Korzystam

Liam Neeson, czyli druga młodość aktora


  • 0
Neeson w karykaturze (Fot. Flickr/Cesar Mascarenhas/Lic.CC BY-ND)

Neeson w karykaturze (Fot. Flickr/Cesar Mascarenhas/Lic.CC BY-ND)

„O, patrz, to ten z «Listy Schindlera»” – tak do niedawna reagował przeciętny widz, gdy na ekranie pojawiał się Liam Neeson. Ostatnimi czasy to się zmieniło – wszystko przez najprawdziwszy boom na irlandzkiego aktora, którego co rusz możemy oglądać w hitowych produkcjach. A już wkrótce ciąg dalszy Neesonmanii, lada dzień bowiem do kin trafi „Uprowadzona 2”.

Lepiej późno niż wcale

O urodzonym w 1952 roku aktorze z czystym sumieniem można powiedzieć, że to taki talent z opóźnionym zapłonem. Pierwszy poważny kontrakt z teatrem? W drugiej połowie lat 70. Pierwsza zauważalna rola w filmie? Po trzydziestce. Pierwszy olbrzymi sukces? Hm… przyjmijmy za niego deszcz nagród po roli w „Liście Schindlera” (1993), gdy Neeson miał już ponad 40 lat. Na dodatek, jak sam przyznaje, hollywoodzkie szczyty popularności osiągnął jeszcze później. A dokładnie w roku 2008, po premierze „Uprowadzonej”.

„Zostaniesz uprowadzona”

Który miłośnik kina sensacyjnego nie zna tego cytatu? Gdy cztery lata temu film wchodził na ekrany kin, nikt nie spodziewał się po nim niczego szczególnego. Ot, kolejny wyprodukowany przez Francuzów „akcyjniak”, taki nieco zmodyfikowany „Transporter”. Przepis na sukces był podobny w przypadku obu produkcji. Ci sami autorzy scenariusza (Luc Besson, Robert Mark Kamen), nieskomplikowana fabuła, strzelaniny, pościgi i głośne nazwisko w obsadzie w celu przyciągnięcia międzynarodowej publiczności. Czyli w sumie prawie to samo.

Przebój

„Prawie”, jak powszechnie wiadomo, robi wielką różnicę, i nie inaczej było tym razem. Skoro wyniki finansowe pierwszego „Transportera” (zarobione 43 miliony dolarów przy 21 milionach budżetu) uznano za sukces, to jakich słów należałoby użyć, aby opisać box-office’owy szał na „Uprowadzoną”? Budżet? Zbliżony, ok. 25 milionów. Zyski z kin na całym świecie? Ponad 226 milionów dolarów! I bądź tu, panie, mądry.

W czym film z 2008 roku górował nad „Transporterem” aż tak, by przyciągnąć przed wielkie ekrany pięć razy więcej ludzi? Scenariusz – OK, może i bardziej rozbudowany, choć bez przesady. Historii o rodzicu odbijającym dzieci z rąk złych facetów widzieliśmy już sporo. Zdjęcia porównywalne, montaż w obu przypadkach równie dynamiczny. Wniosek nasuwa się sam – tę różnicę wygenerował praktycznie jeden człowiek. Mierzy 193 centymetry wzrostu, ma nieco krzywy nos i urodził się w Ballymenie, w Irlandii Północnej…

Irish boy

Nic nie zapowiadało, że Neeson w ogóle zostanie aktorem. Był dobrym dzieckiem, nie miał charakterystycznego dla Irlandczyków porywczego temperamentu. Jako nastolatek zainteresował się boksem i rozpoczął treningi w przykościelnym klubie. Szło mu całkiem dobrze, aż pewnego razu oberwał tak mocno, że nie wytrzymał nos (stąd jego dzisiejszy wygląd), a Liam na chwilę stracił świadomość. Przeląkł się tym na tyle, że zraził się do tej formy aktywności fizycznej. Do dziś jego ulubionym sportem jest… wędkowanie.

Za młodu Neeson pracował w różnych miejscach. Był asystentem architekta, nauczycielem i kierowcą ciężarówki. Jednak najlepiej wspomina czas, kiedy zajmował się jeżdżeniem wózkiem widłowym w fabryce Guinnessa. Jak sam twierdzi, był szczęśliwym człowiekiem, i w życiu by nie pomyślał, że kiedyś przyjdzie mu na poważnie zająć się aktorstwem.

Przez teatr do gwiazd

Niezbadane są wyroki losu – i tak w pewnym etapie życia Liam bardzo zainteresował się kinematografią. Na filmy chodził wręcz nałogowo. Fascynacja była na tyle silna, że sam postanowił spróbować sił w branży. Poprzez Lyric Players’ Theatre, a także Abbey Theater w Dublinie rosły aktor trafił na plan „Excalibura” (1981) – produkcji historycznej, w której oprócz Neesona zagrała m.in. Helen Mirren. Przystojny Irlandczyk o charakterystycznym głosie spodobał jej się na tyle, że przyszła filmowa „Królowa” postanowiła zabrać go ze sobą do Anglii, gdzie świat filmu stanął przed nim otworem.

Neeson dość szybko miał okazję współpracować z najprawdziwszą hollywoodzką śmietanką. W 1984 roku na planie „Buntu na «Bounty»” spotkał Anthony’ego Hopkinsa, Mela Gibsona oraz Daniela Day-Lewisa. Dwa lata później zaś, kręcąc „Misję”, zagrał razem z Robertem de Niro i Jeremym Ironsem.

Jego czas

Wśród rodaków zawsze raźniej – nie inaczej jest w świecie filmu. To właśnie ziomkowi – Neilowi Jordanowi, który nam kojarzyć się może choćby z nakręcenia „Ondine” z Alicją Bachledą-Curuś w obsadzie – Neeson zawdzięcza przyspieszenie swojej kariery. Reżyser obsadził go najpierw w „Zjawach” (1988), a następnie w „Michaelu Collinsie” (1996), dramacie biograficznym o założycielu IRA. Za tę rolę Neeson otrzymał wyróżnienie na festiwalu w Wenecji, a także nominację do Złotego Globu. A że trzy lata wcześniej zyskał uznanie publiczności i krytyki rolą główną w „Liście Schindlera”, zwieńczenie wieku XX i początek nowego tysiąclecia zapowiadały się dla niego niezwykle ciekawie.

W 1999 roku aktor zagrał w filmie „Gwiezdne wojny: Część I – Mroczne widmo”, a jego kreacja mistrza Jedi Qui-Gon Jinna do dziś uważana jest za jedną z najlepszych (najlepszą?) w nowej trylogii George’a Lucasa. Następne kreacje Neesona to agent do zadań specjalnych w „Charliem cykorze” (2000) i twórca słynnych dziś badań dotyczących życia seksualnego Amerykanów w „Kinseyu” (2004), za którą otrzymał nagrodę IFTA.

Druga młodość

A później? Później była rola w „Batmanie: Początku” (2005), wymarzony przez Neesona występ w westernie („Krew za krew” z 2006 roku – niestety, film okazał się finansową klapą) i „Uprowadzona”, najprawdziwsza trampolina do listy przebojów. Składają się na nią występy w filmach takich, jak „Starcie tytanów” (2010), „Drużyna A” (2010), „Tożsamość” (2011), „Przetrwanie” (2011) czy „Battleship: Bitwa o Ziemię”(2011).

Uff… Aż strach pomyśleć, co będzie po premierze „Uprowadzonej 2”! Film trafi do kin w Polsce 5 października.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Pracuję
Walter Jackson Freeman II – lekarz lobotomista czy potwór?
Korzystam
Roman Polański – kontrowersyjny i genialny filmowiec
Korzystam
Ferrari – marka, którą uwielbiają wszyscy fani motoryzacji