Korzystam

De Niro & Pacino – zmierzch gwiazd kina


  • 0
"Człowiek z blizną" (Fot. Flickr/Silly Little Man/Lic. CC BY-SA)

„Człowiek z blizną” (Fot. Flickr/Silly Little Man/Lic. CC BY-SA)

Robert De Niro i Al Pacino wielkimi aktorami są – i basta. Świadczy o tym przede wszystkim fakt, że ich nazwiska i profesję kojarzą nawet ci, którzy kinematografią nie interesują się w ogóle. Ostatnimi czasy jednak obaj artyści najwyraźniej postanowili zszargać sobie opinię – tak przynajmniej wynika z ich zawodowych poczynań.

Najlepsi z najlepszych

Jak powszechnie wiadomo, najtrudniej jest się utrzymać na szczycie, a upadek z wysokiego konia boli najbardziej. Ponadto wynikający ze szczególnej pozycji w danym zawodzie niepisany kodeks reguluje, co wypada, a czego nie wypada robić. Od person o takim statusie wymaga się na przykład, by klasę zachowywały zawsze (w przypadku aktorów dotyczy to również doboru ról), a gdy z różnych przyczyn jest to niemożliwe – winne są honorowo zejść ze sceny, z „niczego nie żałuję” na ustach. Od kogo wymagać w tych sprawach szczególnego wyczucia, jeśli nie od dwójki aktorów uważanych za najwybitniejszych wśród żyjących?

Bob i Al

De Niro (rocznik 1943) i Pacino (1940) mają ze sobą wiele wspólnego. Poza oczywistym mistrzostwem rzemiosła obaj mają włoskie korzenie i urodzili się w Nowym Jorku. Młodzianami byli bardzo krnąbrnymi, a ponad edukację szkolną przedkładali szwendanie się z kumplami. De Niro należał nawet do osiedlowego gangu, w którym dorobił się pseudonimu „Bobby Milk”.

Plotka głosi, że „Bobby’ego” w ramiona aktorstwa pchnął impuls. Pewnego dnia po prostu wyszedł z kina i stwierdził: „To właśnie będę w życiu robić”. Do realizacji celu zabrał się bardzo ambitnie – studiował aktorstwo w Stella Adler Conservatory, jednej z najlepszych szkół przygotowujących do zawodu. To właśnie tam De Niro zaraził się pasją do „stawania się” postacią, którą gra – często włącznie z fizyczną transformacją. Do dziś słynne są jego przygotowania do niektórych filmów – np. do „Wściekłego byka” przytył 27 kg, a na potrzeby musicalu „New York, New York” nauczył się grać na saksofonie.

De Niro w 2012r. (Fot. Flickr/GabboT/Lic. CC BY-SA)

De Niro w 2012r. (Fot. Flickr/GabboT/Lic. CC BY-SA)

Szekspirolog

Pacino nauki aktorskie pobierał w Actors Studio, prowadzonym przez słynnego Lee Strasberga (choć dostał się tam dopiero za drugim podejściem). Swoją karierę od początku silnie związał z teatrem – w latach 60. miał już na koncie najbardziej prestiżowe nagrody w środowisku. Szczególną miłością Pacino do dziś darzy dzieła Szekspira – z tego powodu często nazywany jest „Szekspirologiem”.

Po sukcesach w teatrze o aktora szybko upomniało się Hollywood. Pacino – co później stało się jego znakiem rozpoznawczym – bardzo starannie (do pewnego momentu…) dobierał role. Mówi się, że na samym początku przygody z filmem odrzucił ok. 11 propozycji! Opłaciło się – już jego pierwsza poważna kreacja, staczającego się na dno, uzależnionego od narkotyków młodego człowieka w „Narkomanach” (1971) zwróciła uwagę samego Francisa Forda Coppoli. Ten właśnie zabierał się do kręcenia „Ojca chrzestnego” i Alowi powierzył Pacino rolę Michaela Corleone.

Kumpel Scorsese

Filmowe początki De Niro nastąpiły nieco szybciej. Wszystko dzięki znajomości z młodym reżyserem – Brianem De Palmą. Dzięki rolom w jego trzech filmach CV Roberta wreszcie ruszyło z kopyta. Co więcej, na jednym z przyjęć w mieszkaniu De Palmy „Bobby” spotkał znajomego z dzieciństwa, Martina Scorsese. Panom rozmawiało się na tyle dobrze, że reżyser postanowił umieścić De Niro w obsadzie swojego najnowszego filmu, pt. „Ulice nędzy” (1973). Najwyraźniej współpraca układała się nad wyraz harmonijnie, bo do dziś ten duet nakręcił wspólnie osiem filmów.

Co ciekawe, rok przed występem w „Ulicach…” De Niro brał udział w przegranym castingu do „Ojca chrzestnego”. Tym samym na spotkanie na filmowym planie bohaterowie tego tekstu musieli jeszcze trochę poczekać…

Razem, ale osobno

Nastąpiło ono w roku 1974, przy okazji kręcenia drugiej części „Ojca…”. De Niro tym razem otrzymał rolę – wcielił się w młodego Vita Corleone, ojca Michaela. Sęk w tym, że sceny z udziałem De Niro były retrospekcjami, więc aktorzy w żadnej z nich nie wystąpili razem. Na taki przypadek zniecierpliwiona publiczność musiała czekać aż do roku 1995. Wtedy to w wyreżyserowanej przez Michaela Manna „Gorączce” Pacino i De Niro wreszcie pojawili się na ekranie równocześnie.

Lista przebojów

Poza „Ojcem chrzestnym” filmografie obu aktorów wręcz pękają w szwach od wybitnych produkcji, których wymienić tu nie sposób. De Niro? „Wściekły Byk”, „Nietykalni”, „Taksówkarz”, „Kasyno”, z nowszych – „Gorączka” oraz „Fan”. Pacino? „Człowiek z blizną” (choć krytycy wcale nie byli filmowi przychylni), „Pieskie popołudnie”, „Życie Carlita” czy „Zapach kobiety”. Rozpiętość czasowa, jeśli chodzi o powstanie wymienionych produkcji, jest ogromna – tym bardziej owocnie dla obu artystów zapowiadał się filmowy wiek XXI.

Zonk

Niestety – proza życia bywa okrutna, także dla wybitnych aktorów. Za występ w „Showtime” (2002) De Niro otrzymał nominację do Złotej Maliny (w parze z Eddiem Murphym). Wstrząsnęło to „Bobbym” na tyle, że odechciało mu się walczyć o ambitne role. I tak, do dziś De Niro zagrał m.in. w takich produkcjach, jak „Poznaj naszą rodzinkę” czy „Sylwester w Nowym Jorku”. Na ten obraz nędzy i rozpaczy składa się także film „Zawodowcy” z 2008 roku, w którym obok De Niro zagrał także… Al Pacino.

W przypadku tego drugiego sam początek nowego wieku zapowiadał się obiecująco – przyniósł mu role w filmach takich jak „Rekrut” czy „Anioły w Ameryce”. Później było już tylko gorzej, a kulminacją nieszczęść był występ – w zamyśle aktora zapewne o zabarwieniu autoironicznym – w komedii „Jack i Jill”, za który Akademia postanowiła nagrodzić Pacino zestawem dwóch Złotych Malin.

Starsi panowie dwaj

Swego czasu Robert De Niro udzielił wywiadu, w którym stwierdził: „Nie oglądam swoich filmów. Zasypiam na nich”. Z przykrością trzeba przyznać, że – o zgrozo – widzom filmów z udziałem dwójki najwybitniejszych żyjących aktorów od jakiegoś czasu również się to zdarza. Na przemian z załamywaniem rąk z zażenowania.

[FM_form id="2"]
Korzystam
„Wielki Gatsby”, czyli opowieść o sukcesie, który nie daje szczęścia
Korzystam
Tony Scott – wspomnienie mistrza kina akcji
Pracuję
Audrey Hepburn i Marilyn Monroe – co wynikło z rywalizacji dwóch ideałów?