Pracuję

Zły fotograf? [wywiad]


  • 1

Na pierwszy rzut oka jego zdjęcia to zwyczajna amatorszczyzna. Mnóstwo rażących błędów, zauważalnych nawet dla laika. Nagminne przekraczanie granic dobrego smaku. A jednak Terry Richardson należy do najlepiej zarabiających fotografów na świecie! Nie mogąc pojąć tego fenomenu, poprosiłam o wyjaśnienie wziętego krakowskiego fotografa, Rafała Korzeniowskiego.

terryrichardson01 (Fot. Flickr / davetada / Lic. CC by)

terryrichardson01 (Fot. Flickr / davetada / Lic. CC by)

Kariera Terry’ego Richardsona

Pozowali mu już chyba wszyscy. Jared Leto zawisł dla niego na schodach, Lindsay Lohan przyłożyła sobie pistolet do głowy, Adam Levine dał się mu zdzielić po twarzy. Lady Gaga, Kate Upton, Rihanna, Kate Moss i wiele, wiele innych osób bezpruderyjnie ukazało swoje wdzięki przed jego obiektywem. Sesję u Terry’ego zaliczył nawet Barack Obama. Terry robił kampanie zdjęciowe dla takich marek jak Gucci, Yves St. Laurent, u nas jest znany z kampanii dla Sisley i kalendarza Pirelli.

Zaczęło się niewinnie i nie obyło bez rodzinnych koneksji. Matka poznała Terry’ego z fotografem Tonym Kentem, któremu przez pewien czas asystował. Potem wciągnął go do współpracy ojciec, Bob Richardson. Pracowali razem dosłownie kilka miesięcy, aż do sesji dla magazynu VIBE. Pokłócili się wówczas, bo Bob wytknął synowi, że nie jest dość dobry, by zrobić ją samodzielnie. Zrobił i… przyniosła mu ona wielki sukces. A potem… jeśli nie wiecie, co stało się, a raczej co się dzieje później, to warto sprawdzić, zanim przejdziecie do dalszej lektury.

Terry okiem profesjonalisty

rafal korzeniowski (by Korzeniowski Studio)

rafal korzeniowski (by Korzeniowski Studio)

Czy mógłbyś wymienić kilka takich „typowych błędów”, które pojawiają się na zdjęciach Terry’ego Richardsona?

 “Błędy” w fotografiach Terry’ego są typowe dla wielu amatorów używających w trybie automatycznym aparatów kompaktowych – kiepskie oświetlenie wynika z użycia wbudowanej lampy błyskowej – ostre cienie, czerwone oczy, brak plastyki, słabe oświetlenie dalszych planów. Kłopoty z ostrością, brak kontroli nad jej głębią. Richardson nigdy nawet nie próbował dopracować różnych szczegółów. Myślę, że każdy polski wydawca wymieniłby co najmniej tuzin powodów dyskwalifikujących każde z jego zdjęć. Ogólnie na planie zdjęciowym panuje bałagan.

A co z kompozycją kadrów?

Nie, nie można Terry’emu zarzucić złej kompozycji. Czasem jest zaskakująca, ale nie można mu odmówić wyczucia balansu obiektów w kadrze.

Na czym zatem polega jego magia? Facet biega z marnym aparatem kompaktowym i robi dobrze wykadrowane zdjęcia. To chyba trochę za mało…

Siła Terry’ego moim zdaniem tkwi w konsekwencji. Za bałaganem na planie zdjęciowym nadążają wizażyści lub może raczej ich brak, modele wyglądają często jak po trzydniowej bezsennej imprezie. Richardson konsekwentnie trzyma się założenia, że technika nie jest istotna. To przykład faceta, który dokładnie wie, czego chce.

OK, przyznam, że jego zdjęcia są ciekawe. Jednak nie pojmuję, na czym polega jego fenomen, bo chyba tak można określić olbrzymią popularność Terry’ego. Co o tym sądzisz?

Myślę, że jego zdjęcia bardzo trafiają do męskiej publiczności. Prawie każdy facet marzy o forsie bez zbytniego wysiłku i gołych panienkach dostępnych na wyciągnięcie ręki. Terry eksponuje te walory pracy fotografa, systematycznie publikując na blogu swoje zdjęcia z rozebranymi gwiazdami.

No dobrze, ale zetknęłam się też z wieloma opiniami kobiet, które go uwielbiają i z pewnością chętnie stanęłyby przed jego obiektywem.

Mogę jedynie podejrzewać, że dla kobiecego oka walorem jego fotografii jest szczera adoracja kobiecego ciała i seksualności. Myślę, że jako psycholog możesz coś więcej wiedzieć o zjawisku, które ja tylko zauważam. Jego fotografie odwołują się do bazowych tęsknot każdego, by w sposób nieskrępowany kulturowymi ograniczeniami realizować własne dążenia.

Ciekawe, czyli można powiedzieć, że nie tylko większość mężczyzn chciałaby być na miejscu Terry’ego, ale też większość kobiet pragnie, by ich ciało było tak bezpośrednio podziwiane…

Można by wyjść od tego, że wielu facetów miałoby ochotę powiedzieć nieznajomej kobiecie: „Ma pani piękne piersi, mogę sobie z nimi zrobić zdjęcie?”. Jednak niewielu się do tego przyznaje, a takich geniuszy, którzy potrafią tak jak Terry to powiedzieć, jest naprawdę garstka. I tu te pracę są dla wielu wizualizacją dążenia do własnej tożsamości i uznania, że każdy ma prawo też do tej “sprośnej” strony. Dlatego sądzę, że fenomen popularności jego prac wykracza poza sferę fotografii.

Przyznam, że nie próbowałam na to patrzeć z takiej psychologiczno-genderowej perspektywy. Jednak nadal nie rozumiem, jak w ogóle doszło do tego, że z takimi pracami zrobił tak zawrotną karierę.

Terry trafił na dobry moment, kiedy fotografia pokazała, że w kreacji obrazu wszystko jest możliwe i doskonałość techniczna stała się standardem świata reklamy. W opozycji do tego zaczęła rozwijać się społeczność ludzi kochających “łomografię”, fotografię otworkową czy stare Polaroidy. Na własny użytek wymyślili filozofię, według której istotą fotografii jest umiejętność patrzenia i chwytania chwili, a nie konieczność spełniania wymogów technicznych. Nie mieli oni jednak szerszego medialnego uznania. Myślę, że dzięki pozycji ojca Richardson bez kompleksów mógł zaproponować swoje usługi. Jego sukces to mieszanka szczęścia i bezczelności. Wiemy, że warto zaryzykować, jeśli nic na tym nie tracimy, ale on potraktował to poważnie.

Wiem, że prowadzisz warsztaty z fotografii. Czy zdarza Ci się zachęcać kursantów do przełamywania barier perfekcjonizmu i celowego popełniania „błędów”?

Tradycyjna metoda nauki fotografowania polega na poznaniu wszelkich reguł, by potem dopiero świadomie przekraczać niektóre z nich. Też trzymam się tej zasady. Gdyby wszyscy byli przekonani o swoim geniuszu tak jak Terry, nie miałbym zbyt wielu chętnych na kursy. To, co obserwuję, to odjazd w drugą stronę.

To znaczy?

Wiele osób przyczyny nieatrakcyjności swoich zdjęć doszukuje się w mankamentach technicznych sprzętu. Czytają setki artykułów porównujących jakość obiektywów, nie dopuszczając możliwości, że mają kłopot z otwarciem okna własnej komunikacji z otaczającym światem. Moim zdaniem dobra fotografia nie ma zbyt wiele wspólnego z intelektem i może to jest też siłą Terry’ego. Jednak nikomu nie poleciłbym jego metody jako drogi do sukcesu, nie każdy ma ojca o ugruntowanej pozycji w tym biznesie.

Czy Twoim zdaniem można pokusić się o stwierdzenie, że fotografia dzieli się na „przed” i „po” Terrym Richardsonie?

To, że jego fotografie wyznaczyły nowy kierunek fotografii, jest dla mnie oczywiste. Wystarczy otworzyć Vogue’a, by przekonać się, jak wielu fotografów udaje, że nie wie, jak robić poprawne zdjęcia. Może niesprawiedliwe byłoby przypisywanie mu całej zasługi, bo np. Nobuyoshi Araki (jeden z najbardziej uznanych fotografów) oczarował świat zdjęciami o wątpliwych walorach technicznych, swoją drogę zaczynając od niezbyt wysokich lotów produkcji porno.

Dzięki za rozmowę, teraz wiem trochę więcej, choć przyznam, że nadal mam mieszane uczucia.

 

Terry okiem czytelników

Faktem jest, że przez pewien czas trudno mi się było oderwać od oglądania zdjęć Terry’ego. A co Wy o tym myślicie? Zgadzacie się z Rafałem? A może dostrzegacie jeszcze inne sekrety fenomenu Richardsona? Dzielcie się refleksjami w komentarzach.

 

 

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Pracuję
Biznes w Sieci nie tylko dla facetów. Jak dziewczyny zdobywają Internet?
Doświadczam
Na koniec świata i z powrotem – o pasji podróżowania pewnej pary
Pracuję
Ekscentryczny pan Andersen. Baśniopisarz i podróżnik