Doświadczam

Ojcostwo w dzisiejszych czasach


  • 1
Fot. Flickr/kwanie/Lic. CC by

Fot. Flickr/kwanie/Lic. CC by

Wydaje się, że żyjemy w czasach wręcz skrajnej tolerancji. Nikogo nie dziwią ukazywane w mediach postawy, właściwie szokowanie jest na porządku dziennym i nikogo już nie szokuje. Dostrzegam jednak jedno zjawisko, które ciągle jest spychane na margines i – co niezwykłe – dziwi.

Tym zjawiskiem jest ojcostwo – rozumiane przez mnie trochę inaczej niż przez większość społeczeństwa. Ojcostwo zaangażowane, które stawia na relacje z dzieckiem. Ojcostwo kreatywne, dające satysfakcję obu stronom tego układu.

Skąd temat?

Sam jestem ojcem dwuletniego synka, z którym staram się spędzać dużo czasu i mieć ogólnie dobry kontakt. Temat ojcostwa krystalizuje się w moim życiu z dnia na dzień, a wydaje mi się on na tyle ważny, że postanowiłem się nim podzielić z czytelnikami FiGeneration.

Media nas ogłupiają, ogłuszają, wypłukują z własnych myśli. Niestety, ale istotnym elementem mediów, czy tego chcemy, czy nie, jest reklama. Reklama, która pokazuje jakiś chory, zakłamany świat, na który niemo się godzimy.

Jeśli jest reklamowany płyn do czyszczenia toalet, reklamuje go wesoła matka Polka, która wprost kocha czyścić toaletę. Zmywać naczynia w telewizji ośmieli się też tylko kobieta. Jeśli chodzi o produkty związane z dziećmi – wszelkiego typu lekarstwa, maści, pieluchy, kremy, jedzenie – dzieciom zawsze towarzyszą mamy.

Ostatnio w oczy rzuciła mi się reklama jakiegoś syropu na kaszel dla dzieci, w której jako osoba troszcząca się o dziecko i podająca mu syrop występuje… ojciec [sic!]. Toż to nie do pomyślenia!

Powiem szczerze, że to mnie irytuje. Po prostu. Dopóki nie zostałem ojcem, nie zwracałem na to uwagi. Ale gdy w moim życiu pojawił się szkrab, pomyślałem: dlaczego w tym wyzwolonym i przewróconym na głowę świecie wszystko może być na opak, tylko nie sprawy rodzicielstwa? Postanowiłem być nowoczesnym ojcem…

Fot. Flickr/chimothy27/Lic. CC by

Fot. Flickr/chimothy27/Lic. CC by

…i tu zaczęły się schody

Wszelkie pisma dotyczące dzieci, jakie można znaleźć w kiosku, dają praktyczne porady mamom. Wiele z nich zresztą ma w tytule słowo „mama”, więc automatycznie je odrzucam. Razem z żoną kupujemy jedno pisemko, w którym i ja mogę znaleźć coś dla siebie. W gazecie liczącej ok. 100 stron na przedostatniej zawsze zamieszczany jest felieton napisany przez zaangażowanego ojca. Tylko tyle i aż tyle.

Mój dwuletni syn od niedawna chodzi do przedszkola. Oczywiście prywatnego, bo o publicznym nawet nie ma co marzyć. Było pierwsze zebranie, na które postanowiłem pójść. Jakie było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że na sali, na której znajduje się ok. 60 osób, nas – tatów – jest trzech.

Prawdopodobnie takiego zdziwienia nie doświadczyła pani dyrektor, która uparcie zwracała się do nas, rodziców, per „drogie panie”. Pozostawię to bez komentarza. Powiem tylko, że wyszedłem z zebrania „lekko poirytowany”.

Czy ktoś pomaga tatom?

Świat, jakkolwiek byłby tolerancyjny i postępowy, podcina skrzydła ojcom. Media tworzą czarny PR instytucji ojcostwa. Natknąłem się na statystyki, z których wynika, że na 100 wpisów w Internecie dotyczących dzieci i rodziców tylko ok. 10 mówi o ojcach. Nie byłoby może w tym nic negatywnego, gdyby nie fakt, że te wszystkie 10 artykułów przedstawia ojców w złym świetle…

W społeczeństwie pokutuje jeszcze prastary schemat, zgodnie z którym to matka jest jedyną wychowawczynią domową dziecka, a ojciec ma jej nie zawracać głowy i zarabiać pieniądze na dom. To stereotyp, z którym powinno się walczyć, a tak naprawdę toruje się mu drogę w gąszczu tolerancji, chyba trochę źle pokierowanej.

tato.net

Co ty na to?.. tato (fot. AGENCJA SE/EAST NEWS)

Co ty na to?.. tato (fot. AGENCJA SE/EAST NEWS)

W ostatnich latach wyrastają jak grzyby po deszczu twory, co to się ładnie nazywają fundacjami czy też organizacjami pożytku publicznego. W założeniu mają pomagać tym maluczkim, uciśnionym i nieradzącym sobie w nowoczesnym świecie. Apeluję, aby powstały takie fundacje, które pomagają ojcom – aktywnym ojcom!

Jakie było moje zaskoczenie, gdy okazało się, że w gąszczu fundacji wspierających kulejącą matczyną miłość, samotne matki i rodzicielki nieradzące sobie w życiu znalazłem jedną fundację, która pomaga ojcom. Jest nią tato.net, inicjatywa powołana do życia przez fantastycznego i ciepłego człowieka, pana dra Darka Cupiała.

Fundacja tato.net nie ma na celu pomagania finansowego ojcom ubogim czy w inny sposób pokrzywdzonym przez życie. Pan Darek znalazł w społeczeństwie tę samą lukę, o której pisałem powyżej – ojcowie są spychani na margines życia rodzinnego. tato.net szkoli nas, jak walczyć o swoje i budować relację, więź z własnym dzieckiem.

Głównym celem tato.net jest propagowanie wiedzy o ojcostwie, o tym, że relacja z dzieckiem powinna być ścisła i porównywalna do tej, jaka wiąże dziecko z matką. W tym celu fundacja organizuje warsztaty dla ojców, które w sposób ciekawy i kreatywny pozwalają zastanowić się nad sytuacją, a w konsekwencji zakasać rękawy i przystąpić do działania.

Ja sam miałem już okazję uczestniczyć w dwóch spotkaniach organizowanych przez tato.net. Były to warsztaty „7 sekretów efektywnego ojcostwa” oraz „Bliżej – pełna łączność”. Te pierwsze to intensywny dwudniowy kurs bycia tatą, drugie – skondensowana kilkugodzinna dawka niezbędnej wiedzy.

Warsztaty takie przede wszystkim pozwalają otworzyć szerzej oczy i zobaczyć, jak tak naprawdę społeczeństwo traktuje nas – ojców. Najczęściej smutna prawda jest taka, że ojciec na zebraniu rodziców w szkole to zło konieczne. Nadgorliwy, męczący typ, który próbuje udawać, że jest kimś innym, niż jest naprawdę.

tato.net (fot. materiały prasowe tato.net)

tato.net (fot. materiały prasowe tato.net)

Nadgorliwy tatusiek

Postrzeganie ojca to choroba społeczeństwa. Jesteśmy skazani na pozostawanie w cieniu matki, bo tylko ona potrafi wychować dzieci. Ojca rola w społeczeństwie jest jasno określona – ma się nie wtrącać i dostarczać środki do życia żonie i dzieciom.

A jak tak nie chcę. Jestem krnąbrnym przedstawicielem ludzi myślących, którzy chcą zrobić w życiu coś konstruktywnego. Chcę spędzać z moim synkiem co najmniej tyle czasu, ile moja żona. I widzę, że takie podejście do życia rodzinnego daje efekty. I niestety, ale będę reklamował inicjatywę tato.net na każdym kroku. Bo to ma sens i przyszłość. Czas się obudzić i coś zmienić w skamieniałym tworze społecznym!

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Doświadczam
Kasza jaglana nie tylko dla alergików
Doświadczam
Gry planszowe – rozrywka dla dorosłych
Doświadczam
Skarby jesieni na talerzu
  • a ja mam dwie córki i już dawno zauważyłem to, co Pan dopiero teraz, Panie Tato…chodzę na prawie wszystkie zebrania itd…..