Mieszkam

Minimalizm kontra graciarstwo – dwa bieguny wystroju domowego


(Fot. Flickr/jonnyscholes/Lic. CC by)Uczestniczyłam ostatnio w ciekawej rozmowie. Z jednej strony miłośnik zbierania wszystkiego, z drugiej – absolutni zwolennicy minimum formy i treści. Jak woda i ogień. Jak północ i południe.

Dlaczego „bieguny”?

Biegun to, jak wiadomo, skrajny punkt. Wystrój wnętrza może także przybierać ekstremalne formy. Jednym z kluczowych elementów jest liczba przedmiotów, którymi na co dzień się otaczamy. Myśląc o dyskutowanym wśród znajomych problemie, doszłam do wniosku, że symbolicznie minimalizm w wystroju można nazwać biegunem północnym, a graciarstwo – południowym.

Co ciekawe, wprowadzenie takich „geograficznych” oznaczeń odwołuje się oczywiście do mapy Ziemi. Tymczasem, np. w Europie mniej więcej na północy mamy Skandynawię – a w niej króluje styl skandynawski, znany z oszczędności formy, funkcjonalności i braku przepychu (więcej konkretnie o tym stylu w artykule Martyny).

Mówiąc natomiast „południe”, zwykle (choć średnio trafnie) mamy na myśli czy to europejski basen Morza Śródziemnego, czy to Afrykę, czy Amerykę Południową. „Południe” to więc w powszechnym mniemaniu gorący klimat, żywiołowość mieszkańców, ale także często bogaty styl wnętrz – niekonieczne w rozumieniu wartości przedmiotów, tylko raczej ich liczby (i tu nieraz pojawia się niestety kicz). Gra w skojarzenia prowadzi nas więc znów do głównego tematu.

Mniej znaczy więcej

Zwolennicy stylu, który roboczo nazwałam „minimalizmem”, stawiają na kilka elementów wystroju. Można zaliczyć do nich: niewiele mebli, przedmiotów; drastyczne ograniczenie liczby bibelotów; sporo wolnej przestrzeni; funkcjonalność; zwarte, uproszczone formy i kształty; ład i porządek; mało wzorów i uporządkowaną kolorystykę.

(Fot. Flickr/marcusspaapen/Lic. CC by)

Mam wrażenie, że do pewnego momentu IKEA stawiała właśnie na to minimum. Odwiedzając sklep kilka lat temu, widziałam w nim głównie proste meble o surowych bryłach, dużą ilość drewna, bieli i stonowanych kolorów; niewiele dodatków. Jak wiadomo, IKEA to sieć szwedzka – stąd zapewne jawne hołdowanie stylowi skandynawskiemu, o którym wspominałam.

Obecnie jednak nawet do tych sklepów wkraczają przedmioty mające trafić w gust osób o innych upodobaniach. Coraz więcej dodatków, nowych materiałów (stal proszkowana, plastiki), kolorów; wesołe tekstylia i bardziej złożone, nieraz ażurowe czy stylizowane formy. Ewolucja tu oznacza większy wybór i chyba większe możliwości.

Moja koleżanka Justyna marzy o bardzo specyficznym domu:

– Ja i mąż jesteśmy absolutnymi zwolennikami minimalizmu. W docelowym domu marzą nam się surowe wykończenia – z drewna, metalu. Uwielbiamy proste formy, a nawet niewykończone i jakby robocze meble, np. stół kreślarski, regały do piwnicy. Chcemy otoczyć się kolorem szarym i bielą. Żadnych firanek, dywanów, „ozdobnych” dodatków.

Para jednak zdaje sobie sprawę, że takie otoczenie nie jest obecnie możliwe do zrealizowania, ponieważ…

– Cóż, na razie jednak nasze dzieci są małe. Bardziej praktyczne są panele podłogowe, pastelowe kolory i miękkie meble. Na tworzenie wymarzonego wnętrza przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

„Południowy” temperament?

Wymyślając porównanie graciarstwa do Południa, nie chciałam oczywiście uogólniać – nie każdy Włoch (zwłaszcza surowy Toskańczyk!), Tunezyjczyk czy Kolumbijczyk to kolekcjoner bibelotów, pamiątek i zwolennik mebli, z których każdy jest z innej parafii. To dla mnie bardziej geograficzno-klimatyczna przenośnia. Północ, jako zimna i surowa, ma zdecydowanie bardziej ubogi krajobraz niż gorące, obfite i kolorowe Południe. A wszędzie żyją ludzie, którzy – naturalnie – różnią się między sobą.

Znam kilku zwolenników czegoś, co nazywam „graciarstwem absolutnym”. Niektórzy z nich są kolekcjonerami przedmiotów, które w większej liczbie wprowadzają zdecydowany brak harmonii. Dla przykładu, pewien mój znajomy zbiera modele samolotów. Niby nic, ale około 400 sztuk w maleńkim mieszkanku nieco przytłacza…

(Fot. Flickr/badgurl/Lic. CC by)

Pewna koleżanka bardzo lubi szaleć z kolorami i wzorami. Zasłony w jej pokoju są w kwiaty, obrus w koła, a dywan w paski. Dodajmy do tego pełną paletę barw, mnóstwo dodatków (ramki–pieski, porcelanowe figurki, a nawet makatki) i robi się wystrój, w którym postawienie polukrowanego ciastka na stole może już naprawdę spowodować wybuch formy i treści.

Powyższe przykłady są oczywiście skrajne i przytaczam je z przymrużeniem oka. Dla równowagi proponuję przyjrzeć się wnętrzu domu należącego do pewnej kobiety. Sama ten styl opisuje jako „śródziemnomorski miszmasz”, bo w wystroju nie brakuje pamiątek i przedmiotów z krajów śródziemnomorskich, ale też starych bibelotów z poprzedniej epoki. Dla mnie umiejętne łączenie dodatków i nawet pewien gustowny (cóż to znaczy?) przepych to jasna strona „graciarstwa”.

Mania zbierania

Gracenie ma też inne oblicze, co widzę na przykładzie starszych pokoleń z rodziny czy znajomych. Zaprzyjaźnione babcie bardzo często chowają pewne rzeczy „na później”, „bo się przyda”. Dotyczy to zarówno dość praktycznych (np. do mrożenia) pojemników po, powiedzmy, lodach, ale też niestety – hurtowych ilości słoików, wszelkich pudełeczek czy nawet opakowań po bombonierkach.

Chomikowanie może mieć wymiar praktyczny, ale przesada zawsze ma jakieś negatywne skutki. W domu wielu naszych babć dominuje wystrój na bogato, przetykany sztucznymi kwiatkami i pełnymi zapasów szufladami. I nawet jeśli tworzy to pewien klimat czy folklor, chyba sami powinniśmy być bardziej czujni i nie wpadać w manię zbierania.

Mój dom, mój świat

Daleko mi do oceniania cudzych gustów, nawet jeśli o czymś piszę z przymrużeniem oka. Celowo zaczepiam, pisząc o skrajnościach, które nazwałam „biegunami”. Bardzo mnie ciekawi, co Wy myślicie o współczesnych wnętrzach. Nie tych z reklam i katalogów, tylko tych zwykłych – naszych własnych, należących do naszych znajomych.

Jak wyglądają kwestie ilościowe w polskich salonach, łazienkach czy kuchniach? Ilu z nas wybiera nowoczesność i surowe minimum? Ilu wciąż „tradycyjne” perskie dywany, bogate meblościanki i ozdoby na półkach? No i czy o gustach w ogóle warto dyskutować…

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Urban exploration. Odkryj na nowo miejską dżunglę
Mieszkam
Projektowanie przestrzeni miejskiej, urbanistyka i jej stan dzisiaj
Mieszkam
Z czego budowaliśmy, z czego budujemy, z czego będziemy budować. O wielkiej płycie i nie tylko
  • Anonim

     Ja mam w domu graciarnię eklektycznych porzedmiotów, od ściany do ściany, od podłogi do skylights, bo żyje ze sprzedaży kolekcjonaliów – a marzę o miejscu kompletnie minimalistycznym. Bo my zawsze marzymy, że gdizęś daleko – w rzeczywistości czy w mentalności li tylko – jest lepiej.

    • A to racja… Ja mam potrzebę otaczania się większą ilością miłych oku i sercu przedmiotów, a jednak wiele z nich kryję w szufladach z obawy (?) przed zagraceniem.