Bez kategorii

J.J. Abrams: rewolucjonista z workiem pełnym pomysłów


  • 0
J.J. Abrams (Fot. Flickr/david_shankbone/Lic. CC by)

J.J. Abrams (Fot. Flickr/david_shankbone/Lic. CC by)

Pisze scenariusze, muzykę, reżyseruje, produkuje filmy i seriale. Sądząc po liczbie tytułów, które są sygnowane jego nazwiskiem, nigdy nie śpi. Poznajcie bliżej J.J. Abramsa, twórcę „Lost”, „Fringe” i nowego serialu „Revolution”, a także współautora takich filmów, jak „Star Trek”, „Armageddon” czy „Mission: Impossible III”.

Dzieciak zafascynowany wszystkim, co tajemnicze

Urodzony w 1966 roku Jeffrey Jacob Abrams zaczynał bardzo wcześnie. Nie da się ukryć, że warunki do startu miał znakomite: oboje jego rodzice byli producentami. Już jako dziecko Abrams tworzył minifilmy o potworach i innych tajemniczych sprawach, za które zresztą zgarniał nagrody. W wieku 16 lat napisał muzykę do niskobudżetowego horroru „Nightbeast”, który był fatalnym dziełem.

Pierwsze prawdziwe sukcesy odniósł na początku lat 90., a w więc w wieku, kiedy młodzież zwykle kończy studia i nie wie, co ze sobą zrobić. Abrams napisał scenariusze do takich filmów, jak „Dbać o interes” z Jamesem Belushim, „Odnaleźć siebie” z Harrisonem Fordem i „Wiecznie młody” z Melem Gibsonem. Prawdziwego rozpędu jego kariera nabrała jednak wtedy, gdy skończył trzydziestkę.

Od „Armageddonu” do „Agentki o stu twarzach”

W 1998 roku Abramsowi udało się rozpocząć współpracę z wielkimi nazwiskami – Jerrym Bruckheimerem oraz reżyserem Michaelem Bayem. Razem zrobili „Armageddon”, który wywołał lawinę krytyki i jednocześnie, co często idzie w parze, był ogromnym sukcesem kasowym. Potem przyszło kilka tytułów filmowych, o których nawet nie warto wspominać.

Abrams postanowił nie ograniczać się do dużego ekranu i spróbować szczęścia w telewizji. I był to strzał w dziesiątkę: najpierw „Felicity” z Keri Russell w roli głównej, a potem „Alias” – „Agentka o stu twarzach”. Czyli prowadząca podwójne, niebezpieczne życie wspaniała Jennifer Garner. To właśnie tutaj po raz pierwszy zobaczyliśmy, jak wspaniałe Abrams ma pomysły i jak szybko się gubi. Pierwsze sezony „Agentki o stu twarzach” widzowie oglądali z zachwytem, ale już piąta seria była tak słaba, że serial zniknął z anteny.

„Lost”, czyli jak Abrams stał się wielki

W czasie gdy „Agentka o stu twarzach” dogorywała, Abrams miał już kolejny pomysł. Pomysł, który przyniósł mu sławę, bogactwo, prestiżowe nagrody itp., itd. Serial „Lost: Zagubieni” ruszył w 2004 roku i z miejsca spodobał się zarówno krytykom, jak i widzom. Gromadził przed telewizorami nieprawdopodobną widownię, liczącą nawet ponad 20 mln (obecnie oglądalność najpopularniejszych seriali stacji ogólnodostępnych to ok. 15 mln).

Obsada "Lost" na zdjęciu promocyjnym (Fot. ABC)

Obsada „Lost” na zdjęciu promocyjnym (Fot. ABC)

To był po prostu fenomen. Miks serialu obyczajowego z science fiction, specyficzny sposób opowiadania historii, szalone cliffhangery (momenty zawieszenia akcji na koniec odcinka/sezonu) przyciągały tłumy i zachęcały do tworzenia przeróżnych interpretacji i teorii. Świat „Zagubionych” z sezonu na sezon stawał się coraz bardziej skomplikowany, widz musiał coraz więcej pamiętać – i niestety, wielu fanów telewizyjnej rozrywki jest zdania, że na koniec sami twórcy zaczęli się już gubić, a serial w końcu zjadł swój ogon.

Najbardziej zapracowany twórca?

Jeszcze w czasie emisji „Zagubionych” Abrams intensywnie pracował przy innych projektach, takich jak „Mission: Impossible III”, „Cloverfield”, „Star Trek”, „Super 8”. Potem powstał jeszcze „Mission: Impossible – Ghost Protocol”, w planach jest kolejna część „Star Treka”. Liczba tytułów, które pisał, reżyserował i produkował w ostatnich latach Abrams, jest po prostu niewiarygodna. Zwłaszcza że oprócz filmów wciąż tworzył seriale: „Sześć stóp oddalenia”, „Czas na Briana”, „Anatomy of Hope”, „Undercovers”, „Alcatraz”, a także dwa wielkie hity – kończący się już powoli „Fringe” i coraz bardziej zachwycający „Person of Interest”.

Większość jego seriali skończyła marnie (zwłaszcza zapowiadany jako wielki hit „Alcatraz”), ale co jakiś czas trafia się prawdziwa perełka. Zagorzali fani „Fringe”, oryginalnego serialu science fiction z niezwykle interesującym światem przedstawionym i fantastycznie rozkręcającą się intrygą, wiedzą, o czym mówię. Szkoda, że z sezonu na sezon oglądalność spadała i w końcu FOX musiał podjąć decyzję o zakończeniu emisji. Serial powróci pod koniec września z ostatnim, skróconym do 13 odcinków sezonem finałowym. A przed Abramsem nowe wyzwania.

"Fringe" (Fot. FOX)

„Fringe” (Fot. FOX)

Tematyka, którą możemy odnaleźć w dziełach tego twórcy, jest niezwykle bogata. Abrams stworzył i zwykłe thrillery, i różnego rodzaju filmy oraz seriale science fiction, i niebanalny procedural, jakim jest „Person of Interest” (serial bił w zeszłym sezonie rekordy oglądalności w stacji CBS). Można odnieść wrażenie, że twórca ma worek bez dna wypełniony pomysłami.

Czas na „Rewolucję”

We wrześniu na małym ekranie zadebiutuje kolejne dzieło Abramsa – „Revolution”. Ma to być postapokaliptyczna opowieść o grupie ludzi walczących o przeżycie w świecie, w którym wszelkie formy energii przestały istnieć i zaawansowane technologie odeszły do lamusa. Amerykanie przestali doceniać uroki demokracji i przeszli na system, w którym główną rolę odgrywa wszędobylska milicja, w teorii zajmująca się utrzymywaniem porządku. Pewna rodzina (patrz: „Terra Nova”?) stoi przed możliwością odpowiedzi na pytanie, jak do tego wszystkiego doszło, ba, może nawet odwrócenia skutków katastrofy.

Fot. NBC

Fot. NBC

Opis brzmi trochę ciekawie, a trochę sztampowo niestety. Możemy się domyślać, że będzie to kolejny serial w stylu Abramsa, z intrygującą fabułą, pełną tajemnic do rozwikłania, i ciekawymi bohaterami. Obsada to kolejny powód, by oglądać „Revolution” – zagrają m.in. Elizabeth Mitchell z „Lost” i Giancarlo Esposito, który świetnie wypadł jako czarny charakter w „Breaking Bad”.

Nie chwalmy jednak dnia przed zachodem słońca. Na razie trudno powiedzieć, czy z tego serialu coś będzie. Niezbyt dobrą wiadomością jest to, że emitować go będzie telewizja NBC, znana w ostatnich latach z kiepskiego promowania swoich seriali, a potem bezsensownego ich kasowania. Oczywiście sam Abrams też bezbłędnym twórcą nie jest, przeciwnie – zaliczył równie dużo porażek jak sukcesów. Dlatego na „Revolution” czekam z nadzieją, ale i obawą.

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Jak zmieniał się wygląd samochodów na przestrzeni lat?
Bez kategorii
Najdziwniejsze osiedla na świecie i stojące za nimi koncepcje
Bez kategorii
Biurko – jak oswajamy największego mordercę czasu w historii?