Bez kategorii

Architektura z odzysku


  • 1
Nitt Witt Ridge (Fot. Flickr/ jfrancis/Lic. CC by)

Nitt Witt Ridge (Fot. Flickr/ jfrancis/Lic. CC by)

Stare palety, niepotrzebne kontenery, opony i rozbite cegły. Nie. To nie inwentaryzacja śmieci, które można znaleźć w polskich lasach. To dla niektórych najzwyczajniejsze w świecie materiały budowlane. I choć zapewne architektura z recyklingu nie wyprze tradycyjnego budownictwa, to warto się z nią zapoznać. W końcu kres naszego świata – jeśli wierzyć Majom – tuż-tuż.

Powtórne życie rzeczy

Ktoś mógłby powiedzieć, że architektura z odzysku, powtórnie wykorzystująca materiały budowlane lub takie, które z architekturą w ogóle się nie kojarzą, to pomysł świeży. Nic bardziej mylnego. Gdybyśmy chcieli poszukać początków takiego sposobu budowania, musielibyśmy się cofnąć aż do przełomu lat 20. i 30. XX wieku. Wtedy to Arthur Harold Beal rozpoczął budowę swojego domu, który znany jest pod nazwą Nitt Witt Ridge. Prace trwały blisko 50 lat, a do budowy wykorzystano takie materiały, jak: części samochodowe, stare kafelki, fragmenty kuchenek czy puszki po piwie. Te ostatnie wraz z betonem, który był jedynym materiałem zakupionym przez Beala, posłużyły nawet do budowy fundamentów. Dom stoi w kalifornijskiej Cambrii i jakiś czas temu został udostępniony zwiedzającym.

Również w Kalifornii leży Butelkowa Wieś Babci Prisbrey. Jest to wioska turystyczna, w której do konstrukcji budynków, ścian i elementów dekoracyjnych wykorzystano butelki i szklane odpady, które „Babcia” znajdowała na pobliskim wysypisku odpadów. Na pomysł stworzenia takiej wioski wpadła w 1956 roku 60-letnia wówczas Tressa Prisbrey. Jej celem było ograniczenie zużycia surowców naturalnych oraz zmniejszenie ilości odpadów.

Katedra w Mejorada del Campo (Fot. Flickr/ Dubas/Lic. CC-BY-ND)

Katedra w Mejorada del Campo (Fot. Flickr/ Dubas/Lic. CC-BY-ND)

Niespełna dekadę później podobny pomysł na architekturę z odzysku narodził się w głowie Hiszpana, Justo Gallego Martíneza. W podzięce za wyleczenie z gruźlicy postanowił on wznieść pod Madrytem ogromną katedrę. Jego dzieło ma 50 metrów długości, 20 szerokości i 40 wysokości. Świątynia powstaje z odpadków: starych, podniszczonych cegieł, odzyskanej blachy falistej, plastikowych butelek czy części samochodowych, które „El Loco” (bo tak nazywany jest przez miejscowych Martinez) od 50 lat cierpliwie znosi na teren budowy. Pytany o to, dlaczego wybrał akurat taki materiał budowlany, odpowiada: „Zbieram to, co wyrzucają inni. W przeciwnym razie te rzeczy byłyby po prostu śmieciami. To wszystko, co mam na ten temat do powiedzenia”.

Martiznez wznosi kościół właściwie bez niczyjej pomocy, a wiedzę o budowie świątyń czerpie z książek. Sam projekt, który nawiązuje do budowli romańskich, jest efektem pragmatycznego podejścia do sprawy. “El Loco” po prostu był świadom tego, że życie jest za krótkie na wyszukany barok czy gotyckie zdobienia.

Do ukończenia budowy – jak szacuje 87-letni Martinez – pozostało jeszcze około 15 lat. I jak dodaje – musi się śpieszyć.

Earthship w Taos County, USA (Fot. Flickr/jessicareeder/Lic. CC by)

Earthship w Taos County, USA (Fot. Flickr/jessicareeder/Lic. CC by)

Earthshipy, czyli współczesna ziemianka

Butelkowa wioska czy „śmieciowa” katedra wydają się pomysłami szalonymi, ale jeszcze bardziej rewolucyjne są earthshipy, czyli ekologiczne domy budowane z surowców wtórnych oraz budulca naturalnego. Za ojca pomysłu uważa się Mike’a Reynoldsa, który w roku 1970 rozpoczął swoją przygodę z architekturą recyklingową. To właśnie wtedy zdefiniowano pojęcie earthshipu, na które składają się trzy elementy:
– earthship musi być tani w budowie i użytkowaniu oraz możliwy do zbudowania przez niespecjalistów i bez użycia sprzętu budowlanego;
– użyte materiały budowlane powinny być ekologiczne, pozyskane z recyklingu, a nowe – najlepiej naturalne – przyjazne ludziom i środowisku;
– budynek powinien być samowystarczalny energetycznie, niezależny od dostawców mediów; pożądane jest pozyskiwanie w nim energii słonecznej i wiatrowej oraz wykorzystanie wody deszczowej.

Pierwsze tego typu domy wzniesiono w Nowym Meksyku, gdzie do dzisiaj jest ich najwięcej. Tam też powstała duża kolonia, zwana The Greater World Community (Wspólnota Większego Świata). Po 40 latach takie obiekty można znaleźć prawie w każdym zakątku świata, również w Polsce. Pierwszy earthship powstał w tym roku w Mierzeszynie, koło Gdańska. Do jego budowy wykorzystano 1500 zużytych opon, puszek po piwie oraz ziemi. Ma on 18 m długości i 8 m szerokości. Technologia jego budowy jest najprostszą z możliwych. Opony ułożono na sobie jak cegły, a przestrzeń między nimi wypełniono puszkami. Całość została uszczelniona ziemią i gliną.

Container City (Fot. Flickr/Magnus D/Lic. CC by)

Container City (Fot. Flickr/Magnus D/Lic. CC by)

Z morza na ląd

Inny sposób na bycie „eko” i „trendy” opatentował – i to dosłownie – Philip C. Clark. W 1989 roku otrzymał on patent pod tytułem: “Method for converting one or more steel shipping containers into a habitable building at a building site and the product thereof”. Otworzyło to drogę do pojawienia się architektury kontenerowej, która bazuje przede wszystkim na powtórnym wykorzystaniu kontenerów używanych w transporcie morskim. I gdyby się nad tym zastanowić, jest to pomysł genialny w swojej prostocie.

Dzięki niemu otrzymujemy tani i szybki w budowie obiekt, który przy okazji ma wysokie walory ekologiczne. Dodatkowo pozwala on dowolnie kreować przestrzeń, trochę tak, jakbyśmy układali klocki. Te możliwości dostrzegło wiele osób – na całym świecie są już kontenerowe „rezydencje” czy na przykład sklepy. Takie rozwiązanie zostało zastosowane m.in. przez pracownię Spillmann Echsle Architects. Zaprojektowała ona w Zurichu sklep firmy Freitag, która zajmuje się produkcją toreb ze zużytych plandek samochodowych, poduszek powietrznych, a także pasów bezpieczeństwa. Architekci zaprojektowali budynek, którego główną część stanowi 26-metrowa kontenerowa wieża.

Architektura kontenerowa to nie tylko pojedyncze obiekty. W holenderskim Utrechcie zbudowano z nich wielokolorowy kampus dla studentów. W Trinity Buoy Wharf, w Londynie, Eric Reynolds stworzył Kontenerowe Miasta (Container City), na które składa się 37 mieszkań. I choć wygląda to atrakcyjnie, to chyba niewielu z nas zdecydowałoby się w takich kontenerach zamieszkać.

 

„Śmieciowa” architektura to raczej alternatywa dla „ekoistów” lub „trashionistów” (pojęcie powstało z połączenie dwóch słów: trash [śmieci] i fashion [moda]). Jednak wcale nie musimy przenosić się do domów z opon, aby być ze środowiskiem za pan brat. Segregujmy śmieci, oszczędzajmy wodę i prąd. Na początek powinno to wystarczyć.

Powiązane wpisy

[FM_form id="2"]
Bez kategorii
Jak zmieniał się wygląd mobilnych gadżetów? [część 3]
Bez kategorii
Komfort na małej powierzchni – pomysłowe mieszkania z całego świata
Bez kategorii
Charles Dickens – dekorator wnętrz
  • nie, Panie Błażeju, to nie wystarczy…… Trzeba więcej z siebie….