Bez kategorii

Trend na pozbywanie się z domu telewizora. Kto, jak, dlaczego?


  • 4

Pozbycie się telewizora jest niegłupim pomysłem. Zamyka nam drogę do prostej, przerywanej reklamami rozrywki i pozwala na bycie widzem innego rodzaju.

(Fot. Flickr/endogamia/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/endogamia/Lic. CC by)

Samo zło?

Oczywiście nie mam zamiaru demonizować telewizora jako takiego. Sprzęt ten, jak wiadomo, kilkadziesiąt (a nawet i kilkanaście) lat temu był symbolem luksusu i synonimem pewnego poziomu życia.

Potem stał się tańszy, popularny i tak dostępny, że stał w każdym domu (w niektórych nawet po kilka sztuk). Producenci przebijają się w udoskonalaniu technologii – dziś nawet przedszkolak wie, co oznacza „LED”, „plazma” czy „3D”. I dopóki liczba kanałów była ograniczona, część programów – ambitna i naprawdę warta obejrzenia, a reklamy nieliczne i nawet ciekawe, było OK.

Teraz jednak atak konsumpcji, agresywnych poglądów, głupich reklam i nieciekawych programów jest tak zmasowany, że coraz więcej ludzi telewizor po prostu wyrzuca. Ci, którzy to zrobili, swojej decyzji nie żałują.

Dla jednych skarb, dla innych przeżytek

Coraz więcej osób pozbywa się telewizora. Mój znajomy Tomek i jego żona urządzili swoje nowe mieszkanie, nie planując w nim telewizora. Oprócz tej pary 90% moich znajomych telewizora nie ma. Kim są? To ogólnie ludzie około trzydziestki, często z małymi dziećmi (przy takich wiele czasu nie ma…), wykształceni i realizujący się zawodowo. Nie mają problemów finansowych, choć wszystkim do luksusów raczej daleko.

Na pytanie, dlaczego nie mają telewizora, Tomek odpowiada:

– A po co? Wszystko, co chcę obejrzeć, znajdę w Internecie. Czego nie znajdę – zobaczę w kinie. Wiadomości bieżące śledzę w portalach informacyjnych. Reklamy, reality-show, seriale i denna muzyka w MTV mnie nie interesują. No i nie muszę ścierać z TV kurzu, nie mówiąc już o zużyciu prądu.

Mój kolega w swojej wypowiedzi zawarł wiele cennych spostrzeżeń. Coraz więcej osób zauważa, że telewizor może uzależniać, a już na pewno – ogłupiać. Te same osoby nie chcą jednak rezygnować z bycia widzem jako takim, sięgają więc po alternatywne sposoby znalezienia sobie rozrywki w tym rodzaju.

Kino domowe

To taki ciąg przyczynowo-skutkowy: nie masz telewizora, nie masz na tacy podanego programu kilkudziesięciu stacji. Szukasz więc sam.

Opcji jest bardzo wiele. Część z nich można wciąż zrealizować we własnym domu, niektóre wyłącznie poza nim.

Główną alternatywą dla programu telewizyjnego są zasoby Internetu. YouTube, ipla, VOD, gromadzenie płyt i wymiana ich ze znajomymi… Metody proste do opanowania, bezpłatne bądź niedrogie, a pozwalające znaleźć w zasobach kinematografii i wszelkiej sztuki wideo to, na co aktualnie mamy ochotę. Co więcej, w dogodnym dla nas czasie i we własnym domu. Pełna wygoda.

Niektórzy wybierają zupełnie inny sprzęt zamiast telewizora czy komputera. Kupują projektor, który pozwala poczuć się jak w kinie. I choć to wydatek niemały (rzędu kilku tysięcy złotych), właściciele nie narzekają. Duży rozmiar obrazu, możliwość podłączenia urządzenia np. do tunera (i korzystania jak z TV) czy pendrive’a, unikalna atmosfera… to uczta dla domowych (prawie)kinomanów.

Wyprawa na łowy

Brak telewizora w części osób wyzwala instynkt poszukiwacza – w tym przypadku: rozrywki. Naprzeciw potrzebom tych wymagających widzów wychodzą kina, zarówno te studyjne, jak i ostatnimi czasy sieciowe. Organizowane są w nich różnorakie dyskusyjne kluby filmowe, przeglądy, minifestiwale i maratony filmowe. Co ważne, bilety na DKF-y są zwykle tańsze niż na pozostałe filmy. Nawet wejściówki na kilka seansów mogą być tańsze niż opłacanie wysokiego abonematu telewizji cyfrowej – w nadziei, że trafi się filmowa perełka. Stęsknieni widzowie wybiorą coś dla siebie, zwłaszcza że oferta kin bywa naprawdę ambitna i godna uwagi.

(Fot. Flickr/santoposmoderno/Lic. CC by)

(Fot. Flickr/santoposmoderno/Lic. CC by)

Jeśli jednak w rodzinie nie ma telewizora, ale są za to dzieci, i dla nich warto poszukać czegoś atrakcyjnego. Kina coraz częściej organizują (zwłaszcza weekendowe) poranki z bajkami. To świetna zabawa nie tylko dla dzieci, ale też dla ich rodziców, którzy niczym nieskrępowani, mogą zanurzyć się w wygodnym fotelu w bajkowy świat i na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. Większą wartość (w sensie kulturalnym i społecznym) ma zabranie malucha do prawdziwego kina niż – choćby wspólne – przesiadywanie przed telewizorem.

Natomiast jeśli telewizora nie mają fani jakiejś dyscypliny sportowej, z radością udają się do ulubionej knajpki, by w gronie innych kibiców wspólnie obejrzeć mecz. To nie tylko jednoczy i zbliża, ale jest też świetną okazją do wyjścia z domu – tak po prostu. Jeśli jednak ktoś nie chce opuszczać własnych czterech kątów, może liczyć na transmisje w Internecie (oferują je największe kanały telewizyjne) lub streamy na żywo z największych wydarzeń sportowych o randze światowej.

Telewizor? Nie, zbyt nowoczesny

Moda na styl retro dotyczy nie tylko ubrań czy mebli. Retromaniacy sięgają także między innymi po dawne sprzęty audio i wideo.

Ciekawym przejawem dawania drugiego życia starym urządzeniom jest posiadanie dawnych projektorów filmowych. Ich odrestaurowanie i używanie nie jest banalnie łatwe, ale jakże ładnie taki projektor może wyglądać obok gramofonu i magnetofonu szpulowego. Propozycja warta przemyślenia.

Alternatywa dla niezdecydowanych

Jeśli pozbycie się telewizora nie wydaje Ci się jednak najlepszym pomysłem, może warto choćby przeanalizować to, co w nim oglądasz. Jak dużo czasu poświęcasz na TV? Ile z niego zajmują reklamy? (Niektóre są naprawdę głupie… w Internecie piętnowana jest zwłaszcza reklama podpasek Always – połączenie żenady i kiczu). Warto zweryfikować autentyczny czas spędzany przed telewizorem, zwłaszcza jeśli bycie widzem nie daje nam prawdziwej satysfakcji.

Pamiętajmy, że nie każdy musi (i powinien) być maniakalnym widzem, który dla zdobycia telewizora zrobiłby wiele – jak król Julian:

Pozbycie się tego urządzenia może poszerzyć horyzonty, niejako zmusić do aktywnego poszukiwania rozrywki. Weryfikacja treści, które chcemy oglądnąć, pozwala na bycie widzem świadomym i czerpiącym prawdziwą przyjemność z tej rozrywki. Być może wspólnymi siłami – przez konsekwentne wybory nielicznych, wartościowych treści – zmusimy odpowiedzialnych za cały telewizyjny biznes do zwiększenia liczby propozycji z wyższej półki? Może komuś zacznie zależeć na świetnej grupie docelowej, jaką są młodzi, wykształceni (a więc i nieźle zarabiający) ludzie. Tego nam wszystkim życzę!

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Powiedz, jakiej muzyki słuchasz, a powiem ci, kim jesteś
Bez kategorii
Rekultywacja terenów przemysłowych – jak radzimy sobie z tym w Polsce?
Bez kategorii
Gadżetomania kuchenna – gdy zbędne staje się niezbędne
  • Tomasz Lipiński

    Do samych telewizorów chyba nie można się przyczepić. Chodzi tu bardziej o telewizję i jej żenujący poziom w tych czasach. Osobiście mam telewizor, ale bez jakiejkolwiek kablówki czy innej anteny. Od czasu do czasu poleci na nim film z komputera albo giera z PS3. Można go w tym przypadku bardziej nazwać dużym monitorem;)

    • Anonim

      Dokładnie, jedyne co oglądam to zagraniczne produkcje 😉

  • bene gesserit

    nie mam telepudla od co najmniej pieciu lat, nie wiem, czy jest to trendy, czy nie, ale faktycznie sposrod ludzi mi znajomych ci po studiach nie maja, a  co do reszty – im nizszy poziom wyksztalcenia, tym wiekszy ekran plaskiego odbiornika i wieksza ilosc czasu przed nim zmarnowana.
    oczywiscie na pewno zdarzaja sie wyjatki, wiec nie mozna uogolniac, ale tendencja  do pozbywania sie TV jest faktycznie widoczna.
    mieszkam w niemczech i kilkanascie stacji niekomercyjnych moge ogladnac przez internet na platformie zattoo, kilka stacji komercyjnych maja mediateki w ktorych wybrane seriale i filmy moge przez 7 dni od daty wyemitowania ogladnac za darmo, z mediatek stacji niekomercyjnych moge przy pomocy mediathek_app (macbook pro) nawet legalnie sciagnac filmy do obejrzenia pozniej.
    ogladam wybiorczo i malo, ale dokladnie to co chce i bez reklam 🙂

    • Bardzo fajna opcja.
      Też nie łączę bezpośrednio czasu spędzanego przed TV z wykształceniem, choć pewnie statystycznie dałoby się to obronić.