Korzystam

Filmy Roberta Rodrigueza – czyli nieco o słynnym reżyserze, kumplu Quentina Tarantino


  • 0
Kumple Tarantino i Rodriguez (Fot. Flickr/Tostie14/Lic.CC by 2.0)

Kumple Tarantino i Rodriguez (Fot. Flickr/Tostie14/Lic.CC by 2.0)

Ma w nosie konwenanse, filmy kręci po swojemu i nigdy nie idzie na kompromis. Kto to taki? Robert Rodriguez – reżyser, który Hollywood się nie kłania, a mimo to robi zawrotną karierę.

Born to be a star

Zawsze chciał zostać reżyserem. Urodzony w Teksasie, już jako dziecko lubił kręcić krótkie filmy z obsadą złożoną z członków rodziny. Kilka wiosen później już pracował w telewizji, a także rysował publikowane w lokalnej gazecie komiksy. W roku 1990 wyreżyserował swoją pierwszą prawdziwą krótkometrażówkę, pt. „Bedhead”. Zaledwie dwa lata później ukazało się jego kolejne dzieło, które okazało się kluczem do wrót wielkiej kariery.

Narodziny Desperado

„El Mariachi”, bo o tym filmie mowa, to pierwsza część słynnej trylogii, na którą składają się jeszcze „Desperado” oraz „Pewnego razu w Meksyku: Desperado 2”. O powstawaniu pierwszej części cyklu do dziś krążą legendy. Podobno budżet obrazu zamknął się w kwocie 7 tys. dol. Jimmy Kimmel, jeden z najpopularniejszych showmanów w USA, stwierdził niedawno podczas rozmowy z Rodriguezem, że ten nakręcił film „za pieniądze wystarczające do zakupu średniego popcornu”.

Nie mniej istotne jest to, w jaki sposób Teksańczyk zdobył pieniądze na realizację projektu. Otóż… testował odpłatnie leki. Okres zażywania najwyraźniej wspominał nie najgorzej, ponieważ jedną z ról w „El Mariachi” powierzył lekarzowi, z którym współpracował w laboratorium.

Sknera

„Oszczędność” to słowo idealnie definiujące pierwsze znane dzieło Rodrigueza (kolejne zresztą też). W jego realizacji brali udział nawet przechodnie, którzy akurat nawinęli się reżyserowi pod rękę. Efekt ruchomej kamery osiągnięto poprzez popychanie siedzącego na wózku inwalidzkim Rodrigueza, który trzymał kamerę. Duble? Panie, jakie duble?! By zaoszczędzić taśmę filmową, każde ujęcie kręcono tylko jeden raz. Na dodatek zdjęciami, scenariuszem, montażem, muzyką i czort wie, czym jeszcze, zajmowała się podczas prac nad „El Mariachi” tylko jedna osoba. Zgadnijcie kto…

Hollywood wita

Efektem pracy Rodrigueza był film będący przedstawicielem pełnokrwistego kina akcji, z mocnym przerysowaniem niektórych scen i nieco westernowym klimatem, czyli wszystkim tym, za co dziś kochają reżysera wielbiciele na całym świecie. Dziełem zainteresowało się Columbia Pictures i tak „El Mariachi” trafił do kin. Odniósł spory sukces, zarabiając ponad 2 mln dol.

Kiedy film któregokolwiek reżysera przynosi taką przebitkę, na odpowiedź ze strony fabryki snów nie trzeba długo czekać. Kolejne części trylogii „Mariachi” miały już nieporównywalnie większe budżety, a Rodriguez mógł – przynajmniej po części – zrezygnować z aktorów naturszczyków. Jednak zamiast szaleć z obsadzaniem supergwiazd, wolał lansować własne – to właśnie u Rodrigueza rozbłysły gwiazdy Salmy Hayek, Antonio Banderasa, czy Danny’ego Trejo.

Co ciekawe, w późniejszym czasie hollywoodzcy gwiazdorzy pokochali występy u Rodrigueza, chociażby w rolach epizodycznych. Powodem takiego nastawienia była fantastyczna atmosfera, jaka panuje na planie jego filmów. Do dziś zagrali u niego m.in. Bruce Willis, Johnny Depp, Robert de Niro czy George Clooney.

Indywidualista

Gdy na początku swej hollywoodzkiej przygody Rodriguez poznał Quentina Tarantino, panowie od razu przypadli sobie do gustu. Nie dziwota – obaj to skrajni indywidualiści, mający dosyć wyjątkowe filmowe gusta i bezkompromisowe temperamenty.

W 1995 roku Tarantino, Rodriguez i dwóch zaprzyjaźnionych reżyserów postanowili zrealizować film „Cztery pokoje”. Z ich planami nie zgadzała się prestiżowa Gildia Reżyserów Amerykańskich (GDA), ponieważ nie wszyscy twórcy obrazu do niej przynależeli. Po krótkim namyśle Rodriguez wystąpił z organizacji – teoretycznie na własne życzenie wykluczając się z reżyserskiej elity. Dzięki temu film został zrealizowany zgodnie z planem. Co więcej, rok później para Tarantino i Rodriguez stworzyła „Od zmierzchu do świtu”, wyjątkowe połączenie sensacyjnego kina drogi z horrorem. Dzięki temu obrazowi umocnili swoją pozycję na rynku.

Podobny manewr Rodriguez powtórzył kilka lat później, gdy kręcił „Sin City”. Frank Miller, twórca komiksowego pierwowzoru, tak bardzo pomagał przy realizacji filmu, że Rodriguez postanowił umieścić jego nazwisko w napisach końcowych – jako współreżysera. Gildia zaprotestowała, a Rodriguez , który od kilku lat znów był jej członkiem, powtórnie z niej wystąpił. A „Sin City”, przy kręceniu którego pomagał także rzecz jasna Tarantino, zyskało aprobatę zarówno widzów, jak i krytyki.

Powrót do przeszłości

W 2007 roku panowie znów zacieśnili współpracę, tworząc projekt „Grindhouse”, na który składały się filmy „Death Proof”(reż. Tarantino) oraz „Planet Terror”(reż. Rodriguez). Były to obrazy z nurtu exploitation, popularnego w Stanach w latach 70. – kino do granic kiczowate, ale do dziś mające oddaną rzeszę wielbicieli. Filmy na tyle spodobały się publice, że trzy lata później Rodriguez w podobnym stylu zrealizował „Maczetę”. Podstawą scenariusza był fałszywy zwiastun umieszczony w „Grindhouse”.

Kurt Russel w Death Proof (Fot. Flickr/jon rubin/CC by 2.0)

Kurt Russel w Death Proof (Fot. Flickr/jon rubin/CC by 2.0)

Dziecinada

Co ciekawe, w przerwach między kolejnymi niepoważnymi, krwawymi jatkami Rodriguez lubi tworzyć… filmy familijne. Do dziś zrealizował m.in. cztery części „Małych agentów”. Ostatnia część cyklu została nawet nakręcona w 4D – widzowie otrzymywali przed seansem specjalne zapachowe zdrapki, które później należało wąchać w odpowiednim momencie seansu. Podobno niektóre wonie były mocno kontrowersyjne…

Machete Kills!

W najbliższej przyszłości Robert Rodriguez będzie pracował nad dwoma sequelami: „Machete Kills” oraz „Sin City 2”. A co potem? Zapewne „Mali Agenci 5”. I tak kręci się kariera Teksańczyka – wielbiciela krwawych łaźni i ugłaskanych do mdłości bajek dla dzieci.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Pracuję
Znakomity Leonardo DiCaprio
Korzystam
Czy nowoczesna telewizja to jeszcze telewizja? Smart TV, hybrydowa TV i inne dziwactwa, które stały się codziennością
Pracuję
Darmowe wideolekcje z mistrzem Steve’em McCurrym [wideo]