Korzystam

Bergman naszych czasów – Michael Haneke


  • 0
Biała wstążka (fot. producenta)

Biała wstążka (fot. producenta)

„Jeśli Ingmar Bergman miewał koszmary, to tak właśnie musiały one wyglądać” – napisał jeden z recenzentów po obejrzeniu „Białej wstążki”. Właśnie ten film sprawił, że Michael Haneke został okrzyknięty Bergmanem naszych czasów. Teraz do kin wchodzi kolejne jego dzieło, nagrodzona Złotą Palmą „Miłość”. Skłania mnie to do pewnych refleksji i poszukiwań, co łączy Hanekego z Bergmanem.

Bergman egzystencjalny, Haneke globalny

Scenarzysta Cezary Harasimowicz uważa porównanie tych reżyserów za nietrafione: „Haneke »Białą wstążką« uderza w europejską tożsamość w sposób dogłębnie psychologiczny. Nie mogę jednak zgodzić się, że jest współczesnym Bergmanem. Bergman opowiadał inne historie. Były to egzystencjalne rozważania na temat ludzkiego bytu wobec absolutu”.

Podobne zdanie ma krytyk filmowy Michał Oleszczyk: „Fenomen Hanekego jest bardzo odległy od Bergmana. Bergmana interesowała sfera życia prywatnego i ewentualnej duchowości, Haneke pochyla się nad sferą prywatną, ale także nad jej aspektami globalnymi. Wystarczy spojrzeć na jego twórczość: »Kod nieznany« to bardzo duża filmowa układanka, w której mamy mieszankę różnych narodowości i klas społecznych. Podobnie jest z filmem »Ukryte«, w którym Haneke bierze pod lupę kolonialną przeszłość Francji” – wylicza.

Części wspólne

Mimo różnic wskazanych przez Harasimowicza i Oleszczyka ja, oglądając „Białą wstążkę”, pomyślałam, że bardzo kojarzy mi się ona z filmami Ingmara Bergmana, mistrza obrazów ponurych i smutnych, a zarazem zniewalających. Jednym z wspólnych mianowników dzieł tych twórców jest dla mnie ich zdolność do zarażania umysłu; zwykle powikłania w postaci nasilonych refleksji ciągną się jeszcze wiele tygodni po kontakcie z bakcylem.

W filmie „Goście Wieczerzy Pańskiej” Bergman pokazuje życie wioski rybackiej, a w niej ważną postać księdza, który nie potrafi dodawać otuchy i wsparcia swoim wiernym. Nie jest do tego zdolny, bo sam przeżywa kryzys wiary po śmierci swojej żony. Postać księdza z „Białej wstążki” wydaje się bardzo podobna. A scena, w której lekarz szydzi z akuszerki, jest po prostu okrutniejszą wersją podobnej sceny między pastorem a nauczycielką w „Gościach…”.

Z kolei w filmie „Fanny i Alexander” historia przedstawiana jest z perspektywy dwojga dzieci, brata i siostry, których życie zmienia się diametralnie, gdy ich owdowiała matka wychodzi za mąż za pastora. Człowiek ten, z pozoru troskliwy i czarujący, okazuje się potem okrutnym, surowym hipokrytą, który wprowadza terror w życie głównych bohaterów. Podobny oziębły terror oglądamy właśnie w filmie Hanekego.

Obydwaj twórcy serwują widzowi prawdziwy horror. Jednak nie są to filmy straszące potworami, duchami i wampirami generowanymi przez komputer i uzdolnionych twórców. Takie stwory zdają się być żartem wobec prawdziwych monstrów wyrosłych z nienawiści i zła, które rozwinęły się w duszach i umysłach bohaterów Bergmana i Hanekego. Przy całej mroczności i pesymizmie filmy te zachowują pewną równowagę, raczej nie wykańczają widza, jednak z pewnością niepokoją i skłaniają do zastanowienia.

„Biała wstążka” biografią Bergmana?

„Jedną z uderzających cech »Białej wstążki« jest upór, z jakim przywołuje ona wizerunek i biografię Ingmara Bergmana. Znanym faktem z historii tej produkcji jest to, że Haneke zwrócił się do swojego operatora filmowego Christiana Bergera o dokładne przestudiowanie dzieł Svena Nyqvista [operatora współpracującego z Bergmanem – przyp. red.]” – pisze Jeremi Szaniawski. Przyznam, że fakty te nie były mi znane. Podobnie jak kolejne elementy biografii Bergmana, które znalazły odbicie w filmie Hanekego.

Powiązania między tymi reżyserami okazują się zatem sięgać znacznie głębiej niż tylko do podobieństwa poszczególnych scen czy podejmowanych tematów. Oto okazuje się, że Bergman został wychowany przez zamożnego, charyzmatycznego pastora luterańskiego, sam zaś był nieposłusznym dzieckiem.

Miłość (fot.producenta)

Miłość (fot.producenta)

„W czasie dzieciństwa artysty ich relacje były napięte i skomplikowane; po okrutnych karach, także fizycznych, następowały okresy okazywania skruchy, na przykład poprzez całowanie ojca i matki w rękę i błaganie o wybaczenie” – czytamy we wspomnianym tekście. Bergman według Szaniawskiego był też jako dziecko zmuszany do noszenia czerwonych spodni za każdym razem, gdy zdarzyło mi się zmoczyć w nocy. Łatwo dostrzegalna analogia do wstążki, którą muszą nosić dzieci w filmie Hanekego. Wreszcie aktor grający główną rolę wydaje się rzeczywiście bardzo podobny do reżysera „Fanny i Aleksandra”. Hm… chyba rzeczywiście trudno tutaj mówić o przypadku?

Miłość podobna do wstążki

»Miłość« jest druzgocząca. I olśniewająca. Trudno się otrząsnąć. Surowość i emocjonalne nieustraszenie przypomina mi Bergmana” – tak o najnowszym filmie Hanekego napisał na Twitterze Chris Vognar, krytyk filmowy Dallas Morning News. Film ten jest rzeczywiście skromną ascetyczną miniaturą, chociaż siła pokazywanych na ekranie emocji jest ogromna. Opowiada historię pary w podeszłym wieku. Żona doznaje udaru mózgu i jedyne, co pozostaje mężowi, to zająć się partnerką, której stan gwałtownie się pogarsza. To mocno przypomina Bergmana, w szczególności jego „Szepty i krzyki”, które również podejmują temat śmierci i rozpaczy w rozległych wnętrzach przestronnej posiadłości. U Bergmana jest to rezydencja na prowincji, u Hanekego duże mieszkanie w Paryżu, wypełnione książkami i bibelotami. „Miłość” kręcona jest długimi ujęciami, płynącymi leniwie i dającymi widzowi czas na wkroczenie w ostatni etap życia tej pary. Przyznam, że nie jestem osobą skłonną do wzruszania się na filmach. Lecz w przypadku „Miłości” już sam trailer wyciskał mi łzy z oczu.

„Haneke […] jest nieulęknionym obserwatorem ludzkiej słabości. Łączy estetyczną dyscyplinę i surowość z pragnieniem wpatrywania się w pustkę. W tym sensie zawsze przypomina mi trochę Ingmara Bergmana. W efekcie »Miłość« pozostawiła mnie oszołomionego i kiedy potem spotkałem znajomych w holu, wszystko, co mogłem zrobić, to bełkotać i kiwać głową” – pisze w szerszej recenzji Vognar.

Biorąc pod uwagę, jak bogata jest twórczość obydwu mistrzów, trudno wyczerpać temat. Niech więc ten artykuł stanowi zaczątek dyskusji. Zachęcam Was do dzielenia się spostrzeżeniami na temat podobieństw i różnic między Bergmanem i Hanekem. I przypominam, że „Miłość” wchodzi do kin już 2 listopada.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Korzystam
Trzy stolice w jeden weekend. Co warto zobaczyć w Wiedniu, Budapeszcie i Bratysławie?
Korzystam
Aktywna jesień z nowymi gadżetami
Korzystam
Alternatywa – czyli kawa, o której nie miałeś pojęcia