Myślę

Gwiżdżą na telefony


  • 0

Do niedawna wydawało mi się, że gwizdem człowiek może przekazać ze trzy informacje. „Szarik, chodź tu!”, „Mała, fajne masz nogi!” i „Poczekaj stary, chce z Tobą pogadać”. Ale żeby można było powiedzieć „Sąsiad, jeśli  koło Twojej działki rosną pomarańcze, to przynieś mi kilka w drodze powrotnej”?

Siffleurs (Wikipedia Commons)

Siffleurs (Wikipedia Commons)

 Gwiżdżąca wieża Babel

 

Górzysta słabo zaludniona wyspa w archipelagu Kanarów. Zanurzone w śniegu trudno dostępne wioski Alaski. Górskie zbocza i lasy tropikalne Nowej Gwinei. Wioski zagubione wysoko w Pirenejach. Greckie wyspy. Deszczowe lasy boliwijskiej dżungli. Rozrzucone po świecie piękne osamotnione i trudne do zdobycia tereny łączy coś jeszcze oprócz romantycznej wizji nieokiełznanej natury. Otóż wszystkie te obszary wymagały od zamieszkujących je ludów dużej kreatywności w dostosowywaniu się do warunków życia. Ta zaś przejawiła się między innymi w stworzeniu systemu przekazywania informacji na duże odległości. Rozwinęli go na długo zanim Bell wynalazł telefon. I to w różnych częściach świata zupełnie niezależnie od siebie. Wystarczyło zagwizdać…

 

… a dźwięk przypominający śpiew ptaków niósł się na odległość kilometrów! W artykule „Wygwiżdż to”  Zuzanna Kisielewska opisuje następującą scenę:

 „Eusebio Martinez stoi przed swoją chatą położoną na wzgórzu i gwiżdże do maszerującego przez przełęcz człowieka. Oddalony o trzy kilometry mężczyzna zatrzymuje się, zdejmuje z pleców kosz i odgwizduje. Po chwili rusza w stronę chaty Eusebia. Gdy dociera na miejsce, zrzuca ładunek, bierze pieniądze i odchodzi. Zakupy bez wychodzenia z domu i negocjowanie ceny bez wypowiadania słowa” .

W językach gwizdanych dźwięki odpowiadają słowom do tego stopnia, że gwiżdżący mogą prowadzić złożone konwersacje nie wypowiadając ani jednego słowa. Niemożliwe? Posłuchajcie konwersacji w języku Chinantec, którym posługują się mieszkańcy kilku wiosek w południowym Meksyku.

 

 

Gwiżdżące maluchy z Savoonga

 

Wyspa Saint Lorenz to odległy obszar lądu należący do Alaski, choć przy dobrej widoczności widać z niej rosyjskie wybrzeże. Wyspę zamieszkuje około 1300 Eskimosów i właściwie wszyscy posługują się gwizdaną wersją języka Yupik. A jednak do niedawna nikt spoza wyspy o tym nie wiedział. Jak to możliwe? Prawdopodobnie nikt z izolowanej społeczności wyspy nigdy nie myślał o gwizdaniu jako formie komunikacji odrębnej od języka mówionego. Tak ten zadziwiający fakt tłumaczy Elaine Kingeekuk, która wychowywała się w położonej na Saint Lorenz wiosce Savoonga. „Gdybyś spacerował po Savoonga, usłyszałbyś gwiżdżące malutkie dzieci – mówi Elaine – Nikt tak naprawdę mnie nie uczył, ale to było wszędzie dokoła. To było naturalne, tak jak język”.

 

The Boys (Fot. Flickr /  lupinoduck / Lic CC by)

The Boys (Fot. Flickr / lupinoduck / Lic CC by)

 

 Wodę piją żaby

 

Tymczasem na Wyspach Kanaryjskich gwizdany język El Silbo trafił do szkół. Oto Gomera względem wielkości niemal najmniejsza wyspa archipelagu. Od osławionej Teneryfy dzieli ledwie 30 kilometrów. To jednak wystarcza, by oddalić ją od wielkiego turystycznego zatłoczonego świata. Przez wieki Guanczowie zamieszkujący wyspę mogli porozumiewać sie w na odległość dzięki El Silbo. W 2001 roku władze uznały go za dziedzictwo narodowe. Z całej wyspy zebrano osoby, które jeszcze go pamiętały i zatrudniono w szkołach. Fragment lekcji, na której gwizdanie nie jest zabronione, można zobaczyć na poniższym filmie.

 

 

Na wyspę zawitał Olgierd Budrewicz i przytacza następującą anegdotę

„Wesolutki Stefan, kierowca mikrobusu, należy do wirtuozów mowy gwizdanej. Jechał meandrami wąskich dróg Gomery, równocześnie wkładał – w rozmaity sposób – palce w usta i demonstrował gwizdane odzywki i powiedzenia. […]

– Niech pan zagwiżdże „Buenos dias”

– To może teraz „Good-bye”?

Wydaje się, że Stefan gwizdaniem naśladuje melodię słów. Ale oto podjeżdżamy pod knajpkę i dochodzi do wymiany zdań między Stefanem a stojącym na progu krzepkim staruszkiem. Ustaliliśmy uprzednio, że zapytamy o wino.

– Chciałbym butelkę czerwonego wina! – gwiżdże Stefan.

– Nie mam dla ciebie wina, mam wodę! – brzmi podobno odpowiedź. Stefan odgwizduje z wyraźną nonszalancją:

– Wodę piją tylko żaby!”

 

Mówić czy gwizdać? Oto jest pytanie

 

Języki gwizdane wbrew pozorom nie są tak bardzo odległe od języka mówionego. Nie istnieje ani jeden tego typu język, który nie byłby oparty na języku mówionym. Gwizdy zawsze opierają się na mówionym języku, nie zastępują go lecz raczej towarzyszą służąc do różnych celów. Świetnie nadają się do przekazywania istotnych informacji na dużą odległość, lecz już niekoniecznie do flirtowania.

 

Fakt, że w języku gwizdanym można przekazać mniej informacji. Liczne akustyczne formanty słów mówionych muszą tutaj zostać wyrażone za pośrednictwem jednego tylko formantu gwizdanego, zmieniają się tony, długość i akcent dźwięków. Dlatego też rozmówcy często powtarzają to co usłyszeli, żeby się upewnić, że dobrze się rozumieją.

 

Uwaga! Patrol!

 

Języki gwizdów sprawdzają się nie tylko na dużych odległościach. Chociaż nie stanowią sekretnego języka szyfrów, mogą być z powodzeniem wykorzystywane choćby po to, aby przekazać sobie informacje unikając wścibskich uszu np. turystów. Eleine Kingeekuk wspomina też sytuację, w której gwizdanie pomogło jej odszukać dziadka. Otóż Eleine przeprowadziła się z wioski do Anchorage, największego miasta na Alasce. Dziadek przyjechał w odwiedziny i wybrali się wspólnie na zakupy do dużego supermarketu. Staruszek powędrował gdzieś między sklepowymi alejkami i… zniknął. Co byście zrobili w takiej sytuacji? Wiem, wiem, komórka i dzwonimy, prawda? A co jeśli staruszek nie zabrał telefonu? Albo wyczerpała się bateria? Eleine nie musiała się martwić takimi drobiazgami. Ze stoickim spokojem zagwizdała tłumacząc dziadkowi, do której alejki ma podejść.

 

Jednak naprawdę ogromne znaczenie języki gwizdane miały dla rdzennej ludności na przykład podczas II wojny światowej. W wiosce Aas położonej we francuskich Pirenejach farmerzy unikali kar za nikczemne rozcieńczanie mleka wodą ponieważ gwizdy ostrzegały ich przed nadciągającym patrolem policji.

 

„W podobny sposób porozumiewali się kubańscy terroryści nanigos i członkowie ruchu oporu walczącego z dyktaturą generała Franco. Gdy jacyś mieszkańcy La Gomery byli poszukiwani i ścigani przez policję, ludzie przekazywali sobie szybko informacje w silbo: Uwaga! Nadchodzi Guardia Civil i cię szuka! Chowaj się!” – wspomina Isidro Ortiz, nauczyciel El Silbo.” – pisze Kisielewska.

 

Zastanawiałam się, w jaki sposób gwizdem zapytać: „Co o tym myślicie? Zostawcie uwagi w komentarzach pod artykułem”, ale przecież i tak mnie nie usłyszycie. Tak czy inaczej zapraszam do komentowania. Kto jest chętny by uczyć się El Silbo?

 

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Myślę
Różnice kulturowe – zrozumieć odmienność – cz.1
Myślę
Najtrudniejszy język świata
Myślę
Oczyszczanie umysłu