzbudzać wątpliwości co do bezpieczeństwa metody oraz ewentualnych powikłań. Warto wiedzieć, że przed podjęciem decyzji o zastosowaniu EW dokładnie oceniany jest stan somatyczny chorego, wykonywane są konieczne badania dodatkowe (w standardzie tomografia komputerowa głowy, EKG, badania laboratoryjne) i na tej podstawie następuje kwalifikacja do zabiegów. Aktualnie zabieg odbywa się w obecności anestezjologa, w całkowitym znieczuleniu ogólnym oraz jest pokryty całkowitą niepamięcią.” – mówi doktor Marta Hat.

Zatem anestezjolog najpierw podaje ogólne znieczulenie, potem środek zwiotczający mięśnie, a czasem też wstrzymującą wydzielanie śliny atropinę. Dzięki temu zabieg jest bezpieczniejszy i bardziej humanitarny. Statystyki dotyczące śmiertelności mówią same za siebie, 4 na 100 000 zabiegów kończy się śmiercią. Już poród niesie ze sobą większe ryzyko!

Mit nr 2: To nie działa

Terapia elektrowstrząsami przez krótki okres przynosi efekty, szczególnie w przypadku osób ogarniętych myślami samobójczymi. Ta efektywność jest dość dobrze udokumentowana. Chociaż oczywiście zdarza się też tak jak w przypadku 30-letniej Ashley, która pisze: „Tak bardzo żałuję, że się temu poddałam. To doprawdy najgorsza rzecz, jaka mi się zdarzyła (…) NADAL MAM DEPRESJĘ, tylko teraz pięćdziesiąt razy bardziej dokuczliwą, bo mój mózg jest zupełnie gówniany. Moje życie jest zupełnie spaprane, zupełny miszmasz”.

Doktor Kennedy zaznacza, że około 85% chorujących na depresję pacjentów poddanych leczeniu wraca do zdrowia:  „To może odwrócić depresję na przestrzeni dni czy tygodni”. Cała procedura przynajmniej na tyle poprawia nastrój, że znika ryzyko samobójstwa i pacjenci mogą szukać leczenia, nie stwarzając dla siebie zagrożenia. Ciekawe jest to, że jedyną grupą ludzi, która ma bardzo dobrą opinię o tej metodzie, są pacjenci, którzy zostali jej poddani.

Mit nr 3: Może połamać zęby i kości

Jak już wcześniej wspomniałam, zanim pacjentowi zostanie zaaplikowany szok elektryczny, anestezjolog podaje między innymi środek zwiotczający mięśnie. Właśnie on sprawia, że pacjent podczas zabiegu się nie porusza, a raczej nie rzuca jak Jack Nicholson w „Locie…”. Dawniej istniało ryzyko złamania kości czy zębów podczas zabiegu, dziś zostało ono w wyeliminowane. Chociaż w niektórych krajach, np. w Rosji, nie podaje się środków zwiotczających ani znieczulających. Tam ECT zdecydowanie zasługuje na opinię barbarzyńskiej, okrutnej metody. „Należy wspomnieć, że konieczna jest świadoma zgoda na zabieg (poza przypadkami określonymi w ustawie o ochronie zdrowia psychicznego). Efekty uboczne/powikłania po zabiegu zwykle są przejściowe i występują rzadko – do najczęstszych należą bóle głowy, zaburzenia pamięci, wzrost lub spadek ciśnienia w trakcie zabiegu.” – podkreśla doktor Hat.

Przy prawidłowo przeprowadzonym zabiegu jedyne rzeczywiste ryzyko wiąże się z podniesieniem ciśnienia krwi oraz arytmią serca. Szczególnie w przypadku osób w podeszłym wieku oraz z chorobami serca. W takich sytuacjach pacjent zalicza konsultację z kardiologiem, dostaje dodatkową garść leków i dzięki temu jest w stanie przeżyć zabieg.

Mit nr 4: ECT leczy raz na zawsze

Chociaż terapia ta okazuje się w wielu przypadkach efektywna, to zwykle jest to skuteczność krótkoterminowa. „Niewątpliwym atutem EW jest wynik badań klinicznych, które potwierdzają skuteczność elektrowstrząsów i ich przewagę nad farmakoterapią – 65-90% vs 60% przypadków, w których osiągnięto poprawę. Dodatkowym plusem jest szybkości i wyrazistość poprawy – efekty bywają czasem spektakularne, niestety ich trwałość nie jest zadowalająca – u ponad 50% pacjentów obserwuje się nawrót dolegliwości w okresie 6 miesięcy po zakończeniu terapii.” – stwierdza Marta Hat.

 Dotychczas nie potwierdzono permanentnej skuteczności w przypadku ciężkiej depresji. W takiej sytuacji wskazane jest podjęcie leczenia psychoterapeutycznego lub farmakologicznego, a czasem nawet powtórzenie terapii ECT. Większość pacjentów, którzy zażywają antydepresanty i podtrzymują comiesięczną terapię elektrowstrząsami, radzi sobie nawet z ciężką depresją. Skutki uboczne w postaci zaburzeń pamięci czy trudności w uczeniu (Rachel opowiada, że musi od nowa uczyć się pisać) mogą niestety potęgować poczucie beznadziei, które towarzyszy chorym na depresję.

Mit nr 5: To metoda karania trudnych pacjentów

Mając w pamięci przytoczoną historyjkę z Jarosławia, łatwo uwierzyć w to, że był to sposób na radzenie sobie z agresywnymi czy nadpobudliwymi pacjentami. Faktem jest jednak, że znajoma, która o tym opowiadała, nigdy się nie dowiedziała, z jakiego powodu nieszczęśnikowi zaaplikowano wstrząsy. Ale przyznacie, że trudno uwierzyć, by był to zaplanowany zabieg. Choć mogło to tak wyglądać w latach 80. w Polsce czy w latach 50. w USA, ludzie nadal wierzą, że takie praktyki mają miejsce. Znów główną przyczyną jest popkultura z Jackiem Nicholsonem na czele.

Na szczęście dzisiaj zła sława ECT związana z karaniem pacjentów szokami elektrycznymi należy do przeszłości. Obecnie pacjent musi wyrazić zgodę na zastosowanie tej metody, w dodatku odbywa się to po tzw. wywiadzie uświadamiającym, podczas którego pacjent jest informowany o wszelkim ryzyku oraz skutkach ubocznych.

Zdarza się czasem, że to sąd wydaje decyzję o konieczności zastosowania elektrowstrząsów. Wbrew pozorom nie jest to forma kary, lecz działania w najlepszym interesie chorego w depresji czy ostrej manii. Taka osoba często nie jest bowiem w stanie podjąć racjonalnej decyzji. W ciężkiej depresji ludzie nie potrafią wstać z łóżka czy zjeść posiłku, więc taka decyzja może być poza ich zasięgiem.

Mit nr 6: Działa tylko na depresję

Terapia elektrowstrząsami jest najczęściej stosowana u osób chorujących na ostrą depresję, zwłaszcza jeśli pojawiają się omamy, przywidzenia oraz gdy istnieje ryzyko samobójstwa. Jednak większość osób chorych na depresję nie wymaga leczenia w ten sposób. Powiedzmy, że nie docierają do tego momentu w swojej chorobie. Dobrze reaguje na terapię lekami czy psychoterapię, zwłaszcza poznawczo-behawioralną, w której pracuje się nad negatywnymi przekonaniami o sobie i świecie.

Jednak ECT bywa stosowane także wobec osób cierpiących na tzw. chorobę dwubiegunową, w której epizody depresyjne przeplatają się z epizodami maniakalnymi stanowiącymi swego rodzaju przeciwieństwo depresji. Carrie Fisher (lub jak kto woli, księżniczka Leia) poddała się tej terapii właśnie ze względu na chorobę dwubiegunową.

Rzadziej stosuje się ją u osób cierpiących na psychozy typu schizofrenia, wiążące się z urojeniami. Szczególnym przypadkiem schizofrenii, w którym ECT może być wskazane, jest schizofrenia katatoniczna (chory przestaje się odzywać i w zasadzie nie reaguje na bodźce).

Mity powielane są nawet przez specjalistów

Nic dziwnego w tym, że przeciętny Kowalski uważa terapię elektrowstrząsami za barbarzyńską metodę, która powinna być zakazana. Okazuje się jednak, że również osoby będące specjalistami w zakresie zdrowia często niewiele o niej wiedzą. Rachel we wspomnianym wcześniej filmie „Watch if you forget” opowiada o dwóch rozmowach z lekarzami. Gdy mówiła im, że zamierza poddać się ECT, reagowali tak: „Naprawdę, jeszcze się to robi?”.

Z kolei z badania studentów drugiego roku medycyny w Arkansas (opisanego w książce „50 wielkich mitów…” ) można się było dowiedzieć, że to kuracja bardzo bolesna (53% ankietowanych), niebezpieczna i zagrażająca życiu (32%) oraz barbarzyńska (20%). Najbardziej zaskakujące jest to, że w USA przeprowadza się rocznie około 100 tysięcy takich zabiegów, podczas gdy w Polsce np. w 2005 roku zaledwie 450 pacjentów leczono w ten sposób. „Ograniczenie zastosowania tej metody aktualnie wynika nie tylko z ograniczonej dostępności sprzętu specjalistycznego, braku przeszkolonego personelu, czy możliwości współpracy z anestezjologiem, ale także niechęci części specjalistów co do jej zastosowania.” – zauważa doktor Hat.

Cóż, wygląda na to, że społeczne wyobrażenie o ECT, zarówno w Polsce, jak i za granicą, jest kolejnym dowodem na potwierdzenie talentu Nicholsona. I co teraz myślicie o tej metodzie? Nadal wolelibyście głęboką depresję od małej dawki elektrycznego szoku, którego się nawet nie pamięta?

[FM_form id="2"]
Myślę
Siedem architektonicznych cudów świata
Mieszkam
Miejski obwarzanek
Myślę
Zamki od-nowa
  • Savathus Radmussen

    Jest pytanie, jest i odpowiedź. Moja diagnoza to wspomniana w artykule choroba afektywna dwubiegunowa i TAK, wolę lata depresji niż elektrowstrząsy. Dziękuję.

    • Anonim

      Savathus nie wiem, czy masz depresję czy nie? Jeśli masz, to decyzja należy do Ciebie.
      Jeśli nie, to chyba nie wiesz o czym mówisz.
      Pamiętaj, że EW pod narkozą nie poczujesz.

    • OlaA

      To są zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Nie stosuje się przy nich elektrowstrząsów.

  • Anonim

    Rok temu przebywałam w szpitalu i na własne oczy mogłam zobaczyć stany „przed i po” u pacjentki będącej ze mną na oddziale. Wyglądała jak cień człowieka – nie myła się, nie odzywała, chodziła ze skwaszoną miną, nie udzielała się na zajęciach grupowych,nie wychodziła do rodziny i najchęniej całymi dniami leżałaby w łóżku. Ponieważ w ogóle nie regowała na przyjmowane leki, ordynatorka zleciła zabieg EW. Gdy się o tym dowiedziałam, byłam przerażona. Z miejsca skojarzyło mi się to z „Lotem..” i innymi barbarzyńskimi metodami. Wspomniana znajoma też ciężko znosiła świadomość zbliżającego się zabiegu, modliła się godzinami wraz z innymi pacjentkami, by wszystko się dobrze skończyło. Zabrali ją z samego rana i wróciła zaraz po śniadaniu, więc stosunkowo szybko. Zwykle po zabiegu dochodziła do siebie przez godzinę (dopóki narkoza i znieczulenie nie zeszło) a potem wracała do siebie. Po 3 takich zabiegach… była zupełnie inną osobą. Znałam ją od półtora miesiąca, (odkąd tylko trafiłam na oddział) i dopiero po tym czasie zobaczyłam jak się uśmiecha! Chętnie zaczęła rozmawiać, opowiadała dużo o swoich dzieciach i jak bardzo chciałaby je już zobaczyć (wcześniej słowem o nich nie wspomniała ani nie wychodziła do nich podczas wizyt). Dziewczyny z oddziału zrobiły jej nową fryzurę, znalazły dla niej nowe ciuchy w schowku… to wszystko pozwoliło jej poczuć się lepiej. Zmiana była diametralna. 
    Niestety, minęło parenaście dni,seria zabiegów się skończyła i pacjentka znów wróciła do punktu wyjścia, trzeba było powtarzać całą serię od nowa.
    Akurat w jej przypadku efekt był dość krótkotrwały, ale uwierzcie mi, po tym co zobaczyłam naprawdę zmieniłam swoje zdanie na temat EW

  • Co to za bzdury? Czy społeczeństwo jest już aż tak głupie, że jest w stanie uwierzyć w dobre działanie elektrowstrząsów? Przecież to zbrodnia która wymazuje z ludzi całą osobowość. Stany zjednoczone posługując się CIA w okresie zimnej wojny posługiwały się ekektrowstrząsami aby wyeliminować potencjalne zagrozenia. Nazywa się to „deprywacja sensoryczna” i nie jest jeszcze na tyle starą techniką żeby dzis mozna ją było porzucić. Korzystano z niej miedzy innymi podczas przewrotów w Ameryce południowej, a nawet w podczas wojny w Afganistanie, wykorzystywana jest nadal w ponad setce tajnych więzień CIA rozsianych na całym świecie. W 1998 roku Amerykański wywiad udostępnił podręcznik pod tytułem: ‚Kubark Counterintelligence Interrogation’ – to liczący 128 stron podręcznik podręcznik dotyczacy „przesłuchiwania osobników odmawiających współpracy” korzystając z elektrowstrząsów.
    Ojcem terapii elektrowstrząsowej jest Ewan Cameron – czlowiek ten piastowal funckcję Prezydenta Światowego Stowarzyszenia Psychiatrycznego, to ceniona osoba, które ukierunkowała elektrowstrząsy początkowo w właściwą idee – rozwój medycyny. Cameron pod patronetem amerykańskiego rządu objął kierownictwo nad szpitalem Allan Memorial Institute aby sprawdzic wpływ elektrowstrząsów na ludzi. Teorie Camerona zakładały, że podczas stosowanie elektrowstrząsów można u pacjenta z problemami psychiatrycznymi wywołać stan regresji i stworzyc w ten sposób podatny grunt pod „odrodzenie się” zdrowych jednostek. Na tym froncie jednak psychiatra poniósł totalną klęske. Bez względu na to, jak daleko zaszedł w wywoływaniu regresji, jego pacjenci nie byli w stanie w pełni wchłonąć i przyswoić nowych informacji. Cameron był geniuszem destrukcji – ludzki umysł umiał niszczyć z łatwością, ale rekonstrukcji nie umiał dokonać. Jak wynika z badać przeprowadzonych już po tym, gry Cameron opuścił szpital Allan Memorial Institute, 75 procent jego byłych pacjentów było w gorszym stanie psychicznym po zakończeniu terapii niz przed jej rozpoczęciem, ponad połowa po opuszczeniu szpitala nie była w stanie ponownie podjąć pracy, Wielu cierpiało na nowe urazy. Elektrowstrząsy potrafią działać jedynie destrukcyjnie na nasz umysł.
    Może troche się rozpisałem ale niech ten tekst trochę wam uświadomi, że nie można zgadzać się wszystkim co ktoś próbuję nam wmówić. Tylko wiedza pozwoli nam na odróżnienie kłamstwa od prawdy.

    • Anonim

      Ręce opadają. Przeczytałeś w ogóle ten artykuł?
      Jeśli „tylko wiedza pozwoli odróżnić kłamstwo od prawdy”, to sugeruję tej wiedzy nabyć. Ten artykuł jest niezłym początkiem.
      Pozdrawiam
      Lekarz anestezjolog

      • Proszek

        Rzal mi cie. 

        • Anonim

          A dlaczegóż to?

  • Anonim

    Co do Camerona, to zgodnie z moją wiedzą, był on krytykowany za wykorzystanie elektrowstrząsów w nielegalnym projekcie MKUltra. Podawał wstrząsy o sile 40-krotnie większej niż ówczesne dawki terapeutyczne. Rzeczywiście określenie „geniusz destruckji” idealnie do niego pasuje. Natomiast „ojciec elektrowstrząsów” już niekoniecznie.

    W każdym razie myślę, że w materii tak delikatnej jak ludzka psychika, wybory nigdy nie są proste. Fakt, że efekty ECT bywają różne, nie jest to magiczna różdżka. Jednak mnie osobiście daje do myślenia fakt, że najlepsze zdanie o tej metodzie mają sami pacjenci poddawani ECT. Na szczęście, jak wspomniałam w tekście, zdecydowana większość chorych zwykle dobrze reaguje na bardziej tradycyjne formy leczenia (psychoterapia, farmakoterapia). Ale co z tymi, którym nie pomaga? Mają jeszcze jedną deskę nadziei i według mnie to jednak jest optymistyczne.
    Pozdrawiam!

  • Anonim

    Depresja to potworna choroba, trzeba pamiętać jednak, że ich przyczyna znajduje się nie tylko w „głowie” pacjenta – często jest to przewlekła choroba całego organizmu. Terapia jest długotrwała, ale być może nie ma sensu chodzić do psychiatry, łykać dziwne tabletki i marnować czas. Poprawa może być tymczasowa, o ile w ogóle wystąpi. Wszystkim lekoopornym i z problemami z trawieniem polecam zmianę diety – to wyciągnęło mnie z niewiarygodnie ciężkiej i wieloletniej depresji, a trwało ponad rok. Jednak każdy miesiąc przynosił stopniową poprawę – to było wspaniałe samo w sobie, dawało ogromną nadzieję. Dieta jest bardzo prosta: znaczne ograniczenie spożywanych węglowodanów, w tym usunięcie z diety cukrów prostych oraz zbóż zawierających gluten. Wskazana jest dieta wysokobiałkowa. Życzę zdrowia!

  • Kalista Sky

    Choruję od wielu lat. Za mną jakieś dwa lata kiedy balansowałam na granicy, mimo brania leków, aż skończyło sie super cieżką psychozą (lekarz skłaniał się ku „schizofrenii hebrefenicznej”). Wylądowałam w szpitalu i tym razem byłam pacjentem lekoopornym. Nie reagowałam nawet na końskie dawki. Z racji tego, ze nie udzielałam zgody, wystąpiono na drogę sądową by wykonać serię zabiegów elektrowstrząsami. I…? Jestem niezwykle wdzięczna. Żeby uzyskać trwały efekt (tzn. taki, żeby objawy nie wracały po kilku dniach) zrobiono 13 zabiegów. to moze przerażać,ale! Pierwszy raz po psychozie wypuszczono mnie ze szpitala bez cienia magicznego czy nielogicznego myślenia. Mam lukę w życiorysie, trwającą pół roku pobytu w szpitalu, pokrytą niemal całkowitą amnezją.(dzięki Bogu! bo podobno działy sie ze mną rzeczy straszne!).mieszają się wydarzenia z przeszłości, ich czas, jednak od bardzo dawna mój świat nie był tak realny! Jestem tu i teraz, odbieram rzeczywistość jak normalny człowiek. Wyszłam ze szpitala pół roku temu, biorę dosyć spore dawki leków, przybrałam na wadze, mam lepsze i gorsze dni – co jest też kwestią zaburzeń osobowości i chwiejności emocjonalnej – i dziękuję, że dopracowano tą terapię, po której nie ma śladu w pamięci, a w zamian otrzymałam szybki powrót do zdrowia i zdrowe relacje z otoczeniem!